Tag: Armenia (Page 2 of 2)

Armenia – Sewan

Sewan ( Սևան լիճ) – największe w Armenii i jedno z najwyżej położonych w ogóle jezior świata. Ładnie tu… ryb – kilka gatunków ale rybaków już nie ma. Rośliny wokół trochę, ale bez fajerwerków wyjątkowości. I tylko sama tafla jeziora błękitna a właściwie błękitno szara. OK może nie ma cudownej barwy, ale jak lśni! Niestety decyzje prominentów zasiadających u władzy odcisnęły tu mocne i niekoniecznie dobre piętno. Gdy Stalin zdecydował zabawić się naturą i „nawodnić nieurodzajne tereny” – wody jeziora mocno obniżyły się i właściwie było o krok i to niewielki od katastrofy! Jezioro uratowano ale i tak poziom wody nadal się powoli obniża…To największe i najpiękniejsze jezioro na Kaukazie (a na pewno w Armenii)… tylko, że jakoś tak smutno, i mocno tego piękna trzeba szukać. Chyba jedynie sterczący na wysokim brzegu „czarny klasztor” prowokuje do założenia okularów historii i dostrzeżenia wokół piękna minionych wieków…

Armenia – Sewanawank

Aszota – córka pierwszego króla Armenii wzniosła tu klasztor. Miała gust kobieta, bo urokliwym miejscem Sewanawank jest bez wątpienia. Klasztor wniesiony na niewielkim wzgórzu (celowo piszę – wzgórzu, bo pierwotnie klasztor był zbudowany na wyspie, ale gdy Stalin nakazał upuścić wody z jeziora – zabudowania znalazły się na półwyspie. Najbezpieczniej zatem chyba napisać – wzgórze), otulony z każdej strony niemal wodami jeziora. Błękit wody i nieba stanowi fantastyczne tło dla odbijającej się w błękicie bryle kościoła z czarnego tufu wulkanicznego. Stąd też nazwa – Czarny Klasztor. Może dlatego, że mocno na uboczu, a może przez dwuznacznie brzmiącą nazwę – klasztor ten przez dłuższy czas był miejscem, w którym niepoprawnie prowadzący się mnisi mieli szansę na „przemyślenie życia”… W kompleksie klasztornym, dwie świątynie (kiedyś było więcej). To kościół Matki Bożej oraz kościół Świętych Apostołów. W tym drugim zobaczyć można niecodzienne chaczkary. A to dlatego, że z zielonego kamienia – andezytu lub z niecodzienną ikonografią – jak ten, na którym widać Jezusa o iście mongolskich rysach i z włosami splecionymi w warkocze.

Ale najprzyjemniej usiąść na jakimś kamieniu, ciut wyżej, nad świątyniami i pogapić się w błękit wody… Sama nie wiem, jak przebywanie tu można było traktować jako karę…

Armenia – Tatew

W Armenii „orlich” monastyrów sporo. Jednym z nich jest Tatew. Do niedawna nie do zdobycia – a przynajmniej dość trudny. W sensie dosłownym! Kręta, wąska droga przez głęboki wąwóz, na wysokie wzgórze… Generalnie pod górkę. Zmieniło się to w 2010 roku gdy została zrealizowana idea kolejki, którą wyjechać można niemal pod sam klasztor. Pierwsze zabudowania kompleksu datowane są na IX wiek, choć tradycja tego miejsca sięga wiele wieków wcześniej. Miejsce pod świątynię i zabudowania klasztorne nie zostało wybrane przypadkowo. Poza tym, że urokliwe i co nie bez znaczenia – trudno dostępne, to jeszcze jest to prawdopodobne miejsce pochówku św. Eustachego, ucznia św. Tadeusza Judy. W wiekach średnich monastyr kwitł. W bibliotece klasztornej przechowywano w latach prosperity, 10 tys. manuskryptów! W świątyni przechowywano między innymi relikwiarz krzyża świętego tzw. krzyż Babneński. Prowadzona była tutaj także szkoła artystyczna, w której adepci przez kilka lat uczyli się malowania miniatur, fresków, oprawy ksiąg itp. Monastyr był kilkakrotnie niszczony i to nie zawsze za przyczyną człowieka. Czasem było to normalne, zwyczajne trzęsienie ziemi… I nawet tańcząca kolumna nie pomogła! To ok. 8 metrowa kolumna, która nadal stoi na placu przed świątynią. Zbudowana z niewielkich kamieni, w taki sposób, że zaczyna się poruszać gdy ziemia drży (od zbliżających się ruchów tektonicznych lub zbliżającej się jazdy wojsk nieprzyjacielskich). Obecnie monastyr jest odbudowywany. Zarówno materialnie jak i duchowo… Powoli zaczyna być nie tylko atrakcja turystyczną ale na powrót centrum artystyczno – religijnym. Co daj Boże 🙂

Armenia – Wagharszapat

Wagharszapat (dawniej Eczmiadzyn) to jedno z najstarszych miast Armenii, a na pewno miejsce, gdzie można odnaleźć najstarszy Armeński kościół. Kościół – Matkę zaczęto wznosić już w 301 roku a dwa lata później kościół już istniał i działał (obecny budynek to efekt przebudowy z V wieku). Według tradycji miejsce pod wzniesienie świątyni wskazał Grzegorzowi Oświecicielowi sam Chrystus (a przynajmniej nazwa o tym świadczy). Świątynia i przyległe zabudowania stały się siedzibą biskupa i patriarchów Ormiańskiego Kościoła Apostolskiego. Stały się też ośrodkiem naukowym i szkolnym. W wiekach kolejnych kompleks stawał się coraz bardziej rozbudowany. Pojawiły się klasztory (najpierw Rypsymy potem kolejny – Gajany).

Miasto podzieliło losy tamtejszych ziem. Najpierw Turcy potem Mongołowie i Tatarzy, a na „deser” Rosja i jeszcze raz Turcy. Swoją drogą Eczmiadzyn to taka trochę nasza Częstochowa tyle, że znacznie późniejsza. Tutaj też – wielka bitwa pod Sardarapatem – i Turcy zmuszeni do odwrotu. Obecnie Kościół i cały kompleks to narodowa świętość Ormian zwłaszcza, że przechowywane są tutaj takie pamiątki jak włócznia Longina. Podobno przywiózł ją tutaj sam Tadeusz Juda!

Armenia – Zorac Karer

Miejsca tajemnicze, zagadkowe, które prowokują do zadawania pytań… Takim jest niewątpliwie Zorac Karer (śpiewające kamienie) – takie armeńskie Stoneheng. Tyle tylko, że to ormiańskie jest o wiele starsze od swojego angielskiego (i bardziej medialnego) krewniaka. Datowane są najczęściej i co najmniej na około 7 500 lat. Cały kompleks to 223 ustawione na sztorc głazy, z których w 84 wywiercone zostały okrągłe otwory o średnicy ok 5 cm. Część z nich ustawionych jest w okręgu, reszta pozornie rozrzucona wokół. Kamienny krąg był obiektem zainteresowań już od wieków średnich, badania na szeroką skalę przeprowadzono jednak dopiero w latach 80-tych XX wieku (badania kontynuowane są właściwie do dzisiaj). I co z nich wyszło? Że: albo to jest pogańska świątynia ormiańskiego boga słońca Ari; albo obserwatorium astronomiczne, albo osada otoczona kamienną palisadą, albo nekropolia… No łatwo nie jest. Każdy szuka niepodważalnych dowodów rzecz jasna. Tyle że, np. okrągłe otwory w skałach dla jednych są ułatwieniem przy transporcie a dla innych są dowodem na obserwatorium (ustawione są tak, że można przez nie obserwować w odpowiednie dni roku planety i gwiazdy). I bądź tu człowieku mądry. 🙂

Czy takie miejsca jak to mają jakąś magię? Nie wiem. Ale gdy zdarzyło mi się tam kiedyś być, zmęczona przysiadłam na jakimś kamieniu – tak by ogarnąć wzrokiem, znaleźć ciekawy kadr itp. Nieopodal kręciła się jakaś para, jakby wyczekująco. Myślałam, że chcą sobie zrobić w tym miejscu zdjęcie. Ale nie! Pan zainteresowany tym, że siedzę na kamolku, zapytał czy w tym właśnie miejscu jest jakaś moc i czy czuję jej działanie i energię płynącą z ziemi. Nie czułam nic oprócz przyjemności odpoczynku, czym mocno zniechęciłam moich rozmówców. Ludzie szukają czasem mocy nie tam gdzie ona naprawdę jest… Czy to znaczy, że Zorac Kater nie ma magii? Oczywiście, że ma!!!! Gdy wieczorem słońce chyli się nad horyzontem i ciepłym światłem otula wszystko dokoła, a wiatr wygwizduje swoją melodię w kamiennym kręgu – jest magia…

Newer posts »

© 2026 Lucyna Maria Rotter

Theme by Anders NorenUp ↑