Tuż obok siebie trzy chyba dzielnice, tak w orbicie Starego Miasta usadowione. Kiedyś w zupełnie fajnym hotelu tak pomieszkałam przez całe Sukkot. Fajna miejscówka! Do miejsc historycznych rzut beretem. Ale oczywiście poczułam się w obowiązku żeby dzielnice, w której zaokrętowałam też pozwiedzać. I to była słuszna decyzja.
Dzielnica Jemin Mosze znaczy tyle co pomnik Mojżesza. Dlaczego? Bo Mojżesz Haim Montefiore – bakier, filantrop i generalnie działacz społeczny założył fundusz, który miał na celu wesprzeć sytuację ludzi mieszkających w zatłoczonej Starej Jerozolimie. W siódmą rocznicę jego śmierci – powstałą dzielnica Jemin Mosze. A powstała – pod koniec XIX wieku. Ładna, ukwiecona, przestrzenna, sporo imponująco wyglądających budynków – takich z przełomu XIX i XX ale i zupełnie współczesnych też. Dzielnica słynie z pensjonatów i domów w których chętnie goszczą i tworzą artyści wszelakich profesji. Wyszłam z hotelu. Na lewo idę. Kilkadziesiąt kroków i wielka synagoga! Faktycznie wielka i z wyglądu i z nazwy. Na początku XX wieku były już plany dla takiej inwestycji z inicjatywy Naczelnego Rabina Izraela ale została wzniesiona. Ale kilkadziesiąt lat później rodzina Wolfsonów ufundowała ten budynek. W środku wielka sala modlitw, miejsce dla chóru i kantorów, galeria dla kobiet. Jest też osobna synagoga dla Żydów Sefardyjskich. Otwarcie jej miało miejsce w Tu B’Av (takie żydowskie walentynki 😉)
Na prawo „mojego hotelu” – wiatrak. Ale nie byle jaki! To słynny Wiatrak Montefiore. Ok ok… nie jest może tak słynny jak ten w Paryżu – ale mocno do niego podobny! 😊 To już dzielnica Mishkenot Sha’ananim (tę też zbudował Mojżesz Montefiore – ale za życia, dzięki funduszom Judaha Toura). Wiatrak, wybudowany został dla żydowskiej ubogiej ludności, by mieli gdzie mielić ziarno. Teraz jest w nim niewielkie muzeum, właściwie to izba pomięci fundatora oraz Centrum Muzyczne. Nieco dalej – przytułek. Teraz wygląda jak jakieś klimatyczne, artystyczne miejsce. Pierwotnie – dawał schronienie wielu potrzebującym ludziom.
Idę dalej. Park. To Liberty Bell Park – a w nim replika Dzwonu Wolności (tego z Filadelfii). Jest pięknie i zielono, są miejsca do zabawy i do gimnastyki, są miejsca dla zrobienia grilla. A! Jest też niewielki teatr (taki w klimacie starożytnym rzymskim) i jest też smok! Biały, sporych gabarytów, położył łeb na ziemi i odpoczywa – jak i odwiedzający park ludzie 😉 .
Zaraz za parkiem zaczyna się Dzielnica Kolonia Niemiecka. Tam tuż obok Jerozolimskiej Szkoły Sztuk Pięknych – Teat’ron HaKhan. Ma siedzibę w dawnym karawanseraj. A ciut dalej – Stacja kolejowa. Ale nie taka zwyczajna. Otwarta była pod koniec XIX wieku jako stacja na trasie Jaffa – Jerozolima. W 2013 została na nowo otwarta ale jako centrum kultury i rozrywki. I faktycznie mnóstwo tu restauracji, kawiarenek, miejsc gdzie z kulturą i sztuką obcować można. Fajno! To jedno z miejsc na trasie Parku Torów Kolejowych, który przebiega przez kilka dzielnic Jerozolimy (i te żydowskie i te arabskie). Po prostu zamkniętą linię kolejową istniejącą od 1892 roku teraz wykorzystano jako miejsca spotkań, imprez kulturowych, artystycznych wydarzeń itd. itd. Pomysł – uważam doskonały!
Nieopodal Wzgórze Biblijne gdzie stanowisko archeologiczne (tutaj odnaleziono Ketef Hinnon – najstarsze zwoje Tanach. Są archeolodzy i bibliści, którzy uważają że to tutaj była Golgota) i kościół św. Andrzeja (z początku XX wieku i związany z żołnierzami szkockimi, Tak z resztą jest czasem nazywany „Kościół Szkocki”).
Mój spacer trwał ciut dłużej. Ale to opowieść na kolejny post bo poszłam do kolejnej fajnej dzielnicy…













