Tag: Gruzja (Page 1 of 2)

Gruzja – Ananuri

Książęta Aragwi wyraźnie mieli niezły gust skoro takie twierdze sobie ordynowali jak ta w gruzińskiej Ananuri. To znaczy zamek był tu od XIII wieku ale to co widać teraz to efekt działań XVII wiecznych. Zamek wiele przeszedł, napadów i ataków zbrojnych aż do roku 1739, kiedy mury fortecy były świadkami rzezi jakiej dokonał na rodzinie Eristawi z Aragwi – Eristawi Szansze z Kasani. A wszystko przez jakieś drobne ale przez lata niewyprostowane niesnaski rodzinne… Zresztą zamek podzielił los mieszkańców – został podpalony. Potem jeszcze bunty chłopskie zrobiły swoje i na koniec stacjonujące wojska rosyjskie… Jak na takie burzliwe dzieje zupełnie nieźle się jednak trzyma. W centralnej części zamku – dwie świątynie min. bazylika Sioni p.w. Zaśnięcia Maryi Panny i Chrystusa, z pięknie i symbolicznie zdobioną fasadą (tak prawdę mówiąc znacznie atrakcyjniejsza jest na zewnątrz niż w środku) między innymi motywem drzewa życia. Z pomieszczeń mieszkalnych, też stosunkowo sporo zostało, ale i tak raczej wyobraźnia jest potrzebna by uświadomić sobie piękno twierdzy.

Zamek właściwie nie jest jakoś bardzo wielki ale cudownie położony z widokiem na zbiornik Żinwalskiego i rzekę Aragwi. Do tego natura, która wdziera się powoli i skutecznie w przestrzeń architektury, tworząc dekorację z konarów, gałęzi, korzeni, pnączy… urokliwie…

Gruzja – Batumi

Nie ma chyba osoby, która nie słyszałaby o herbacianych polach Batumi ( ბათუმი)! Głównie z piosenki. 😉 Kiedyś śpiewały Filipinki teraz cover wyśpiewuje (udanie zresztą) Natalia Lesz. Tak jak to bywa z miejscami znanymi z piosenek lub filmów – pól herbacianych w okolicach Batumi dzisiaj niewiele. Ale na placu Pigalle też kasztanów nie ma. Wszystko w Batumi kieszonkowe. Lotnisko wielkości średniej jadalni, samoloty lądują niemal na falach morza bo pas startowy sięga brzegu, w zoo kilkanaście zwierzaków (licząc wraz z gołębiami, które wpadły w odwiedziny) itd. itd. itd. Ale… ładnie tu! I właściwie nie dziwię się, że miasto to tak popularne jest dla spędzania wolnego czasu.

Osada w tym miejscu istniała już w czasach rzymskich (podobno tutaj znaleziono złote runo!). Sama nazwa natomiast po raz pierwszy pojawia się w XI wieku. Zabytki – głównie eklektyczne, trochę współczesnych realizacji architektonicznych ale klimatycznie. Ciekawostką jest fontanna, z której płynęła czacza (taki ichniejszy bimber). Tyle że wystarczyło na jeden dzień bo kolejka do zwiedzania ustawiła się taaaak – z Batumi po granicę turecką. I sporo akcentów z serii romantic. To jakaś rzeźba zakochanych nieszczęśliwie, to rzeźba zakochanych szczęśliwie, to jakieś putto przysiadło zmęczone (jak tyle tych zakochanych musi ogarnąć, to kiedyś odpocząć trzeba!). Tylko ta plaża… Piękna! Ale kamoli….!!!! Z „plażingu” wraca się z sińcami. 🙂

Gruzja – bezdroża

Każdy kraj ma swoje „perły” kulturowe, historyczne, krajobrazowe, artystyczne – w każdym razie miejsca, które zobaczyć trzeba i basta. Ale czasem warto też przyjrzeć się bezdrożom. Przejeżdżając z jednego miejsca na drugie wiele osób przysypia w podróży dla zregenerowania sił. A szkoda! Bezdroża kryją wiele ciekawostek i smaczków. Na przykład dwukolorowa rzeka. Dosłownie dwukolorowa. A by być precyzyjnym czarno – biała. Aragwi – bo o niej mowa łączy w sobie nurty dwu potoków Białej Aragwi i Czarnej Aragwi. W miejscu, w którym się łączą, rzeka jest z prawej strony biała, a z lewej czarna. Można też coś przekąsić. Przydrożne stragany oferują głównie słodkości: lokalny miód (podobno najlepszy na świecie 🙂 ), czurczchele czyli orzechy nawlekane na sznurek i otoczone mazią z winogronowego syropu, cukru i maki kukurydzianej w kolorach – jakie „fabryka dała” 😉. Mogą być też wykonane z owej masy okrągłe cieniutkie, serwetkowante niemal placki – tklapi. Te przysmaki są wszechobecne. Czurczchele w smaku przypomina połączenie sparzonych orzechów z misiami żelowymi, zaś tklapi smakuje jak serwetka. Dla bardziej głodnych – w słoikach marynowane… wszystko. I coś co naprawdę przypadło mi do gustu (i wyglądało na najbezpieczniejsze dla zdrowia) to nazuki. Rodzaj drożdżowego chlebka z cynamonem i rodzynkami. Bezdroża bywają normalnie – atrakcyjne. 🙂

Gruzja – Bodbe

Czy cuda się zdarzają? Nie wiem… Pewnie tak… Pewnie nie każdemu… Pewnie nie od razu… Pewnie tylko na chwilę…

W dolinie rzeki Alazani wśród wysokich, rosłych cyprysów jest monastyr św. Jerzego w Bodbe. Tam podobno cuda się zdarzają taśmowo… Właściwie to cały kompleks – bo jest cerkiew i monastyr i dzwonnica i uprawy, ogrody wokół. Urokliwe miejsce. Monastyr miał być wzniesiony na życzenie św. Nino, która zresztą dożyła tu swoich lat i została pochowana. To taki prezent dla świętej za uzdrowienie królewskiej małżonki. Przy czym historia działa się w IV wieku. Obecne zabudowania to wiek IX i mocne przebudowy w XVII i wznoszenie na nowo po zniszczeniach. Ze względu na grób św. Nino, Bodbe stało się szybko miejscem pielgrzymek i miejscem cudów. Podobno każdy kto z przekonaniem o coś prosi – otrzymuję. Jest tam też ikona. Taka trochę jak częstochowska, ale tę pocięli lekarze w czasach radzieckich gdy monastyr był przerobiony na szpital a ikona miała być (jak jedna z desek) częścią stołu operacyjnego. No i co oczywiste – jest też cudowne źródełko św. Nino.

Hmmmm… Naprawdę jest tu cudownie! Zwłaszcza gdy usiądzie się na zielonych tarasach tuż obok cerkwi i ucieknie wzrokiem gdzieś tam daleko gdzie widok na Kaukaz.

Gruzja – Bordżomi

Bordżomi – kurort taki w Gruzji, a precyzyjniej w Małym Kaukazie. Nie jest jakoś wyjątkowo leciwie bo zaledwie z XIX wieku ale rozwinęło się cudnie gdy odkryto tam źródła wody mineralnej, która podobno zdrowotnie cuda czyni, a już szczególnie dobrze robi żołądkowi 😊. No a jak sam Romanow się miejscem zainteresował to już w ogóle… W czasach sowieckich nadal i niezmiennie było to zupełnie modne miejsce do zażywania zdrowotności u wód i dzisiaj zasadniczo też. Sama woda – cóż smakuje jak… No… ona musi być zdrowa… bo tak smakuje, że musi… I co istotne – aromat zgniłych jaj dorównuje smakowi… Ale zdrowa to ludzkość pije! Mało tego w basenach, w tej właśnie wodzie można kąpieli zażyć. Też oczywiście cuda czyniącej… 😊

W sumie miłe miasteczko. Ładne kolorowe i „koronkowe” wręcz domki – takie w klimacie uzdrowiskowym jak ulał. No i park z cokolwiek zaskakującymi „instalacjami”. Ale drzewa ładnie szumią na zmianę z wodą. Albo raczej w duecie… 😊

Gruzja – Camida Sameba

Monastyr Camida Sameba u stóp góry Kazbek, to chyba najbardziej rozpoznawalna „pocztówka” z Gruzji. Mrowie turystów przychodzi (przyjeżdża) tu jednak głównie dla widoków i panoramy a nie samej cerkwi, która dla pejzażu swoją drogą jest cudownym sztafażem. Klasztor zbudowany został na wysokości 2170 m n.p.m. Zatem – można tam albo wejść „z buta”, albo wyjechać jeepem albo konno (tę ostatnią możliwość rekomenduję 🙂 ). Monastyr datowany jest na XIV wiek. Miejsce dość odległe, wysoko w górach… Zapewne dlatego cerkiew w XVIII wieku, służyła jako miejsce przechowania najcenniejszych relikwii Gruzji (np. krzyża św. Nino). Nawet w czasach sowieckich nie została zbezczeszczona. Oczywiście liturgia nie była wówczas sprawowana ale sama cerkiew nie została zniszczona. W cerkwi po lewej stronie ikonostasu wisi cudami słynąca ikona – Hodegetria przystrojona w srebrną sukienkę. Podobno modlitwy zanoszone tam, doczekują się szybkiego błogosławieństwa. Czekam…

Gruzja – Dżwari

Gruziński Monastyr Dżwari (ჯვარი, ჯვრის მონასტერი) czyli Monastyr Krzyża. Podobno świątynia wzniesiona została dokładnie w miejscu, w którym zatrzymała się na modlitwę św. Nino – apostołka Gruzji. Według niektórych podań to tutaj właśnie uplotła krzyż, który z czasem stał się nie tylko atrybutem świętej ale generalnie chrześcijaństwa w Gruzji. Ma on charakterystyczne opadające w dół ramiona, bowiem według tradycji św. Nino uplotła go z giętkich winorośli. Inni twierdzą, że święta na tym wzgórzu jedynie postawiła duży drewniany krzyż – górujący nad okolicą. Podobno celowo wybierając miejsce, w którym pierwotnie stał posąg pogańskiego bóstwa Armazi. W świątyni do dzisiaj przechowywane są fragmenty tego krzyża. Obecna czteroapsydowa świątynia na planie krzyża greckiego wzniesiona została w VI wieku, ale w tym miejscu ślady wcześniejszych kościołów i monastyru mają o wiele starszą metryczkę.

Piękne zdobienia na fasadach, surowe wnętrze z monumentalnym krzyżem na środku, i cudowna panorama widoczna wokół świątyni… Może dlatego jest to jedno z miejsc szczególnie lubianych i często wybieranych przez nowożeńców… A może jest jakiś inny powód… kto wie…

Gruzja – Gelati

Dwunastowieczny monastyr Gelati (გელათის მონასტერი). Monastyr władców. To nie jest tłumaczenie nazwy a stwierdzenie faktu. Kompleks wzniesiony został z inicjatywy króla Dawida IV Budowniczego. Miejsce i roztaczające się wkoło widoki tak ujęły króla, że podobno sam, osobiście nadzorował postępy prac. Tutaj też po śmierci został pochowany – w posadzce w jednej z głównych bram. Epitafium zachowało się jednak, bowiem wchodzący ludzie z szacunku omijali płytę nie depcząc po niej zbytni. Miejsce wiecznego spoczynku, niespełna sto lat później znalazła tu jak mówią królowa Tamara. Podobno na terenie monastyru jest jej krypta. Ale ukryta – by nikt nie zakłócał spokoju snu królowej. We wnętrzach cerkwi – jeszcze kilku władców, późniejszych czasów, spoczywa. Oprócz krypt, w cerkwiach zachowało się mnóstwo fresków. Całe ściany, kolumny, filary, sklepienia, kopuły – wszystko pokryte polichromiami. Głównie sceny biblijne i hagiograficzne. Zobaczyć też można samego króla Dawida IV Budowniczego – z makietą monastyru w ręce. To chyba jedyny zachowany jego portret.

Gelati to także centrum naukowe. Działa tutaj akademia. Nauka (gł. teologia i filozofia ale także geometria, astronomia. Kształcili się tu też malarze oraz rytownicy w złocie) rozwijała się prężnie – lecz… jak mniemam metody stosowane wobec słuchaczy, nie przypadłyby do gustu dzisiejszym żakom! Zwłaszcza egzaminowanie – a by być precyzyjnie, karanie niewiedzy. 😉

A! jak w każdym monastyrze, oprócz dostojnych mnichów, są tu też „mnisi koci”. Przyuważyłam na medytacji, biało – rudego. 🙂

Gruzja – Kaukaz

Niedawno znajoma przysłała mi zdjęcie z gór z podpisem „pozdrowienia od Taty”. Nie od razu „zaskoczyłam” ale po chwili przyszła refleksja. Coś w tym jest, góry mają taki panteistyczny klimat. Są ludzie, którzy góry kochają. Przestrzeń, bezmiar itd. itp. Zdobywają szczyty, a na pytanie po co, odpowiadają – bo są. Nie należę do takowych. Czasem jednak gdy zdarzy mi się np. przejeżdżać przez pasma górskie, wpadam w zachwyt. Połączenie barw, światła, wyłaniających się kolejnych planów! Niewielu artystów jest w stanie uchwycić ten ułamek sekundy w którym doświadcza się prawdziwego zachwytu. Takie wspomnienia towarzyszą mi na myśl o gruzińskim Kaukazie. Gdy podróżuje się Drogą Wojenną, niemal za każdym „zakrętem” wyłania się coraz cudowniejszy widok. Połacie zieleni przechodzą w błękit nieba, czasem gdzieś wyłonią się ostre brunatne skały a czasem żółcieniem kuszą wyplute z głębin ziemi minerały, połyskuje gdzieś sącząca się woda…Gdzieniegdzie człowiek narusza delikatnie tę idealną kompozycję. To pomnik przyjaźni na przełęczy Krzyżowej, to jakiś monastyr z dawna opustoszały, to jakieś ruiny niegdysiejszych domostw. Niezaprzeczalnie jest w górach coś przytłaczającego, groźnego i porywającego zarazem. Nie porywa mnie zdobywanie szczytów górskich, jednak podziw dla bezmiaru, ogromu, przestrzeni i piękna, potrafi wprawić w stan sekund szczęścia.

Gruzja – Kutaisi

Jazon i Argonauci wybrali się kiedyś do Kutaisi po złote runo… Przy czym wtedy miasto nazywało się Ai. Runo miało być powieszone w lesie na dębowym drzewie i pilnował go tam smok…

Obecnie najważniejszym puntem w programie zwiedzania miasta jest XI – wieczna Katedra Bagrata. Jak się uważa – zbudowana w „złotym wieku” kultury gruzińskiej. Otrzymała wezwanie Zaśnięcia Bogarodzicy, ale znana jest jako Bagrata – od imienia królewskiego fundatora. W sumie ładnie położona na wzniesieniu Ukimerioni. Do XVII – kwitła. Potem przez kilkaset lat miała ciężkie czasy. Najpierw Turcy potem Rosjanie… ale ostatecznie została zrekonstruowana. Wiem, różne są opinie na ten temat…. Ale z ruiny została podniesiona jednak. Katedra jest na obrzeżach miasta. W samym jego centrum natomiast – fontanna której nie da się nie zauważyć… Złote rumaki, tygrysy, barany i stado innych zwierzaków. Ale takie jakieś dziwne w kształcie… Wzorami dla nich były antyczne złote figurki zwierząt odkryte w trakcie prac archeologicznych na terenie Gruzji. Hmmm…. Czyżby z tym złotym runem coś jednak było na rzeczy… No nie widziałam by samo runo gdzieś wisiało. Ale…

Czasem wydaje się człowiekowi że go znalazł… a tu nagle smok porywa runo i odlatuje w jakieś odległe lasy… Może warto zerkać w korony drzew… Ostatecznie Jazonowi udało się posiąść to o czym marzył. 😊

« Older posts

© 2026 Lucyna Maria Rotter

Theme by Anders NorenUp ↑