Kategoria: Subiektywnie podglądane kultury świata (Page 6 of 31)

Chorwacja – Zadar

Zaczęło się w IV w. p.n.e. Tyle że wtedy na terenie dzisiejszego Zadaru mieszkali Liburnowie. Ale fakt – to fakt. Z nim nie pogadasz… W czasach rzymskich nawet dość znaczącym miastem był. Na tyle, że zyskał mury obronne i inne fortyfikacje, i bazylikę, i amfiteatr i akwedukt nawet, że o forum nie wspomnę. A potem było centrum administracyjnym w Dalmacji (to już za czasów Bizancjum). A jeszcze później Zadar był wolnym miastem, a potem pod zwierzchnictwem królów chorwackich – tak już w sumie zostało 🙂 .

Zabytków w Zadarze – mnóóóóóóóóstwo. I to z każdego właściwie okresu jego dziejów. Starożytny Rzym przeplata się z barokowymi pałacami, z renesansowej loggii można spoglądać na romański kościół. To taki chorwacki cudowny mix… Chyba największe wrażenie zrobił na mnie (co nie jest jakieś mocno wyjątkowe) kościół św. Donata. Wybudowany na obrzeżach rzymskim forum – romański rotundowy kościół. Biskup Zadaru Donat go wzniósł, a że potem kolejno pochowany w nim został i świętym ogłoszony – kościół pierwotnie Trójcy przemianowano na Donata. Monumentalny, ascetyczny – i w wystroju i w zewnętrznej bryle. No jest efekt Wow… Choć chyba jednak nie… chyba jednak klimat miasta jeszcze większe wrażenie zrobił. To dziwaczne łączenie przeszłości z dzisiaj. Gwarne stoliki kawiarniane przyklejone do ruin rzymskich… wieże średniowiecznych kościołów odcinające się w poświacie sztucznych ogni… kogel-mogel historyczny…

Czechy – Praga

W Pradze byłam wiele razy, w odsłonach wszystkich pór roku. Najpiękniejsza chyba jesienią… Pomimo tego, że w obecnym kształcie Praga powstała właściwie w XVIII wieku, to jednak z pięciu organizmów o wiele wieków starszych. Praga jest jednym z chętniej odwiedzanych miejsc w Europie, bo też i jest tu co zobaczyć! I Hradczany (największy zamek na świecie!) z gotycką katedrą św. Wita, św. Wacława i św. Wojciecha, i najsłynniejsza na świecie Złota Uliczka, i jedna z wielu istniejących na świecie (ale piękna) Loreta, i Dzielnica żydowska – Jozefów, ze słynnym beit kvarot, i kompleks rynku ze słynnym zegarem astronomicznym (na środku rynku pomnik inspirowany dziełem Rodina „Mieszkańcy Calois”- a że Rodina kocham – więc…), no i najsłynniejsza atrakcja miasta – czyli Most Karola itd. itd. itd.

Gdy już wszystkie zakamarki Pragi zobaczyło się kilkaset razy 😉 warto zaglądnąć też do muzeów i galerii, zwłaszcza, że mogą być bardzo miłym zaskoczeniem! (Przy czym Muzeum Alfonsa Muchy, którego też kocham 😉 należy omijać szerokim łukiem…)

Pomimo tego, że kuchnia Czeska nie należy do najbardziej ulubionych i preferowanych na świecie, to jednak w Pradze bez trudu znajdziecie miejsca na miłą kolację przy kieliszku morawskiego. Kilka miejsc w Pradze ciekawych także rozrywkowo (pod warunkiem, że się nie ma czasowo unieruchomionej nogi… 🙂 ).

Czechy – Svatý Kopeček

O górach kiedyś już było ale powtórzyć wypada. Coś w tym jest, że góry, wzniesienia chociaż – sprzyjają kontaktowi z Ha.szem. Biorąc nawet jako przykład tylko kulturę katolicką – w Polsce jest Jasna Góra, w Hiszpanii Montserrat, a w Czechach – Svatý Kopeček (obecnie dzielnica Ołomuńca). Już z dala widać połyskujące hełmy wież bazyliki Nawiedzenia Marii Panny. To świątynia barokowa pełną… pełnym pyszczkiem. 😉 Wzniesiona została na miejscu kaplicy (mieszczanin Jan Andrýšek wybudował ja jako wotum w miejscu, w które we śnie wskazała mu sama Madonna), która spłonęła w czasie wojny trzydziestoletniej (z inicjatywy wojsk szwedzkich). Z czasem coraz bardziej rozbudowywany kompleks stał się „letnim” klasztorem dla norbertanów ołomunieckich. Madonna tu czczona nazywana jest królową Moraw i faktycznie ze swego świętego kopczyka Morawom błogosławi.

Jeśli kto w baroku gustuje w zachwyt niewątpliwy wpadnie. I fasada monumentalna, i polichromia jak należy spektakularna (to historia wielkich kobiet opisanych w Biblii) i stiuków gąszcza – barocco! Ale mnie najbardziej wzruszyły urocze amorki, które przysiadły stadem nieopodal kościoła, na pomniku św. Jana Nepomucena.

Egipt – Asuan

Asuan (Aswan) – istniało i ważną rolę pełniło od starożytności, bo trochę graniczne. Chyba faktycznie było ważne skoro wspomina o nim i Swetoniusz i Ptolemeusz i Witruwiusz i stu innych… Ale wtedy nazywało się Swenett (Rzymianie wywodzili nazwę od przydomku bogiń – Luciny 😜 ). To jedno z najsuchszych miast świata. Wydobywano to piękny granit (sjenit) i rozwożono po całym Egipcie. W Asuanie dokonano trochę odkryć archeologicznych ale w Egipcie – wystarczy łopatę w piach wbić by coś wygrzebać 😉🙃. Ale trochę fajnych miejsc tam jest np. niedokończony obelisk; gigantyczna, śnieżnobiała katedra ortodoksyjnych Koptów (właściwie w stylu architektury koptyjskiej choć mocno modern); cmentarz Fatymidów; Suk Asuan itd.

Kiedyś, w środku dnia, zamiast oddawać się jak każdy normalny człowiek „siestowemu nicnierobieniu” wybrałam się w tak zwane miasto. Gorąco, pył, słońce razi. Ale… w zaułkach prawdziwe miasto, mocno zagruzowane, rozwalające się podwórza, a za winklem ukryty jakiś kościół. Ale bez marmurów. Niewielka sala, zamiast podłogi piasek, i miły młody człowiek z przejęciem opowiadający o jego pięknej świątyni… super… 😄😄😍

PS W Asuanie byli Staś i Nel – pytałam ale nikt ich nie widział…

Egipt – Edfu

Oczy podobno mają wielką moc… W nich widać prawdziwe myśli, nie da się ich zignorować gdy z emocjami patrzą, potrafią zaczarować świat… hmmm… podobno tak jakoś… 😉 I tak trochę jest też z okiem Horus. Udżat to oko, które Horus stracił w walce ale w cudowny sposób odzyskał. W Egipcie był to potężny amulet! Symbol odrodzenia, sił witalnych, zdrowia, stawania się na nowo i w nowym. Z tym symbolem chyba najmocniej kojarzy mi się Horus – sokół, władczy pan nieba, zwycięzca, opiekun władzy faraona. Jedna z jego świątyń jest w Edfu. Fajna… Już z poziomu rzeki ją widać. Przez potężne pylony wchodzi się w przestrzeń świątynną. A tam na dziedzińcach czuwają zaklęte w kamień horusowe sokoły… Przez kolejne przestrzenie, wchodzi się coraz głębiej, coraz bardziej otula półmrok, aż dociera się do sanktuarium – serca świątyni. Gdy świątyni była jeszcze miejscem kultu – rokrocznie, kapłani z Dandary przywozili posąg Hathor do Edfu, by Horus i Hathor mieli szansę wypełnić swoje „małżeńskie obowiązki” 😉. Temu spotkaniu towarzyszyły swoją drogą zupełnie fajne uroczystości a cała „impreza” trwała dwa tygodnie.

Świątynię w Edfu zaczęto budować jakoś chyba w okresie Nowego Państwa i miała być zlokalizowana dokładnie w miejscu gdzie dali sobie po razie Horus i Set 😊. Jest drugą co do wielkości z zachowanych świątyń w Egipcie. We wnętrzu – można zobaczyć sporo reliefów: Horusa i Hathor, boga płodności (i baaardzo to widać 😉) Mina, Seta ale również – Ptolemeusza; a i też jest sala biblioteczna i wyryty na ścianie katalog książek. Robi wrażenie…

A! Niedaleko świątyni była polsko francuska stacja archeologiczna. Sporo w sumie znalezisk tam odkrył team prof. K. Michałowiskiego.

Egipt – Giza

Giza jest niesamowite! Właściwie dzisiaj to część Kairu ale pierwotnie osobną stanowiło bytność (taki przystanek w drodze z Memfis do Heliopolis). Oczywiście słynie z zaliczonych już w starożytności do cudów świata, sterczących w niebo, gigantycznych piramid .🙂

Te trzy największe to grobowce Cheopsa, Chefrena i Mykerinosa. Wszystkie zbudowane z kilkutonowych bloków skalnych (bez zaprawy), idealnie skierowane na cztery strony świata, spełniają właściwie normy budownictwa XXI wieku! Idealne proporcje stożkowych piramid Giza nadal zachwycają. Kiedyś obłożone były lśniącą okładziną, a na szczycie jednej błyszczał złoty szczyt. Ale i bez tych dekoracji, nawet z widocznym tu i tam upływającym czasem, „lekko przyprószone siwizną”, wyglądają imponująco…

Jeszcze jedno w Giza jest przyciągające – Władca Strachu, czyli Sfinks. Ciało lwa, groźne oblicze, władcze spojrzenie… Turyści często robią sobie zabawne zdjęcia z tym biformicznym panem Giza, jakby nie widzieli, że igrają z ogniem drażniąc Władce Strachu. W mitologiach wszelakich przecież sfinksy nie należały do potulnych i dających się oswoić istot! Wzbudzały podziw, kusiły, czasem niszczyły, czasem strzegły, ale zawsze były groźne – i pewnie dlatego pociągające 😉

Jak to w Egipcie, znawcy przedmiotu spierają się skąd to, dlaczego takie, kto zbudował, jaka cywilizacja czy kultura. Filmowcy, pisarze i artyści wszelakiej profesji ekscytując się tajemnicą i odległą baśniowością, tworzą mniej lub bardziej fantastyczne dzieła osnute wokół Sfinksa i całego Giza. Swoją drogą, niektóre z nich wielokroć oglądam z serdecznym uśmiechem i radością (ale o tym innym razem).

W przeciwieństwie do innych zakątków Egiptu tutaj trudniej poczuć ten prawdziwy starożytny Egipt – zbyt tłocznie i turystycznie. Wokół piramid kręci się mnóstwo osób „ważnych”: to posiadacz camel – taxi oferuje swoje usługi, to na podobnym środku transportu policjant uważnie obserwuje przestrzeń, to zasobnie ubrani chyba właściciele okolicznych straganów sprawdzają jak idzie interes, to zza płotu młode wilczki w dziedzinie handlu oferują świeżo odlane w gipsie sfinksy (oczywiście za one dollar)… Nic to… Wokół gwarnie i w kolorze ecru… ale… Giza jest niesamowite…

Egipt – Hurghada

Wakacje na horyzoncie już widać. Wiem… w tym roku delikatnie mówiąc dość wyjątkowe… Ale… Chciała by dusza do… A choćby i do Hurghady. To taki turystyczny Egipt w pigułce. Miejscowość nad brzegiem Morza Czerwonego. Chyba najbardziej znany kurort turystyczny. Hoteli (najczęściej takich na wysokie „C” – jak na Egipskie standardy) tu mrowie. Hurghada powstała w ramach akcji poszukiwania ropy – ok. 1913 r. Szybko jednak odkryto w niej potencjał turystyczny i w konsekwencji z tego Hurghada żyje.

A że Egipt w pigułce – no tak. Luksusowe hotele głównie dla zagranicznych gości. Można oddawać się przyjemności leżakowania, nurkowania sączenia drinków z palemką itd. itd. Wiem… Hurghada przerabiała atak terrorystyczny i wyciek ropy ale niezmiennie turystyczna jest! Ale wystarczy wyjść poza teren hotelowych kompleksów by zobaczyć prawdziwe ulice egipskiego miasta, z walającymi się resztkami czegoś/wszystkiego, wałęsającymi się zwierzakami i ludźmi chyba trochę też chodzącemu jakby bez sensu. A może właśnie z sensem. Ostatecznie spieszenie się jest z założenia niefajne i nikomu nie potrzebne. Jest w mieście olbrzymi (jak na niewielkie w sumie miasto jednak) meczet, jest bardzo niewielki (jak zwykle) kościół koptyjski. No i jest (punkt obowiązkowy 😄) – wytwórnia papirusów. W sumie taka egipska norma. Skrajności…

Egipt – Kair

„Miasto tysiąca minaretów”, „Wielkie Mango” – po prostu Kair. Czy faktycznie tysiąca? Nie wiem, nie liczyłam. 🙂 Wśród mieszkańców Kairu przeważają muzułmanie – to jasne, zatem i meczetów sporo. Ale jest też dzielnica koptyjska. To przedchalcedońska odmiana chrześcijaństwa. Koptów należy kojarzyć z rdzennymi mieszkańcami Egiptu i ich odsłoną chrześcijaństwa – obecnie w kilku wersjach: ortodoksyjnej i unickich. Wszelkie inne wersje kościołów chrześcijańskich też oczywiście w Kairze rezydują. Jest również społeczność żydowska, zgromadzona wokół jedynej z dwunastu synagog w mieście. Synagoga Ben Ezyr w Starej Dzielnicy nazwana tak została na cześć rabina Jerozolimy. Datowana jest na IX wiek ale obecny budynek to XIX przebudowa. W trakcie tego remontu odkryto tutaj genizę z ogromną ilością żydowskich rękopisów, między innymi ze zwojami Tory, z których niektóre datowane były na VI w. lub manuskryptem z „Pieśnią Morza” datowanym na XVII/XVIII w. itd. itd. Według jednej z tradycji to nieopodal tej synagogi córka faraona znalazła małego Mojżesza. Z zabytków koptyjskich najciekawszy jest chyba wiszący kościół NMP. Dosłownie wiszący bo jest nad bramą Twierdzy Babilon. Wchodzi się do niego po dwudziestu dziewięciu schodach. To jeden z najstarszych kościołów koptyjskich, no i był siedzibą koptyjskiego papieża. Ale faktycznie najwięcej w Kairze meczetów. Dominującym odłamem islamu są tu sunnici i do nich należy większość z nich. Jest więc na przykład meczet Al.-Husajna (podobno z przechowywaną w nim głową Husajna ibn Ali – wnuka Proroka), najstarszy chyba meczet Ahmada Ibn Tuluna, faktycznie olśniewający meczet Al-Azhar lub meczet Muhammeda Alego zwany też Alabastrowym. Ładnie się prezentuje (ten ostatni) na szczycie cytadeli ale alabastrowy to w sumie tylko z nazwy, bo płyty alabastrowe wywiezione zostały do pałacu Abbasa I zanim na dobre meczet wykończono. To znaczy w wystroju meczetu alabaster jest i całość robi wrażenie – ale mniej niż miało być w założeniu.

Oprócz świątyń i domów modlitw jest w Kairze wiele, wiele, wiele więcej zabytków związanych z każdą z wymienionych religii a i z tymi starożytnego Egiptu – też. A jak się już komuś po zabytkach sacrum znudzi łazić to można po słynnym Khan el-Khalili (czyli suku) posnuć się i pooglądać to i owo, pohandlować z tym lub tamtym, kupić to lub to… 🙂 Tutaj naprawdę można było kupić i sprzedać wszystko! A późnym popołudniem (bo wieczoru to co do zasady nie ma, słońce gaszą i cyk – jest noc z iście egipskimi ciemnościami) wspiąć się na cytadele by w ciepłych promieniach słońca popatrzeć na panoramę tętniącego życiem Kairu. A tętni całą dobę, nawet w „mieście umarłych”. Cmentarzach na których mieszka dobrych wiele tysięcy dzikich lokatorów. Po prostu w grobowcach lub prowizorycznych konstrukcjach wzniesionych pomiędzy nimi. Ot takie miasto w mieście, gdzie zmarli są sąsiadami żywych.

Egipt – Karnak

Niebo dzisiaj iście w kolorze takim jak pamiętam z Egiptu… 😊 Szczególnie lazurowy kolor miało chyba w Karnaku („Najbardziej Dobrane z Miejsc”)… Kilka razy tam byłam i zawsze niebo było powalające kolorem… W sumie nie ma się co dziwić – wisi nad jedną z największych świątyń… Kompleks poświęcony był wielu bogom tebańskim ale główne skrzypce grał Amon – Re. Aleja sfinksów stojących w karnym szpalerze po prawej i lewej, prowadzi do pylonów. Takie „baranie” te sfinksy ale ostatecznie robią u Amona – to jakie mają być? A żeby im smutno jakoś nie było to każdy ma po jednej figurce faraona w łapkach. Taka koncepcja. 😉 A potem dziedziniec i słynny posąg Ramzesa II. A potem las kolumn – gigaaaaantycznych!!! Mocarnie sterczą w górę, przysłaniając niebo… Cały świat w sumie przysłaniają. Zagubić się można bez problemu najmniejszego… Potem kolejne pylony, kolejne dziedzińce, kolumny, obeliski… Gdyby się tak lazło i lazło to do Luksoru można doleźć… Co też i się działo cyklicznie i procesyjnie – gdy obie świątynie czynne kultem były.

W sumie to jedno z chętniej odwiedzanych miejsc przez turystów, i jedno z bardziej owianych legendami. Wprost sceneria szyta na miarę dla wszelkich filmów hollywoodzkich opowiadających „dykteryjki” o Egipcie. A jeszcze jak na wieczorowe słońce się człowiek załapie – to już w ogóle cudo! Naprawdę jest tam pięknie! Nawet tłumy turystów (biegających z jakiegoś wymyślonego pewnie przez pilotów powodu, wokół posągu skarabeusza…) nie przeszkadzają.

Takie fajne baśniowe miejsce – choć przecież historia ocieka tam z każdego kamienia… Ale Egipt generalnie taki jest – kuszący, tajemniczy, trochę groźny, baśniowy…

Egipt – Kolosy Memnona

Kolosy Memnona – czyli portret Amenhotepa III w dwu odsłonach. Taki mix kulturowy 😉. To jedyny fragment, który pozostał po wzniesionej tu w XIV w. pne świątyni grobowej tegoż faraona. Gigantyczne, monumentalne, ponad 15 metrów wysokie posagi, w pozycji tronującej – jak kanony każą.

To taka atrakcja turystyczna od starożytności włącznie. 😃 Teraz przyjeżdżają tu grupy turystów, tak trochę po drodze z Doliny Królów. Kiedyś – był to rodzaj raczej turystyki religijnej – by posłużyć się współczesną terminologią. W czasach helleńskich, istniało przekonanie, że kolosy są wizerunkami Memnona – syna Jutrzenki. Mało tego Memnon o świcie śpiewał na przywitanie swej matki. Naprawdę śpiewał! Ów cud był dość prosty w obsłudze… Kolosy mocno zrujnowane były, z mnóstwem szpar, szczelin i innych „piszczałek”. Gdy rankiem powietrze (chłodne w nocy) zaczynało się mocno i bardzo szybko ogrzewać w promieniach słońca – prawa fizyki robiły robotę. 😉 Ciepłe powietrze szybko „idąc” w górę wygwizdywało w szczelinach pieść poranną. Niestety kolosy za czasów Septymiusza Sewera naprawiono i atrakcja pozostała w legendach…

« Older posts Newer posts »

© 2026 Lucyna Maria Rotter

Theme by Anders NorenUp ↑