Tag: opera krakowska (Page 1 of 2)

Kraków – VII Royal Opera Festival „Kopciuszek” Gioachino Rossini

„Był raz król, któremu znudziło się być samotnym…”

Baśń o kopciuszku nie ma rodowodu europejskiego. Najstarsza znana opowieść o dziewczynce – Ye Xian i pantofelku pochodzi z Chin i datowana jest na IX wiek. Najstarsza europejska wersja baśni wydana została w 1634 roku. Kilkadziesiąt lat później do opowieści wprowadził sporo nowych wątków Charle Perrault, ale najbardziej znana jest chyba wersja Braci Grimm. O popularności opowieść świadczy choćby to, że Kopciuszek wszedł na wielkie sceny. Rossini napisał na motywach baśni operę a Prokofiew – balet. Filmów i spektakli nie sposób zliczyć…

W Krakowie produkcja Passionart i Filharmonii krakowskiej – VII Royal Opera Festival (7 VI – 12 VII 2025), a w ramach festiwalu, głównie dzieła Rossiniego – w tym roku „Kopciuszek” 😊. Wersja sceniczna na gościnnych deskach Opery Krakowskiej.

Dobrze jest przenieść się na chwilę do świata baśni, gdzie książę walczy o względy kobiety którą pokochał (ze wzajemnością), pokonuje wszelkie przeciwności a potem żyli długo i szczęśliwe… Choć akurat scenografia w tym wypadku nie była bajkowa 😊 Minimalistyczna mocno. Kilka „pudeł” i „klocków” przesuwanych cyklicznie przez panów z chóru. Gdy akurat nie śpiewali – takie mieli zajęcie😊. Kostiumy – takie ciut z wodewilu lub variete…  Ale wokalnie – pysznie było! Można było zamknąć oczy i zasłuchać się… I lecieć na skrzydłach wyobraźni gdzieś w bajkowy świat, gdzie miłość, szczęście i radość zasiadają wespół na tronie… Dla mnie absolutnie fantastyczne głosy Dogukana Özkan i Patrick Kabongo. Choć aksamitny głos Poliny Anikina też wbił mi się w pamięć. No i Filippo Morace, który nie tylko świetnie „wyśpiewał” rolę ale i doskonale dopełnił ją aktorsko (w wersji komediowej 😊 ).

Bajkowy finał festiwalu! 😊

Kraków – Opera Krakowska „Bona”

Właściwie nie wiem czy to retrospekcja na łożu śmierci – czy wizja przyszłości. Na scenie Opery Krakowskiej – Bona: księżniczka, królowa i wdowa. Fantastycznie pomyślana koncepcja sceniczna. Przeszłość przeplata się z teraźniejszością i przyszłością, kadry, okruchy wspomnień, wydarzenia które ukształtowały „włoską” królową Polski. Moją ulubioną królową Polski! Była silną kobietą. Gdy z dalekiego Bari przyjechała do swojego przyszłego męża nie znała ani słowa po polsku…   Ale, że była wykształconą i mądrą kobietą i do tego mającą wsparcie w swoim królewskim mężu – przeszkody pokonywała szybko i skutecznie  A przeszkód było sporo. Wokół niej syczący dworzanie… Nie tylko z powodu brzmienia języka polskiego pełnego „sz… cz… ś… ć…dź…”. Wszystko było trudne: inna kultura, mentalność, sposób życia, kuchnia, język, pogoda… Mimo wszystko – walczyła by umocnić Koronę, bo zadbać o rodzinę i dzieci, by spełnić rolę królowej wielkiego kraju. Życie – gotowym scenariuszem dla filmu (lub opery! 😊 )

Opera „Bona” Zygmunta Krauzego wykonana jest w języku polskim, włoskim i w łacinie. Już samo to wprowadza w klimat czasów. Dodatkowo świetnie pomyślane kostiumy, mocno osadzone w epoce a kolorystyką sugerujące etapy życia Bony: lazur włoski, królewska czerwień dworu polskiego i czerń wdowia. Mnie osobiście kolorem zapadła w pamięć scena, w której księżniczka Bona (Zuzanna Caban) trzyma amulet błękitnej wstążki – symbol szczęścia w przyszłym małżeństwie i miłości; Bona królowa (Agnieszka Kuk) – amulet czerwonej wstążki – symbol ochrony przed „złym okiem”; Bona wdowa (Magdalena Barylak) – czarną wstążkę kiru. Piękna scena i taka „włoska” i polska zarazem. Przecież od Polaków bardziej zabobonni są w Europie chyba tyko Włości 😉  Wszystkie trzy Bony 😊 sprostały arcytrudnemu zadaniu jakie narzucił reżysersko Michał Znaniecki. Księżniczka – nie tylko śpiewała ale weszła w rolę „baletmistrzowsko” tańcząc dość trudny jak mniemam dla śpiewaczki układ. Również królowa i wdowa – poradziły sobie wyśmienicie aktorsko. Ach no i muuuuuszę wspomnieć o basie! Wołodymyr Pańkiw i jego głos… och! A do tego niezależnie od tego czy w monarszych szatach czy w monarszej koszuli nocnej – wyglądał jak milion dolarów! 😊

Za pulpitem stanął sam Maestro Piotr Sułkowski, na którego ręce wypada złożyć gratulacje. Nie tylko z powodu realizacji świetnego spektaklu operowego. Również z tego powodu, że tematy zaczerpnięte z historii Polski kolejny już raz znajdują swoją realizację na deskach krakowskiej opery. Toż historię mamy taką, że nie jedną operę, teatr, antenę telewizyjną a i wytwórnię filmową na całym świecie można obdzielić i jeszcze zostanie!  

Oświęcim – Marsz Żywych i wydarzenia towarzyszące

„…Pamięć jak okrutnie nie kłamie
Gdy przesuwa przed nami
To co sprawia nam ból…”

Pierwszy – przeszedł w 1988 roku. Marsz Żywych. Doktor Szemu’el Rosenman i Avraham Hirschson przy wsparciu społeczności żydowskich z USA i Kanady, zainicjowali tradycję – jak się później okazało, marszy upamiętniających ofiary zagłady hitlerowskiej. Więźniowie w obozach, byli zmuszani do wycieńczającej pracy, głodzeni, pędzeni w marszach które często były dla nich marszami śmierci… Dlatego teraz by zamanifestować, że Am Yisrael Chai – z obozu w Auschwitz do Birkenau wyrusza Marsz Żywych. Nie tylko tych którzy przeżyli, Dzieci Holokaustu. Nie tylko ich potomków. Nie tylko Żydów z całego świata. W marszu idą też osoby innych narodowości i innych wyznań. Widziałam maszerujących katolitów, protestantów, muzułmanów… Tablice informujące o tym, że grupa z Kanady, z Niemiec, z Maroka, z USA, z Litwy, z Francji itd. itd. Flagi głównie Izraela ale też polskie, kanadyjskie, amerykańskie, marokańskie i z każdego zakątka świata chyba. Przed bramą Birkenau na torach uczestnicy marszu wkładali drewniane „macewy” z wypisanym imionami tych, którzy zginęli lub z tekstami, które im serce dyktowało by napisać. Na koniec ustawiona przy pomniku ofiar obozu w byłym KL Auschwitz II-Birkenau, estrada. Kadisz, a potem program artystyczny, soliści, chór, kantor…

Zwykle grupy, które przyjeżdżają na to wydarzenie, spędzają około tygodnia w Polsce. Zwiedzają, oglądają, poznają historię, tradycję, kulturę. Oprócz samego Marszu – też szereg wystaw, koncerty, wykłady. Szeroki program kulturowo-edukacyjny. Na przykład – dzień po marszu w Warszawie u Nożyków w piątkowy wieczór na bimę wszedł naczelny kantor Izraelskich Sił Zbrojnych, podpułkownik Shai Abramson (jaki on ma głos! Myślę, że wszystkie opery świata ustawią się w kolejce by go zatrudnić!) wokół niego – oktet i dyrygent. W sumie mądrze. Sami we własnym zakresie ogarniają temat minianu, jeśli potrzeba 😊. No i tak od Mincha erew Szabat, wyśpiewywali wszystko po kolei… Swoisty to był koncert – modlitwa. Ośmiu idealnie i harmonijnie brzmiących facetów w mundurach, dominujący kryształowym głosem kantor w talit, dyrygent panujący perfekcyjnie nad całością. Nie wiem czy było to zaplanowane czy też wyszło spontanicznie – ale wyszło perfekcyjnie!  Dzień przed marszem natomiast cały skład śpiewał w wypełnionej po brzegi Operze Krakowskiej. Niesamowici są i basta!

Pierwsze marsze były ukierunkowane głównie na pamięć ofiar Holokaustu. Teraz – Marsz stał się nie tylko aktem pamięci o ofiarach i o Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata ale też manifestacją sprzeciwu wobec antysemityzmu, rasizmu, dyskryminacji.

Kraków – Opera Krakowska „Aida”

Nie ma nic piękniejszego niż odwzajemniona miłość. Takie uczucie pomaga góry przenosić i sprawia, że nie ma rzeczy niemożliwych! Ale też nie ma nic straszniejszego niż miłość nieodwzajemniona. Złamane serce to jeden z największych bóli jakie można sobie wyobrazić.  I o tym jest „Aida” Verdiego. Radames kocha Aide a ona jego. On jest egipskim wodzem – ona córką etiopskiego króla (tyle, że akurat aktualnie robi za niewolnicę na dworze faraona…). No byłoby pięknie gdyby Etiopia i Egipt wojny nie prowadził. No i jeszcze Amneris, córka faraona beznadziejnie zakochana w Radamesie.

Właściwie to nie wiem kogo mi bardziej żal w tej operze. Cierpiącej z miłości Amneris czy walczących o swoją miłość Radamesa i Aide. Taką miłość po grób. Par excellence po grób w tym przypadku…

Opera Krakowska chyba zaczęła specjalizować się w operach Verdiego! Po fantastycznym „Nabucco” teraz równie porywająca „Aida”!

I tym razem fenomenalnie zagrała scenografia, kostiumy i charakteryzacja. Wszystko w fioletowych czerniach i ugrowym złocie. Tylko tyle… Aż tyle. Kostiumy Egipcjan inspirowane neme – złoto czarnym nakryciem głowy faraonów. Kostiumy Etiopczyków utrzymane w tej samej kolorystyce ale mocno inspirowany strojami znanymi z dworu cesarzy Etiopii. Scenografia minimalistyczna i monumentalna zarazem. Całość nie była dosłowna. Ale perfekcyjnie i intuicyjnie przenosiła widza w klimat Egiptu. Prawie czułam się jak w Memfis. Luksorze albo innym Edfu. 😊 Dosłowność na scenie wcale nie musi być potrzebna by się mentalnie przenieść w odległe czasy i miejsca. Może to być tylko sugestia miejsca (kolorem, bryłami tworzącymi scenografię, światłem) ale jeśli jest doskonale osadzona w realiach czasów o których opera opowiada – robi robotę!

A muzyka? No poniosła! Właściwie to ja nie wiem kogo wspomnieć. Bo cała obsada harmonijnie stworzyła idealną całość.

Konkluzja? Chapeau bas !!!!

Kraków – Opera Krakowska „Carmina Burana”

Fajnie jest gdy bogini Fortuna i Wenus się z człowiekiem zaprzyjaźnia. 😉 Bo jakoś dziwnym trafem lubią przychodzić w parze! I nie nie! One z gołymi rękoma zwykle nie przychodzą w odwiedziny! Szczęściem i namiętnościami mają wypchane torebki i kieszenie i z zaprzyjaźnionymi się tym dzielą. To w telegraficznym skrócie „Carmina Burana” – kantata Carla Orffa. Na letniej scenie w krakowskim Ogrodzie Botanicznym wystawiona przez Operę Krakowska w ramach 24 Letniego Festiwalu Operowego.

Spektakl fantastycznie zrealizowany. Muzyka i taniec w idealnym duecie. A wszystko czule otulone światłem, które nie tylko tworzyło nastrój dla opowieści ale i wciągało w nią widownie i angażowało cały ogród muskając korony drzew i nawet do palmiarni się wśliznęło robiąc z niej zaczarowany ogród Hmmm… jedna wielka sceneria dla opowieści o tym, że ani się człowiek spodziewa a tu szczęście, sukces i namiętność niespodziewanie możne czekać za rogiem. Przecież Fortuna i Wenus tak naprawdę rządzą światem! Tak mają – cóż poradzić… 😉

obsada

Soliści:

sopran | Katarzyna Oleś-Blacha

tenor | Adam Sobierajski

baryton | Mariusz Godlewski

Tancerze:

Kobieta | Mizuki Kurosawa,

Mężczyzna | Yauheni Yatskevich

Dziewczyny | Mizuki Kurosawa, Malika Tokkozhina, Paulina Cisłowska

Chłopcy | Dzmitry Prokharau, Gabriele Togni, Yauheni Raukuts

Łabędź | Gabriele Togni

Balet, Orkiestra, Chór i Chór Dziecięcy Opery Krakowskiej

Dyrygent: Tomasz Tokarczyk

realizatorzy

Kierownictwo muzyczne: Tomasz Tokarczyk

Inscenizacja: Bogusław Nowak, Emil Wesołowski

Choreografia: Emil Wesołowski

Scenografia i kostiumy: Bożena Pędziwiatr

Przygotowanie chóru: Jacek Mentel, Janusz Wierzgacz

Przygotowanie chóru dziecięcego: Beata i Marek Kluzowie

Reżyseria światła i projekcje: Dariusz Pawelec

Kraków – Opera Krakowska „Cosi fan tutte”

Bo w sztuce cenne niekonwencjonalne spojrzenie! Tak – jak nikt dotąd nie patrzył.

Marzą nam się ostatnio wyjazdy, plaża, słońca odrobina (osobiście preferuję wersję – zachodzące… Barwy nieba wtedy cudne 😉 a i anturaż zwykle szyty na miarę…) Wiem, wiem – oryginalnie w Neapolu, a nie w kurorcie dwie dzierlatki wkręcane są i kuszone… Ale w sumie w okoliczności pt. plaża i takie tam – milej dać się skusić. 😉 Sam wspomniany anturaż robi robotę – a co dopiero pomysły kuszących… Cała historia „Cosi fan tutte” Mozarta, stara i nudna jak świat. Niewierny/niewierna bo uległ/uległa chwili… nudy… tak czynią wszystkie/wszyscy. 😉 Tak to działa. Nad zauroczeniem nie da się zapanować. A wierność – jak konkluduje Don Alfonso na koniec – jest przereklamowana… 🙂

W odsłonie Opery Krakowskiej – opowieść mimo swojej banalności – śmieszy. A o to przecież w opera buffa idzie! Kostiumy, scenografia, światło… Cały pomysł na spektakl – wymiata!! I tyle 😉 A! W obsadzie z 13 III – S. Marszałowicz i M. Kutnik – cudowni!!!

Twórcy

Reżyseria – Jerzy Stuhr

Kierownictwo muzyczne – Tomasz Tokarczyk

Scenografia – Natalia Kitamikado

Kostiumy – Maria Balcerek

Reżyseria światła – Dariusz Pawelec

Obsada (13 III 2021)

Fiordiligi – Agnieszka Adamczak

Dorabella – Agnieszka Cząstka – Niezgódka

Despina – Zuzanna Caban

Guglielmo – Michał Kutnik

Ferrando – Adam Sobierajski

Don Alfonso – Sebastian Marszałowicz

Kraków – Opera Krakowska „Don Pasquale”

Jeśli na afiszu jest nazwisko Michał Kutnik – to można mieć pewność, że rola będzie nie tylko fantastycznie wyśpiewana ale i świetnie zagrana aktorsko. Podobną definicję mam dedykowaną dla Pauli Maciołek. A w krakowskiej wersji „Don Pasquale” i baryton i sopran, cudnie czarują głosami i cudnie aktorsko dopełniają swoje role. No pyszny duet!

Sama opowieść, którą Donizetti snuje.. ot z szyderczym przymrużeniem oka – o kasie, intrygach, manipulowaniu i takich tam drobiazgach. To chyba była pierwsza realizacja Stuhra w operze krakowskiej. I taka trochę jak na niego – czy ja wiem… grzeczna bardzo i klasyczna. Jeszcze nie ma tych odjechanych pomysłów jakie kipią w jego „Così fan tutte” lub „Cyruliku”. Nie ma tego… hmmm… pazura i puszczenia oka do widza. Ale to pewnie dlatego mam takie wrażenie, że spektakle oglądałam w odwrotnej kolejności – ten najwcześniejszy na końcu. Scenografia iście „barokowa”, kostiumy w sumie też, całość w klasycznym ujęciu opera buffa. Tak czy tak – oprócz podziwiania umiejętności wokalnych i dykcyjnych śpiewaków, momentami nie potrafiłam też ukryć uzasadnionego scenami – śmiechu. I odosobniona w tym nie byłam. 😉 I na tym to chyba polega!

realizatorzy

Reżyseria: Jerzy Stuhr

Kierownictwo muzyczne: Tomasz Tokarczyk

Scenografia: Alicja Kokosińska

Kostiumy: Maria Balcerek

Ruch sceniczny: Jacek Tomasik

Reżyseria światła: Bogumił Palewicz

Kierownictwo chóru: Jacek Mentel

Współpraca muzyczna: Paweł Szczepański

Asystenci reżysera: Bożena Walczyk-Skrzypczak, Bartosz Buława, Anna Popiel

Asystentka kostiumografa: Magdalena Kut

Asystentka kierownika chóru: Joanna Wójtowicz

Inspicjentki: Justyna Jarocka-Lejzak, Magdalena Wąsowska

Suflerki: Dorota Sawka, Maria Mitkowska, Dagmar Bilińska-Korban

Korepetytorzy solistów: Kristina Kutnik, Olga Tsymbaluk, Grzegorz Brajner

Akompaniator chóru: Wioletta Fluda

Tłumaczenie tekstu na tablicę świetlną: Dorota Sawka

obsada

Don Pasquale Janusz Borowicz

Malatesta Michał Kutnik

Ernesto Adam Sobierajski

Norina Paula Maciołek

Notariusz Andrzej Biegun

Służąca Noriny Anna Gajdzik-Krzyżanowska

Majordomus Jan Migała

Służący Jarosław Dijuk, Łukasz Zakrzewski

Mistrz fryzjerski Jerzy Wójcik

Modystka Joanna Grandys-Wnuk

Główna pokojowa Agata Gondek-Klimek, Jolanta Leśniak

Trio Serenata Patryk Bała, Marcin Herman, Żaneta Seweryn

CHÓR, BALET I ORKIESTRA OPERY KRAKOWSKIEJ

dyrygent: Piotr Wacławik

Kraków – Opera Krakowska „Gala AMKP w Operze”

Za pulpitem – sam Pan Dyrektor Opery Krakowskiej! W repertuarze arie operowe, operetkowe i musicale. A młodzi – dawali radę 🙂 Prowadzący – zrobili robotę! O Żdżarskim myślę, że jeszcze usłyszymy. Ale duet z „Opowieści Hoffmana” i duet z „Lakme” bardzo dobrze wypadły. Dorzucę jeszcze duet „Don Pasquale” – fajnie zaśpiewany i dobrze zrobiony aktorsko. Były w repertuarze moje ulubione utwory – ale nie powiem które to są bo akurat zaśpiewane były – hmmmm…. poprawnie 🙂

Kraków – Opera Krakowska „Madama Butterfly”

Nie wolno bawić się czyimiś uczuciami, emocjami… No nie wolno! To się zwykle marnie kończy – i najczęściej dla „zabawki”… Ot całe libretto „Madama Butterfly”. Taka japońska wersja „Halki”. Ta w krakowskiej operze – och… No wzrusza – ale Puccini tak to już napisał żeby wzruszało. Na scenie czerwienie, burgundy, pomarańcze, róże – erupcja barw! Scenografia zwłaszcza w II akcie – niesamowita. Kostiumy też – choć Panie śpiewaczki miały momentami problem by się w nie, nie zaplatać. Mocno całość inspirowana kulturą Japońską – i mądrze. Ruch sceniczny samego „Motyla” momentami ciut chyba przerysowany i sztuczny ale słuchało się miło, wzrusz był.

realizatorzy

Reżyseria: Waldemar Zawodziński
Kostiumy: Maria Balcerek
Choreografia, ruch sceniczny: Janina Niesobska
Realizacja światła: Mirosław Poznański

« Older posts

© 2026 Lucyna Maria Rotter

Theme by Anders NorenUp ↑