Tag: Portugalia

Portugalia – Braga

„Lizbona się bawi, Coimbra studiuje, Braga się modli, a Porto pracuje”. Hmmm…. Braga to jedno z najstarszych miast w Portugalii i jedno z najstarszych miast chrześcijańskich. Nie wiem – pewnie stąd taka opinia. Do miasta (a przynajmniej do jego historycznej części) prowadzi XVIII wieczna Arco da Porta Nova. Potem tkwiącą w wiekach średnich ulicą Dom Diogo de Sousa można już dać się porwać klimatowi miasta. A wokół…. kościoły! 🙂 😎 🤔 Jest ich w mieście chyba około trzydziestu. To znaczy na mnie jako rodowitej krakowiance, wrażenia to jakoś mocnego nie robi – w Krakowie mamy około 150 świątyń… Ale faktycznie Braga kościołami stoi! Na przykład Katedry Se. Diecezja w Bradze ustanowiona została bodaj w III wieku, katedra jakieś dziewięć wieków późniejsza (różnie się ją datuje, założenie diecezji zresztą też…). Warto też zerknąć (jeśli ktoś sztukę sakralną upodobał) na przykład do Igreja do Carmo lub Misericórdia albo kościoła św. Magdaleny z Falperra. Ale jest też sporo ogrodów (zupełnie niedaleko też Narodowy Park Peneda Gerês), termy rzymskie, pałace, a nawet resztki zamku. Troszkę sennie ale przemiło. No i mocno barkowo! Ten barok w portugalskiej wersji kapie tu z każdego wypustu i zerka z każdego zakamarka. Takie niewielkie ociekające złotem miasto do zgubienia się w bocznych uliczkach. 😎 A! Kulinarnie – wymiata! Caldo Verde, Papas de Sarrabulho i dorsza – nigdzie lepszych nie jadłam!

Portugalia – Coimbra

„Lizbona się bawi, Coimbra studiuje, Braga się modli, a Porto pracuje”. Nie wiem… w każdym z tym miast dane było mi być i… no nie wiem… Ale w Coimbrze faktycznie „duch studiowania” się unosi… no w każdej niemal kawiarence, winiarni… dysputy naukowe kwitną! 😉 Swoją drogą, ostatnio sporo myślę o idei uczelni, studiów i takich tam. Coimbra dobrze wpisuje się w moje przemyślenia… Tu przecież jest najstarszy w Portugalii uniwersytet założony w 1290 roku. Co prawda miasto leciwe, pierwsza stolica państwa, ważny węzeł handlowy od czasów Maurów itd. itd. Ale faktycznie miasto głównie żyje w cieniu uniwersytetu. Właściwie to dość dosłownie. Przez bramę Arco de Almedina a potem schodami Quebra-Costas wchodzi się do tejże „fortecy nauki”. Uniwersytet wzniesiony jest na wzgórzu. A u jego stóp – miasto… z zaułkami, placykami, wąskimi uliczkami i równie wąskimi kamieniczkami. 😆 Oczywiście jak to w historycznych miastach Portugalii – mnóstwo tu także cudownych architektonicznie i artystycznie kościołów i klasztorów (np. Se Velha, Santa Clara-a-Nova, Santa Clara-a-velha czy Se Nova). Ale nastrój miasta kusi głownie by przycupnąć gdzieś w milutkim miejscu z książką i filiżanką aromatycznej kawy… i po prostu rozkoszując się chwilą zatopić się kartach… no… 🙂

Portugalia – Evora

Celtycka Evora to jedno z miast Portugalii, które trzeba zobaczyć! Miasto przechodziło z rąk do rąk. A to Rzymianie, a to Wizygoci, Maurowie, Portugalczycy, Hiszpanie… I właściwie z każdego z tych okresów coś w mieście zostało. Na przykład śladem rzymskim jest świątynia (prawdopodobnie Diany lub Jowisza a może Augusta? Hipotez kilka). To najlepiej zachowana budowla rzymska w Portugalii.

Dzisiaj Evora nie jest najbardziej znanym ani obleganym przez turystów miastem Portugalii. A szkoda, bo można tu zagubić się w pomauretańskich wąskich uliczkach z pobielonymi domami, którymi snuć się można niczym w labiryncie, w którym co jakiś czas w nagrodę napotyka się na przykład jakiś kościół warty zobaczenia.

Po pierwsze romańsko gotycka (z elementami baroku) katedra – Basílica Sé Catedral de Nossa Senhora da Assunção, w której przed pierwszą wyprawą do Indii sam Vasco da Gama przyniósł do poświęcenia bandery, które powiewały w trakcie wyprawy na statkach jego floty. Koniecznie wejść należy do Igreja de São Francisco. Kościół monumentalny, kapiący złotem wystrój itd. itd. ale to co najciekawsze to kaplica kości. Całe ściany, filary sklepienia pokryte są mozaikowo ułożonymi kośćmi i czaszkami zmarłych zakonników oraz szczątkami przeniesionymi tu z okolicznych cmentarzy. Kości ponad 5 tys. osób złożyły się na ten swoisty „wystrój”! Warto zaglądnąć też do Igreja de São João. Całe wnętrze pokryte zostało błękitno białymi płytkami azulejo, na których widać ceny z życia Wawrzyńca Justyniana – arcybiskupa Wenecji. Podobny wystrój posiada Igreja da Misericórdia. Tyle, że tutaj oprócz scen figuralnych jest także cykl prześlicznych emblematów. To taki rebus, miks obrazu i słowa, który prowokuje do pomyślenia i odkrycia zagadki jaką skrywa…

Portugalia – Nazare

Jeśli ktoś preferuje umiarkowane upały i przyjemny powiew świeżej bryzy od morza to Portugalia jest jak szyta na miarę.

Jedna z nadmorskich miejscowości, gdzie plaże piaszczyste, morze kuszące błękitem i fale wprost dla surferów stworzone to Nazare. A i kultura rybacka uchowała się tu jakoś. Bez trudu można kupić świeże ryby lub owoce morza prosto z kutra, bez trudu można zobaczyć rybaków zajętych pracą a ubranych w tradycyjne stroje. Tak trochę się czas zatrzymał.

Nazwa miasteczka bardziej kojarzy się z Ziemią Święto niż Portugalią i… właściwie słusznie. Podobno w IV wieku pewien mnich przyniósł prosto z Nazaretu posążek Maryi i przekazał go do klasztoru w Meridzie. Do niewielkiej miejscowości Pederneira figurka trafiła cztery wieki później za sprawą pewnego mnicha, który zdecydował się nieopodal miejscowości pędzić żywot pustelnika. Dzięki cudownym wydarzeniom (między innymi ocaleniu życia w czasie polowania rycerzowi Dom Fuas Roupinho – dzisiaj w tym miejscu jest małą kapliczka bo figurka Madonny przeniesiona do wielkiej świątyni została) figurkę zaczęto darzyć szczególnym kultem. Zaczęli przybywać pątnicy, by wymodlić cud… Zaczęli pojawiać się donatorzy wznosząc coraz to okazalsze świątynie dla Madonny… Kult i sława cudownej figurki była na tyle mocna, że dawną nazwę miejscowości – Pederneira, zmieniono na Nazare. Obecny kościół to barokowa budowla ozdobiona we wnętrzu nie tylko złoceniami i stiukami ale także tak charakterystycznymi dla tego rejonu płytkami azulejo. W świątyni uwagę przykuwa sporo wotywnych ofiar – to odlane w wosku różne części ciał. Nie przywykliśmy do takiego widoku. W kościołach polskich wota to zwykle złote lub srebrne serca. W sumie, serce to też część ciała! Kiedyś ofiary z wosku odlewanego w kształty niedomagającego organu w Polsce też była praktykowana. Teraz to rzadkość. A w Nazare nadal praktykowany zwyczaj podsycany pobożnością.

Portugalia – Obidos

Prezent ślubny królowej Portugalii Izabeli Aragońskiej. Taki tam mały – miasteczko Obidos. Pełne jest nie tylko dumy z powodu bycia prezentem ślubnym (kolejne królowe też dostawały to miasto w prezencie. Taki prezent przechodni 😃 ), ale i urokliwych zaułków, wąskich uliczek, cudownie malowanych kamienic, ukwieconych podwórzy… Zachowały się mury obronne, po których można swoją droga połazić. Główna brama prowadząca do miasta – Porta da Vila, zdobna jest pięknie w azulejo, a za nią przenieść się można w czasy przeszłe… Faktycznie w mieście nie ma wielkich reklam, widocznych na balkonach anten satelitarnych, nawet asfalt trudno uświadczyć. Nad całością góruje mauretański zamek (to on tak zachwycił królową). W miasteczku, niewielkim przecież wzniesiono aż czternaście kościołów. Na tyle ich dużo, że w jednym zrobiono księgarnię (!)…. W innym – Santa Maria – miał miejsce ślub królewski 10-letniego wówczas króla Alfonsa V. Obidos Warto odwiedzić w marcu. Nie tylko dlatego, że nie ma wówczas rzeki turystów. W marcu w Obidos odbywa się Festiwal Czekolady!!! 😁🍩🍫🍰 Mistrzowie z całego świata zjeżdżają i swój kunszt eksponują. 🥳 Można zakosztować w czekoladowej filiżance (kieliszku właściwie) słynnej wiśniowej nalewki – ginjinha. A kto skuszony klimatem i czekoladą zapragnie zostać (tak kilka miesięcy) to załapie się też na Festiwal Średniowiecza gdy całe miasto zamienia się na epoki z wiekami średnimi. No ładnie… I słodko…

Portugalia – Porto

Jedno z miast w Europie, które potrafią wciągnąć… Dla mnie – Porto. Chętnie pojechałabym tam znowu… Tam się naprawdę w głowie kręci… Wiem, Porto głównie kojarzy się z przednim, wzmacnianym i cokolwiek słodkim winem o tej samej nazwie… Ale o zawrót głowy może przyprawić nie tylko trunek. Tłoczno tam. Zwłaszcza w dzielnicy Ribeira. Tak bardzo, że nawet kamieniczki ciasno obok siebie ściśnięte stoją. Jedna obok drugiej. Tak jakby im było ciut za ciasno… Gąszcz wijących się uliczek, mnóstwo aut (dla tamtejszych kierowców przepisy drogowe są daleko posuniętą sugestią…), kościoły, które kapią złotem (w Igreja de Santa Clara – to już z tym złotem przesadzili…), budynki połyskujące błękitem azulejos… A no i słynny dwupoziomowy most Don Luis (przy lęku wysokości – uważać!) zaprojektowany przez ucznia Eiffela. Sam mistrz zresztą też zaprojektowała w Porto most – Maria Pia. I jeszcze lokalny Hogwart. Czyli księgarnia Livraria Lello. Dla tych co kochają książki – to raj i zaczarowana kraina w jednym…

Cudowne miasto, zwłaszcza gdy oświetlają go promienie zachodzącego słońca, które wpadają też przypadkiem trochę, a może celowo – do kieliszka z czerwonym trunkiem sączonym gdzieś w uroczej kawiarence…

Portugalia – Tomar

Śpiąca królewna czekała na swego wybawcę i księcia zarazem, sto długich lat… Wyobrażaliście sobie kiedyś jak wyglądał jej zamek? Ja tak. Nie wiedziałam jednak wówczas, że takie miejsce naprawdę istnieje. 🙂 Portugalskie Tomar, to miasteczko jakich wiele w tym regionie. Pobielone domy, wąskie uliczki, sennie i cicho (chyba, że jakaś festa akurat 🙂 ). Jest tu jednak coś wyjątkowego – Klasztor Zakonu Chrystusa. Tam klasztor… Zamczysko bajkowe! Za zasługi podczas rekonkwisty, Alfons I Zdobywca, nadał te ziemie i fundację zakonowi templariuszy, a by być precyzyjnym bratu Gualdimo Palsa. Klasztor wzniesiono w 1162 roku. Stał się niemal natychmiast główną siedzibą templariuszy a po ich podstępnym i dość podłym w sumie rozwiązaniu, przeszedł (dzięki sprytnemu manewrowi króla Dionizego) w ręce Zakonu Rycerzy Chrystusa.

Kompleks nie zachował swojego XII – wiecznego wyglądu. Rozbudowany mocno został w czasie kolejnego z prosperity – w XV wieku, a cały klasztor zyskał manueliński sznyt. Zaczęły pojawiać się między innymi coraz to większe i ozdobniejsze krużganki (np. Claustro do Cemitério lub Claustro da Lavagem).

Cały kompleks – nie wiem czy bardziej wygląda baśniowo, czy bardziej tajemniczo… Ściany, okna (także to najsłynniejsze w klasztorze!), portale – oplecione są kamiennymi linami, wijącym się kamiennym bluszczem, ze wsporników zerkają jakieś zaklęte w kamień postaci, wszędzie pełno sterczyn, kwiatonów… Można tu błądzić zakamarkami, korytarzami, krużgankami – przez całe godziny, z lubością gubiąc się w tym cudownym labiryncie. Bez trudu uwierzę, że gdzieś tu ukryty jest skarb templariuszy… 🙂 A już na pewno uwierzę, że tak właśnie wyglądał zamek wspomnianej królewny! 🙂

© 2026 Lucyna Maria Rotter

Theme by Anders NorenUp ↑