Tag: Lloret de Mar

Hiszpania – Lloret de Mar

Do Lloret de Mar przyjeżdżają głównie osoby kochające foczenie na plaży w dzień i drinki w ogródkach oraz klubach w nocy… Taki klimat… Ale jak to w Catalunya, w każdym najmniejszym miasteczku – pięknie jest. Historię miasto ma leciwą bo sięgającą ok. dwu tysięcy lat, ale zabytki trzeba wyłuskiwać z gąszcza klubów, kawiarni i sklepików z pamiątkami. Na przykład Castillo de Sant Joan – XI wieczny zamek dumnie wiszący nad brzegiem morza (nie mylić z Castell d’en Plaja – ten jest z początku XX wieku). Najstarszym chyba zabytkiem sakralnym jest kościół Iglesia de Sant Romà (sam początek XVI wieku) – ale i tak przebudowany, że bardziej w klimat secesji się wpisuję (przynajmniej na zewnątrz). Do tego dołóżmy kilka pustelni eremickich, stanowiska i muzeum archeologiczne.

Ale te kluby! Raz wybrałam się na wieczór flamenco. Atrakcja turystyczna jakich milion w każdym zakątku świata. Nie spodziewałam się niczego z efektem wow… A tu… kolacja, sala, gwar… to jak zwykle. Ale tancerze…. Prima sort! Jeden – przypuszczam solista, długowłosy wysoki mężczyzna, w którymś momencie zaczął wystukiwać obcasami rytm. Przyspieszał i przyspieszał, wygaszono światło, reflektor punktowy oświetlał tylko jego. Cisza i coraz szybszy stukot obcasów. W którymś momencie wykonał szybki obrót. Z peleryny jego włosów pofrunęły krople, błyszcząc diamentami w świetle reflektora. Był klimat… A i panie w kilkudziesięciu kreacjach… no zrobili robotę!

Jeśli komuś atrakcje życia nocnego i plażowania znudziły się nieco, może wybrać się na spacer do ogrodów św. Klotyldy. To zdecydowanie jeden z piękniejszych ogrodów w Europie! No a na pewno w czołówce ma nie najgorsze miejsce. Na lekkim wzniesieniu, momentami na zboczu, niemal schodzi płynnie do brzegu morza. Samo założenie ogrodowe powstało w 1919 roku, a zaaranżował je słynny Nicolau Maria Rubió i Tudurí. Głównie kompozycje wykreowane zostały z traw, krzewów, pnączy, drzew. Generalnie wszelkie odcienie zieleni. Z akcentami jedynie kwiatów lub zatopionych w gąszczu roślin – rzeźb. Można się w tej zieleni i delikatnym chłodzie zagubić…

Hiszpania – Lloret de Mar, cmentarz

Być może to dziwne ale lubię spacerować po alejkach cmentarnych. Dobrze mi się wtedy rozmyśla. Szczególnie często, z kilku powodów, bywam na pięknych zwłaszcza jesienią, krakowskich Rakowicach lub na Miodowej w Krakowie. Dzisiaj jednak (może przez pogodę, która mizernie zachęca do wyjścia) myśl pomknęła w inne rejony. Choć nadal eschatologicznie – to cokolwiek cieplej. 🙂

Jedno z bardziej znanych katalońskich miasteczek turystycznych to Lloret de Mar. Sporo tu atrakcji turystycznych – zarówno tych „plastikowych” jak i tych dla bardziej wyrafinowanych globtroterów oczekujących na obcowanie z kulturą lub naturą. Jest też cmentarz. Cudowna perła secesji! Małą architekturę sepulkralną tworzyli tu najwięksi artyści (między innymi Josep Puig i Cadafalch, Antoni M. Gallissà, Soqué Lluís Llimona, Bonaventura Conill, Montobbio Ismael Smith i Mari, Eusebi Arnau itd. itd), których dziełami zachwyca się Barcelona – a z nią cały świat. To głównie szkoła jednego z moich ulubieńców – Gaudiego! A, że uczniowie w sumie godni mistrza – rzeczony cmentarz wprawia nie tyle w zadumę co w zachwyt. Cmentarz w Lloret de Mar został oficjalnie otwarty w 1901 roku (powstawał pięć lat), a powstał z przeznaczeniem dla majętnych Hiszpanów (Los Indianos), którzy chcieli swe doczesne szczątki złożyć w rodzinnej ziemi. I składali, wcześniej oznaczając miejsce pochówku cudownymi (i sporo kosztującymi) kaplicami, rzeźbami, nagrobkami, ozdobnymi portalami, mauzoleami itd. Efekt – gdziekolwiek by nie spojrzeć, wijące się linie, jakby naśladujące pomięte wybrzeże Costa Brava. Tutaj wyrastają kamienne lilie a w innym miejscu ktoś rozsypał kamienne róże. Mnóstwo tu zadumanych aniołów… A może nie aniołów, a tylko poetyckich kobiet, które zastygły tak wpatrzone w czmychającą z nagrzanego kamienia jaszczurkę…

© 2026 Lucyna Maria Rotter

Theme by Anders NorenUp ↑