Tag: Egipt (Page 1 of 2)

Egipt – Asuan

Asuan (Aswan) – istniało i ważną rolę pełniło od starożytności, bo trochę graniczne. Chyba faktycznie było ważne skoro wspomina o nim i Swetoniusz i Ptolemeusz i Witruwiusz i stu innych… Ale wtedy nazywało się Swenett (Rzymianie wywodzili nazwę od przydomku bogiń – Luciny 😜 ). To jedno z najsuchszych miast świata. Wydobywano to piękny granit (sjenit) i rozwożono po całym Egipcie. W Asuanie dokonano trochę odkryć archeologicznych ale w Egipcie – wystarczy łopatę w piach wbić by coś wygrzebać 😉🙃. Ale trochę fajnych miejsc tam jest np. niedokończony obelisk; gigantyczna, śnieżnobiała katedra ortodoksyjnych Koptów (właściwie w stylu architektury koptyjskiej choć mocno modern); cmentarz Fatymidów; Suk Asuan itd.

Kiedyś, w środku dnia, zamiast oddawać się jak każdy normalny człowiek „siestowemu nicnierobieniu” wybrałam się w tak zwane miasto. Gorąco, pył, słońce razi. Ale… w zaułkach prawdziwe miasto, mocno zagruzowane, rozwalające się podwórza, a za winklem ukryty jakiś kościół. Ale bez marmurów. Niewielka sala, zamiast podłogi piasek, i miły młody człowiek z przejęciem opowiadający o jego pięknej świątyni… super… 😄😄😍

PS W Asuanie byli Staś i Nel – pytałam ale nikt ich nie widział…

Egipt – Edfu

Oczy podobno mają wielką moc… W nich widać prawdziwe myśli, nie da się ich zignorować gdy z emocjami patrzą, potrafią zaczarować świat… hmmm… podobno tak jakoś… 😉 I tak trochę jest też z okiem Horus. Udżat to oko, które Horus stracił w walce ale w cudowny sposób odzyskał. W Egipcie był to potężny amulet! Symbol odrodzenia, sił witalnych, zdrowia, stawania się na nowo i w nowym. Z tym symbolem chyba najmocniej kojarzy mi się Horus – sokół, władczy pan nieba, zwycięzca, opiekun władzy faraona. Jedna z jego świątyń jest w Edfu. Fajna… Już z poziomu rzeki ją widać. Przez potężne pylony wchodzi się w przestrzeń świątynną. A tam na dziedzińcach czuwają zaklęte w kamień horusowe sokoły… Przez kolejne przestrzenie, wchodzi się coraz głębiej, coraz bardziej otula półmrok, aż dociera się do sanktuarium – serca świątyni. Gdy świątyni była jeszcze miejscem kultu – rokrocznie, kapłani z Dandary przywozili posąg Hathor do Edfu, by Horus i Hathor mieli szansę wypełnić swoje „małżeńskie obowiązki” 😉. Temu spotkaniu towarzyszyły swoją drogą zupełnie fajne uroczystości a cała „impreza” trwała dwa tygodnie.

Świątynię w Edfu zaczęto budować jakoś chyba w okresie Nowego Państwa i miała być zlokalizowana dokładnie w miejscu gdzie dali sobie po razie Horus i Set 😊. Jest drugą co do wielkości z zachowanych świątyń w Egipcie. We wnętrzu – można zobaczyć sporo reliefów: Horusa i Hathor, boga płodności (i baaardzo to widać 😉) Mina, Seta ale również – Ptolemeusza; a i też jest sala biblioteczna i wyryty na ścianie katalog książek. Robi wrażenie…

A! Niedaleko świątyni była polsko francuska stacja archeologiczna. Sporo w sumie znalezisk tam odkrył team prof. K. Michałowiskiego.

Egipt – Giza

Giza jest niesamowite! Właściwie dzisiaj to część Kairu ale pierwotnie osobną stanowiło bytność (taki przystanek w drodze z Memfis do Heliopolis). Oczywiście słynie z zaliczonych już w starożytności do cudów świata, sterczących w niebo, gigantycznych piramid .🙂

Te trzy największe to grobowce Cheopsa, Chefrena i Mykerinosa. Wszystkie zbudowane z kilkutonowych bloków skalnych (bez zaprawy), idealnie skierowane na cztery strony świata, spełniają właściwie normy budownictwa XXI wieku! Idealne proporcje stożkowych piramid Giza nadal zachwycają. Kiedyś obłożone były lśniącą okładziną, a na szczycie jednej błyszczał złoty szczyt. Ale i bez tych dekoracji, nawet z widocznym tu i tam upływającym czasem, „lekko przyprószone siwizną”, wyglądają imponująco…

Jeszcze jedno w Giza jest przyciągające – Władca Strachu, czyli Sfinks. Ciało lwa, groźne oblicze, władcze spojrzenie… Turyści często robią sobie zabawne zdjęcia z tym biformicznym panem Giza, jakby nie widzieli, że igrają z ogniem drażniąc Władce Strachu. W mitologiach wszelakich przecież sfinksy nie należały do potulnych i dających się oswoić istot! Wzbudzały podziw, kusiły, czasem niszczyły, czasem strzegły, ale zawsze były groźne – i pewnie dlatego pociągające 😉

Jak to w Egipcie, znawcy przedmiotu spierają się skąd to, dlaczego takie, kto zbudował, jaka cywilizacja czy kultura. Filmowcy, pisarze i artyści wszelakiej profesji ekscytując się tajemnicą i odległą baśniowością, tworzą mniej lub bardziej fantastyczne dzieła osnute wokół Sfinksa i całego Giza. Swoją drogą, niektóre z nich wielokroć oglądam z serdecznym uśmiechem i radością (ale o tym innym razem).

W przeciwieństwie do innych zakątków Egiptu tutaj trudniej poczuć ten prawdziwy starożytny Egipt – zbyt tłocznie i turystycznie. Wokół piramid kręci się mnóstwo osób „ważnych”: to posiadacz camel – taxi oferuje swoje usługi, to na podobnym środku transportu policjant uważnie obserwuje przestrzeń, to zasobnie ubrani chyba właściciele okolicznych straganów sprawdzają jak idzie interes, to zza płotu młode wilczki w dziedzinie handlu oferują świeżo odlane w gipsie sfinksy (oczywiście za one dollar)… Nic to… Wokół gwarnie i w kolorze ecru… ale… Giza jest niesamowite…

Egipt – Hurghada

Wakacje na horyzoncie już widać. Wiem… w tym roku delikatnie mówiąc dość wyjątkowe… Ale… Chciała by dusza do… A choćby i do Hurghady. To taki turystyczny Egipt w pigułce. Miejscowość nad brzegiem Morza Czerwonego. Chyba najbardziej znany kurort turystyczny. Hoteli (najczęściej takich na wysokie „C” – jak na Egipskie standardy) tu mrowie. Hurghada powstała w ramach akcji poszukiwania ropy – ok. 1913 r. Szybko jednak odkryto w niej potencjał turystyczny i w konsekwencji z tego Hurghada żyje.

A że Egipt w pigułce – no tak. Luksusowe hotele głównie dla zagranicznych gości. Można oddawać się przyjemności leżakowania, nurkowania sączenia drinków z palemką itd. itd. Wiem… Hurghada przerabiała atak terrorystyczny i wyciek ropy ale niezmiennie turystyczna jest! Ale wystarczy wyjść poza teren hotelowych kompleksów by zobaczyć prawdziwe ulice egipskiego miasta, z walającymi się resztkami czegoś/wszystkiego, wałęsającymi się zwierzakami i ludźmi chyba trochę też chodzącemu jakby bez sensu. A może właśnie z sensem. Ostatecznie spieszenie się jest z założenia niefajne i nikomu nie potrzebne. Jest w mieście olbrzymi (jak na niewielkie w sumie miasto jednak) meczet, jest bardzo niewielki (jak zwykle) kościół koptyjski. No i jest (punkt obowiązkowy 😄) – wytwórnia papirusów. W sumie taka egipska norma. Skrajności…

Egipt – Kair

„Miasto tysiąca minaretów”, „Wielkie Mango” – po prostu Kair. Czy faktycznie tysiąca? Nie wiem, nie liczyłam. 🙂 Wśród mieszkańców Kairu przeważają muzułmanie – to jasne, zatem i meczetów sporo. Ale jest też dzielnica koptyjska. To przedchalcedońska odmiana chrześcijaństwa. Koptów należy kojarzyć z rdzennymi mieszkańcami Egiptu i ich odsłoną chrześcijaństwa – obecnie w kilku wersjach: ortodoksyjnej i unickich. Wszelkie inne wersje kościołów chrześcijańskich też oczywiście w Kairze rezydują. Jest również społeczność żydowska, zgromadzona wokół jedynej z dwunastu synagog w mieście. Synagoga Ben Ezyr w Starej Dzielnicy nazwana tak została na cześć rabina Jerozolimy. Datowana jest na IX wiek ale obecny budynek to XIX przebudowa. W trakcie tego remontu odkryto tutaj genizę z ogromną ilością żydowskich rękopisów, między innymi ze zwojami Tory, z których niektóre datowane były na VI w. lub manuskryptem z „Pieśnią Morza” datowanym na XVII/XVIII w. itd. itd. Według jednej z tradycji to nieopodal tej synagogi córka faraona znalazła małego Mojżesza. Z zabytków koptyjskich najciekawszy jest chyba wiszący kościół NMP. Dosłownie wiszący bo jest nad bramą Twierdzy Babilon. Wchodzi się do niego po dwudziestu dziewięciu schodach. To jeden z najstarszych kościołów koptyjskich, no i był siedzibą koptyjskiego papieża. Ale faktycznie najwięcej w Kairze meczetów. Dominującym odłamem islamu są tu sunnici i do nich należy większość z nich. Jest więc na przykład meczet Al.-Husajna (podobno z przechowywaną w nim głową Husajna ibn Ali – wnuka Proroka), najstarszy chyba meczet Ahmada Ibn Tuluna, faktycznie olśniewający meczet Al-Azhar lub meczet Muhammeda Alego zwany też Alabastrowym. Ładnie się prezentuje (ten ostatni) na szczycie cytadeli ale alabastrowy to w sumie tylko z nazwy, bo płyty alabastrowe wywiezione zostały do pałacu Abbasa I zanim na dobre meczet wykończono. To znaczy w wystroju meczetu alabaster jest i całość robi wrażenie – ale mniej niż miało być w założeniu.

Oprócz świątyń i domów modlitw jest w Kairze wiele, wiele, wiele więcej zabytków związanych z każdą z wymienionych religii a i z tymi starożytnego Egiptu – też. A jak się już komuś po zabytkach sacrum znudzi łazić to można po słynnym Khan el-Khalili (czyli suku) posnuć się i pooglądać to i owo, pohandlować z tym lub tamtym, kupić to lub to… 🙂 Tutaj naprawdę można było kupić i sprzedać wszystko! A późnym popołudniem (bo wieczoru to co do zasady nie ma, słońce gaszą i cyk – jest noc z iście egipskimi ciemnościami) wspiąć się na cytadele by w ciepłych promieniach słońca popatrzeć na panoramę tętniącego życiem Kairu. A tętni całą dobę, nawet w „mieście umarłych”. Cmentarzach na których mieszka dobrych wiele tysięcy dzikich lokatorów. Po prostu w grobowcach lub prowizorycznych konstrukcjach wzniesionych pomiędzy nimi. Ot takie miasto w mieście, gdzie zmarli są sąsiadami żywych.

Egipt – Karnak

Niebo dzisiaj iście w kolorze takim jak pamiętam z Egiptu… 😊 Szczególnie lazurowy kolor miało chyba w Karnaku („Najbardziej Dobrane z Miejsc”)… Kilka razy tam byłam i zawsze niebo było powalające kolorem… W sumie nie ma się co dziwić – wisi nad jedną z największych świątyń… Kompleks poświęcony był wielu bogom tebańskim ale główne skrzypce grał Amon – Re. Aleja sfinksów stojących w karnym szpalerze po prawej i lewej, prowadzi do pylonów. Takie „baranie” te sfinksy ale ostatecznie robią u Amona – to jakie mają być? A żeby im smutno jakoś nie było to każdy ma po jednej figurce faraona w łapkach. Taka koncepcja. 😉 A potem dziedziniec i słynny posąg Ramzesa II. A potem las kolumn – gigaaaaantycznych!!! Mocarnie sterczą w górę, przysłaniając niebo… Cały świat w sumie przysłaniają. Zagubić się można bez problemu najmniejszego… Potem kolejne pylony, kolejne dziedzińce, kolumny, obeliski… Gdyby się tak lazło i lazło to do Luksoru można doleźć… Co też i się działo cyklicznie i procesyjnie – gdy obie świątynie czynne kultem były.

W sumie to jedno z chętniej odwiedzanych miejsc przez turystów, i jedno z bardziej owianych legendami. Wprost sceneria szyta na miarę dla wszelkich filmów hollywoodzkich opowiadających „dykteryjki” o Egipcie. A jeszcze jak na wieczorowe słońce się człowiek załapie – to już w ogóle cudo! Naprawdę jest tam pięknie! Nawet tłumy turystów (biegających z jakiegoś wymyślonego pewnie przez pilotów powodu, wokół posągu skarabeusza…) nie przeszkadzają.

Takie fajne baśniowe miejsce – choć przecież historia ocieka tam z każdego kamienia… Ale Egipt generalnie taki jest – kuszący, tajemniczy, trochę groźny, baśniowy…

Egipt – Kolosy Memnona

Kolosy Memnona – czyli portret Amenhotepa III w dwu odsłonach. Taki mix kulturowy 😉. To jedyny fragment, który pozostał po wzniesionej tu w XIV w. pne świątyni grobowej tegoż faraona. Gigantyczne, monumentalne, ponad 15 metrów wysokie posagi, w pozycji tronującej – jak kanony każą.

To taka atrakcja turystyczna od starożytności włącznie. 😃 Teraz przyjeżdżają tu grupy turystów, tak trochę po drodze z Doliny Królów. Kiedyś – był to rodzaj raczej turystyki religijnej – by posłużyć się współczesną terminologią. W czasach helleńskich, istniało przekonanie, że kolosy są wizerunkami Memnona – syna Jutrzenki. Mało tego Memnon o świcie śpiewał na przywitanie swej matki. Naprawdę śpiewał! Ów cud był dość prosty w obsłudze… Kolosy mocno zrujnowane były, z mnóstwem szpar, szczelin i innych „piszczałek”. Gdy rankiem powietrze (chłodne w nocy) zaczynało się mocno i bardzo szybko ogrzewać w promieniach słońca – prawa fizyki robiły robotę. 😉 Ciepłe powietrze szybko „idąc” w górę wygwizdywało w szczelinach pieść poranną. Niestety kolosy za czasów Septymiusza Sewera naprawiono i atrakcja pozostała w legendach…

Egipt – Kom Ombo

Kom Ombo leży nad Nilem. I słusznie! Ostatecznie czczony w tej świątyni był bóg Sobek – pan wód, płodności i siły królewskiej, który jak wiadomo urody był… krokodylej. To znaczy świątynia poświęcona była właściwie triadzie bogów. Czczeni tam byli Hathor i Chonsu, ale to Sobek wiódł prym kultu. Tę kameralną w sumie świątynię wzniósł Totmes III. Do naszych czasów zachowała się zupełnie nieźle. Może dlatego, że trochę na uboczu. A może dlatego, że to właściwie jedyna atrakcja tej miejscowości. W świątyni oprócz licznych przedstawień bogów (zwłaszcza tego krokodylego) jest też sporo reliefów o medycznych proweniencjach. To narzędzia chirurgiczne, to znów rodząca kobieta… I to podobno (wiedzę tę opieram na opinii lekarzy, sama na medycynie nie znając się ni w ząb) każde z tych narzędzi znane są i używane do dzisiaj, a ukazane postawy ciała w trakcie porodu lub wykonywanych zabiegów lekarskich – zgodne są ze sztuką medyczną.

Mumifikacja pojawia się w wielu kulturach i cywilizacjach. Mumie Egipskie jednak najtrwalej wpisały się w świadomość, kulturę, bajki, opowieści, itd. Przy czym najczęściej pod hasłem mumia, wizualizują się szczątki ludzkie. A w Egipcie mumifikowano przecież nie tylko ludzi – także zwierzęta. Między innymi krokodyle – jako potencjalne „wcielenia” boga Sobka. W Kom Ombo zachowało się kilka takich mumii.

A i jeszcze jedno! Niedawno archeolodzy odnaleźli tu w trakcie prac sfinksa. Ok, nie jest on taki mocarny i znany jak z Giza, bo temu nic nie dorówna w całym Egipcie, ale… może to jakiś „krewniak”. 😉

Egipt – Luksor świątynia

Luksor jako miasto – to część starożytnych Teb. Nazwa znaczy tyle co „miasto pałaców”. Przykleiła się choć powstała nie dlatego, że pałaców mrowie a dlatego że arabscy najeźdźcy w VII w. świątynie tak zidentyfikowali…  Właściwie to trudno Luksor nazwać miastem historycznym – to jedno wielkie muzeum! I to w jak najbardziej pozytywnym tego słowa znaczeniu. W samym mieście i najbliższym jego sąsiedztwie świątyń, stanowisk archeologicznych, zabytków wszelakich – ho ho ho albo i więcej 😊

Na przykład taka świątynia narodzin Amona w Luksorze. Amenhotep III zaczął ją budować, ale że założenie było z rozmachem dopiero Ramzes II zakończył dzieło. Najpierw aleja sfinksów i sześć budowli wykorzystywanych w trakcie obchodów świąt, potem dwa obeliski (przy czym w Luksorze tylko teraz jeden bo drugi do Paryża wywieźli… 😊 ) oraz sześć posągów, między innymi Ramzesa i Nefertari. I przez olbrzymie pylony zdobione reliefowymi scenami zwycięstwa Ramzesa nad Hetytami – wchodzi się kompleksu świątynnego. A potem to układ jak w każdej (prawie) świątyni egipskiej, kolejne dziedzińce jeden Ramzesa, drugi Amenhotepa itd. Przy czym na przykład – na ruinach części poświęconej Hatszepsut, zbudowano meczet Abu al-Haggag, a w kaplicy dedykowanej bogini Mut był kiedyś kościół chrześcijański…

To ważna świątynia była. Możliwe, że koronowani tutaj byli kolejni władcy. Ileż trików architekci tu zastosowali by monumentalnie i wyjątkowo wyglądała! W czasach starożytnego Egiptu, gdy świątynia była czynna, sprawowany był tu kult boga Amona, jego boskiej żony Mut i ich równie boskiego syna Chonsu. W trakcie najważniejszych obchodów w roku, posąg Amona był przewożony Nilem do świątyni w Karnaku gdzie był oficjalny posąg Mut. Ten rytuał „spotkania małżonków” miał zapewniać płodność i dobrobyt – zwłaszcza faraonowi. A może ta świątynia w ogóle była wzniesiona dla ubóstwienia faraona…

Ale dla mnie to taka świątynia „miłości małżeńskiej”. Nie bez przyczyny przecież poświęcona dwojgu boskich małżonków Amona i Mut 😉 Mają urocze posagi (lubię je, ładne po prostu są) w kanonie tronującym (siedzącym), i zupełnie przypadkiem twarze bogów przypominają twarze innej pary małżonków ale królewskich – Tutenchamona i Anchesenamun…

Egipt – Pustynia Arabska

Wyjść na pustynię… Zagubić się we własnych myślach i ciszy, i przestrzeni, i samotności… Prawie prawda. Pustynia wbrew pozorom i powszechnej opinii żyje i to hucznie. Pustynia Arabska – północno-wschodnia cześć Sahary, też. Przynależy terytorialnie do Egiptu. Piaszczysta, taka jak z bajki, porośnięta roślinnością kserofilną (ludzkim językiem – kaktusy), zamieszkała przez sporo żyjątek, którym wysokie temperatury nie straszne. Piękna! Od wieków zamieszkiwana też przez ludzi. Beduini – koczowniczy lud pustynny. Wolni, wojowniczy, dumni ale i gościnni ludzie. Pustynia od zawsze była ich domem. Zajmowali się głównie hodowlą wielbłądów, owiec lub kóz, przemieszczając się wraz ze swoimi stadami w poszukiwaniu czegoś zielonego i nadającego się na pastwisko. Do dzisiaj starają się nie poddawać rygorom posiadania dokumentów lub konieczności edukacji.

Z czasem Beduini w wyobrażeniach Europejczyków stali się niesamowitym, dumnym tajemniczym ludem, strzegącym jakichś odwiecznych tajemnic… Filmy i literatura spopularyzowały ten obraz. Może dlatego obecnie Beduini często żyją z turystów. Organizowane są wycieczki pod tytułem „odwiedź wioskę Beduinów”. Wycieczka na wielbłądach, jeepach i kładach itp., fatamorgana na zamówienie 😉, drobny posiłek w wiosce „przypadkowo” napotkanej na bezdrożach pustynnych 😉. W sumie fajnie. Kiedyś zaprosiłam na taką wycieczkę grupę, którą opiekowałam się w Egipcie. Miło było. Ale w którymś momencie uszkodzona chłodnica w kładzie lekko poparzyła jedna z uczestniczek. Nic groźnego. Ale natychmiast, na środku pustyni, znalazł się lód (taki do drinków) by zrobić okład. I wyszło przy okazji, że posiłki do wioski przywozi catering – tyle, że podjeżdża do wioski (jak nic stacjonarnej i „turystycznej” a nie koczowniczej) na skróty z drugiej strony. 🙂 Czy to źle – OCZYWIŚCIE, ŻE NIE! Atrakcje turystyczne rządzą się swoimi prawami! Turysta płaci – turysta ma!

Ale jeśli ktoś chce zobaczyć prawdziwą pustynię i być może spotkać rdzennych mieszkańców, którzy jeszcze gdzieś tam żyją na ukochanej pustyni, musi bardziej się wysilić. A właściwie nie. Wysilać się nie musi. Musi zachwycić się pustynią. I uznając jej potęgę i władze – zakochać się w niej bez pamięci…

« Older posts

© 2026 Lucyna Maria Rotter

Theme by Anders NorenUp ↑