Tag: muzeum narodowe (Page 2 of 3)

Kraków – Muzeum Narodowe, Nowy Gmach „Uskrzydlone. Putta w sztuce renesansu”

Ale tu aniołki stadami fruwają! 😊 Wystawa czasowa „Uskrzydlone. Putta w sztuce renesansu” która była w Nowym Gmachu MNK. I to tak anielsko jest w stu różnych odmianach. Bo obrazy i rzeźby aniołów, że aniołów. Takich poważnych dostojnych, religijnych i pobożnych. Ale też mnóstwo brykających i baraszkujących „dzieciorów anielskich” potocznie zwanych puttami 😉. Idea aniołów jest powszechna w wielu religiach. W każdy Szabat wita się śpiewając „Szalom Aleichem” anioły szabatowe. W każdą wigilię śpiewa się „Aniołowie wyśpiewują…” itd. itd. Anioły nam zwyczajnie towarzyszą, czasem dając kopniaka w odpowiednim kierunku 😉. A gdy jesteśmy osobami wierzącymi i praktykującymi którąś z religii – zwyczajnie to towarzystwo sobie cenimy! Ale w profanum też. W sztuce i kulturze renesansu i baroku całe rzesze puttów zasiedliły umysły artystów. Tak myślę czy to profanum… W sztuce nowożytnej kojarzą się nam głownie z symboliką np. miłości. Głównie tę robotę ma Eros/Amor ale putta że putta – w sumie też. I słusznie! Ale przecież ta symbolika zaczerpnięta została z mitologii grecko-rzymskiej. Więc w sumie są z przestrzeni sacrum…

Uskrzydlone istoty „przyfrunęły” na wystawę w Nowym Gmachu głownie z Italii i Niemiec. Ale nasza rodzima produkcja też jest – na przykład te z Zygmuntowskiej kaplicy. Są motywy symboliczne i są takie czysto dekoracyjne. Rysunki, grafiki, obrazy, rzeźby, wytwory rzemiosła artystycznego… A wszystko anielskie. Całość świetnie zaaranżowana wystawienniczo, doskonale obiekty wyciągnięte światłem. Jest nawet pokój do zabaw (zasadniczo dla dzieci ale… 😉 ) gdzie można sprawdzić czy przypadkiem ze skrzydłami człowiekowi do twarzy. 😊

Gdy chodziłam po wystawie było cicho. Żadnej muzyki w tle, dźwięków – nic. Nawet widzów było jak na lekarstwo (co się bardzo rzadko tu zdarza!). Łaziłam, oglądałam, myślałam o osobach dla mnie bliskich, o jakichś przyjemnych wydarzeniach, planach… I wiecie co… Czasem wydawało mi się, że słyszę szum anielskich skrzydeł… Tak to bywa, czasem któryś przyleci i na ramieniu przycupnie… 😉

Kraków – Muzeum Narodowe, Kamienica Szołayskich „Szuflada Szymborskiej”

„Szuflada Szymborskiej” – wystawa czasowa, trwająca od sześciu lat. Wyklejanki, bibeloty, szwarc, mydło itd. Szymborska kochała szuflady i kochała przechowywać w niech – wszystko. Może i kiczowate gadżety ale każdy z historią i z emocjami. Ważne jest by otaczać się przedmiotami pięknymi, ale ważne też by niosły za sobą jakąś treść, przywodziły na myśl osobę, wydarzenie, wspomnienie… Sama wystawa nie jest z serii „szuflandia” a trochę tego się spodziewałam, ale i tak fajnie wizualizuje Szymborskiej. To chyba najlepsze określenie – bo to nie jest izba pamięci, ani galeria biograficzna. To po prostu szuflada poetki. 😉

Kraków – Muzeum Narodowe, Kamienica Szołayskich „Idzie młodość I Grupa Krakowska”

Kolejna wystawa w oddziale Muzeum Narodowego w Krakowie – Kamienicy Szołayskich , na którą warto się wybrać to „Idzie młodość I Grupa Krakowska”!! Grupa Krakowska miała krótką historię ale szaleńczą, wywrotową i zakręconą jak słoik. Wiem, awangardą się bywa a nie jest – ale im to jakoś od każdego strzału wychodziło. 😁😃 Uważali, że w sztuce mogą wszystko! I chyba mieli rację… 😜 Aleksander Blonder, Blima Grünberg, Maria Jarema, Franciszek Jaźwiecki, Leopold Lewicki, Adam Marczyński, Stanisław Osostowicz, Szymon Piasecki, Mojżesz Schwanenfeld, Bolesław Stawiński, Jonasz Stern, Eugeniusz Waniek, Henryk Wiciński oraz Aleksander Winnicki. Oni tworzyli GK i ich prace (łącznie na wystawie ok 300) podglądać można u Szołayskich. Bez pruderii i konwenansów, ale za każdym razem na wysokie „C” – świetne prace, świetnie ujęte w ramy wystawy. I jak zwykle u Szołayskich – mnóstwo zwiedzających (od szczawików do wytrawnych bywalców 😉 ). Fajne miejsce na niedzielny spacer. Polecam 😍

Kraków – Muzeum Narodowe, Muzeum Książąt Czartoryskich – Pałac

Kilka lat temu wszystkich ogarnął szał na Czartoryskich. Też uległam, choć opornie i pod prąd obiecywałam sobie, że za jakiś miesiąc, dwa, może trzy… Jak już dzikie tłumy przejdą… Ale sugestywna rekomendacja od wtedy jeszcze doktoranta mojego (teraz już doktora), kompetentnie wielce oprowadzającego zresztą nas po ekspozycji… i wylądowałam na Jana 19. 😁

Klatka schodowa – jaką pamiętam sprzed lat, gdy jako uczennica krakowskiego „plastyka” często do Czartoryskich zaglądałam. Potem kolejne sale to chronologia rodu, wielkie postaci i wielkie ich działania. I następne przestrzenie prowadzą opowieść, zmieniają się jej wątki, co podkreśla zmieniająca się kolorystyka pomieszczeń. W osobnej części dzieje sztuki od wieków średnich przez renesans i barok. W tej części kusi powabnym spojrzeniem pewna dama igrająca mimochodem z przedziwnym zwierzakiem…. 😅😍 Na koniec kogel-mogel polski – pamiątki po tych dla których Najjaśniejsza Rzeczypospolita wartością pierwszą była.

Całość – fantastycznie pomyślana. Nie ma tanich gadżetów i oklepanych rozwiązań. Aranżacja obiektów dobrze „doprawiona” kolorystyką pomieszczeń i światłem. Wszystko wyważone i przemyślane. Nie zapomniano nawet o przestrzeni dla organizowania koncertów lub wykładów oraz na wystawy czasowe. Niezła szkoła sztuki wystawienniczej!

Kraków – Muzeum Narodowe, Muzeum Książąt Czartoryskich – Klasztorek

Zupełnie niedawno było otwarcie trzeciej części Muzeum Czartoryskich w Krakowie. Koncert i przemówienia i Klasztorek został udostępniony do zwiedzania! I tym samym pałac i arsenał połączone zostały (przez ten klasztorek 😊 ) w jeden ciąg możliwy do zwiedzenia.

Sama ekspozycja – super! Mocno osadzona w historycznym klimacie ale z nowym patrzeniem na sposób eksponowania i opowiadania. Przez „mostek” wchodzi się do Klasztorku. Tam XIX wieczne zachowane szafy z sieniawskiego dębu przytuliły zbiory militariów, a potem takie pamiątki miłe i przyjemne. Może nie są super niepowtarzalne i na najwyższej półki art. Ale to taka opowieść o zbieraniu przedmiotów ładnych i z jakąś historią z jakimiś emocjami… To taka książęca wersja zbierania do pudełka pamiątek, które z jakimiś miłymi chwilami się kojarzą. Chyba każdy takie „pudełko z pamiątkami” miał (albo i ma nadal)… Zasuszony kwiatek zerwany gdzieś na spacerze, muszelka, pudełko z szachami, jakaś płyta, kamyczek… W wersji książęcej: fotel Shakespeare’a, srebrna balsaminka, jakaś porcelanowa figurka, szabla… Ale koncepcja taka sama. Ślady historii, ślady pamięci, ślady emocji. Takie przedmioty które bierze się do ręki albo omiata wzrokiem przechodząc i… uśmiech zaczyna się błąkać na twarzy albo maleńka łza… No i klasztorek taki jest. Po obejrzeniu poważnej w sztukę ekspozycji w pałacu, ogląda się tę nostalgiczną… by potem przejść do kolejne poważnej i historycznej opowieści o antyku w arsenale.

Piękne…

Kraków – Muzeum Narodowe, Muzeum Książąt Czartoryskich – Arsenał

Arsenał Muzeum Książąt Czartoryskich, a w nim – antyk jak malowanie. Właściwiej byłoby powiedzieć „jak wyrzeźbiony” bo antyk generalnie rzeźbą stoi. Tak czy tak – antycznie, grecko, rzymsko, egipsko, fenicko, starochrześcijańsko… To tylko pozorny mix. Kolejne gabloty snują opowieść z terenu Azji Mniejszej, Imperium Romanum czy Starożytnego Egiptu. Głownie rzeźby, płaskorzeźby i rzemiosło – to jasne i oczywiste! Ale ślady mozaiki lub malarstwa też znaleźć można. Klasycznie a równocześnie pięknie pomyślana ekspozycyjnie!

Tak snułam się od gabloty do gabloty. Zachwycałam maleńkimi rzeźbami tak precyzyjnie wykonanymi i cudowną biżuteria, którą teraz a i owszem chętnie bym. 😉 I do perfekcji doprowadzonymi, idealnie każde ścięgno i mięsień pokazującymi białymi rzeźbami bogów i… pomyślałam sobie, że w sumie to mocno sakralna wystawa jest. Przy czym we wszystkich odsłonach sacrum. Bo i starochrześcijańskie ryby i Chi-Ro. I egipskie amulety i talizmany i uszebti (służący w zaświatach) ale też bogowie o groźnych zwierzęcych głowach niekiedy. I mocno erotyczni momentami bogowie Grecji i Rzymu. Lubieżne Syleny i Satyry, obnażający tors Apollo lub Zeus, zwiewnie odziana Diana. W sumie to taki antyk, który o normalnym życiu opowiada alegoriami i figurami retorycznymi mitów, bogów, wierzeń…

Kraków – Muzeum Narodowe, Europeum

Zabytkowy spichlerz, który stał się centrum sztuki europejskiej – tej sprzed wieków i tej bliższej naszym czasom. Veneziano, Brueghel czy Thorvaldsen, a do grudnia jeszcze (jak sądzę) także Rembrandt. Dobrze zaaranżowane miejsce, dobra ekspozycja, dobre dzieła. Dla mnie jedno jest cudowny (zapewne dlatego, że oprócz wachlarzy, baaaardzo lubię także kapelusze 🙂 ) Alabastrowa dama w kapeluszu z woalom. Tajemnicza, uwodzicielska wręcz erotyczna. Delikatny alabaster woalu otulającego twarz i kapelusza, splamiony nieco czerwienią maków… Maki podobno wyrosły z łez Wenus, były też atrybutem boga snu i sennych marzeń – Morfeusza. Więc może nie, może kwiaty to delikatna prowokacja, zachęta do zerwania walu i odkrycia skrywanej pod muślinem rozmarzonej twarzy…

Poznań – Muzeum Narodowe, Starym i Nowym Gmach

Muzeum Narodowe w Poznaniu. Wystawy stałe to „milion” sali w Starym i Nowym Gmachu. Ależ tu mają eksponatów! Głównie malarstwo. I perełek ile! Od jednego z moich ulubieńców – Malczewskiego (wiem mizernie jestem oryginalna ale cóż… i tak go lubię 🙂 ) począwszy. Chyba faktycznie najwięcej tych perełek to polskie malarstwo XIX i XX wieku. A już mocno mnie wzruszyła Madonna Dunikowskiego! Kopia tej rzeźby stała tuż przy wejściu w „moim” liceum plastycznym. Straaaaasznie dużo eksponatów. Aż trochę chyba za dużo na raz… Aż odrobinę przytłacza ilość… Na przykład w Sali Moneta tego Moneta trzeba szukać pośród kilkunastu chyba płócien wyeksponowanych z równym zaangażowaniem. Do tego łatwo się pogubić w salach. Niby są tablice ale co najmniej kilka razy musiałam dopytywać (miłe skądinąd panie) gdzie dalej iść i co jeszcze można zobaczyć. W starej części bardzo bardzo klasyczne wszystko wystawienniczo. Najgorzej chyba wypada starożytność. Nie dość że w piwnicy to jeszcze wnętrze mocno przygnebiające robi wrażenie. Lepiej troszkę w nowej ale tak bez kreatywności, bez jakiegoś pomysłu. Do tego światło chyba kompletnie nie zostało zaproszone do współpracy, a momentami jest nawet w opozycji. A chyba się da – bo czasowa zrobiona świetnie… Konkluzja: cudne eksponaty dla nich warto tu zaglądnąć, wystawienniczo – no.

Natomiast warto podkreślić – Muzeum świetnie prezentowane jest online!

Poznań – Muzeum Narodowe „Polska. Siła obrazu”

Taka wędrówka przez XIX i XX wiek polskiego malarstwa. Od działań „ku pokrzepieniu serc” do europejskich nowinek. Fajnie pomyślana opowieść. Matejkowskie płótna otulone burgundem, potem poważne i melancholijne Grottgery, przez żółcieniem spowite chełmońskie wsie, po nastroje Wyczółkowskiego lub Wojtkiewicza. I tak od połowy XIX wieku do początku XX. To nie tylko historia malarstwa polskiego tego okresu. To opowieść o kulturze, mentalności, szukaniu lub raczej chronieniu swojej kultury, tradycji, historii i nie wiem czego tam jeszcze… Ale też wpisywania się w najnowsze art. nury. Całość fajnie zaaranżowana wystawienniczo z nieźle zaangażowanym w ekspozycje światłem. Kolejne odsłony podkreślane też kolorem tworzą opowieść tak od zrywów, chwalebnych minionych wspomnień, przez tradycję domu, różnorodność etniczną i piękno lokalnego pejzażu. Nagromadzenie na metr kwadratowy płócien taki z serii z „znamy z podręczników” gigantyczne. Tu Rejtan rozchełstał swą koszulę, tu się dzieweczka babim latem zapomina, tu się Malczewskiemu od inspiracji w głowie kręci a Grottger w patriotyczną zadumę wpada. A całość poznańskiej odsłony „Polska. Siła obrazu” zdecydowanie kusi by odwiedzić

Warszawa – Muzeum Narodowe „Galeria XIX wieku”

Każdy powinien chociaż raz być w Muzeum Narodowym!!! Przy czym rekomenduję to krakowskie… Choć w warszawskie teeeeż… To nic, że duszno, gorąco i naprawdę nie ma czym oddychać. Pokojowe wiatraczki robią co mogą ale, że niewiele mogą to… To nic, że paniom w białych bluzkach ktoś zabronił się uśmiechać a nakazał w to miejsce złowrogo łypać na zwiedzających – czy aby bezecniki czego złego nie robią (jedna Pani w wieku około emerytalnym, niczym sarenka uciekała z piskiem, by przypadkiem jej piękno w kadrze zdjęcia się nie znalazło 😂 ). I nie wiedzieć czemu wszystkie czasowe w jednym czasie się wymienia na nowe… 🙂 To wszystko nic. Nagromadzenie wielkich nazwisk i dzieł sztuki polskiej oraz światowej spore – i dlatego warto!!!

W galerii XIX wieku: i Malczewski i Matejko i Mehoffer i Boznańska… Ale też tak dla porównania, dzieła twórców z innych części Europy, ale z tego okresu właśnie. Fajnie ekspozycyjnie połączone malarstwo i rzeźna. Jedno z drugiego wynika i się uzupełnia wzajemnie. Całość eksponowana w kolorystyce sal spójnej z dziełami (zwłaszcza malarstwa). Nie rywalizuje z nimi a świetnie eksponuje dzieła. Klasyka wystawiennicza. Ale taka na dobrym poziomie!

« Older posts Newer posts »

© 2026 Lucyna Maria Rotter

Theme by Anders NorenUp ↑