Kategoria: Subiektywnie podglądane kultury świata (Page 19 of 31)

Izrael – Jerozolima, Dzielnica Ormiańska

Stare Miasto Jerozolimy, to cztery dzielnice. O Dzielnicy Żydowskiej było ostatnio – teraz o Dzielnicy Ormiańskiej. Wchodzi się do niej prze Bramę Syjonu lub Bramę Jaffy. To najstarsza diaspora ormiańska, bo już w IV wieku przybyli tu mnisi (zaraz po tym jak Armenia przyjęła chrześcijaństwo jako religię państwową). Taka tajemnicza trochę jest to dzielnica. Może dlatego, że pustawo tu w sumie, a może dlatego że sporo jest klasztorów i kościołów, które chronią się przed wzrokiem nieproszonych gości za wysokimi murami. Chyba najważniejszym i najpiękniejszym w Dzielnicy jest kościół św. Jakuba i przylegający do niego klasztor. To patriarchat Apostolskiego Kościoła Ormiańskiego. Dość duży, trzynawowy kościół z wieńcem kaplic. W środku i przedsionku zdobiony freskami i biało-błękitnymi kafelkami, drewno tu i tam inkrustowane masą perłową lub złotem… i setki lamp oliwnych i ceramicznych jajek wisi. W jednej z kaplic – cenna dla Ormian relikwia głowy św. Jakuba Większego, a w innej relikwie św. Jakuba Mniejszego. Podobno nawet jest krzesło, na którym siadywał głosząc kazania. Ostatecznie pierwszym biskupem Jerozolimy był więc kazania głosić mu wypadało! W kolejnej kaplicy trzy kamienie: z rzeki Jordan, góry Tabor i góry Synaj… Sam kościół wzniesiony został w XII w. na miejscu klasztoru gruzińskiego z XI wieku. Podobno klasztor i potem kościół postawiony zostały w miejscu ścięcia św. Jakuba – tego Większego. Ot takie mocno Jakubowe miejsce. Mniej więcej z tego samego czasu jest kościół Archaniołów, nieco później wzniesiony był kościół Torosa (przy czym obecna forma to XVIII wiek). Są też w dzielnicy kościoły chrześcijańskie ale nie ormiańskie. Na przykład asyryjski kościół św. Marka lub jedyny w Jerozolimie maronicki kościół św. Marouna. Ale żeby nie było że w dzielnicy tylko kościoły! Są też biblioteki i muzea. W bibliotekach (czasem skarbcach) cenne manuskrypty, rękopisy, starodruki… A muzeum – Helen i Edward Mardigian to setki artefaktów świadczących o kulturze, tradycji, dorobku Ormian.

Hmmm… Taka Armenia w pigułce w tej Jerozolimie. 😊

Izrael – Jerozolima, German Colony, Mishkenot Sha’ananim i Jemin Mosze

Tuż obok siebie trzy chyba dzielnice, tak w orbicie Starego Miasta usadowione. Kiedyś w zupełnie fajnym hotelu tak pomieszkałam przez całe Sukkot. Fajna miejscówka! Do miejsc historycznych rzut beretem. Ale oczywiście poczułam się w obowiązku żeby dzielnice, w której zaokrętowałam też pozwiedzać. I to była słuszna decyzja. 

Dzielnica Jemin Mosze znaczy tyle co pomnik Mojżesza. Dlaczego? Bo Mojżesz Haim Montefiore – bakier, filantrop i generalnie działacz społeczny założył fundusz, który miał na celu wesprzeć sytuację ludzi mieszkających w zatłoczonej Starej Jerozolimie. W siódmą rocznicę jego śmierci – powstałą dzielnica Jemin Mosze. A powstała – pod koniec XIX wieku. Ładna, ukwiecona, przestrzenna, sporo imponująco wyglądających budynków – takich z przełomu XIX i XX ale i zupełnie współczesnych też. Dzielnica słynie z pensjonatów i domów w których chętnie goszczą i tworzą artyści wszelakich profesji.  Wyszłam z hotelu. Na lewo idę. Kilkadziesiąt kroków i wielka synagoga! Faktycznie wielka i z wyglądu i z nazwy. Na początku XX wieku były już plany dla takiej inwestycji z inicjatywy Naczelnego Rabina Izraela ale została wzniesiona. Ale kilkadziesiąt lat później rodzina Wolfsonów ufundowała ten budynek. W środku wielka sala modlitw, miejsce dla chóru i kantorów, galeria dla kobiet. Jest też osobna synagoga dla Żydów Sefardyjskich. Otwarcie jej miało miejsce w Tu B’Av (takie żydowskie walentynki 😉)

Na prawo „mojego hotelu” – wiatrak. Ale nie byle jaki! To słynny Wiatrak Montefiore. Ok ok… nie jest może tak słynny jak ten w Paryżu – ale mocno do niego podobny! 😊 To już dzielnica Mishkenot Sha’ananim (tę też zbudował Mojżesz Montefiore – ale za życia, dzięki funduszom Judaha Toura). Wiatrak, wybudowany został dla żydowskiej ubogiej ludności, by mieli gdzie mielić ziarno. Teraz jest w nim niewielkie muzeum, właściwie to izba pomięci fundatora oraz Centrum Muzyczne. Nieco dalej – przytułek. Teraz wygląda jak jakieś klimatyczne, artystyczne miejsce. Pierwotnie – dawał schronienie wielu potrzebującym ludziom.

Idę dalej. Park. To Liberty Bell Park – a w nim replika Dzwonu Wolności (tego z Filadelfii). Jest pięknie i zielono, są miejsca do zabawy i do gimnastyki, są miejsca dla zrobienia grilla. A! Jest też niewielki teatr (taki w klimacie starożytnym rzymskim) i jest też smok! Biały, sporych gabarytów, położył łeb na ziemi i odpoczywa – jak i odwiedzający park ludzie 😉 .

Zaraz za parkiem zaczyna się Dzielnica Kolonia Niemiecka. Tam tuż obok Jerozolimskiej Szkoły Sztuk Pięknych – Teat’ron HaKhan. Ma siedzibę w dawnym karawanseraj. A ciut dalej – Stacja kolejowa. Ale nie taka zwyczajna. Otwarta była pod koniec XIX wieku jako stacja na trasie Jaffa – Jerozolima. W 2013 została na nowo otwarta ale jako centrum kultury i rozrywki. I faktycznie mnóstwo tu restauracji, kawiarenek, miejsc gdzie z kulturą i sztuką obcować można. Fajno! To jedno z miejsc na trasie Parku Torów Kolejowych, który przebiega przez kilka dzielnic Jerozolimy (i te żydowskie i te arabskie). Po prostu zamkniętą linię kolejową istniejącą od 1892 roku teraz wykorzystano jako miejsca spotkań, imprez kulturowych, artystycznych wydarzeń itd. itd. Pomysł – uważam doskonały!

Nieopodal Wzgórze Biblijne gdzie stanowisko archeologiczne (tutaj odnaleziono Ketef Hinnon – najstarsze zwoje Tanach. Są archeolodzy i bibliści, którzy uważają że to tutaj była Golgota) i kościół św. Andrzeja (z początku XX wieku i związany z żołnierzami szkockimi, Tak z resztą jest czasem nazywany „Kościół Szkocki”).

Mój spacer trwał ciut dłużej. Ale to opowieść na kolejny post bo poszłam do kolejnej fajnej dzielnicy…

Izrael – Jerycho

„Chcesz wiedzieć, jakiej natury

Muzyka? Jerycha mury

Nie taranem ani działy

Lecz od niej poupadały”.

Często gdy słucham muzyki błąka mi się w myślach ten fragment „Do lutni” Wespazjana Kochowskiego. Jaką muzyka ma moc!

Ale dzisiaj myśl pomknęła dalej bo do Jerycha, które według opisu w Tanach poddało się sile muzyki. Izrael zdobył to miasto siłą muzyki a nie oręża! Tutaj przecież Mojżesz ujrzał pierwszy raz Ziemię Obiecaną prze Ha.szem. To pierwsze Jerycho – być może najstarsze miasto świata – dzisiaj jest stanowiskiem archeologicznym. W trakcie prac odkryto między innymi piękne mozaiki z synagogi datowanej na VI wiek. W pobliżu wznoszone były jednak kolejne „wersje” Jerycha, to z czasów Antoniusza, Kleopatry, Heroda Wielkiego i te późniejsze. Nie należy się temu dziwić – teren obfituje w źródła wody. Najbardziej znane jest chyba źródło Eliasza. To wiąże się z uzdatnieniem i oczyszczeniem z trucizny wody, która uniemożliwiała życie w Jerycho ludziom i zwierzętom.

Dzisiaj uwagę przykuwa, z dala widoczny już klasztor Kuszenia. Przyklejony do skały, wisi jakby trzymany jakąś boską siłą i tylko jej zawdzięcza to lewitowanie nad wąwozem Nahal Prat. Pierwsze pustelnie powstały tu już w IV wieku, kolejne w VI a od XII mieści się tutaj prawosławny monastyr. Warto się wspiąć (lub dojechać jeśli ktoś komfort ceni a gotówką dysponuje), bowiem klasztor skrywa cenny skarb – grotę Jezusa. Według tradycji chrześcijańskiej tutaj właśnie przebywał Jezus, gdy czterdzieści dni pościł na pustyni i gdy był poddany kuszeniu. Jerycho nazywane było miastem tysiąca palm i faktycznie jest ich tutaj sporo. Jednak drzewem przyciągającym turystów jest sykomora. Według tradycji na nią właśnie miał wspiąć się opisany w Nowym Testamencie Zacheusz.

Jeszcze jedno z Jerychem się kojarzy – róża jerychońska. Przedziwna ta roślina jest w stanie długo „udawać” uschniętą by nagle roztoczyć swój urok gdy choć kropę życiodajnej wody otrzyma…

Muzyka i kwiaty – choćby i jerychońskie… rozmarzyłam się… a może tylko zamyśliłam… 😉

Izrael – Kefar Kanna

Jest taki jeden cud opisany na kartach Nowego Testamentu, który znają wszyscy, nie ważne – wierzący czy nie, albo wierzący inaczej. 🙂 Na przestrzeni wieków wiele miejscowości Izraela pretendowało do szczytnego miana miejscowości pierwszego cudu Jezusa. Od XVII wieku uznaje się, że biblijna Kana Galilejska to współczesne Kefar Kanna. Miejsce najsłynniejszego wesela wszechczasów upamiętniają dwie świątynie – katolicka i prawosławna. W obydwu dominantą wystroju są stągwie kamienne upamiętniające wydarzenia – to z wodą i winem. Katolicka świątynia pod wezwaniem Pierwszego Cudu Jezusa jest pod opieką franciszkanów. Świątynia wzniesiona został w XIX wieku ale na miejscu kościoła istniejącego tu od wieku VI (w podziemiach fragmenty zobaczyć można). Oczywiście zarówno zakonnicy franciszkańscy jak i mnisi prawosławni przekonują, że są w posiadaniu tych właśnie stągwi, w których woda za sprawą cudu zamieniona została w wino.

W opisanej na kartach Nowego Testamentu Kanie dokonał się jeszcze jeden cud – uzdrowienia syna urzędnika królewskiego. Tutaj też narodził się św. Bartłomiej Apostoł. Niezmiennie jednak Kanna – winem słynie! W większości sklepów z pamiątkami sprzedawane jest wino. Oczywiście takie samo jak za czasów Jezusa. 😉 Próbowałam – delikatnie mówiąc, nic porywającego. To chyba jakieś inne szczepy w winnicach okolicznych, bo według opisu biblijnego – trunek miał być przedni!

Zasadniczo przez wieki miasto było raczej zamieszkiwane przez społeczność chrześcijańską ale grupa Żydów też tu mieszkała i rozwijała się. Do Kefar Kanna warto przyjechać też w określone jorcait, bo są tu pochowani słynni rabini Abba ben Joseph bar Ḥama i Rav Huna, a ciut dalej rabin Szymon ben Gamliela II. Prace archeologiczne pozwoliły odkryć też trochę śladów mozaikowych z istniejących tu przed wiekami synagog.

Izrael – Koziba

Jedzie się i jedzie niemal środkiem bezdroży pustynnych. Dookoła piach i skały jak malowanie – ostatecznie to pustynia Judzka. I gdy człowiek już się przyzwyczai do monotonii krajobrazu – wyrasta za zakrętem monastyr. Ten akurat to Koziba, a żeby po polsku zabrzmiało – monastyr św. Jerzego Koziby. Nad urwiskiem Nahal Prat w piątym wieku wzniosło go (początkowo jako oratorium) pięciu mnichów i tak sobie do dzisiaj trwa, choć zdarzało się, że trzeba było ściany podnosić z ruiny… Ta ostatnia odbudowa miała miejsce na przełomie XIX i XX wieku. I w sumie jak na takie „podnoszenie” to zupełnie nie mało zachowało się fragmentów z zamierzchłej historii. A to jakaś mozaika z VI wieku, a to relikwie z VII. Sarkofag Koziby i jego szczątki – oczywiście też są.

Ale miejsce to znane jest też z Tanach. Adummim z Księgi Jozuego albo Perath z Księgi Jeremiasza – to prawdopodobnie to miejsce. A może to też miejsce z może ulubionego Psalmu 23?

Ale do monastyru wracając. Lubię takie miejsca. Ale te, które mnisi lub mniszki wznosili w najdziwniejszych i najbardziej niedostępnych zakamarkach. Takie przyklejone do zboczy, zawieszone na czubku wzgórza, gdzie dostać się – oznacza karkołomną (momentami dość dosłownie) wspinaczkę. Tam jest tak jakoś inaczej. I to nie to, że pachnie cudownie kadzidło, że ściany osmolone od kaganków i świec, że zwykle żywi żyją po sąsiedzku z tymi, po których już tylko kości zostały… to nie to… W takich miejscach jakoś czas chyba inaczej płynie… i to nie to, że wolniej… on płynie ciszej…

Izrael – Masada

„Masada już nigdy nie padnie”. Taką przysięgę składają w tym właśnie miejscu żołnierze Izraelscy. Jest w tym coś niesamowicie emocjonalnego, podniosłego, budującego…

Herod miał spore zakręcenie na punkcie zagrożenia swojego własnego życia i zdrowia. Zważywszy na jego stosunek do świata i ludzi – obawy były uzasadnione… Zapewne niejedna osoba chętnie by mu… Ale, zakręcenia mogą czasem do dzieł wielkich się przyczynić (przypadkiem najczęściej). Masada wygląd swój i sławę zyskała właśnie dzięki decyzji Heroda, który nakazał rozbudować i unowocześnić pałac i twierdzę która stała się w konsekwencji nie do zdobycia. Miała mu zapewnić ochronę cennego zdrowia i życie… Nigdy z niej po „remoncie” nie skorzystał, ale twierdza wyszła imponująco! Swoją drogą przydała się w czasie Powstania Żydowskiego, stając się twierdzą dla Zelotów, a jej obrona do dziś jest symbolem heroicznej walki do krwi ostatniej. Nadal wdać ślady obozu wojsk rzymskich, które długo trudziły się by Masadę zdobyć. Ni bronią, ni głodem jej nie wzięli… Dopiero po usypaniu rampy udało im się to. W twierdzy znaleźli stos ciał. Obrońcy pod wodzą Ben-Jair’a widząc, że już nie mają żadnych szans, woleli zginąć niż zhańbić się poddaniem…

Na szczyt można dotrzeć Wężową Ścieżką (survival!) lub wyjechać kolejką linową (rekomenduję!). Generalnie lubię upały ale Masada to prawdziwa patelnie! Widoki jednak mimo żaru lejącego się z nieba wyborne. Tutaj naprawdę nie można było podejść niezauważonym. Ale wystarczy wejść w jakieś zakamarki by poczuć miły powiew chłodnego wiatru. Taka „naturalna” ale wymuszona zmyślną architekturą – klimatyzacja. Błądząc po ruinach, myślałam o Herodzie. Pomysłowość muszę mu przyznać. W twierdzy przechowywany był zawsze roczny zapas oliwy i zboża. Łaźnie i baseny dawały ochłodę, a olbrzymia cysterna – wodę zapewniała. Jak bardzo się to wszystko przydało w trakcie Powstania Żydowskiego… Twierdza, której nie można zdobyć… Twierdza, która nieprzerwanie trwa od wieków… „Masada już nigdy nie padnie”…

Izrael – Megiddo

Stanowisko archeologiczne w Megiddo, niemal w samym sercu Parku Narodowego w Dolinie Galilei. Już w epoce brązu było tu otoczone murami miasto z kanalizacją, świątyniami, pałacami. Na egipskich tekstach złorzeczących nazwa miasta się pojawiła – i chyba były skuteczne bo badania archeologiczne wskazują na upadek miasta w XIX w pne. Ale dwa wieki później – na nowo rozkwita. W 1478 roku p.n.e, znowu Megiddo ma problem z Egiptem… Tym razem skończyło się na bitwie i…. ponownym zniszczeniu miasta. O Megiddo można przeczytać też na karatach Tanach – i to wielokrotnie, ale dopiero za panowania Dawida weszło w skład obszaru Królestwa Izraela.

Zachował się tutaj cały system zaopatrywania w wodę z IX pne. To chyba największa atrakcja miejsca. Tunelem 30 metrowym schodzi się daleko w głąb pod ziemię. Teraz woda tu nie płynie ale idea była fantastyczna. Można było czerpać wodę nie wychodząc z miasta – co niekiedy przecież bywało niebezpiecznym.

W Megiddo byłam wiele lat temu. To był obóz naukowy. Odwiedzaliśmy wiele stanowisk archeologicznych w Izraelu. Ale Megiddo – zapamiętałam. Wiał przyjemny wiatr… i szumiało listkami pnącza pieprzowe… Skąd się wzięło – nie wiem ale pierwszy raz widziałam wtedy jak rośnie sobie – pieprz!

Izrael – Morze Martwe

Nie umiem pływać. Od takiego wyznania wypada zacząć. 🙂 I nawet nie to, że nie próbowałam – po prostu nie umiem i basta! Są jednak podobno miejsca na świecie gdzie nie da się utonąć. Na przykład Morze Martwe. Zasolenie tego bezodpływowego akwenu jest tak duże, że człowiek utrzymuje się na powierzchni bez najmniejszego zaangażowania ze swojej strony. Przy okazji nic w wodzie nie zaatakuje i nie nadgryzie bo życia organicznego w tak słonej wodzie też właściwie brak. Byłam, sprawdziłam, dokonałam zanurzenia i… szłam na dno jak malowanie!!! 🙂

To nie znaczy, że samo morze i to co wokół niego nie kusi pięknem i nie nęci by odwiedzić! Sam brzeg morski pełen kryształków solnych układających się w dziwaczne zacieki, tu i ówdzie asfalt leży (ale nie wylany przez człowieka w formie drogi, tylko wypluty przez fale morskie prosto z głębin). Wokół skały, skały i skały – pustynia Judzka. Szarobrunatne kamienie, głębokie kaniony. W sumie dwie osoby mogą stać na dwu wzniesieniach i porozmawiać ze sobą a nie móc do siebie podejść… W przeciwieństwie do morza – na pustyni jest życie. To jakiś ptaszek przycupnie, to jakieś kopytne przyjdą stadnie by się przywitać, nawet przekąsić coś można bo manna rośnie. 🙂 No i zachody słońca! Słoneczny klejnot czerwienią, żółcią i złotem oblewa i pustynię i taflę morza widoczną gdzieś na dole zanim nie chlupnie do wody na horyzoncie…

Izrael – Nabi Musa

Czy można pogodzić wodę z ogniem? Tak. Nabi Musa żywym przykładem (choć w tym przypadku powiedzieć żywym to spora przesada… 🙂 ). Na trasie muzułmańskich pielgrzymek do Mekki ale i równocześnie na trasie chrześcijańskich pielgrzymek do Jerozolimy jest miejsce gdzie zatrzymują się pątnicy jednych i drugich. Pielgrzymują tu też pobożni Żydzi. W Nabi Musa nawiedzić można bowiem cenotaf Mojżesza. Tradycja oddawania czci w tym miejscu jednej z najważniejszych postaci w Tanach, żywa była od wieków zwłaszcza w kręgach muzułmańskich. Meczet wzniesiony został na polecenie Saladyna, który miał mieć sen, iż tutaj właśnie pochowany jest święty prorok. Z tych zabudowań nic nie zostało. W XIII wieku do rozbudowy przyczynił się Al. – Dhaher Bayber. Niewielkie fragmenty zabudowań z tamtego okresu przetrwały do dziś. Przetrwała też inskrypcja, która głosi iż „Maqam ten, grób proroka, który rozmawiał z Bogiem, Mojżesza, został wykonany na rozkaz jego wysokości sułtana Dhaher Abu El -Fateh Baybers, w roku 668 Hijri”. W XV wieku dobudowano szereg udogodnień dla pielgrzymów. Właściwie całość przyjęła trochę funkcję karawanseraj. W XIX wieku podniesiono ją z ruin. Może dlatego, że odbywały się tutaj właśnie od XIX wieku, huczne obchody i świętowanie muzułmanów pielgrzymujących do grobu Mojżesza z Jerozolimy.

Beduini wierzą, że skała na której wzniesiony jest meczet ma magiczną moc, zaś kobiety pragnące doczekać się potomstwa przychodzą do cenotafu prosić o łaskę macierzyństwa albo o szczęśliwe małżeństwo (czasem – choć niekoniecznie – o jedno i drugie 🙂 ). Całość malownicza, pustynna… i nawet przenocować tu można, pod warunkiem, że ktoś preferuje eschatologiczny pejzaż – wokół bowiem setki grobów, osób które ceniły sobie za życia, by po śmierci znaleźć miejsce spoczynku nieopodal Mojżesza…

Izrael – Nazaret

Galilejski Nazaret. To jedno z najbardziej chrześcijańskich miast Izraela. Tu nawet niedzielę się święci! Do Nazaretu przyjechałam kiedyś prosto z bardzo tłocznych i głośnych miejsc tego świata – i wówczas odniosłam wrażenie, że jest to spokojne miasto, wręcz leniwe. Jednak naprawdę, Nazaret to jedno z większych i bardziej chaotycznych oraz gwarnych miast Izraela. Zabytków tu w sumie niewiele, zwłaszcza tych z pierwszych wieków. Kilka miejsc, tradycją przypisywanych do tych opisanych w Nowym Testamencie warto jednak odwiedzić. Bazylika zwiastowania jest jednym z nich. Świątynia XX wieczna (z wpisanymi w bryłę architektoniczną fragmentami np. XII wiecznymi), dwupoziomowa. Przez przeszklenia zobaczyć można wcześniejsze zabudowania a nawet samą grotę (reszta z tej groty teraz we włoskim Loreto – ale to inna opowieść…) obok której, miał znajdować się między innymi warsztat ciesielski Józefa. W pobliżu jeszcze kilka kościołów. Jedne pod opieką katolickich franciszkanów, inne pod opieką obrządków lub kościołów wschodnich i jak to w Izraelu bywa każdy uważa i przekonuje, że to właśnie w tym miejscu odgrywały się nowotestamentalne wydarzenia.

A wokół miasta, cudowne połacie uprawne hibiskusa!

« Older posts Newer posts »

© 2026 Lucyna Maria Rotter

Theme by Anders NorenUp ↑