Kategoria: Subiektywnie podglądane kultury świata (Page 17 of 31)

Italia – Rzym, siedem wzgórz

Siedem wzgórz Rzymu: Awentyn, Kwirynał, Palatyn, Kapitol, Eskwilin, Celius, Wiminał. Część z nich popularna i „kojarząca się”; nazwy części z nich niewielu osobom coś mówią. Awentyn był kiedyś dzielnicą plebejuszy. To dzisiaj jedno z bardziej ukwieconych i urokliwych miejsc Wiecznego Miasta. Pełno tu kwitnących róż, wijących się bluszczy, szemrzących strumieni i oczek wodnych, a i palmy dumnie prężą swe pióropusze, i cytrusy uginają się pod ciężarem owoców… Z antycznych śladów zachował się tu np. ruiny term Karakali i Decjusza. I niewielkie fragmenty polichromii, ale i takie pokazują olbrzymi kunszt twórców. Zupełnie miły park Colle oppio jest na Eskwilinie. Przy czym to bardziej arboretum. Na Kapitolu zerka na Forum Romanum ukryta trochę wilczyca kapitolińska, a Marek Aureliusz dumnie od wieków pozdrawia wyciągniętą dłonią lud Rzymu.

Dzisiaj wzgórza Rzymu wchłonął – sam Rzym. Podobnie jak i inne resztki antyku, rozsiane po całym mieście. Żeby wspomnieć tylko Panteon – świątynia na Polu Marsowym poświęcona wszystkim bogom. Kiedyś ociekająca złotem, dzisiaj… już nie… 😉 Przerobiona na kościół katolicki nie zatraciła swej pierwotnej formy. Nadal w podziw wprawia kopuła z olbrzymim otworem u szczytu, który działa trochę jak reflektor punktowy w teatrze, oświetlając zakamarki świątyni promieniem słońca. Podobnie przerobione na kościół zostały termy Dioklecjana. Antyk spogląda na nas zza węgła niemal na każdym kroku. I bardzo chce byśmy go zauważyli doceniając. Bo i Brama srebrników przy Forum Boarium, i tuż obok łuk Janusa (patrona wszelkich początków), i resztki akweduktów, i fragmenty mostu na Zatybrze. Nie wolno zapomnieć o „słynnej twarzy” – Bocca do verita! Być może to pokrywa na zbiornik wodny, a może część fontanny? Z czasem zaczęła pełnić funkcję wykrywacza kłamstw. Kłamcy odgryza dłoń! Nie kłamię nigdy – ale asekuracyjnie wsunęłam jedynie palec… 😉

Italia – Wenecja

Najbardziej romantyczne miasto świata??? Wiele osób bez wahania odpowie – Wenecja. Hmmm… Nie! Mimo wielkie fascynacji i upodobania dla Italii – nie! Może po prostu nie czuć tam romantyzmem… To znaczy generalnie – czuć (!) ale nie romantyzm – woda w kanałach jednak robi robotę… 🙂 Trochę tu klaustrofobicznie. Wąskie uliczki i tylko skrawek nieba gdzieś wysoko. Ale… Piazza San Marco to istne cudo. Nie na darmo nazywany jest najpiękniejszym salonem Europy. Raz zdarzyło mi się być w Wenecji w czasie przypływu. Była gwieździsta ciepła noc, a cały plac św. Marka wypełniała morska woda. Po kostki w wodzie brodziłam w odbijających się w tafli gwiazdach… No… wtedy było pięknie…

Wenecja słynie z posiadania (od IX wieku) relikwii św. Marka apostoła, które są przechowywane w bazylice. Dodajmy jeszcze Canale Grande. Przepłyniecie gondolą w anturażu pałaców weneckich robi wrażenie. Gdy jeszcze świadomość człowieka dopadnie, że sztuka dla wenecjan świadczyła o potędze, i że mecenat dożów, i że to „stolica opery” (za taką uchodziła w XVII w.) i że G. Verdi, i że A. Vivialdi. No i słynny most westchnień. Wielu osobom wpisuje się w romantic, a te westchnienia to były skazańców prowadzonych do więzienia – gdy patrzyli ostatni raz na morze. 🙂

Gdyby ktoś chciał pozwiedzać bardziej niekonwencjonalnym szlakiem Wenecje to na przykład może się wybrać trasą – od synagogi do synagogi 🙂 Na przykład XV wieczna synagoga Canton z pięknymi dekoracja nawiązującymi do tekstów Tory. Jest na terenie „Nowego Getta” (tak tak w okresie Republiki Weneckiej było getto…). Jest też tam synagoga Włoska. Tam głównie uczęszczali tam głównie członkowie „Bené Roma”. Dla równowago mentalnej 😉 jest też synagoga Hiszpańska – dla sefardyjczyków i jest też synagoga Niemiecka i synagoga lewantyńska. Właściwie większość można zwiedzić a i sama dzielnica taka trochę jak krakowski Kazimierz.

Niesamowicie (konstrukcyjnie) budowane tu były domy, kościoły, pałace etc. Na wbitych, umocnionych niemal wyłącznie siłami natury palach, wnoszone ściany, okładane niehigroskopijnymi kamieniami. Genialne! Niesamowici są ci Włosi. Gdy się zakręcą na jakim punkcie, to nawet Wenecję na bagnach wybudują. 🙂 No i słynny wenecki karnawał z przepięknymi barwnymi, błyszczącymi maskami. Można się za taka ukryć i rzucić się w wir zabawy nie tracąc twarzy bo ją maska przytrzymuje. 😉

Izrael – Akko

Portowe miasto Akko. Hmmm… Czasami musi się skończyć coś co trwało nawet wiele lat, by mogło się rozpocząć coś innego – często znacznie piękniejszego… Jakoś taka konkluzja mi się nasuwa, gdy myślę o tym zakątku świata. Bo i Akko miała wzloty i upadki, i na pozornych gruzach jednego, powstawało nowe piękno… Portowy charakter miała natomiast nieprzerwanie od starożytności. I to jedyna niezmienna rzecz. Pojawiali się tu i Fenicjanie, i Asyryjczycy, i Babilończycy… I wpływy greckie, i rzymskie, i kalifatów… W czasach Królestwa Jerozolimskiego – jak już miasto zdobyli bodaj w 1104 – to ważnym portem królestwa się stała. W kolejnych wiekach konsekwentnie jedyną stałą, były cykliczne zmiany losów, panowań i wpływów.

Obecnie Akko jest nowoczesnym miastem, w którym tkwią jak diamenty w piasku – ślady przeszłości. Takim klejnotem jest na pewno całe stare miasto a szczególnie chyba fortyfikacje i mury. Robią wrażenie. Trzy linie murów, szereg dodatkowych umocnień… No jest moc! Dla mnie – najciekawsze zakątki: Hammam al-Basza – łaźnia turecka, w której obecnie ablucją się poddać nie można (a szkoda bo ładne miejsce i klimatyczne mocno 😉) bo przerobiona na muzeum, ale sama ekspozycja świetnie pomyślana; karawanseraj – zajazd dla bydląt i ich właścicieli, w którym miły chłodek i cień i odpoczynek można było znaleźć . W sumie bezpiecznie było się tu zatrzymać całej karawanie.

Ale mury miejskie – solidne jak nic! Nawet przetrwały najazd wojsk napoleońskich! Ale tak naprawdę to puzzle nie mury jednorodne 😊 Bo fragmenty tych z czasów krzyżowców, potem Dahel al-Umar dobudował co nieco. Ale najbardziej solidne i kompleksowe powstały na mocy współpracy arabsko – żydowskiej. To znaczy Jazzar Pasza i jego doradca Haim Farhi – zrobili robotę! Duuużą robotę!!! A skoro przy obronności jesteśmy. Jazzar Pasza zbudował też cytadelę na miejscu dawnej warowni krzyżowców. Przy czym z zabudowań joannitów, też trochę zostało do dzisiaj – na przykład refektarz. Zwiedzać można całość. I to nie tylko same mury bo też cytadela i podziemny system korytarzy i sali i więzienia wykorzystywane jeszcze zupełnie niedawno w sposób praktyczny.

Właściwie wszyscy, którzy tu przybywali (niezależnie czy w celach pokojowych, czy niekoniecznie) pozostawili w mieście jakieś ślady, ale przechodzień bardziej musi je wyszukiwać z przestrzeni miejskiej. Są bardzo dobrze oznaczone trasy ale i tak fajnie się „błądzi” po sukku i zabytkowym mieście w poszukiwaniach kolejnych punktów do zwiedzenia. Jednym z bardziej znanych miejsc handlowych w mieście jest Suq Al-Abiad – Biały Rynek. Faktycznie jest biały. Zbudowano go w XVIII wieku i nieprzerwanie służy do handlu. Tuż obok – Targ Turecki. Ale ten jakoś w połowie wieku XX przestał pełnić funkcję praktyczną.

A jak już się człowiek solidnie zmęczy zwiedzaniem – to można sobie zaordynować super pyszny obiad w pewnej restauracji, która ma nie tylko pyszne rybki w menu ale i widok na ruiny portu z czasów krzyżowców. I tak się je te rybki, patrzy na ruiny… a na nich przysiadają jakieś czaple chyba i też jedzą rybki i patrzą na to co mamy na talerzu… 🙂 Sprawdzają pewnie kto pyszniejszą złowił ;). Chłodu i kontaktu z zieloną natura można za to poszukać w Ogrodach Bahai. Nie są tak słynne jak te w pobliskiej Hajfie. Ale równie piękne! I mają jedną przewagę. Tutaj po schodach nie trzeba łazić bo to horyzontalna koncepcja 🙂 A skoro przy bahaistach jesteśmy – Akko jest bardzo multireligijnym miastem. Ale to zostawię na kolejne „Subiektywne podglądanie”.

Ach! Co ważne – Akko to jedno z nielicznych miast izraelskich dwukrotnie pojawiające się na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Może warto sprawdzić dlaczego…

Izrael – Al-Ajzarijja

Al-Ajzarijja lepiej znane jest ze „starej” nazwy – Betanią. Mieszkało tam jedno ze słynniejszych rodzeństw świata: Marta, Maria i Łazarz. No i tutaj wydarzył się jeden z cudów wskrzeszenia – mowa o wspomnianym Łazarzu właśnie. To powód, że do Betanii przybywali pielgrzymi chrześcijańscy od najdawniejszych czasów. Dość wcześnie też wzniesiono tu dwie świątynie: nad grobem Łazarza i nad domem jego sióstr. Miejscem tym opiekowała się zakon Grobu Świętego potem benedyktyni, ale później Lazarium (kościół Łazarza) przekształcony został w meczet. I od tego momentu wejście do krypty grobowej przestało być dla chrześcijan możliwe. Aż do momentu wykucia w XVII wieku „tylnego” wejścia do samego grobu i wykupienia od muzułmanów prawa do odwiedzin samej krypty takim przemyślnym sposobem.

A dzisiaj miasto robi wrażenie dość szare i monotonne. Podstawową „atrakcją turystyczną” jest oczywiście wejście (i co ważne wyjście też) do grobu, w którym według tradycji miało być złożone ciało Łazarza nim na powrót do życia został przywołany.

Izrael – Al-Kubajba

Tak naprawdę nie ma pewności gdzie było to biblijne Emaus. Czasem uważa się, że Jezus spotkał się z uczniami w Emaus Nikopolis (najbardziej prawdopodobna hipoteza). Inni uważają, że w Abu Ghausz, a jeszcze inni twierdzą, że to Al-Kubajba (tej niedaleko Jerozolimy). To ostatnie z miejsc jest często odwiedzane przez pielgrzymów od XIII wieku. W XIV wieku wzniesiono tutaj bazylikę św. Kleofasa. Podobno ma się wznosić nad fundamentami jego domu. Ta obecna wybudowana została jednak dopiero w 1902 roku na ruinach wcześniejszej.

Tak naprawdę Al-Kubajba założyli krzyżowcy w XII wieku a od XIII zaczęto utożsamiać miejscowość z Emaus. Ale w sumie nie wiadomo gdzie to Emaus było więc można celebrować miejsce i tu. Pewnie było przecież gdzieś na tej trasie. W wiosce zachował się fragment drogi z czasów rzymskich. I on chyba jest bardziej wiarygodnym świadkiem…

Izrael – Arbel

Arbel – niewielka, czy ja wiem jak nazwać… wioska? Gospodarstwo rolne? Moszaw czyli taka spółdzielnia rolnicza intensywnie produkująca płody rolne. A nieopodal góra Arbel i Park Narodowy Arbel. Arbel moszaw – jest nad Jeziorem Tyberiadzkim, choć powiedzieć „nad” to spora metafora, bo jezioro fakt – widać w oddali… Założony został w latach 50 XX wieku przez zdemobilizowanych żołnierzy. Może dlatego widok uzbrojonych jest tam normą – ot przyzwyczajenie a czasem potrzeba… Ślady historii w tej wiosce, od ok. II w.p.n.e. Flawiusz o Arbel wspomina, w kontekście walk zwolenników Antygona, ze zwolennikami Heroda bodaj. Podobno w okolicy (sama już nie wiem, którego Arbel – ale, są obok siebie) był grób kilku synów Jakuba oraz matki Mojżesza. W samej wiosce najciekawsze miejsce to ruiny synagogi z IV wieku. A na zboczu góry „podziemna” w sumie twierdza bo to system grot i korytarzy.

Nocowałam w Arbel chyba przez jakieś dwa dni. Tak wypoczynkowo trochę przed dalszymi działaniami w terenie. I w sumie czas spędzałam głównie na snuciu się po rezerwacie przyrody a dokładniej klifie, urwisku czy jak tam zwał… W każdym razie i o wschodzie, i w ciągu dnia, i wieczorem (w nocy nie ryzykowałam 😉 ) widok na Dolinę Jordanu, jezioro Galilejskie i wzgórza Golan (chyba też widać o ile pamiętam) – był cudny! I właściwie chyba tyle wspomnień z tego zakątka świata… Takie leniwe, słoneczne, ciepłe i brązowo skalno szare wspomnienie…

Izrael – Asaf Siboni punkt widokowy

Niemal dokładnie dwa lata po 7 października 2023, pojechałam zobaczyć punkt widokowy Asaf Siboni niedaleko kibucu Nir Am. Widać stamtąd Morze Śródziemne i elektrownię w Aszkelon. Tuż obok jest zbiornik wodny Nir Am i mnoooogość ptaków tak przylatujących. Pięknie! Na samym punkcie widokowym instalacja, składająca się z 20 dzwonów wietrznych, na których wiatr naprawdę wygrywa melodię. To symbol 20 lat życia Asafa Siboni, żołnierzowi, który zginął w katastrofie śmigłowców w 1997 roku.  Dwa lata temu dokładnie w Simcha Tora na tym punkcie widokowym widać byłoby jakieś 5 tys. rakiet wystrzelonych przez Hamas w kierunku Izraela i grupy kilku tysięcy bojowników atakujących pobliskie kibuce i dokonujących w nich masakry na ludności cywilnej, dzieciach, kobietach, osobach starszych, mężczyznach…

Pojechałam do miejsca gdzie odbywał się festiwal muzyczny Nova. Hamas zamordował tam kilkaset młodych ludzi, którzy przyjechali na koncert. Dokoła rośnie tam teraz las pamięci – nowo zasadzone drzewa. Przy każdym – zdjęcie jednej zamordowanej osoby. To jest niesamowite i przerażające doświadczenie, gdy staje się twarzą w twarz z zamordowanymi i widzi, że tych zdjęć jest cały las… Nieopodal zmasakrowane kibuce Re’im i Be’eri. To tam wywlekano z domów dzieci, kobiety; młodych i starych i wleczono po polu w stronę lochów w Gazie. Domy nadal zniszczone zbyt mocno by do nich wrócić… a widok tego pola… Ech… Jakieś dwadzieścia minut samochodem dalej cmentarz aut i motocykli. Pojazdy podziurawione ostrzałem i wybuchami, czasem ze zdjęciami właścicieli, którzy w nich zginęli.

Pojechałam do kolejnych kibuców wtedy zaatakowanych. Między innymi do Kibucu Jad Mordechaj, który został nazwany na cześć Mordechaja Anielewicza, przywódcy powstania w getcie warszawskim. Jest tam pomnik który upamiętnia nie tylko samego Anielewicza, ale i tych którzy zginęli broniąc kibucu podczas wojny o niepodległość Izraela w 1948 roku (zniszczona wieża ciśnień w trakcie tych walk jest autentyczna i stanowi element monumentu). Teraz – świece się palą nadal w bunkrach, w których uciekający cywile nie znaleźli schronienia, ale życie do kibuców powróciło. W domach ktoś coś gotuje, w ogródkach świeżo zasadzone rośliny, jakieś spotkanie robocze w świetlicy… Powoli w cieniu zasadzonego „lasu pamięci” wraca normalne życie..

Izrael – Aszkelon

Aszkelon w pięknych okolicznościach przyrody leży, nad samym morzem Śródziemnym – a plaże są tam uuuuuuurocze! Mariny gdzie setki masztów jachtów i łodzi sterczą niby zapałki w pudełku i przy okazji chybocąc się grają charakterystycznym postukiwaniem, jak orkiestra przygrywająca gościom do kolacji. Bo wokół mnogość restauracji, kawiarni, cocktail barów. A jakie pyyyyyyszne jedzonko!!! Skutecznie zapomina się o pomyśle odchudzania 😉A jak się po kolacji, w świetle zachodzącego czerwienią i oranżami słońcem spaceruje brzegiem morza – co rusz kusza stoliki z krzesłami zwróconymi tak że ów spektakl zachodu można oglądać, albo wygodne leżaki zdobione mozaikowo. A jak się już naspacerujemy – to na koncert lub festiwal się można załapać a jest ich organizowanych mrowie. Miejsce na idealny relaks!
Wcale się nie dziwię że już sporo lat przed naszą erą wpadli na to że to fajna miejscówka 😊 Około XXX w pne mieszkało tutaj kilkanaście tysięcy ludzi a bezpieczeństwa ich strzegły mury obronne ! Z epoki brązu zachowała się, najstarsza chyba na świecie, brama łukowa. To znaczy zachowały się resztki – ale zawsze. W archiwach egipskich jest też ślad. Faraon w jednym z listów chyba wspomina o władczyni Aszkelonu – Yidyi. Miasto odegrało rolę też w Powstaniu Machabeuszy, podobno tutaj urodził Herod Wielki. W 640 miasto podbili Arabowie, a potem Arabów przegonili Krzyżowcy (samego miasta jednak nie podbijając), a potem Brytyjczycy przejęli miasto, teraz Aszkelon jest Izraelskim miastem – ot historia…
A co pozwiedzać? Stare miasto i wszelkie archeologiczne muzea, stanowiska, odkryte zabytki… W Parku Narodowym Aszkelon, nie tylko plaże, wydmy ale i starożytne zabudowania. Jest łaźnia z IV – VI wieku, są synagogi i kościoły z czasów Bizancjum, jest meczet z XI wieku do którego i szyici i sunnici przyjeżdżali. Są też muzea. W jednym z nich można replikę kananejskiego złotego cielca zobaczyć, a w tych plenerowych – na przykład tłocznie oliwy, sarkofagi bogato zdobione…
I tak sobie łaziłam, łaziłam po Aszkelonie, uroki jego doświadczając… I w którymś momencie park. Sporo drzewek niewielkich. Każde otoczone kręgiem kamieni i jakieś kwiatki. Myślę szkółka, nowy park założony… Podeszłam bliżej. Przy każdym z drzewku, w każdym kręgu zdjęcie. To ci którzy zostali zamordowani we własnych domach w ataku 7 października 2023 roku… Tych drzewek było bardzo bardzo wiele… A przecież to zdjęcia tylko mieszkańców Aszkelon i okolicznych kibuców… Takie ślady też w mieście są. Na szczęście BH wszyscy porwani (żywi i martwi) już są na powrót w domu… To niesamowite, że w tym czasie akurat, tak się zdarzyło, byłam w Izraelu..

Izrael – Beit She’an

Mmmm… Pojechać do jakiegoś pięknego miejsca… Gdzie historyczny i kulturowy klimat – to jasne. Ale też gdzie miło można się zrelaksować… jakiś masaż, jakieś SPA, jakaś muzyka sącząca się w tle, jakiś tam jeszcze komponenty żywieniowe a i nawadniające organizm… Starożytne Beit She’an spełniało te warunki! Leciwe miejsce – jak większość w Izraelu… Pewnie już w czasach brązu tu się działa historia. Przynajmniej tak archeolodzy uważają – a oni się znają! W czasach rzymskich rozkwitło baaardzo mocno. Beit She’an stało się jednym z najważniejszych miast Dekapolu! Cóż tu się nie działo… Teatr – to jasne (obecnie jeden z najlepiej zachowanych z terenu starożytnej Samarii). Ale też amfiteatr, hipodrom, akwedukt, bazylika (ta wersja starożytna – taki trochę „supermarket”), nimfeum, mnóstwo świątyń (Zeusa i Dionizosa, a potem też chrześcijańskie – nawet klasztor z VI wieku. Jest też synagoga ze słynna mozaiką menory i napisem szalom) i inne takie.

No i to co mnie najbardziej wzruszyło – wypasione łaźnie. W jednej był basen wyłożony marmurem, a w drugiej łaźni było ich osiem! I to część na wolnym powietrzu. Były fontanny na ścianach, żeby woda przyjemnie szeptała kołysankę i koiła zszarpane nerwy. Wszędzie mnóstwo rzeźb i dekoracji adekwatnych do miejsca. Pomieszczenia dla zażywania masażu. Całość podgrzewana podłogowo 😉 (hypocaustum). Mmmmm….

W sumie miasto zawsze pełniło istotną rolę. I za czasów Bizancjum, i w okresie krzyżowców i Mameluków i osmańskim… Takie miasto z założenia interesujące… Beit She’an w Tanach mniej uroczo się kojarzy. Na ścianach miasta miały zawisnąć ciała króla Saula i jego synów… To ja wolę te relaksacyjne skojarzenia…

Izrael – Betlejem

Betlejem – „Dom chleba” (albo „świątynia Lachmu” albo „dom wojny” albo nawet „Dom mięsa” – różnie się tłumaczy nazwę miasta) było ważnym miejscem pielgrzymkowym dla chrześcijan od zawsze. Pierwsza bazylika Narodzenia została tu wzniesiona już w IV wieku! Potem kilkaset lat był drobny problem z pielgrzymowaniem ale w XI wieku koło historii zatoczyło się i krzyżowcy przejęli opiekę nad miejscem Narodzenia. Role kilka razy jeszcze się odwracały – ostatecznie dzisiaj opiekę nad bazyliką skrywającą w swym wnętrzu Grotę Narodzenia, sprawują wespół – katolicy i prawosławni. Najważniejszym miejscem w Betlejem jest oczywiście Bazylika Narodzenia Pańskiego. To chyba najstarszy, nieprzerwanie działający i omodlony kościół. To właściwie kompleks kilku kościołów i zabudowań, kilku kościołów i obrządków chrześcijańskich – taka mozaika. Bazylika przechodziła różne koleje, czasem wręcz w cudowny sposób unikając zburzenia (raz uratował ją wizerunek wschodnio odzianych trzech króli – ale to inna historia). Jak to zwykle w „Ziemi Świętej” była obiektem sporów i kłótni pomiędzy kościołami, obrządkami, zakonami, możnymi tego świata itd. itp. … Najważniejszym miejscem świątyni jest sama Grota. Niewielkie pomieszczenie bez okien, i dostępu światła słonecznego. Miejsce Narodzenia od 1717 roku ozdabia gwiazda. Wokół trochę lekko zniszczonych dekoracji. Grotę oświetla pięćdziesiąt trzy lampy oliwne. Ściśle i precyzyjnie podzielone – te są katolickie, te prawosławne, te ormiańskie… Miejsce do medytacji – wyborne w sumie. Tylko myśl jak nieznośna mucha gdzieś brzęczy: Gdy brakuje boskiego promienia światła – nawet w takim miejscu ludzkość kłóci się o ilość oliwnych lamp…

Inne miejsce na trasach pielgrzymek chrześcijan to Grota Mleczna. Według niej, gdy Maria karmiła Nowonarodzonego, kilka kropel pokarmu spadło na skałę barwiąc całe wnętrze groty na biało. Biała sproszkowana skała ma podobno moc uzdrawiani. To oczywiście kwestia wiary a nie skały – lecz faktem jest udokumentowana seria uzdrowień, zwłaszcza dzieci.

I jeszcze pole pasterzy. Grot wokół Betlejem wiele. W jednej z nich zapewne „przebywali w polu pasterze”. Dzisiaj w kilku miejscach ustawiono stosowne sztafaże typu baranki, owieczki itp. – tak dla klimatu. Dla mnie jednak zupełni inny widok okazał się piękny. Stary pasterz, zupełnie nie zauważając turystów i pielgrzymów, spokojnie przeganiał swoje stadko owiec i kóz. Te ostatnie hasały, podrygiwały, a co bardziej przedsiębiorcze wskakiwały (jedna po drugiej) na drzewa by obgryźć co smaczniejsze listki. Pasterz pobłażliwie patrzył, pokiwał głową i ruszył, a za nim podrygujące stadko.

Betlejem miało szczęście do wyjątkowych narodzin bo w tym mieście urodził się przecież też Dawid. Tak tak – przyszły król, autor wielu psalmów i w ogóle znana postać, opisana w Tanach tu właśnie został namaszczony przez proroka Samuela. Na obrzeżach miasta jest grób Racheli – ukochanej żony Jakuba i matki Józefa i Beniamina. To cel pielgrzymek głównie Żydów (ale chrześcijanie i muzułmanie też grób Racheli odwiedzają). Midrasz podaje że pierwszą osobą modląca się przy jej grobie był Józef gdy prowadzony był do Egiptu jako niewolnik. To tą drogą ma być poprowadzony naród Izraela z powrotem do swojej Ziemi… Podobno klucz którym otwierano drzwi grobowca dla pielgrzymów, miał uśmierzać bóle porodowe i zabezpieczać bezpieczny poród. Dzisiaj kultywowany jest zwyczaj owijania siedmiokrotnego czerwonej nitki wokół grobu Racheli. Potem wiąże się nitkę na nadgarstku co zapewnić ma płodność i dobrobyt. Grobowiec jest obecnie nakryty całunem wykonanym z sukni ślubnej, młodej Żydówki która została zamordowana w ataku palestyńskim w przeddzień swojego ślubu… W okolicach Betlejem też pojawiała się Rut zbierając kłosy dla siebie i swojej teściowej.

Niewielkie izraelskie miasto… Chyba jednak nie… Chyba jest WIELKIM MIASTEM…

« Older posts Newer posts »

© 2026 Lucyna Maria Rotter

Theme by Anders NorenUp ↑