W Al-Karak lokalizuje się prawdopodobną stolicę królestwa Moabitów – Kir-Chareszet. Skąd wiemy o tym królestwie? Ano z Tanach, a i w samej Torze wzmianka. Oczywiście nie tylko źródła pisane podpowiadają taką możliwość. Również liczne znaleziska archeologiczne na przykład słynna stela Mesza. Ale obecnie turyści przyjeżdżają tu dla obejrzenia zamku krzyżowców – jednego z największych w tym regionie. Przez samych krzyżowców nazywany był Kerak Moabitów. Wzniesiono go w XII wieku z inicjatywy Pagana Lokaja (wasala Baldwina II). Ale Pagan nie ukończył dzieła. Prace po nim kontynuował jego siostrzeniec Maurycy z Montrealu. Solidna to była twierdza! I do tego na szlaku handlowym, i na szlaku Beduinów. W konsekwencji położenie a i rozmiary zamku pozwalały na sporą kontrolę nad rejonem. W 1183 Saladyn oblegał zamek. Ale trafił akurat na czas ślubu Humhreya IV z Toronu z Izabellą I Jerozolimską. Oblężenie oblężeniem ale ślub też ważna sprawa a i jego konsumpcja chyba jeszcze ważniejsza… 😉 Pogadali jedni z drugimi i Saladyn uznał potrzebę chwili – atakował dalej, ale wszystko poza komnatą nowożeńców, żeby ci spokojnie mogli… to co tam nowożeńcy mogą a nawet powinni zrobić. 😊 Sumarycznie Saladynowi nie udało się zdobyć zamku. Baldwin IV Jerozolimski przyszedł w międzyczasie z odsieczą. Ostatecznie jakiś czas później dopiero siostrzeniec Saladyna – Sa’d Al-Din, zamek zdobył.

Dzisiaj, ruiny zamku są zupełnie nieźle zachowane. Bez trudu można wyobrazić sobie jego potęgę i przemyślą konstrukcję architektoniczną, która dawał możliwość ataku (a więc i obrony) zasadniczo z jednej strony tylko. Wnętrza też ciekawe. Wielkie stajnie, sala biesiadna (refektarz chyba można powiedzieć…) z coraz to mniejszymi drzwiami, przez które wiatr hulał robiąc naturalną klimatyzację. Dalej kuchnia i winiarnia. Ciut dalej kolejne pomieszczenia, też więzienie. Ot wszystko co w zamku potrzebne do życia.

A! Aktualnym mieszkańcem zamku jest kot. Wygląda jakby tak jakby jego rodzice do miksera wpadli – ma wszelkie kolory kocie na sobie. 😊 Ale że brązów i beży najwięcej – a ja akurat w podobnym „umaszczeniu” byłam, uznał że od tego dnia będziemy najlepszymi przyjaciółmi na świecie. Oprowadził mnie po całym zamku!