„Kobieta zdziczała”… Hmmm… Jak się znajdzie śmiałek, który będzie chciał oswoić to… – tytuł wystawy trzeba będzie zmienić 😉
W zakopiańskim Muzeum Tatrzańskim, oddział Willa Oksza – niecodzienna wystawa czasowa była. Katarzyna Depta-Garapich podeszła do tematu – nietuzinkowo. W sumie oszczędnie… W pierwszej z sal – cztery projekty ubiorów, ciut ciut kostiumów może nawet. Nie powiem w jednym czy drugim bez problemu chodziłabym na co dzień i od święta! Zdziczała jestem…? Nie wiem… Ale nigdy nie było dla mnie problem, by znaleźć w sobie odwagę bycia inną, wyglądania inaczej niż wszyscy wokół, samodzielnego myślenia nawet jeśli pod prąd… Ale też nigdy nie było to „na siłę” i „dla publiki”. Raczej takie dla mnie zwyczajne, normalne, naturalne… Więc zdziczała jestem…?
W drugiej sali ciemnawo. Duży ekran, na nim sfilmowany kawałek lasu. Gdzieś między krzewami przemyka postać Autorki. Nie ucieka, nie kryje się. Po prostu idzie swoją ścieżką. Na innym z ekranów – Autorka wystawy w zaprojektowanych przez siebie ubiorach, to stoi to wiruje w jakimś dziwnym tańcu chyba… chciała poczuć się każdą z kobiet o których opowiada? Usiadłam. Słucham i oglądam to co na ekranie. Zastanawiam się co ma ten las z tymi projektami ubrań? I nagle olśnienie! Przecież to jest takie proste i zarazem takie ważne! Być sobą! Tak prawdziwie. Nie grać, nie udawać, nie wchodzić w jakieś role narzucane przez kogoś lub wymyślone przez siebie samego. Nie nakładać masek – bo zawsze prędzej czy później uwierają. A jak opadną – to dopiero problem i wstyd! Więc być sobą… Móc powiedzieć o sobie „jestem…” i bez żadnego „jestem, ale… ”. Po prostu – jestem! I czuć, wiedzieć, mieć absolutną pewność przed samym sobą, że to jest prawda!
Projekty ubiorów Katarzyny Depta-Garapich inspirowane były postaciami konkretnych kobiet: Rita Sacchetto – dla której życiem był taniec i film (poszła za głosem zakochanego serca, wyszła za mąż wbrew wszelkim konwenansom i przeniosła się do obcego kraju); Maria Olska – zdolna aktorka i reżyserka pracująca na scenach teatrów lwowskich i krakowskich (i dwu aktorów miała w domu. Jeden i drugi to Tadeusz Pilarski – przy czym jeden był jej mężem, a drugi synem 😉); Maria Witkiewiczówna – żona i matka Witkiewicza (też obydwa Stanisławy…), co już niemałym wyzwaniem było, ale i rzeźbiarka choć powszechnie uznawano to za męskie zajęcie; czwarta to Katarzyna Sobczak – w bardzo tradycyjnym społeczeństwie zakopiańskim odważyła się być prawdziwą poetką. Każda z nich miała odwagę powiedzieć „jestem…” i być naprawdę.
Chyba jestem zdziczała… Mam nadzieję, że jestem zdziczała… Bo chcę być zdziczała…






