Kategoria: Subiektywnie podglądane kultury świata (Page 25 of 31)

Rosja – Carskie Sioło

W Rosji wszystko jest большой, a właściwie „najbalszoje”. Jak pałac to największy, jak złocenia – to kapiące od przepychu i bogactwa (że człowieka oczy bolą od blasku i po trzech dniach chętnie popatrzyłby na jaki kawał nieociosanego drewna 🙂 ), jak park – to dzikie hektary z bezpośrednim dostępem do morza (że bez trudu zgubić się można na tydzień), jak bale…

Gdy Piotr I rozpoczął budowę Petersburga, niemal równocześnie zaczął go otaczać wieńcem letnich rezydencji. Rezydencji tam… Pałaców! Jednym z nich było ulubione przez carycę Katarzynę Carskie Sioło. Robi wrażenie. Cały w błękicie i bieli. Komnaty kapią od złota (użyto setki kilogramów kruszcu na pozłotę sztukaterii), najlepsi rzeźbiarze, malarze i sztukatorzy stadnie ruszyli, by gustom carycy sprostać. Ach i perła w koronie – bursztynowa komnata! Pałac otula subtelnie romantyczny park z mnóstwem oczek wodnych i jeziorek. Przepych doskonały! A jakie tu bale bywały! Caryca Elżbieta z nich słynęła… Znała się na dobrym jedzeniu i je preferowała (kuchnia była zawsze w gotowości bowiem caryca nie trzymała się sztywno godzin posiłków. Obiad w środku nocy nie był niczym nadzwyczajnym). Inne atrakcje balów tu organizowanych skromnie przemilczę… Do dzisiaj gości i turystów wita u wrót orkiestra dęta (tak na oko dorabiający sobie emeryci, ale jak uda im się trafić z repertuarem – co nie jest znowu takie częste, bo przyzwyczajenie drugą naturą – to miło może być). Największa sala balowa ma ok 800 m2, kilkaset luster, 50 żyrandoli, A gdy wyobraźnią niesieni usłyszymy szelest sukien, szept rozmów, dźwięki walca (wolę tango ale to nie ten klimat), wirujące pary, wszystko otoczone delikatną mgłą dobrych perfum… Kiedyś bale bywały. 😉

Rosja – Nowogród Wielki

Według kronik Nestora Nowogród założony został przez jedno z plemion Słowian – zatem gigantyczna historia! Uważa się, że powstanie Nowogrodu stało się początkiem Rosji. Kniaź Ruryk, Księstwo Kijowskie, Księstwo Włodzimierskie, Księstwo Litewskie, Ziemie Korony, właściwie przez całą swoją historię, ziemie te były jednak z kimś połączone, od kogoś zależne lub związane np. lennie. Mimo to Nowogród był jedną z pierwszych demokracji i świetnie się z tym miał, aż do momentu gdy Iwan Groźny wyrżnął demokrację i mieszkańców w pień.

Kilka ciekawych miejsc historia tu ocaliła. Nade wszystko sobór sofijski. Z pierwocin drewnianej cerkwi nic nie zostało, ale z okresu XI wieku – piękne wyobrażenie Konstantyna i św. Heleny. Śladem XII-wiecznym są słynne drzwi płockie. Wykonano je w Magdeburgu na zamówienie biskupa płockiego Aleksandra. Jak znalazły się w Nowogrodzie Wielkim – hmmm któż odgadnie… pewnie tak jak większość zabytków, które „dostawały nóg i”… Dzisiaj w Płocku oglądać można kopię, oryginał zaś w Nowogrodzie. Tak czy tak, na drzwiach zobaczymy kwatery ze scenami historii zbawienia, ale i portret dostojnego fundatora. Imponująco wygląda też Kreml nowogrodzki. Nie jest taki bajeczny, landrynkowy i disneyowski jak ten w Moskwie. Nowogródzki jest budowlą poważną, stateczną, budzącą respekt i podziw. Ach, jeszcze jeden z najstarszych monastyrów – XI wieczny monastyr Jarosława Mądrego.

I jeszcze istotny szczegół praktyczny. Jeśli ktoś lubi swój samochód – to raczej niech nim nie jedzie do Nowogrodu. Drogi bywają tam dość umownie asfaltowe…

Rumunia – Agapia

Agapia to jeden z bardziej ukwieconych monastyrów jakie w Rumunii odwiedziłam. I chyba słusznie – przecież Agapia znaczy miłość!

Przyjechałam w dość pochmurny i deszczowy dzień. Parking, droga do klasztoru, buro i nijako. I… zaraz za bramą – zaatakowały mnie kolory. Tych kwiatów wszędzie było morze. Niby takie normalne, balkonowe, jakieś pelargonie itp. ale w takiej masie – zrobiły robotę. 🙂 W sumie to trochę się nie dziwię, mieszka tu ok. 400 mniszek. Czymś muszą się zajmować a uprawa kwiatów – to nie najgorsze z zajęć.

Monastyr ma metryczkę XVII wieczną (nieopodal jest drugi monastyr wspomniany już w XIV wieku ale odbudowany od zera w XX). Fundacji dokonał hetman Gavriil Coci jako miejsce dedykowane mnichom. W XIX wieku klasztor zamieniono na żeński. W XIX też został przebudowany mocno po zawieruchach historycznych. Centralnym punktem zabudowań monastyru jest cerkiew Świętych Archaniołów Michała i Gabriela. W środku freski autorstwa Nicolae Grigorescu, przy czym mnie nie powaliły na kolana. No może leciutko ugięły… i to też na bardzo krótką chwilkę.

Rumunia – Dragomirna

Różne rankingi bywają: najwyższy kościół świata, najstarsza świątynia, największa świątynia, itd. itp. itd. A czy jest ranking na najwęższy kościół? Nie wiem, ale mam kandydata do co najmniej pierwszej trójki. Obronny monastyr Dragomirna w Rumunii. To znaczy nie cały monastyr, a jedynie sama cerkiew Zesłania Ducha Świętego, która niczym iglica na samym środku kompleksu się wznosi. Konsekrowana była 1609 roku. Smukła, wysoka i cudownie zdobiona ornamentami iście wschodnio brzmiących misternych dekoracji. Wygląda jak elegancka mniszka, która w pasie przewiązała habit sznurem. Tak dosłownie, bo w połowie wysokości elewację oplata kamienny, dekoracyjny motyw sznura – dość wyjątkowy jak na teren Bukowiny. Sam monastyr ufundował metropolita Anastasie Crimca – a przynajmniej pierwszą niewielką cerkiew zbudowaną na cmentarzu. Kilkadziesiąt lat później monastyr rozrósł się do wersji obronnej, co okazało się mizernie skuteczną obroną. Monastyr zdobyły wojska kozackie, potem też polskie, a na koniec tatarskie… Obecnie w monastyrze mieszkają i pracują mniszki. Zwykle nie wchodzą w drogę turystom, zajmując się swoimi pracami lub medytacją. Przypadkiem snując się po monastyrze zerknęłam przez jakieś okno czy wykusz i gdzieś na dole przyuważyłam grupę mniszek, w milczeniu krzątających się przy „obróbce” bakłażanów, 😃😍 Zapatrzyłam się przez chwilę, nie zdając sobie sprawę, że trochę się gapię bezwstydnie. Jedna z sióstr podniosła wzrok, zlokalizowała mnie, uśmiechnęła z pobłażaniem i sympatią… Cofnęłam się zmieszana, jakby ktoś mnie przyłapał na podglądaniu… Bezpieczniej i taktowniej poobserwować „kamienną mniszkę”. 😁

Rumunia – Jassy

Rumuńskie (właściwie mołdawskie) Jassy warto odwiedzić. Rozwija się prężnie co najmniej od XIV wieku, a przynajmniej z tego czasu najstarsze zapisy się zachowały. Mający tu wpływy Turcy, by ograniczyć rozwój, zabraniali wznoszenia warowni. Ale, że potrzeba matką wynalazków – włodarze mołdawscy wznieśli tu niemało warownych – monastyrów… W rezultacie monastyrów i cerkwi w mieście i jego okolicy mrowie. Z czasem ufortyfikowane w sumie Jassy, stało się stolicą mołdawskiego hospodarstwa.

Najważniejszym zabytkiem miasta jest sobór Paraskewy. To eklektyczna świątynia o wyraźnych wpływach włoskich i austro-węgierskich. W październiku mają tu miejsce uroczystości ku czci patronki. Zjeżdżają na nie tłumy wiernych, ale też ciekawskich turystów.

XVII – wieczna Cerkiew Trzech Hierarchów (Bazylego Wielkiego, Grzegorza Teologa i Jana Złotoustego) to koronkowa robota. Dosłownie koronkowa. Całe ściany pokrywają cudowne, misterne wzory – geometryczne, roślinne szlaczki zaklętych w kamień koronek. To mix wpływów ormiańskich, gruzińskich, perskich, rosyjskich… Wnętrze nie ustępuję niczym dekoracjom zewnętrznym. Ikonostas z marmuru z Carrary, mozaikowe ikony – no cudownie. Fundujący cerkiew Hospodar mołdawski Vasile Lupu, zadbał też by obok była szkoła i monastyr i drukarnia.

Warto wspomnieć też o niewielkim cmentarzu ormiańskim, gdzie dość niecodziennie pomyślane zostały epitafia. Zdobione są wykutymi w kamieniu wklęsłymi motywami (kwiaty, czaszki itp). Gdy deszcz popada, we wklęsłościach gromadzi się woda. Rezultat tego taki, że cmentarz chętnie odwiedzają ptaki, korzystając z tych swoistych wodopojów. Gdy kiedyś przysiadłam na chwilkę wsłuchując się w szum drzew i ciszę tego miejsca, zaskoczył mnie ten widok. A myśl pomknęła do najbardziej znanej mozaiki Rawenny – gołębie pijący ze źródła wody żywej… Eschatologicznie było…

Fantastycznie wygląda też cerkiew Jerzego i cerkiew Mikołaja, i Sawy – też ładna. I synagoga niebrzydka z XVII wieku ale z XX-wieczną srebrząca się kopułą. Trudno opisywać każdą z kilkudziesięciu świątyń, dlatego konkluzja jedynie. Jassy ładne i warte tego by się po nim posnuć 🙂

Rumunia – Kaczyka

Niezależnie w jak dalekie zakątki świata zdarzy mi się podróżować – ślady polskie jakoś pojawiają się w krajobrazie kulturowym. 🙂 Czasem usłyszę język polski (choćby jedno wyuczone zdanie) czasem jakaś rzeźba, obraz, most, budynek autorstwa rodaka. A czasem tak jak w rumuńskim Kaczyka, całe miasteczko właściwie polskie. W 1782 roku cesarz Józef II wydał polecenie poszukiwania soli kamiennej na Bukowinie. Prace rozpoczęto między innymi w dolinie Kaczyka. Znaleziono i niebawem ruszyło wydobycie. W 1792 roku sprowadzono tu do pracy kilka rodzin górniczych z podkrakowskiej Bochni. Na początku XIX wieku kopalnia miała już trzy szyby! Wrastała też liczba Polaków pracujących w kopalni (także na kierowniczych stanowiskach) mocno przyczyniając się rozwoju kopalni. Samą kopalnię można dzisiaj zwiedzać. Niebawem powstał Dom Polski i parafia.

Miasto przestało być „polskie” po II wojenni światowej, gdy Polaków repatriowano. Przy czym chyba nie do końca. Przyjechałam do Kaczyka. Miasteczko jak miasteczko – fajerwerków brak. Idę pozwiedzać kościół (projektu Talowskiego, p.w. Wniebowzięcia). W ołtarzu głównym – Częstochowska. Akurat było sprzątanie kościoła. Wśród krzątających się także proboszcz. Przyuważył obcą. Zdiagnozował – Polka. I nieco łamaną polszczyzną przywitał się ze mną i z automatu pobłogosławił. Jak się potem okazało były to jedyne trzy zdania, które znał po polsku – ale bardzo miłe wrażenie pozostało! 🙂

Rumunia – Negrești-Oaș

Negrești-Oaș – niewielkie w sumie miasto w Rumunii. Co w nim fajnego? Ano założony w 1966 roku skansen. Właściwie to skansen kultury regionu Oaș. Na niewielkiej przestrzeni budynki (też niewiele ich w sumie). Sam skansen dość trudno w ogóle znaleźć. Ale… Jak już się trafi to malowniczo i pachnąco jest. 😊 Skansen jest nad rzeką Tur, co dodatkowo malowniczości sprzyja. Przestrzeń pomyślana została tak by odtworzyć wieś utrzymana w realiach kulturowych regionu. Są chaty i zabudowania gospodarskie z Racşa, Moişeni i Negresti (XVIII-XIX wiek), jest świątynia z początku XVII wieku ze wsi Lechinţa, jest młyn i destylarnia – obydwie działające (to znaczy zobaczyć można jak to działo…). A gdy się trafi na wiosnę to pachnie kwitnącymi jabłoniami, a gdy latem – to skoszonym sianem, a jesienią szeleszczą kolorowe liście pod nogami. I niebiesko jest. Dość dosłownie. Wiele pomieszczeń siwką pomalowanych. Ale tak jakoś mocno intensywną w barwie.

Rumunia – Prislop

Ale tam wiatr hula… Czasem nawet żaden mnich nie musi uderzać w dzwony, bo wiatr nimi kołysze, gdy chce by dźwiękiem odbijały się po górach… Przełęcz Prislop jest jedną z większych jeśli nie największą przełęczą w Karpatach Wschodnich. To śmieszne pewnie ale gdy pierwszy raz przejeżdżając, zatrzymałam się w klasztorze, pustym wówczas niemal zupełnie, nie pomyślałam o sacrum ani o zieleni lasu ani żadne takie tam poetyckie uniesieni. Pierwsza myśl – ale tu fajnie perspektywę powietrzną widać! 😊 Bo faktycznie jedne wzniesienia zza drugich zerkają coraz bardziej niebieszcząc się w dali. I taka dziwna cisza. Ale nie dokuczliwa, wiercąca się boleśnie w uchu. Nie… To była cisza niczym muzyka! Delikatna, subtelna, czuła… Dopiero znacznie później dowiedziałam się, że od kilkudziesięciu lat organizowany jest tutaj zlot/festiwal artystów Inter-County Folklore Festival. Jakoś się nie dziwię… Na grzbiecie przełęczy – klasztor Prislop (tu uwaga – są dwa klasztory o tej nazwie w dwu różnych miejscach!). Jest pod wezwaniem Przemienienia. Nie jest jakoś leciwy. Budowę zaczęto w 1999 roku w miejscu cmentarza wojennego. Biel murów i ciemne strzeliste dachy, z jednej strony mocno odbijają się na tle jodłowej zieleni z drugiej jakoś się z tym anturażem gór komponują. Dziwne miejsce… Piękne… Kuszące… Panteistyczne jakieś… Dziwne…

Rumunia – Săpânța

Pierwsze wrażenie z Rumunii? Kwieciście, kolorowo, wzorzyście… Właściwie takie obrazki rodem z bajki – dowolnie wybranej. A przynajmniej takie wrażenie odnosi się podróżując bezdrożami Rumuńskiej Maramures, Bukowiny oraz Mołdawii. Przemierzając je, każdej chwili za oknem samochodu przesuwają się urocze domy – malowane, rzeźbione, zdobione kwiatami, a prowadzą do nich zdobne bramy. Nawet jeśli domy bardzo ubożuchne – gdzieś dalej od tras uczęszczanych – to przynajmniej ukwiecone ogródkiem.

Generalnie miło i radośnie i kolorowo i wesoło. A dowód? Uprzejmie proszę! Tam nawet cmentarze są wesołe. Sztandarowym przykładem jest cmentarz w Săpânța (ale i te nie turystyczne też są kolorowe) gdzie ludowy twórca Stan Ioan Pătraş zapoczątkował dość osobliwą tradycję radosnych nagrobków, gdzie ze swadą i humorem upamiętniani są zmarli. Imiona, nazwiska daty – to normalne. Ale na nagrobkach są także wypisane ich zawody. I to niezależnie od tego czy ktoś parał się szlachetnym zawodem kołodzieja lub szwaczki czy też mniej szlachetnym, ale najstarszym zawodem świata… Czasem też wspomniany jest sposób zejścia z tego świata. Odwiedzający Săpânța zaglądają zwykle tylko na wesoły cmentarz i jadą dalej. A wystarczy przejść główną (i jedyną większą) drogę biegnącą przez wieś, wjechać pomiędzy zabudowania, by ulica sama doprowadzała do uroczego monastyru. Wiem, świeżo wybudowany (właściwie jeszcze nie skończony), żaden zabytek, ale wpisuje się w ogólną tendencję – opływa kwiatami. A gdy dodamy do tego szum drzew, i zapach igliwia i ćwierkot ptaków to… kwieciście, kolorowo, wzorzyście jest!

Rumunia – Sucevița

Malowane cerkwie Bukowiny. Według tradycji sam tylko Stefan Wielki miał ufundować aż 40 cerkwi – co bitwa, to cerkiew jako wotum. Obecnie jest ich kilkanaście, z czego aż osiem wpisanych na listę UNESCO. Różnie one malowane. Czasem zachowała się cała polichromia i na zewnątrz i od środka, czasem tylko cienie dawnej świetności.

Obronny charakter najlepiej zachował się w Sucevița. Opasłe mury obronne i z basztami osłaniają cenny skarb malowanej cerkwi. Monastyr ufundowali w XVI wieku Jeremi i Szymon Mohyłów (hospodarów) oraz późniejszego metropolita Jerzy. Malowidła na cerkwi to jedna z ostatnich realizacji tego typu na Bukowinie. Zachowały się zupełnie nieźle. Pośród malowideł najbardziej przykuwa uwagę drabina cnót według św. Jana Klimaka z symbolicznie ukazanymi cnotami koniecznymi do zbawienia. Wspinających się po niej (czytaj doskonalących się w cnotach) wspomagają aniołowie, zaś solidnie przeszkadzają w tym przebrzydłe diabły. To taka instrukcja dla ćwiczących się w doskonałości mnichów… Na kolejnych ścianach są sceny z Apokalipsy i Drzewo Jessego i Akatyst ku czci Matki Bożej i Sąd Ostateczny itd. itd. itd. W tym monastyrze najbardziej jednak utkwił mi w pamięci jednostajny dźwięk kołatek a zaraz potem wtórujące mu dzwony. Swoisty duet nawołujący mnichów do modlitwy.

I jeszcze akcent polski. W XVII wieku w trakcie wojen z Turcją, monastyr zajęły wojska Rzeczypospolitej.

« Older posts Newer posts »

© 2026 Lucyna Maria Rotter

Theme by Anders NorenUp ↑