Tag: Indie (Page 3 of 3)

Indie – Ranakpur

Na zboczach gór Arawalli kusi swoim pięknem największy kompleks świątynny dżinizmu – Ranakpur. To zespół położonych blisko siebie kilku świątyń. Największa z nich Chaumukha Mandir (świątynia czterech twarzy) wzniesiona została z białego marmuru. To labirynt blisko 30 sali, 80 kopuł nakrywa świątynię a całość podtrzymuje 1444 filary – i każdy inaczej zdobiony! Wewnątrz cztery posągi patrzą szeroko otwartymi oczyma na wiernych i zwiedzających. Ale nie wolno im spoglądać prosto w oczy! To nazbyt zuchwałe. Służba świątynna dyskretnie zwraca uwagę zbyt nachalnym turystom chcącym błyskać fleszem prosto w twarz boga. Nie zadawać cierpienia żywym istotom – to jedna z zasad dżinizmu, dlatego przed wejściem do świątyni należy zostawić nie tylko buty (co oczywiste) ale też wszystko co wykonane jest ze skóry zwierząt – paski do zegarka, portfele itp. Ta zasada na tyle restrykcyjnie jest przestrzegana, że mniszki noszą na twarzy maseczki (podobne do chirurgicznych) by przypadkiem nie połknąć jakiegoś np. komara, a miotełką zamiatają przed sobą drogę by nie nadepnąć na jakąś mrówkę. Czasem można spotkać tu owe mniszki ubrane całkowicie na biało lub mnichów ubranych – jedynie w modlitwę… Zawsze liczyć natomiast można na wszechobecne małpy – czasem fakirki. 😉 Jak na Indie bardzo tu cicho i w sumie pustawo. Można spokojnie zanurzyć się we własnych myślach… A anturaż temu służy…

Indie – Thar

Ostatnio ktoś powiedział mi, że gorące i gwarne kraje nie służą przemyśleniom i podejmowaniu życiowo ważnych decyzji. To prawda! Do takich, lepszy jest chłód północy lub filozofia dalekich krańców Azji – i w komplecie długie wieczorne rozmowy albo równie długie pomilczenie sobie.

Przypomniało mi się jednak miejsce, które w świadomości wielu jest kwintesencją rozmyślania, medytacji, przygotowywania się na nowe… PUSTYNIA. Ta, o której pomyślałam to Thar czyli Wielka Pustynia Indyjska. To taka „prawdziwa pustynia”, nie żadne kamieniste pustynie Izraela lub ilaste – Iranu. To taka pustynia, że pustynia! Jest cudowna. Idealny w barwie i konsystencji piasek przesuwa się pod stopami. Piach układa się w barchany a wiatr szybko zaciera ślady stóp intruzów, którzy swoją obecnością chcą zakłócić harmonię miejsca. Gigantyczna kula słońca wisi nad horyzontem i wieczorową porą ogniście toczy się po nim. Taki klimat, że tylko jakiegoś Lawrence brakuje (wiem, wiem! Nie ta pustynia, nie ten klimat i nie ta historia! Ale każda z pustyń, zawsze przywołują mi w pamięci ten film ;)). I to na tyle jeśli chodzi o klimat do medytacji – bo… Podobno Thar to jedna z najbardziej zaludnionych pustyń świata. Nie wiem czy tak jest ale faktycznie doświadczyłam tłumów! Najpierw przydługa droga. OK na grzbiecie wielbłąda, ale to nie jest najwygodniejszy z możliwych środków lokomocji. Bydle człapie powoli ale chybotliwie, a siodła, cóż… A potem dzikie tłumy czekające hałaśliwie na zachód słońca. Lokalni przewoźnicy nawołują i kłócą się o turystów. Ktoś gra na instrumencie niewiadomego pochodzenia (gra – to za wiele powiedziane. Raczej wydaje dźwięki.). Nawet „mój” wielbłąd miał dość i rozłożył się cielska tobołem. 🙂

Lubię pustynie wieczorową porą, ale na podejmowanie życiowych decyzji lepszy chłód północy lub krańce Azji…

Indie – Udajpur

Udajpur dawna stolica Mewar. Miasto założone zostało w XVI wieku przez maharanę Udaj Singha. W czasach kolonialnych nazywane było „najbardziej romantycznym punktem na kontynencie indyjskim”, lub „Wenecją Wschodu” (ostatecznie leży pomiędzy trzema jeziorami). Z obydwoma – się zgadzam! Urocze są tu i zachody i wschody słońca (zwłaszcza nad wodą…) ale i poplątane uliczki i zaułki z milionem sklepików oraz lokalnych wytwórni – hmmmm… wszystkiego. Miasto słynie co prawda z malarstwa miniaturowego na płótnie, jedwabiu i kości, ale i inne rzemiosła bez trudu się odnajdzie. No ładnie po prostu. Ale i architektonicznie miasto uwodzi swym urokiem. Otoczone było murem obronnym, z którego do dziś niewiele się zachowało, raptem jakaś brama i fragmenty wyższych fortyfikacji. Mrowie pałaców i haveli – a oprócz nich świątynie. Do świątyni Kesariya prowadzą strome wysokie schody. Ileż tam jest dekoracji, płaskorzeźb, zdobień, kwiatów porozsypywanych… Jest też świątynia Jagdish zbudowana w roku 1651 przez maharanę Dźagata Singha– chyba główna atrakcja turystyczna miasta. W środku – ciekawe figurki Wisznu wykute w czarnym kamieniu. No i budowany przez czterysta lat pałac miejski. Chyba największy w Radżasthanie. Ileż tu wieżyczek, kopuł, balkonów, wykuszy… no i koronkowo przysłonięte misternymi kamiennymi zdobieniami okna… Do pałacu wchodzi się słynną bramą Bari Pol. Tutaj władca się ważył – i rozdawał ludowi tyle złota ile na wadze mu wyszło. W interesie poddanych było zatem dbać o „dobry wygląd” maharana. 😉 Bram zresztą – pięknych, w kompleksie pałacowym generalnie nie mało. No urokliwie – i basta.

Właściwie to nie dziwię się, że Bollywood upodobało sobie Udajpur jako przestrzeń do realizacji filmów… James Bond – też tu w sumie był… Hmmm… Nadaje się! 🙂

Indie – Udajpur, romantycznie

Czasem jakieś rejony świata kojarzą mi się z zapachami. Wietnam pachnie rozgotowanym ryżem, Egipt – pyłem, Tajlandia przyprawami smażonych i grillowanych na ulicy potraw (często mięska nieznanego pochodzenia 🙂 ). A Indie? Indie nie pachną. To znaczy kojarzą mi się z zapachem ale jego zdefiniowanie dalekie jest od określenia „pachnie”… Są kolorowe, gwarne, przyprawiające o zawrót głowy – ale nie pachnące! Nie znaczy to, że nie można odnaleźć komfortu ciszy, uroku otoczenia, relaksu, i… jednak zapachu kwiatów! Udajpur to jedno z bardziej znanych miast Radżastanu i podobno jedno z bardziej romantycznych miast Indii. Kilka tu miejsc i uroczych, i pachnących, i… romantycznych. Pierwsze z nich to jezioro Pićhola. Popularnością cieszą się rejsy po jeziorze. Bo i otoczenie pałacu miejskiego i szeregu rezydencji oraz hoteli, które wypełniają brzegi jeziora w przyjemny wprowadza nastrój, zwłaszcza o zachodzie słońca i rankiem. A jeśli dodamy, że jak na standardy Indii – woda w sumie czysta… To cudownie jest. Zatrzymać się można na chwilę dla rozprostowania kości na przykład w Jagmandir lub wyspie Jagniwas. To urokliwe miejsce, gdzie uszczęśliwianie małżeństwem przebiega niemal taśmowo. I nawet krokodyla mają – jakby żywcem z Fredry. 😉 Kto woli zacisze parku, winieni odwiedzić Saheliyon-ki-Bari czyli słynny ogród Dam Dworu. Kwitnąco tu i przyjemnie chłodno (fontanny uruchamiające się na dźwięk to cudowny wynalazek!) Ach, i zamknięty, strzeżony przed wzrokiem niepożądanym basen, gdzie panie zażywać przyjemności kąpieli mogły… Ogród założony został w XVIII wieku rzez Maharana Sangram Singh dla księżniczki Sahelion Ki Bari i jej dam, by w spokoju od zgiełku życia pałacowego mogły zażywać odpoczynku. Jak chcą legendy ogród zaprojektował sam Maharadża. No…, romantycznie jest…

Światło.czułe spotkania odc. 1: „Jak zostałem przemytnikiem w Indiach”

Było o fotach Indii zrobionych 30 lat temu, które stając się kliszami pamięci wpłynęły mocno na teraźniejszość i dały impuls do pisania książek.

Gość programu: Cezary Borowy

Prowadzenie: Lucyna Rotter

Produkcja: Paweł Kaszuba; Realizacja: Jarosław Raczak; Kamery: Agata Ciechanowska, Justyna Żelichowska; Współpraca: Paulina Brzostowska, Ewa Kantek – opracowanie graficzne, Anna Wilkońska, Michał Michalski, Michał Sowa, Konrad Janik

JP2TV, Kraków 2021

Newer posts »

© 2026 Lucyna Maria Rotter

Theme by Anders NorenUp ↑