19-ty Festiwal Muzyki Filmowej w Krakowie. W programie Koncert Międzynarodowa Gala Seriali. Wow!!!! Bezapelacyjnie wow!! Muzyka na najwyższym poziomie wykonawstwa wraz z reżyserią światła i połączonymi z tym efektami oraz scalonymi perfekcyjnie z muzyką kadrami z filmów… To był prawdziwy spektakl do stworzenia którego, kilka muz się zaangażowało jak nic! Myślę, że nawet jeśli ktoś ze sceptycznym nastawieniem szedł na koncert – wychodził zeń pełen arcypozytywnych wrażeń i emocji.

Oczywiście najważniejsza – muzyka! Swoją drogą to cudowna inicjatywa była 19 lat temu by stworzyć festiwal dedykowany muzyce filmowej. Na stałe i złotymi głoskami wpisał się do kalendarza cyklicznych imprez krakowskich. Miłośników tego typu muzyki nie trzeba przekonywać ale osoby, które po prostu lubią filmy (ale nie biegną z krzykiem i obłędem w oczach na każdą premię) – czasem mniej zauważają, jak ważną rolę w filmie pełni dźwięk, muzyka… To ona buduje napięcie, pozwala nam się rozmarzyć, czasem przestraszyć, czasem śmiać, a czasem przenieść się w czasie w dowolnie wybranym kierunku. Czasem pomaga utożsamić się z bohaterem, czasem go zrozumieć, czasem potępić… Muzyka ma wielką moc!!! Ta filmowa też! Takie koncerty jak te proponowane przez FMF są niezwykle ważne. To takie pokazywanie palcem, przeciętnemu zjadaczowi chleba – patrz! Zachwyć się! Maestro do ciebie dźwiękami przemawia! Fanów muzyki filmowej przekonywać nie trzeba. Ale innych… Vive le festiwal! Vive l’art ! Bo w trakcie FMF to muzyka staje się głównym bohaterem filmu.

W trakcie serialowego koncertu Orkiestrę Akademii Beethovenowskiej poprowadził brawurowo Dirk Brossé. Lidia Matynian przygotowała Chór Chłopięcy i Dziewczęcy Filharmonii Krakowskiej a Chóru Pro Musica Mundi – Wiesław Delimat. Do tego soliści… och! Na scenie mrowie artystów, którzy dostarczali emocji przez cały czas niespełna czterogodzinnego (Poważnie! Niemal cztery godziny koncert trwał!) spektaklu. Bo to w sumie był koncert niczym spektakl obejmujący nie tylko scenę ale całe, ogromne, kosmiczne wnętrze Tauron Arena.

PS

W którymś momencie za pulpitem stanął Brian Tyler, by poprowadzić swoje kompozycje „Yellowstone”, oraz „Are We Dreaming”. Ależ to było show! Tak sobie myślę, że muzycy świetnie znali utwór… 😉, bo dyrygent czasem dyrygował, czasem uciekał od pulpitu by potańczyć lub ruchem scenicznym podgrzać atmosferę i widownię, a czasem zajmował się kreatywnymi działaniami twórczymi związanymi z własną fryzurą 😊 😊 To fenomenalny kompozytor i równie fenomenalny showman.