Tag: Muzeum Etnograficzne

Kraków – Muzeum Etnograficzne

Muzeum Etnograficzne w Krakowie powstało w 1911 roku. Kawał czasu! A wszystko dzięki Sewerynowi Udzieli, pedagogowi, społecznikowi i etnografowi w jednym.

Obecnie główna część to wystawy stałe. „Od środka” gdzie izba podkrakowska i podhalańska i folusznik i szkoła. I pachnie w tych izbach „naturalnie”! „Rytm życia” prześledzić można od narodzin do śmierci, a i przez rok obrzędowy przejść. Przy czym kuratorzy nie rozstrzygnęli odwiecznego sporu o wyższości świat Bożego Narodzenia nad Wielkanocnymi (lub odwrotnie). W salach grudniowych skrzy się od krakowskich szopek i uśmiech budzą kolędnicy, a w salach wiosennych misternie zdobione pisanki przez lupę można oglądać, a i przebierańcy na tę okoliczność świąteczną też są. 🙂 Ciekawa jest część „Rzeczy ludzkie” to co nas otacza – od stroju do narzędzi codziennych. A że nawet na wsi czasem się ma czas wolny i chce się go zagospodarować zgodnie ze zdolnościami i ochotą – jest też „Nieobjęta ziemia” z pracami ludowych twórców.

Fajnym pomysłem są Mikrohistorie. Prezentowany jest przy wejściu w oszklonej gablocie jeden eksponat i jego historia…

Rabka Zdrój – Muzeum Górali i Zbójników

Muzeum Górali i Zbójników w Rabce jest cokolwiek niekonwencjonalne. I w tym jego piękno! Właściwie to kompleks zabudowań: XIX wieczna chałupa pod trzema Madonnami (bo są trzy na ścianie umieszczone od strony ulicy), szałas, koliba, kapliczka, dzwonnica itd. Część to normalne zabudowania gospodarce w zagrodzie. Część to elementy przeniesione z hal. Ale całość spójna – choć momentami mocno poprzerabiana. 😊 Co można zobaczyć i jak? No tu jest nowatorskie podejście do ekspozycji. Na początek dostaje się plan zwiedzania. I krok po kroku należy go zrealizować. Najpierw chałupa i czarna izba, biała izba, itd. itd. W chałupie można a nawet trzeba przymierzyć góralskie fatałaszki bo czekają w szafie i skrzyni na gości, można a nawet trzeba udeptać kapustę w beczułce, poprasować lniane koszule ciężkim żelazkiem na duszę, sprawdzić czy warzone potrawy się nie przypaliły na piecu, ukołysać dziecko w kołysce. No cudna zabawa! I jaka poznawcza! Wszystkie eksponaty prawdziwe. Takie z pierwszej połowy XX wieku najczęściej (no może oprócz ubrań – te współcześnie uszyte na potrzeby muzeum). Potem przed domem robi się pranie – takie w balii z kijanką i tarką. Ale najpierw trzeba wziąć koromysło i wody nanosić. A potem po zakamarkach podwórza (tak przerobiona ciut zagroda😉) odwiedza się szałas i kolibę itd. Tu już mniej przemyślana jest ekspozycja i taka momentami zbyt sztuczna i na siłę (zwłaszcza w „jaskini zbójców”). Ale całość robi finalnie wrażenie bardzo na tak. A! W budynku tuż obok, urządzane są warsztaty i pokazy i takie tam.  Wszystko pod okiem wykwalifikowanych i znających się na rzeczy pracowników.

Czy to jest muzeum? Nie wiem… Myślę, że tak. Eksponaty przecież są. A że można ich dotykać i doświadczyć ich działania? To wartość dodana! Tu akurat jest to możliwe i dobrze. Myślę że lepiej zapamięta się na czym polega deptanie kapusty, gdy poczuje się jej zapach, depcząc ją w beczułce; lepiej poczuje się czym były prace domowe gdy się podniesie ciężkie żelazko z duszą lub spróbuje przenieść wodę i użyć kijanki i tarki… Ok ok – można w wielu miejscach zobaczyć jak pracownicy muzeum lub wynajęci aktorzy na terenie skansenu robią np. pokaz „życia na XIX wiecznej wsi”. Ale gdy się ma możliwość spróbować samemu… Pysznie bawią się tu zarówno dzieci jak i dorośli. Doskonale uczą się zarówno dzieci jak i dorośli. Zdecydowanie warto przyjść i przenieść się na chwilę w czasie…  

Toruń – Muzeum Etnograficzne, Skansen

Skansen w Muzeum Etnograficznym w Toruniu. To właściwie trzy miejsca ale dzisiaj o tym w centrum miasta. W sumie niewielka przestrzeń ale tak pięknie zagospodarowana… Równiusieńkie grządeczki, kwiaty czekają w dwuszeregu by zakwitnąć, gałęzie karnie w stosach poukładane. No ślicznie i czyściutko! Ale równocześnie pachnie wsią. To znaczy może nie zwierzakami ale taki zapach drewna, gliny, słomy, pyłu… To ważne! Robi klimat. W niektórych chałupach słychać dźwięk rozmów (gwara dedykowana dla konkretnej chałupy), albo jakieś modlitwy na prymarię szeptane, podśpiewywane pod nosem godzinki, a i takie mniej pobożne melodie też. 😊 Światło przez białe firanki sączy się do izb… A w nich już Wielkanoc! Na stole maślany baranek, jajeczko, ciasta i chleby popieczone, kiełbasy się suszą, koszule poprane…

Prezentowane w skansenie są obiekty z Kaszub, Borów Tucholskich, Kociewia, Kujaw, ziemi chełmińskiej i dobrzyńskiej. Są chałupy, młyn, kuźnia, barka ale też piwniczki, gołębniki, kapliczki. Aż żałowałam troszkę że wiosna jakaś oporna… Pachnące wiosenne kwiaty byłyby fajnym dopełnieniem. 😊 Kusi by przyjechać ponownie. 😉

Warszawa – Muzeum Etnograficzne „Porządek rzeczy”

„Porządek rzeczy” – z porządkiem akurat mizernie ma po drodze :). Robi wrażenie składowiska obiektów wszelakich. W opisie na stronie muzeum można przeczytać, że to takie magazyny muzealne. Ok… Ale to na magazyn też nie wygląda. Modern regały ekspozycyjne (teraz takie faktycznie są modne, na przykład w Pradze w kilku muzeach zastosowano) takie trochę jak regały sklepowe trochę jak koszyki z metalowej siatki. A na nich „milion” przedmiotów. Trzeba dużego wysiłku by uświadomić sobie o czym który regał jest i dlaczego w takiej kolejności. Ale jak już wysiłek się podejmie – to nagle zaczyna się łączyć kropki! Tu jest wszystko co w zagrodzie i obejściu potrzebne bywało! Nawet słychać ostrzenie kosy i żniwiarza albo młot uderzający o kowadło. Z chaosu wyłania się porządek. Zaczyna się zwracać uwagę na drobiazgi. Patrząc jak przez oko kamery, trzeba się „wyzumować” na jeden szczegół.

Zatem czy to jest magazyn? Dla mnie nie. Dla mnie to taki trochę przechowalnia opowieści. Taka trochę stodoła, trochę sień, trochę strych jakiś. Miejsce gdzie odstawia się przedmioty, które już nie są potrzebne bo nowocześniejsze je zastąpiły… Ale może kiedyś jeszcze się przydadzą… Czyżby to był cmentarz przedmiotów niegdyś codziennych?… Dzisiaj tylko etnografowie wiedzą do czego służyły…

Warszawa – Muzeum Etnograficzne „Czas świętowania”

„Trza być w butach na weselu!” No ba! I na wesele – i od święta ubrać się paradnie trza. 😊 Właściwie to o tym jest wystawa „Czas świętowania” w Muzeum Etnograficznym w Warszawie. Jak się wystroić na święta w to co najpiękniejszego w szafie (lub skrzyni 😉) mamy.
Są oczywiście izby przystrojone na Boże Narodzenie i na Wielkanoc, jest kuczka na święto Sukkot – bo udekorować dom na święta – to oczywisty odruch. Jakoś tak normalne się wydają porządki i dekorowanie – robi się wtedy milej, odświętnej, czasem bardziej przytulnie, a czasem bardziej nastrojowo…
Są też na wystawie przebierańcy, którzy na ulice miast i wsi wychodzili z okazji kilku różnych świąt (oczywiście stosowne do świąt mając kostiumy). Bo śmiech, tańce i zabawa często świętowaniu towarzyszy. A przebieranki pyszną zabawą są więc – wszystko się radośnie spójne robi!
Są też świętowania takie bardziej rodzinne, pełne emocji, czasem nawet uczuć… Bo stroje ślubne w kilku odsłonach. Czepce małżeńskie na ocepiny i korony do stroju panny młodej konieczne (jak one wytwornie i bogato wyglądały! I jaka miały mieć magiczną moc chroniącą pannę młodą w tak ważnym dla niej dniu). Jest żydowska panna młoda, którą pod chuppę wprowadza jej matka.

Ale te gabloty i aranżacje wnętrz stanowią tylko tło opowieści. Cała wystawa mam wrażenie jest pomyślana przez pryzmat ubioru i wystrojenia się na święto. To zupełnie naturalne w każdej kulturze i religii, pod każdą szerokością i długością geograficzną, że człowiek świętując – chce się tą radością dzielić w społeczności, chce zamanifestować podniosłość chwili, chce podkreślić wyjątkowość dnia. Czasem takiego dnia rokrocznie lub cotygodniowo celebrowanego, czasem takiego raz na całe życie. No to czym taki świąteczny charakter najlepiej wyrazić jak nie odświętnym ubiorem! Paradnie ubierały się kobiety i mężczyźni idąc na sumę do kościoła, odświętnie ubierały się kobiety i mężczyźni zapalając szabatowe świece… Tak było, jest i będzie.
Te akcenty „jest i będzie” – też się na wystawie znalazły. Kuratorzy uświadamiają nam, że etno designem pojawia się na wybiegach wielkich kreatorów mody; że w lokalnej naszej produkcji inspiracje etno proponowała Cepelia i Moda Polska. Mnie wzruszyły zawicia z szali i chustek. Bardzo lubię motać sobie na głowie tkaniny przeróżne, upinając je na sto sposobów. Często to robię, lubię i już! Czasem ktoś pyta, dlaczego albo próbuje skojarzyć jaka kultura była inspiracją dla tego właśnie „zamotania” 😊 A tu cyk – „mój” szal zamotany na wystawie w gablocie jako żywo! Super jest bawić się ubraniem, modą – również szukając inspiracji etno z różnych zakątków Polski i świata.
Odświętnych ubiorów na wystawie mrowie! Gdy wchodzi się do głównej jej części, tłum pięknie ubranych manekinów w przeszkolonych i klimatycznie podświetlonych gablotach – robi robotę. Do tego jeszcze sączące się tu i tam dźwięki zabaw, śpiewów, muzyki… Ja nie wiem ile tam jest wszystkich strojów ale chyba z każdego zakątka Polski a i od sąsiadów kilku też gości przyszło. Są Krakowiacy w kilku odsłonach, Kaszubi, Ślązacy, Mazowszanie, Górale Podhalańscy… Są goście z Kaszub, Kujaw i Warmii… Ale też sąsiedzi z Estonii, Słowacji, Węgier, Litwy…
Wielonarodowa impreza w muzeum Etnograficznym w Warszawie się zrobiła 😊 Poważne świętowanie…!

Warszawa – Muzeum Etnograficzne „Biblia pauperum”

Wystawa w Muzeum Etnograficznym w Warszawie „Biblia pauperum”. Opowieść biblijna w rozumieniu sztuki ludowej. Pomysł na zestawienie jej z analogicznymi tematycznie dziełami najwyższego sortu, które stają się tłem dla opowieści ludowej – fajne. Całość wygląda tak, że na tle dzieł sztuki wielkich mistrzów (dzieł o tematyce biblijnej) są okazane rzeźby lub malarstwo ludowe o tej samej tematyce. I co ważne – sztuka ludowa na tym tle wcale nie wypada blado i „bylejako”. Ona jest inna – ale też fascynująca. Trasa zwiedzania wiedzie przez sceny Ostatniej wieczerzy, snu Jakuba, betlejemki itd. Głównie Nowy Testament ale też trudno się dziwić – wszak te treści twórcom ludowym były bliższe. Fajny pomysł i wykonanie.

Warszawa – Muzeum Etnograficzne „Galeria Koreańska”

„…Naszą misją jest kolekcjonowanie różnorodności i bogactwa kultur całego świata oraz prezentowanie ich wartości…” I tak faktycznie jest w Muzeum Etnograficznym w Warszawie. Pięknie pokazane zakątki Europy, Azji i Afryki… Ale Korei poświęcono osobną wystawę. Fakt – niewielka jest i wypełnia przestrzeń holu na piętrze, ale jednak Korea potraktowana wyjątkowo skoro ma osobną opowieść. Odwiedzamy koreański dom (hanok). Odwiedzamy dość dosłownie bo można wejść do środka, usiąść – tak pomiędzy saranbang a anbang, zerkając albo do jednej albo drugiej części domu.  Nie ma tu leciwych zabytków. Ekspozycja to głównie XIX i XX wiek i współczesny design. Ale w minimalistyczny klimat koreańskiej sztuki użytkowej – wprowadza jak ulał!

© 2026 Lucyna Maria Rotter

Theme by Anders NorenUp ↑