Małopolska – Krynica Zdrój

W Krynicy Zdrój byłam wieeeeele razy! Pierwszy raz, który pamiętam – miałam może z dziesięć lat. Pojechaliśmy z rodzicami „na Kiepurę” – w znaczeniu na festiwal. 😊 Tato zrobił nam (mnie, mojej siostrze i bratu) fot przy pomniku Mickiewicza. Och pamiętam, że starałam się wyglądać tak pięknie jak ta dziewczynka na pomniki!!! 😊 Kilka tygodni temu pojechałyśmy do Krynicy z mamą. Przysiadłam na tym samym pomniku a mama zrobiła mi fot… Ale tym razem zastanawiałam się mocno czy chcę być jak ta dziewczynka… 😊 Bo jeśli na pomniku autorstwa Antoniego Popiela to Maryla Wereszczakówna, niespełniona miłość poety – to nie. Ale jeśli to szczęśliwie zakochana Zosia z „Pana Tadeusza” – to OK mogę przemyśleć… 😉 

Z czego słynie Krynica Zdrój? Och… Z czego nie słynie! Po pierwsze mineralne źródła. Chyba jednak od tego należy zacząć. Wieś istniała od połowy XVI wieku ale dopiero na przełomie XVIII i XIX wiecznej fali mody europejskiej na uzdrowiska, Krynica urosła do rangi uzdrowiska. Zaczęły pojawiać się urokliwe pensjonaty, domy uzdrowiskowe no i eksploatacja samych źródeł. Pod koniec XIX wieku tysiące kuracjuszy odwiedzało uzdrowisko. Pierwszym oficjalnym lekarzem Krynicy był dr Jan Nennel. Ale to dopiero zespół pod kierunkiem dr Józefa Dietla rozpropagował i spopularyzował zdrowotne właściwości wód krynickich. Na tyle mocno i skutecznie – że większość wielkich i zacnych person uważała za naturalne, bywanie w Krynicy. Tak więc bywał i Piłsudski i Matejko i Solski i Tuwim… Kogo tu nie było! I wszyscy raczyli się mniej lub bardziej smacznymi (ale bezapelacyjnie zdrowymi) wodami z siedmiu czy ośmiu krynic. A sama Krynica – otwierając się na gości stawała się coraz piękniejszym miasteczkiem z kryształowymi architektonicznie pijalniami, koronkowymi domami uzdrowiskowymi, poetyckimi pensjonatami, ascetycznymi szpitalami, parkami ukwieconymi i otulającymi zielenią…  A że w zdrowym ciele zdrowy duch – i temu służy nie tylko woda ale i sport – w Krynicy zaczęły rozwijać się sporty zimowe. Wyciągi, tory saneczkowe itd. W rezultacie Góra Parkowa jest obowiązkowym punktem do odwiedzenia zimą. Ale i latem piękne tam widoki, które z wieży widokowej najlepiej oglądać.

Krynica Zdrój to też miasto sztuki! Wielu artystów z miastem związanych. Wspomnę Nikifora. Przy głównym deptaku jest pomnik artysty. Siedzi na ławce, coś rysuje, a poprawność kreski kontroluje wierny pies… Naprzeciw Willa Romanówka, a w niej aktualnie Muzeum Nikifora – oddział Muzeum Okręgowego w Nowym Sączu. Kim był Nikifor? Kto to może wiedzieć… Pewnie Łemko. Czym się zajmował? Hmmm…. Rysowaniem. Kilkadziesiąt tysięcy prac. A na kartonach – normalne życie. Takie prawdziwe, a czasem takie z jego prywatnego świata na granicy realu i wyobraźni. Kiedyś zdarzyło mi się siedzieć na balkonie Willi Romanówka, tuż po wernisażu na którym prace Nikifora, sączyłam jakieś wino, a z deptaka głównego dobiegło :

„…W rytm walczyka serce śpiewa kochaj mnie
Bez miłości świat nic nie wart kochaj mnie
Każda krwi kropelka we mnie ciebie chce
Więc weź mą miłość i wzajemnie kochaj mnie”…

Bo Krynica to też miasto muzyki!!! Najsłynniejsze wydarzenie? Festiwal im Jana Kiepury!!!. FANTASTYCZNE wydarzenie, które jest organizowane od blisko sześćdziesięciu lat. Dlaczego? Bo Jan Kiepura bywał w Krynicy. Bo zdarzało się, że wskakiwał na dach samochodu lub z balkonu pensjonatu śpiewał jakąś arię dla fanów. Pierwsze piętnaście chyba festiwali prowadził pomysłodawca Stefan Półchłopek. Po nim – organizacją wydarzenia zajął się z wprawą publicysta, znawca i propagator muzyki klasycznej i operowej – Bogusław Kaczyński (jak on potrafił o muzyce opowiadać pysznie… och!). A potem na przykład koncerty fantastycznie prowadził Marek Zając. Bywały takie lata, że na koncerty festiwalowe bilety należało kupować z rocznym wyprzedzeniem! Zdobycie ich czasem graniczyło z cudem. Bo i też sama śmietanka świata operowego i operetkowego z całego świata pojawiała się zarówno na scenie jak i na widowni! Fantastyczny festiwal w fantastycznym anturażu krynickiego uzdrowiska.

Oczywiście czasem też inne rodzaje muzyki słychać na deptaku 😊 Szczególnie mi bliskie orkiestry dęte na przykład. Mój nieżyjący już ojciec przed wielu laty organizował festiwale i przeglądy orkiestr dętych. Może dlatego gdy słyszę taką orkiestrę – pojawiają się wspomnienia jakieś, emocje… A jeśli ta orkiestra na deptaku krynickim gra, to przy okazji też pojawia się wspomnienie spaceru rodzinnego i tego zdjęcia przy pomniku Mickiewicza…  

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *