Kategoria: Subiektywnie podglądane kultury świata (Page 23 of 32)

Łotwa – Krasław

Krasław na Łotwie, ma w sumie krótką historię. Rozwijać się zaczął bowiem dopiero w XVIII wieku, a to za sprawą Platerów. A dokładnie Jana Ludwika – wojewody inflanckiego a potem jego syna Konstantego i tak do I wojny światowej. Platerowie wznieśli tu nie tylko swoją rezydencję ale także ratusz, zabudowania miejskie, bibliotekę na 20 tys. książek itd. i itp. No i kościół projektu A. Paracco. Do świątyni sprowadzili nawet relikwie św. Donata, i tylko mały figiel historii (rozbiory Polski) spowodował, że nie osiadł tu biskup. Projektu Paracco jest zarówno pałac jak kościół. Ten ostatni na początku XXI wieku został staraniem władz polskich odrestaurowany, pałac musiał dłużej czekać… Obecnie odrestaurowana jest także rezydencja. Przy okazji odnaleziono między innymi na jej ścianach unikatowe freski z XVIII wieku. Z pałacem wiąże się romantyczna legenda. Jedna z platerównych – Emilia, zakochała się ze wzajemnością w ubogim oficerze Józefie Kiernickim. Na małżeństwo nie było szans. Dla Emilii byłby to przecież mezalians! Zakochani próbowali uciec. Nie udało się. Nie widząc dla siebie nadziei na wspólne życie postanowili je wspólnie zakończyć. Emilia miała zgasić świecę i skoczyć z okna. Na ten znak Józef czekał z bronią przy skroni by zakończyć swoje życie. Dziedziczkę jednak pilnowała dobrze służba. Uniemożliwiono jej samobójstwo. Jedna ze służących zgasiła jednak świecę. Kiernicki odczytał to jako umówiony znak i… Na jego grobie, który widać w dali z okien pałacu jest napis „Panie! Uczyń z sługą swoim według miłosierdzia twego”.

Łotwa – Ryga

Kamieniczki jak piernikowe lukrowane chatki. Tak kojarzy mi się Ryga. Kolorowo. I to w takich kolorach z klimatów barw jesieni: oranże, burgundy, żółcienie, sepie, ugry – no takie, które lubię! I do tego jeszcze wszystko kapie i kipi secesją!! CUDO 😍. Miasto o długiej historii i zmiennych losach. Ryga była i Rzeczypospolitej obojga narodów, i szwedzka, i ruska, i radziecka, i łotewska. Na przestrzeni wieków działo się – ale to generalnie przywilej tych terenów… I chyba trochę tak tu jest. Jaka historia taka przestrzeń miejska. Bo ślady kilku co najmniej kultur można znaleźć tu bez trudu. Ale to nie są wpisane ślady w rodzimy krajobraz kulturowy. To raczej taka osobliwa mozaika współistniejących przestrzeni.

Fajnie jest po Rydze po prostu się powłóczyć. Nie omijając oczywiście kilku obowiązkowych punktów. Na początek z serii zoomorficznych. To słynny dom kotów zaprojektowany na początku XX wieku przez Friedricha Scheffela. Nazwę wziął od prężących się na dachu dwu czarnych kotów „przypadkowo” podobno ogonami odwróconych w kierunku Wielkiej Gildii 😉 . Rzeźba „Bremeńskich muzykantów” to też dość kultowe miejsce. Osioł, pies, kot i kogut – jedno na drugim zerkają przez żelazną bramę… Dom Bractwa Czarnogłowych, na większości pocztówek z Rygi chyba można znaleźć. Nazwa – od św. Maurycego. A wybór takiego patrona bo budynek należał do niemieckich kupców (w Niemczech Maurycy dość popularnym świętym jest). Dla nas historycznie istotne, że w budynku tym w 1921 podpisano traktat ryski. A! no i genialne w formie Centrāltirgus – centrum handlowe z 30 lat XX wieku. Jest też zamek krzyżacki i całe mnóstwo świątyń kilku religii. No i wieża radiowo – telewizyjna. Chyba w pierwszej trójce najwyższych w Europie. Warto wjechać bo panorama – prima sort! A z góry jeszcze lepiej widać gąszcz uliczek i zaułków, w których z upodobaniem można się potem zagubić przysiadłszy gdzieś na kawę albo kieliszek słynnego czarnego balsamu. A gdy głód by dokuczał – naaaaaleśniki… 😉

Łotwa – Rzeżyca

Jest niewielkie miasteczko na Łotwie – Rzeżyca. Leżała i leży nadal na trasie do Wilna, Petersburga czy Moskwy. Przez ok 200 lat należała do polskich Inflant i nadal grupa Polaków tu mieszka. Tak na dobre zwiedzać tu niewiele można. Są trzy kościoły. Katolicki – pierwotnie ufundowany przez wojewodę krakowskiego w XVII wieku, lecz obecny jego stan to przełom XIX i XX. Dalej cerkiew prawosławna i molenna staroobrzędowców. Jest jednak coś co przyciąga miłośników warowni i zamków. Zachowały się ruiny (dość zaawansowane ruiny!) zamku krzyżackiego z XIII wieku Zamek należał do Wilhelma von Schauerburg. Obecnie niewiele z niego zostało i właściwie tylko wprawne oko historyka, architekta lub fascynata zakonami krzyżowymi dostrzeże tu dawną świetność. Ale plenerowo – ruiny doskonale się sprawdzają!

Ach! I jeszcze jedno – to rodzinne miasto klanu Manteuffel. Tadeusza – słynnego historyka i mediewisty, Leona – słynnego chirurga i Edwarda – słynnego malarza. W sumie niczego sobie rodzeństwo!

Łotwa – Sigulda

„Las zwycięstwa” czyli Sigulda. Tak Krzyżacy (a właściwie Kawalerowie Mieczowi… do Krzyżaków później wcielono) nazwali jedną z warowni wzniesionych na terenie obecnej Łotwy. Ruiny zamku krzyżackiego sterczą kikutami murów do dzisiaj. Wtopione w zieleń – teraz już są właściwie tylko romantycznymi średniowiecznymi ruinami, takimi do czytania poezji lub śpiewania arii (swoją drogą odbywa się tu słynny festiwal operowy). Z dawnej potęgi zakonu niewiele zostało, choć twierdza podnoszona była kilkakroć przez nowych właścicieli (między innymi była rezydencją wojewody Inflant Jana Chodkiewicza). Ostatecznie potop szwedzki jej mu radę… Może dlatego, a może przypadek – w każdym razie w pobliżu ruin w XIX wieku krewniacy Wielkiego Księcia Kropotkina wznieśli nowy zamek – taki neogotycki. W okresie międzywojennym był znanym miejscem wypoczynku zwłaszcza dla literatów i artystów. Pewnie słusznie, bo pejzaż tu uroczy, z widokiem na pobliskie zamki… i morzem szumiącej zieleni… tylko tworzyć!

Łotwa – Turaida

Turaida to niewielka miejscowość z wielkim zamkiem. Wzniesiona w 1214 roku z czerwonej cegły warownia powstała z inicjatywy Alberta von Buxhövden założyciela zakonu Kawalerów Mieczowych. Rozbudowywana w kolejnych stuleciach trwała sobie do XVIII wieku, gdy padła ofiarą potężnego pożaru. Obecnie odbudowany (częściowo). Ale przez blisko 200 lat ruiny zamku cieszyły się wielką popularnością, stanowiąc urokliwy anturaż dla romantycznych historii. Dzisiaj można z wieży podziwiać roztaczający się wokół cudowny pejzaż. W odbudowanej części zamku natomiast atrakcje: sale ekspozycyjne z gablotami 🙂 i sale tortur ze inscenizacjami manekinów :). A jakie nenufary wokół rosną!!! Tylko Tolibowskiego brakuje… 🙂

Malta – Comino wyspa

Ale błękitna jest ta Błękitna Laguna u wybrzeży maltańskiej wyspy Comino! Kryształowa Laguna tuż obok, zresztą też. Przy czym ta pierwsza ma niewielką plażę a ta druga nie. To właściwie jedne z trzech atrakcji na wyspie 😊 Ta druga – to resztki architektoniczne: wieża Marii z początku XVII wieku (zagrała w filmie „Hrabia Monte Christo”), bateria Comino z początku XVIII wieku i XVII wieczna kaplica p.w. Powrotu Świętej Rodziny z Egiptu. Kościół z zewnątrz – ascetyczny, w środku zaskakująco niezły. Ale arcytrudno to ocenić bo najczęściej zamknięty na głucho… Jest jeszcze jeden budynek, który z daleka ciut kusi by zobaczyć cóż to. A gdy się znęcony turysta zbliży – dowiaduje się, że to pozostałości po dawnej fermie świń. A ta trzecia atrakcja? Cała wyspa porośnięta jest dziko rosnącym kuminem. Stąd zresztą jej nazwa. Sporo też równie dzikiego tymianku, który pięknie pachnie na całej wyspie.

Comino jest trzecią co do wielkości wyspą Maltańską ale mieszkańców tu jak na lekarstwo. Dokładnie jakieś trzy osoby tu mieszkają na stałe. Za to w sezonie, turystów jest więcej niż wyspa jest w stanie pomieścić! Co przyciąga? Błękit lagun. Ale i to co pod wodą. Bo sporo tu wraków, które nurkując można pooglądać. A! Lubię wiatr gdy cieplutki. A tam wieje cuuuudownie! No i na Comino pierwszy raz w życiu widziałam halo – taki okrąg wokół słońca. Czasem bywa kolorowy jak tęcza. „Moje” halo było lekko złote, jak obrączka.

Malta – Marsaxlokk

Złapał Kozak Tatarzyna a Tatarzyn za łeb trzyma… W Marsaxlokk na Malcie w sumie jest podobnie. 😉 Bo – wioska słynie z rybaków, którzy wypływają w morze i co tam złowią to na targu sprzedają albo zjadają na obiad. Ale podobno u wybrzeży lubiły się osiedlać syreny, które jak wiadomo śpiewem na rybaków chętnie polowały a potem zjadały ich na obiad… Zatem… Złapał Kozak… itd. 😊😊

Tradycje portowe i rybackie w Marsaxlokk historię mają poważną, bo już za Fenicjan i Kartagińczyków, a potem też Rzymian i Osmanów – port rybacki tu działał. Nazwa wioski – to połączenie dwu słów: arabskiego „port” i maltańskiego „południowo wschodni”. I tak zlokalizowana jest miejscowość. 😊

Tradycyjne łodzie, których zresztą w marinie widać mnóstwo – to luzzi. To młodsze siostry rozpowszechnionych w XVII wieku łodzi zwanych ferilla. Luzzi są w bardzo kolorowych, jaskrawych barwach, i koniecznie powinny mieć na dziobie namalowane oko (lub oczy) Horusa (albo Ozyrysa). Jak zwał tak zwała – ale chronić miały rybaków wypływających w morze. Same kolory łodzi też nie były przypadkowe. Ale w przeciwieństwie do oka nie miały funkcji „magicznej” a informacyjną. Na przykład czerwony pas informował, że właściciel łodzi pochodzi z zatoki św. Pawła, żółty – że z St Julian’s, a ciepła ochra – to właśnie Marsaxlokk,

Oprócz tego że rybacka, Marsaxlokk i jej bezpośrednie okolice od zawsze była miejscem kultu. W czasach antycznych – była tutaj świątynia Astarte a potem też Junony, potem w okresie Bizancjum – klasztor itd. itd. A obecny kościół, wzniesiony został dla rybaków i ich rodzin, w XIX wieku. Ładnie się w wpisuje w architekturę linii brzegowej i wraz z cumującymi kolorowymi łodziami, równie kolorowymi il-gallerija (coś pomiędzy balkonami a wykuszami) i drzwiami na fasadach domów tworzy piękny anturaż dla spacerów zarówno w pełnym słońcu dnia jak i o jego zachodzie…

Malta – Mdina

Kiedyś była stolicą Malty (zanim na Maltę przybyli joannici), teraz mieszka tu niespełna 300 osób. Piękne i wietrzne średniowieczne miasto z wąskimi, urokliwymi uliczkami – Mdina. Warownia tu była od zawsze. Pierwsza chyba w czasach fenickich. W czasach rzymskich miał tu siedzibę gubernator. A potem miasto było Saracenów, Normanów… W XVII wieku Mdinę nawiedziło potężne trzęsienie ziemi. Spora część budynków obróciła się w gruz. Ale miasto odbudowano – stąd obok średniowiecznych murów (czasem też wcześniejszych), sporo baroku.

Do Mdiny najlepiej wejść Bramą Główną lub Bramą Grecką. Dlaczego? Bo ładne! Wąskimi lub prawie wąskimi uliczkami dotrzeć można do niewielkiego w sumie placu, przy którym wznosi się dumnie fasada katedry. Podobno w tym dokładnie miejscu namiestnik rzymski Publiusz spotkał się i rozmawiał ze św. Pawłem. Ten drugi miał dar przekonania, bo nie tylko Publiusza nawrócił na chrześcijaństwo ale i biskupem zrobił. Ta obecna katedra to projekt Lorenzo Gafa z XVII wieku. Zbudowana po wspomnianym trzęsieniu ziemi, które zrujnowało miasto. Tuż obok – pałac Vilhena, w którym aktualnie ma siedzibę muzeum. To było onegdaj mieszkanko Wielkiego Mistrza Antonio Manoela de Vilhena. Inne muzeum jest w pałacu Falson. To też był (i chyba nadal jest w części) dom mieszkalny, ale rodziny szlacheckiej – zatem w środku w kolejnych kilkunastu salach pokoje zaaranżowane tak by pokazywały styl życia takiej właśnie rodziny, mieszkającej w Mdinie. Rodzina była prominentna ale… oszczędna 😉 Na jednym z narożników pałacu widać kolumnę z czasów rzymskich – z odzysku. Jak już jest zrobiona to czemu jako budulec nie wykorzystać! 😊 😊 W sumie to cała Mdina składa się głównie z pałaców i kościołów lub kaplic…

Całe miasto jest w kolorze ugier i sjena surowa, z akcentami zieleni tu i tam. Ale jest jedna brama cała błękitna i otulona kwitnącym pnączem bugenwilli. Wszyscy robią sobie tutaj foty. Dlaczego? Pojęcia nie mam! Może dlatego, że tak wyróżniająca się kolorem? Tylko oryginalność przyciąga uwagę i jest w cenie! Ale drzwi zamknięte na głucho były…

Malta – San Ġiljan

Miłość dopada nas zwykle niespodziewanie i w całkowicie zaskakującym, miejscu, czasie, sposobie, osobie… No i zwykle nasze życie stawia na głowie. 🙂 Tak ma… 🙂

A w San Ġiljan ma na tę okoliczność pomnik i to taki który jej naturę w sposób perfekcyjny pokazuje. 🙂 Bo Richard England pomyślał rzeźbę tak – że litery są odwrócone i stoją na głowie. 🙂 Dopiero gdy słoneczny dzień i fale morza spokojne – napis odbija się w połyskującej lazurowej wodzie… Kwintesencja miłości…

No ale San Ġiljan na Malcie to nie tylko ten jeden pomnik! Nazwa miasta od świętego o tym samym imieniu – patrona podróżników szukających gościny ale i myśliwych. Dlatego w ramach obchodów ku czci patrona miasta urządza się zawody strzelnicze. Choć bardziej spektakularny wydaje mi się inny zwyczaj związany z tym dniem. Po śliskiej długiej belce umieszczonej nad wodą zatoki, śmiałkowie usiłują przejść by zerwać flagę zawieszoną na końcu…

Co przyciąga turystów? Kilka rzeczy. Jeśli ktoś lubi architekturę „modern” – to dwa najwyższe budynki na Malcie: Mercury Tower (121 m) i starsza nieco a równocześnie też niższa Portomaso Business Tower (97,5 m). Miasto (przy czym początkowo była to po prosu miejscowość portowa) istnieje od XVII wieku więc nieco starsze zabytki też znaleźć można bez trudu większego. Jednym z bardziej reprezentacyjnych budynków w mieście jest secesyjny Balluta Buildings. Taki apartamentowiec luksusowy z początku XX wieku. Konkurencją w atrakcyjności architektonicznej dla niego jest Pałac Spinola. Datowany na XVII wiek a potem przebudowany w XVIII. Przeznaczenie miał różne. Najpierw – rezydencja rycerza maltańskiego Paolo Rafel Spinola, potem pełnił funkcję szpitala, potem przytułku dla bezdomnych, potem siedziby muzeum, a teraz jest tu siedziba PAM. Za to jednym z najstarszych budynków w mieście jest wieża św. Jerzego, datowana na XVII wiek. To wieża strażnicza wybudowana w miejsce wcześniejszego, średniowiecznego posterunku fortyfikacyjnego. Jest też kilka kościołów i klasztorów ale te nie są jakoś mocno porywające architektonicznie ani wystrojem wnętrza.

A jak już człowiek połaził i pozwiedzał to gdzieś nad brzegiem Zatoki Spinola lub Zatoki Balluta przysiąść można w którejś z urokliwych kafejek lub restauracji, albo zwyczajnie usiąść na brzegu i pogapić się na fale morskie… Może akurat litery z pomnika Englanda się odbiją i zaskoczy nas niespodzianie „LOVE”. 😉

Malta – Qrendi

Błękitna Grota na Malcie. To znaczy generalnie – jest błękitna i lazurowa gdy pogoda cudna. Ale gdy pochmurno i wieje – to bardziej w ultramarynach, szarościach i brązach. Grota skonstruowana jest przez naturę tak, że kolor wody odbija się w ścianach całej groty. Więc jak błękitny – no to grota błękitna. Jak woda w innym kolorze – to jak wyżej. 😊 Niezmiennie jednak – piękna! I tak naprawdę to nie jedna grota a szereg, grot, które u wybrzeży Malty fale morskie we współpracy z kamienistą linią brzegową zrobiły. Z wody wyzierają nie tylko błękity i lazury. Przez krystaliczną toń widać oranże, fiolety, turkusy, żółcienie, zielenie. Bajka! Nie dziwi fakt, że takie kolory kuszą by ponurkować. Zwłaszcza, że pod wodą można przypadkiem lub celowo natknąć się na wrak – na przykład Umm El Faroud, tankowca który po uszkodzeniu wybuchem został w 1998 roku zatopiony i robi za sztuczną rafę.

Tan naprawdę trudno zawyrokować czy Błękitna Grota z grotami pomniejszymi należy do miejscowości Qrendi czy Zurrieq. Te dwie – odwiecznie prowadzą spór terytorialny o te skały. Sąd przyznał rację Qrendi – ale spór co do zasady umiarkowanie to zniwelowało.

A jak się popatrzy w morze – to widać maleńką wysepkę Filfla. W czasach prehistorycznych, prawdopodobnie był tak celebrowany lokalny kult. Potem w XIII wieku wniesiono tam niewielką kapliczkę, którą trzęsienie ziemi w XIX wieku obróciło w perzynę. Teraz – osiedliły się tam ptaki, a władze Malty zapewniły im święty spokój ustanawiając na wysepce ptasi rezerwat. Podobno Filfla powstała na skutek wrzucenia przez anioły do morza, kawałka wioski. Wioskę taki spotkał paskudny los bowiem mieszkańcy byli cokolwiek rozwiąźli w sposobie życia… Bywa… 😊 Teraz tam ptaszki mieszkają. 😊

« Older posts Newer posts »