Nabucco Verdiego – opowieść o tym jak ślepa żądza władzy potrafi zniszczyć każdego i wszystko… Verdi na deskach Opery Śląskiej gości od wielu lat. Ta dzisiejsza odsłona gościnnie na scenie Bytomskiego Centrum Kultury. Hmmm…. Scenografia ascetyczna. Kostiumy bajkowe ale utrzymujące się w narracji (choć jad wielkości pastorału w ręku arcykapłana – rozwalił system ), reżyseria światła nienachalna… objawiała się w kilku w raptem scenach i to też od niechcenia…
Nabucco (Adam Woźniak) – FANTASTYCZNY. Cóż… bas, baryton – słucham najchętniej i z upodobaniem. Ale przekonał mnie też tenor Macieja Komandera! Świetne były również partie Feneny (Anny Boruckiej). Przeszkadzało tylko troszkę nagłośnienie, którego chrypiące ciut głośniki wyraźnie nie podołały wyzwaniu…
O czym jest „Nabucco”? Dla mnie – to opowieść o asyryjskiej dziewczynie (Fenena) która zakochała się w pobożnym Żydzie (Ismaele) a on w niej… On ratuje jej życie, ona przyjmuje judaizm (i przy okazji tym ratuje życie jemu). Fenena nie opuszcza nowej rodziny nawet w obliczu zagrożenia śmiercią, publicznie deklarując że jest Żydówką. A w tle… Babilon napada na Ziemie Izraela, Żydzi stają do walki, Ha.szem w sposób zaskakujący (jak to zwykle w życiu się dzieje…) wybawia Żydów przed zagładą, tym razem wykorzystując do tego celu Fenenę… Piękne…
Odsłona, którą zaproponowała opera krakowska, zrobiła na mnie wrażenie! Dobrze pomyślane kostiumy, kolorami, szczegółami wpisywały się i trafnie nawiązywały do kultury żydowskiej. Scenografia i światło budowały atmosferę. A scena, w której Zachariasz trzyma kiduszowi kielich a Anna – jego siostra, przyjmuje na sienie Szabat, odmawiając błogosławieństwo nad dwiema zapalonymi świecami…. A potem symbolicznie otula swoim płaszczem Fenenę, przyjmując ją do społeczności Izraela… Piękna scena…
Jak to zwykle w Nabucco Verdiego, pierwsze skrzypce gra – chór. I tym razem słynny „chór niewolników” wybrzmiał fantastycznie. Ale i Zachariasz (Wołodymyr Pańkiw) zrobił na mnie wrażenie.
Hmmmm…. Na spektaklu byłam wczoraj, a nadal widzę przed oczyma dwie zapalone świece i otulaną szarobłękitnym welonem Fenenę, i nadal brzmi mi w uszach „Va, pensiero, sull’ali dorate; va, ti posa sui clivi, sui colli, ove olezzano tepide e molli l’aure dolci del suolo natal!…”