Wielka – mała wieś podlaska – Kruszyniany. Mała – no tak bo jak na jednym krańcu się stanie to drugi widać. 😉 Wielka – bo jeszcze przed II wojną zmieścili się tu mieszkając (w kolejności alfabetycznej): katolicy, muzułmanie, prawosławni i żydzi – co i często, choć nie zawsze miało przełożenie na narodowość (znowu alfabetycznie 😊 ) : Białorusini, Polacy, Tatarzy i Żydzi. Hmmm…. Da się..?? Da się!!
Dzisiaj Kruszyniany słyną głównie ze śladów społeczności muzułmańskiej. Śladów, które nie tyko się zachowały ale i są ciągle żywe. Wieś od XVII wieku była z nadania króla Sobieskiego własnością tatarską. Polscy muzułmanie (nazywani Lipkami) głównie tatarskiego pochodzenie, osiedli tu i rozwijali się ekonomicznie, kulturowo, militarnie też. Oddziały tatarskie wsławiły się w boju wielokrotnie a nawet płk Samuel Murza Krzeczowski uratował życie samemu Najjaśniejszemu Panu w bitwie pod Parkanami! Społeczność rozwijała się też religijnie. W Kruszynianach powstały na przykład kitaby – traktaty religijne spisane w języku polskim lub białoruskim ale czcionką arabską…
Różnorodność religijną i narodową a zwłaszcza dziedzictwo tatarskie, wieś doskonale wykorzystała w ostatnich latach. Społeczność Tatarów oferuje turystom lokalne wyroby (głównie przetwory ale i wyroby garncarskie jest w ofercie), można zasmakować kuchni tatarskiej, a w meczecie czeka miły pan, który z wprawą i strasznie szybko mówiąc 😊 opowiada ciekawe dzieje Tatarów w Polsce, tłumaczy co do czego w meczecie służy, jak się w nim zachować i takie tam 😊 A co zobaczyć można? Same zabudowania wsi są charakterystyczne, choć teraz mocno przerobione na cele agroturystyki (nawet jurta na podwórku stoi 😊 ). W samym centrum wsi (a przynajmniej tak mi się wydawało) – drewniany, osiemnastowieczny, zielony (bo to kolor islamu) meczet. Z daleka wygląda trochę jak dwuwieżowy kościół. Dopiero gdy się podjedzie bliżej – widać, że w miejscu gdzie zwykle krzyże wieńczą hełmy wież, są półksiężyce. W środku – wyłożona dywanami do modlitwy część dla mężczyzn oraz za przegrodą i firanką – analogiczna choć mniejsza część dla kobiet. Na wschodniej ścianie – mihrab, gustowne lampy wiszą obficie z sufitu, jest też ciemnozielony minbar. Tuż obok meczetu, przez otwartą bramę wchodzi się do mizaru (cmentarza). Najstarszy nagrobek z czytelnym napisem ma datę 1699. Nie znalazłam, bo i słabo u mnie ze znajomością czcionki arabskiej… Mizar w Kruszynianach wygląda trochę tak jakby w lesie, pomiędzy drzewami bliscy grzebali swoich zmarłych, by im liście szumiały jakąś modlitewną pieśń… Część płyt już pochylona czasem ma ochotę przyłożyć kamienne głowy do poduchy z mchu, inne prężnie stoją zdobne w płaskorzeźby i poważne napisy, jeszcze inne zupełnie współczesne, nowe i czyściutkie jak meble bezsensownie i za wcześnie przeniesione z salonu dla lasu… Czasem nawet jakby salat albo nawoływanie muezina było słychać… I nie wiadomo czy to liście szumią – czy imam do Kruszynian przyjechał…








