Tag: Warmińsko-Mazurskie

Warmińsko-mazurskie – bezdroża

Jakie jest Warmińsko-Mazurskie? Piękne widoki po horyzont (bo góry nie zasłaniają 😉). Zielono we wszystkich odcieniach. I miodem wszędzie pachnie, bo na żółto pola rzepak pomalował, zapach przy okazji rozsiewając. Krowy – chodzą luzem (nawet te angielskie z rogami jak bizony). Tu i tam kozy lub barany się pasą a i nawet drób wszelakiej proweniencji chodzi sobie dostojnie gdacząc, kwacząc i w każdym innym ptasim języku gadając. A propos ptactwa – bociany to tu chyba z kilku okolicznych województw zagonili! Co słup – to gniazdo. Ale w jednej wsi (pojęcia nie mam jak się nazywa. Po prostu jechałam z punktu A do punktu B właśnie tamtędy) – to już przesadzili! 😊 Przez wieś biegną druty z prądem powieszone na słupach. To się jakoś tam fachowo nazywa – nie ważne… 😊 Na każdym słupie, a było ich pewnie ponad dwadzieścia jak nic – gniazdo. I w każdym gnieździe boćkowa rodzinka!

Bardzo pusto na drogach. Czasem miałam wrażenie, że mogę zaparkować na środku jezdni i piknik urządzić – i dopiero jak skończę jeść to jakieś auto z naprzeciwka nadjedzie! Ale jedna trasa mnie zaskoczyła na max. Jadę sobie spokojnie a tu znienacka, droga się w pas startowy dla samolotów zamieniła! Widać aut na drogach mało ale na samolot z przeciwka sunący się „nadziać” można. Tu i tam jakiś zamek krzyżacki mocarnie murami potężnymi wrósł z pejzaż, jakieś smukłe wieże kościołów protestanckich albo i katolickich, albo protestanckich przerobionych na katolickie teraz. Z synagog prawie nic nie zostało niestety… Taka historia tych ziem… Kilka niezłych muzeów i skansenów. Subiektywnie popodglądam w kolejności postach dokładniej, te które udało mi się odwiedzić😉. Generalnie dobre miejsce na wypoczynek i pozwiedzanie!

A! Jeden kamyczek do ogródka… 😊 W restauracjach – generalnie wszystkie dania ze świnki. Nawet do rosołu świnkę dorzucają… Ba! Nawet w deserze kamuflaż świnkowy – bo ciasta z galaretką… Ja się nie dziwię, że po drodze tylko pasące się bydło rogate i drób widziałam… 😉

Ot taka kraina miodem i mlekiem… i pieczonymi świnkami!😊

Warmińsko-mazurskie – Szczytno

Przyjechałam do Szczytna popołudniową porą, zmęczona po zwiedzaniu różnych zakątków od rana. Było pochmurnawo i zimno i pomyślałam że zerknę i jadę do hotelu bo chcę już kawę, kolację i odpocząć – i to najlepiej JUŻ! A tu… Fajne miasto! Po pierwsze jakoś tak muzycznie mi się zrobiło bo wszędzie Klenczon. Pomnik, kamień ku czci jakiś mural… Kilka kościołów, głównie protestanckich wspólnot – a same budynki głównie XIX wieczne. Ten najstarszy, ewangelicko- augsburski jest z XVIII wieku i baaaardzo zielony w środku. Zielono białe są ławki, galeria i ołtarz. Fajne wrażenie robi. Jest kilka historycznych cmentarzy. Miedzy innymi żydowski, założony na początku XIX wieku. To chyba jeden z lepiej zachowanych cmentarzy żydowskich w warmińsko-mazurskim. Przyznać trzeba że ślady po społecznościach żydowskich dość skutecznie w województwie historia zatarła…

Najważniejszym zabytkiem jest zamek krzyżowski, a właściwie jego mizerne resztki. Niewielka ruina XIV zamku fajnie w sumie jest zabezpieczona. Część zadaszona, tu i tam jakaś gablota z manekinem ubrany z imitacje średniowiecznych fatałaszków, skrzynia porzucona robi klimat, muzyka średniowieczna się sączy przez ukryty gdzieś głośnik. Nie wiem czy jakoś wyobrażam sobie Juranda ubranego w wór i z pochwą od miecza zawieszoną na sznurze na szui… Jakoś tu tak za czyściutko chyba i mało powieściowo… Ale, że Sienkiewicz rozsławił Szczytno, meldując w nim komtura, to i pomnika się doczekał tuż obok zamku.

Fajnie zagospodarowane nabrzeże jeziora Domowego Dużego (Małego też). Można posiedzieć, posączyć jakiś złoty trunek (przecież w mieście browar od XIX wieku działał 😉 ) i ponasłuchiwać. A nuż kwiaty we włosach potarga wiatr a drzewa wyszumią, że nikt na świecie nie wie że się kocham w…

© 2026 Lucyna Maria Rotter

Theme by Anders NorenUp ↑