Ostatnio opowiadałam na wykładzie o obozie naukowym w którym uczestniczyłam wiele lat temu. Był w Rzymie. Mieszkaliśmy w pałacu pod Rzymem. W sumie żadna sensacja bo wielkiego wyboru nie było. Tam głównie w pałacach można zamieszkać. Dzisiaj uświadomiłam sobie, że w sumie Kraków ma podobnie. 😊 Tyle, że tutaj wokół Krakowa raczej w ofercie zamki i dwory (choć pałace też się znajdą bez jakiegoś wyjątkowego trudu). Na przykład taki zamek w Korzkwi. Jan herbu Syrokomla w XIV wieku zbudował zamek i do XV wieku ród Zaklików tu pomieszkiwał sobie. Zacny ród, nawet chorągiew z zamku wystawiona została pod Grunwald, jak źródła donoszą! Potem przechodził z rąk do rąk (między innymi był własnością Zborowskich – i w tym miejscu osobistą mamę pozdrawiam… 😉) aż w XIX wieku popadł w ruinę. Eleonora Wodzicka w 1805 roku przeniosła się do dworu no i zamek niezamieszkały szybko podupadł. Sama wieś powstała zapewne jako służebna dla zamku. W XVII wieku wzniesiony został tu kościół pod wezwaniem Jana Chrzcielna. Ługowski go zafundował w ramach inwestowania w swoich dobrach.
Ale… W 1997 roku Jerzy Donimirski (architektem będąc z zawodu) kupił ruiny i zaczął zamczysko skrzętnie i misternie z ruiny podnosić. Aktualnie zamek stoi na powrót. Czy tak wyglądał co do joty? Nie wiem. Dokumentacji było jak na lekarstwo więc odbudowa do łatwych nie należała. No i można w komnatach zamku przenocować i coś zjeść chyba też. 😊 Klimatyczne miejsce w sumie. Ale duchów zamkowych nie ma. Przecież niedawno zbudowany więc nie zdążyły się zadomowić by etatowo gości straszyć nocami 😉






