Kategoria: Subiektywnie podglądane kultury świata (Page 1 of 32)

Spis treści „podglądanych kultur”

SPIS TREŚCI

.

Albania

Andora – 

Armenia – 

Austria – 

Azerbejdżan

Belgia –

Bośnia i Hercegowina 

Bułgaria –

Chorwacja –

Czechy – 

Egipt – 

Estonia – 

Francja – 

Grecja – 

Gruzja – 

Hiszpania – 

Indie – 

Italia – 

Izrael – 

Jordania –

Kambodża – 

Litwa – 

Łotwa – 

Malta

Maroko

Monaco – 

Niemcy – 

Portugalia – 

Rosja – 

Rumunia – 

Słowacja –

Słowenia – 

Szwajcaria – 

Tajlandia – 

Tunezja

Turcja

.

Ukraina –

.

Watykan – 

.

Węgry – 

.

Wietnam – 

Jordania – Qusayr 'Amra [NOWY POST]

Zamek pustyni – Qusayr 'Amra. W VIII wieku wzniósł go późniejszy kalif Walid II. Zamek! I w Europie wszyscy wyobrażają sobie potężną fortyfikację gdzieś na szczycie wzgórza, z wieżami i armatami na murach obronny… 😊 No nie, Qusayr 'Amra ciut inaczej wygląda. Fakt, pierwotnie był to spory kompleks (pewnie ze 25 hektarów) raczej mieszkalny niż obronny (ale wzgórza brak bo tu dość płaska pustynia). Zachowała się w dobrym stanie w sumie tylko wapienno bazaltowa łaźnia – resztę obecnie można sobie wyobrazić jedynie w oparciu o zachowane fragmenty fundamentów. Całość musiała mieć rozmach skoro sam hammam – czyli ta „łaźnia” pięknie freskami zdobiona. Sceny polowań i tańca, rzemieślnicy przy pracy, hasające nagie kobiety… To nie są typowe dekoracje malarskie, które kojarzyłby się powszechnie ze światem muzułmańskim! W jednym z pomieszczeń, pierwsze chyba w historii kopułowe przedstawienie nieboskłonu zdobne w znaki zodiaku.  W sali reprezentacyjnej zaskoczenie! Scena Jonasza i jego wieloryba (w sumie to chyba odwrotnie zważywszy kto kogo zjadł 😉 ) Czy inspiracją dla fresku był Tanach czy Koran – trudno zawyrokować choć drobne szczegóły ikonograficzne przechylają szale w kierunku tej pierwszej opcji… W absydzie, fresk „sześciu królów”, z których czwórka została zidentyfikowana: Roderyk król Wizygotów, szach Sasanidów, negus Etipii i cesarz Bizancjum. Kolejni to prawdopodobnie władcy Turcji i Chin lub Indii. W apodyterium – głównie zwierzęta. Ale takie w personifikacyjnej konwencji bo robią ludzką robotę 😉. Z boku anioł patrzy na zasłoniętą twarz. A dalej trzy kolejne twarze. Co to oznacz? Hm… to zależy, którą religia (lub zamiast sacrum – profanum)  weźmiemy jako punkt wyjścia dla interpretacji symbolicznej. Interpretacja tego jednego fragmentu zasługuje na artykuł naukowy! W tebidarium drzewa i rośliny wszelakie a pomiędzy nimi przechadzają się dwie nagie – chyba boginie jakieś. W kaldarium, wspomniany wyżej nieboskłon – wierny i dokładny. Od mnogości fresków, scen, symboli – w głowie się kręci!

Przyjechałam późnym popołudniem. Słońce ciepłym kolorem malowało wszystko dookoła a jeden z pracowników obiekt, równie ciepło uśmiechał się. Chyba nie spodziewa się, że ktoś jeszcze dzisiaj przyjedzie. Turystów tam aż tak dużo nie ma znowu. Może z nudów, a może z życzliwości, a może dlatego że miły człowiek z niego – pokazał mi co bardziej interesujące szczegóły – z moim znakiem zodiaku włącznie.

Niewielka łaźnia, które robi wielkie wrażenie!

Bułgaria – Madara [NOWY POST]

Narodowy Rezerwat Historyczno – Archeologiczny w Madarze. Właściwie to Rezerwat jest tuż obok tej wioski ale co tam… 😊 Faktycznie sporo tam historii bo od neolitu począwszy, potem osady trackie i willa rzymska, a ze średniowiecza – w ofercie kościoły, klasztory… No i crème de la crème – Jeździec Madary. Datowany jest na przełom VII i VIII wieku, czyli za panowania chana Tervela. Płaskorzeźba sporych rozmiarów wyrzeźbiona została ponad 20 metrów nad ziemią, na ścianie niemal pionowego klifu. Jeździec wbija włócznię w lwa. Z tyłu biegnie pies, nad głową jeźdźca frunie ptak. Czy rzeźba powstała w osadzeniu kultury trackiej czy bułgarskie – trudno orzec. Może to któryś z bogów lub herosów, a może po prostu chan Tervel. W latach 20-tych XX wieku poniżej zagadkowego reliefu odnaleziono pozostałości miejsca kultu, prawdopodobnie boga Tangry. Choć są też hipotezy sugerujące powstanie  tego kompleksu w pierwszych wiekach chrześcijaństwa na tych terenach. Spory kompleks składający się z wielu budynków, pałaców i świątyń możliwe, że wzniesiony przez Omurtaga. U podnóża skał jest też Jaskinia Nimfy – ale to miejsce związane jest z kultem bóstw trackich. Znaleziono tam figurki i tabliczki wotywne dedykowane trzem nimfom, Zeusowi, Heraklesowi, Kybele itd.

Nieopodal, zachowały się cztery fragmenty tekstów wyrytych w skale. Pierwszy mówi o traktacie zawartym pomiędzy Bułgarami a cesarzem Justynianem,  kolejny o opodatkowaniu w złocie, potem o Omurtagu i ostatni o tym jak Omurtag składa ofiarę bogu Tangra.

Jeździec ważny jest wielce! Nie tylko jest order jego imienia w Bułgarii ale i nawet na monetę euro wjechał 😉

Izrael – Szokeda Las

Zima w Izraelu jest bardzo kolorowa! Tu żółcienią kusi i miodem pachnie gorczyca polna, w innym miejscu kwiaty nie znanego mi gatunku i rodzaju postanowiły zbocza pagórków pokryć kilkoma odcieniami fioletu, gdzieniegdzie tylko dopuszczając mocny żółty akcent kolorystyczny. Wszędzie zielono drzewami, trawami, zbożem niedojrzałym… 

Ale najbardziej kultowe są anemony! Jest kilka miejsc, które sobie upodobały. W Lesie Szokeda na przykład kwitną na czerwono. I to kwitną stadnie! Gdzie okiem sięgnąć – anemony – i tu akurat w jednym tylko kolorze. Las Szokeda został zasadzony w 1957 roku przez mieszkańców pobliskiej moszewy (Szokeda) i Jewish National Fund. Mieszkańcy kibucu Alumim też się dołożyli. No i teraz służy urocze miejsce do spotkań, pikników, spacerów, a gdy anemony kwitną – do sesji fotograficznych też😉

Te anemony faktycznie nieziemsko wyglądają! Pod koniec lutego z okazji ich „kwietnego show” 😊 organizowany jest festiwal „Daron Adom”. Są spotkania, spacery wśród anemonów, pikniki, biegi przełajowe… Tak bardziej sportowo i eco niż muzycznie i głośno. Festiwal jest nie tylko w Lesie Szokeda, ale w kilku miejscach w rejonie Negew gdzie dywany ukwiałów się pojawiają najintensywniej w styczniu i lutym. Czasem te dywany są wieloma kolorami tkane ale w Lesie Szokeda – tylko czerwone (właściwie to karmazynowe – ale kto by się tam czepiał o odcień 😉 ). Pod koniec lutego szczególnie to pięknie wygląda bo też intensywnie żółte nagietki i chryzantemy się tu i ówdzie pojawiają.

Przyjechałam do Lasu Szokeda tuż po obfitym deszczu, który w nocy zrobił tam nową rzeczkę i małe jeziorko. Sporo anemonów nie wygrało starcia z deszczem, ale te które zachowały swoje karmazynowe sukienki, przeglądały się z tafli „jeziorka” i innych kałużach jak w lustrze, zaskoczone swoją urodą. I chyba zawstydzone troszkę jeszcze mocniej się zaczerwieniły…

PS. W 2018 z Gazy wystrzelono tu zostały zapalające balony i trochę lasu spłonęło. Na szczęście przyroda przy pomocy opiekunów miejsca szybko się odrodziła

Indie – Amber Fort

Amber Fort w Amer nad jeziorem Moata, wygląda tak jak się nazywa! A, że bursztyny generalnie lubię zwłaszcza w srebro oprawione 😉 – bliski mi jest wyjątkowo. Ale w tym wypadku nie o bursztyn idzie. Nazwa wzięła się od Ambikashwara – lokalnego imienia boga Shiwy (niedaleko ma świątynię). Fort jest kilkukondygnacyjny. Ma wydzielone części – na przykład Sala Publicznych Audiencji, Sala Prywatnych Audiencji, Pałac lustrzany lub Sukh Niwas gdzie przeciągi robią naturalną klimatyzację. Był rezydencją maharadżów Radżastanu, mieszkali tu wraz z rodzinami. To o tyle ważne, że jak który miał kilkanaście żon – to budował kilkanaście pokoi. Do tego Amber Fort ma podziemny korytarz łączący go z fortem Jaigarh. Bo jakby co – to rodzina maharadży mogła uciekać i schronić się w tym drugim forcie.

Zdobień, dekoracji, misternych dopieszczonych elementów architektonicznych – mrowie! Chyba najpiękniejsza i super kolorowa jest brama Ganesh Pol. Podobno przejście przez nią usuwa wszelkie przeszkody z życia… Może i tak – w sumie wchodziło się tędy do prywatnych pokoi władcy, a żeby to zrobić mógł taki przeciętny ktoś to faktycznie sporo przeszkód musiał pokonać… 😉 Na najwyższej kondygnacji przez ażurowo przysłonięte dekoracjami kamiennymi okna, kobiety dworu mogły zerkać co się dzieje, kto nadchodzi i takie tam. 😊 Ale gdy się do środka wejdzie – zawrotu głowy można dostać od mozaik, szklanych misternych dekoracji, luster, płaskorzeźb wykonanych w najdoskonalszych marmurach lub alabastrach, inkrustacje, kameryzacje – kto co sobie życzy i uważa, znajdzie! W jednej z sal – płaskorzeźbione dekoracje kwiatowe, przy których zwykle grupy turystą zatrzymują się. Przewodnicy zasłaniają dłonią poszczególne części kwiatu – w ten sposób prezentując, że raz przypomina słonia, raz kobrę a raz rybę.. możliwości jest chyba z siedem lub osiem. Dalej ogrody i zenany gdzie licznie kobiety mieszkały, bo i liczną grupę w pałacu maharadża miewał nałożnic, kochanek, konkubin czy jak tam kto chce. Kategorii było trochę i hierarchia ustalona. No i te pokoje dla królowych. Do każdego pokoju można było wejść z sypialni maharadży, ale trasa w drugą stronę była zabroniona. Jawna niesprawiedliwość! 😉

Izrael – Ejlat

Na samiutkim krańcu południowym Izraela jest Ejlat – miasto kurort nad Morzem Czerwonym. Prace archeologiczne w tym miejscu trwają już od jakiegoś czasy ale duuuużo jeszcze do przekopania. Wiadomo jednak, że od VIII wiek pne istniała tu osada i prężnie się rozwijała głównie za przyczyną drobnej wytwórczości rzemieślniczej i handlu. W sukurs archeologii przychodzi Tanach. Jest kilka lapidarnych, ale jednak, informacji o pobycie tu Narodu Izraela w drodze z Egiptu do Ziemi Obiecanej. A potem król Dawid miasto podbił z rąk Nabatejczyków. Kolejny król – Azariadsz mocno je rozbudował. Za króla Achaza – miasto przejęli Syryjczycy. A potem Rzymianie… A potem Brytyjczycy… Czy z tych historycznych czasów jakieś ślady są w Ejlat? Nie, ale trzymamy kciuki za archeologów… 😉

Współczesny Ejlat jest kurortem nadmorskim. W 1950 roku przyjechała tu pierwsza grupa żydowskich osiedleńców i… pięknie (choć nie bez przeszkód ze strony sąsiadów…) miasto zbudowali właściwie niemal od zera! Szybko Ejlat stał się ważnym centrum konferencyjno – kulturowym. Na przykład Festiwal Jazzowy Morza Czerwonego tu się odbywa, albo Festiwal Muzyki Klasycznej lub Międzynarodowy Festiwal Muzyki Filmowej. A dla tych co poleniuchować w słońcu lubią, plaże i atrakcje dla turystów plażing preferujących – do wyboru do koloru. Można też popływać: na deskach wszelakich, obiektach pływających a i w pław. I w głąb też – bo rafy koralowe są tu ładne. Warto też w górę popatrzyć bo Ejlat słynie jako najlepsze na świecie miejsce do obserwacji migracji ptaków. A dla spragnionych rozrywki – „Kings City”, niczym z Disneylandu. W mieście działa Muzeum oraz Podwodne Obserwatorium i Park Morski w Ejlacie – ale to zostawiam na kolejne „podglądania kultur”. A! Tak za miasto na piechotkę to raczej ostrożnie… W pobliskim Parku Narodowym to jednak hieny, pantery i gepardy mieszkają – a one biegają ciut szybko jak obiadu szukają…

Uroczy kurort, świetne hotele z widokiem na… morze i trzy sąsiednie kraje: Arabia Saudyjska, Jordania i Egipt.

PS

A tak a propos, hotelu. Zatrzymałam się jednym takim, Neptun ma na imię 😊. Z wszystkich pokoi widok na morze – jak na fot widać. W restauracji przy okazji śniadania, gości mnóstwo rozmawia w różnych językach. Przy stoliku obok siebie siedzi ortodoksyjna rodzina żydowska i analogicznie religijna rodzina muzułmańska, ale też osoby nieznanej preferencji religijnej lub jej braku (bo po stroju nie widać 😉 ). Pracownicy hotelu – Żydzi, Jordańczycy, Beduini, muzułmanie nie znanego mi pochodzenia narodowego i etnicznego, przybysze z Afryki, w recepcji Ukrainka i Polka. A śniadanko – raj dla wegetarian (bo w tym hotelu jest akurat kuchnia koszerna w wersji mlecznej). Sześć wysp, a na każdej kilkadziesiąt półmisków z pysznymi różnościami. Przy jednej Pan robi omlety, przy innej inny Pan kroi na bieżąco warzywka by móc sobie skomponować własną sałatkę, Pani na bieżąco piecze gofry, z boku stanowisko kawowe i piec a z niego wyskakują cieplutkie croissanty… No taki kurort to ja uważam!

Jordania – Al-Karak

W Al-Karak lokalizuje się prawdopodobną stolicę królestwa Moabitów – Kir-Chareszet. Skąd wiemy o tym królestwie? Ano z Tanach, a i w samej Torze wzmianka. Oczywiście nie tylko źródła pisane podpowiadają taką możliwość. Również liczne znaleziska archeologiczne na przykład słynna stela Mesza. Ale obecnie turyści przyjeżdżają tu dla obejrzenia zamku krzyżowców – jednego z największych w tym regionie. Przez samych krzyżowców nazywany był Kerak Moabitów. Wzniesiono go w XII wieku z inicjatywy Pagana Lokaja (wasala Baldwina II). Ale Pagan nie ukończył dzieła. Prace po nim kontynuował jego siostrzeniec Maurycy z Montrealu. Solidna to była twierdza! I do tego na szlaku handlowym, i na szlaku Beduinów. W konsekwencji położenie a i rozmiary zamku pozwalały na sporą kontrolę nad rejonem. W 1183 Saladyn oblegał zamek. Ale trafił akurat na czas ślubu Humhreya IV z Toronu z Izabellą I Jerozolimską. Oblężenie oblężeniem ale ślub też ważna sprawa a i jego konsumpcja chyba jeszcze ważniejsza… 😉 Pogadali jedni z drugimi i Saladyn uznał potrzebę chwili – atakował dalej, ale wszystko poza komnatą nowożeńców, żeby ci spokojnie mogli… to co tam nowożeńcy mogą a nawet powinni zrobić. 😊 Sumarycznie Saladynowi nie udało się zdobyć zamku. Baldwin IV Jerozolimski przyszedł w międzyczasie z odsieczą. Ostatecznie jakiś czas później dopiero siostrzeniec Saladyna – Sa’d Al-Din, zamek zdobył.

Dzisiaj, ruiny zamku są zupełnie nieźle zachowane. Bez trudu można wyobrazić sobie jego potęgę i przemyślą konstrukcję architektoniczną, która dawał możliwość ataku (a więc i obrony) zasadniczo z jednej strony tylko. Wnętrza też ciekawe. Wielkie stajnie, sala biesiadna (refektarz chyba można powiedzieć…) z coraz to mniejszymi drzwiami, przez które wiatr hulał robiąc naturalną klimatyzację. Dalej kuchnia i winiarnia. Ciut dalej kolejne pomieszczenia, też więzienie. Ot wszystko co w zamku potrzebne do życia.

A! Aktualnym mieszkańcem zamku jest kot. Wygląda jakby tak jakby jego rodzice do miksera wpadli – ma wszelkie kolory kocie na sobie. 😊 Ale że brązów i beży najwięcej – a ja akurat w podobnym „umaszczeniu” byłam, uznał że od tego dnia będziemy najlepszymi przyjaciółmi na świecie. Oprowadził mnie po całym zamku!

Albania – Ardenica

Pan przewodnik podniesionym i zirytowanym głosem warczał na prawo i lewo – „nie wolno robić fot”! Ok…. A potem sobie poszedł on i jego grupa. Z boku siedział jakiś pan (chyba nawet mnich), który zwyczajnie opiekował się obiektem i go pilnował, bilety sprzedawał i takie tam. Z uśmiechem na twarzy powiedział. „Proszę zdjęcia robić. Wolno. Tylko bez lampy. On tak zawsze. Lubi się czuć ważny!”. Jakoś tak miło mi się zrobiło… Prawosławny monastyr Narodzenia Bogarodzicy w Ardenica w Albanii. Stareńki jest! Pod koniec XIII wieku Andronik II Paleolog go ufundował. Przy czym wcześniej była tu już kaplica a jeszcze wcześniej świątynia Artemidy. Po osiedleniu się mnichów, dość szybko rozwinęła się tutaj szkoła teologiczna a i powstała imponująca biblioteka. Na terenie klasztoru bije źródło (podobno z cudowną wodą). Szybko stało się powodem odwiedzania tego miejsca przez pielgrzymów chrześcijańskich ale i… muzułmańskich. W czasach komuny, monastyr najpierw był miejscem odosobnienia dla prawosławnego arcybiskupa Ireneusza Banushi, a potem… obiekt zwyczajnie zamknięty – niszczał programowo. Dopiero w 1988 zaczęto go troszkę rekonstruować i z ruiny podnosić. Przecież poza wszystkim – TO ZABYTEK JEST! Odbudowa i prace konserwatorskie trwały długo bo z mocnej ruiny był podnoszony…

Sama cerkiew fantastycznie ozdobiona freskami i sztukaterią. Tam na ścianach pełno opowieści biblijnych i hagiograficznych ale i teksty modlitw wypisane w kilku językach. A z cerkwi przechodzi się do kolejnych pomieszczeń. Pustych, zdobionych tylko zachowanymi w całości lub fragmentach freskami i… promieniami słońca, które wcisnęły się na siłę przez uchylne niewielkie okienka i szczeliny w ścianach…

Całość – jak to w leciwych monastyrach, ocieka symbolami… A odczytywanie symboli i znaków w różnych kulturach i religiach to moja robota! 😊 Hmmm… Lubię takie miejsca, z którymi o kulturze i historii, symbolami można sobie pogadać!

Albania – Butrint

Park Archeologiczny w Albanii, nieopodal granicy z Grecją. Butrint. Na miejscu osady Iliryjskiej powstała zupełnie spore miasto portowe – wręcz warowne. Według legend założyli ja uciekający Trojanie a nawet według niektórych podań sam Helenus – syn króla Priama. Według jeszcze innych przekazów miasto założył Eneasz syn króla Anchizesa oraz Wenus. Wpływy Greckie są tu dość wyraźne – Butrint stał się jednym z ważniejszych miejsc kultu Asklepiosa – boga od medycyny. W mieście miał tez podobno (według Plutarcha) umrzeć Pan – bożek pól i lasów. Wzniesiono tu także zupełnie nieźle do dzisiaj zachowany teatr (był na 1500 widzów!) i agorę. W czasach rzymskich Butrint jest niezmiennie ośrodkiem portowym i to zupełnie dobrze rozwijającym się – co i w pozostałościach architektonicznych mocno widać – na przykład fragmencie akweduktu i nimfeum lub zupełnie nieźle zachowanych łaźniach. A potem zaordynowano w mieście, biskupstwo. Z tego okresu zachowały się na przykład fragmenty zoomorficznej mozaiki w baptysterium ze ślicznym pawiem – symbolem zmartwychwstania i życia wiecznego. Imponująco wygląda także bazylika gdzie też swoją drogą fragmenty zdobień mozaikowych zachowane. To tutaj miał urodzić się św. Donat – patron Albanii i Grecji.

Wędrówki ludów a potem trzęsienia ziemi obróciły miasto w ruinę. Dzisiaj – Butrint przyciąga głównie turystów zafascynowanych antykiem i pierwszymi wiekami. I słusznie. Ślady kultury i historii, delikatnie otulone zielenią drzew, kuszą by spędzić tutaj trochę czasu, wyobraźnią przenosząc się wiele set lat wstecz, do czasów gdy na agorach słychać było gwar rozmów mieszkańców Butrintu…

Albania – Kruja

Czasem człowiek czuje się jakby był produktem zastępczym, taką zabawką bo innej pod ręką nie ma. Myślę, że Kruja w Albanii może się czuć (jeśli miasto się może w ogóle czuć 😊 ) podobnie, gdy myślę o niej jako o miejscu do zwiedzania. Miasto z historią sięgającą III wieku p.n.e; w wiekach średnich stolica Księstwa Arberii; miasto koronacji królów Albanii… Kawał historii!!! I nawet swój średniowieczny zamek ma! Ale… Sama twierdza to w przeważającej części rekonstrukcja. A mnie się wydaje, że to momentami nie tyle rekonstrukcja co zbudowanie od nowa według widzimisię w latach 80-tych XX wieku. „Odbudową” kierowała córka Hodży a że bliżej jej było do ideologii niż historii – to i odbudowa jest jaka jest. W środku kilka artefaktów, trochę kopi i współczesne aranżacje wnętrz. No i przewodnik, który ze wzruszeniem opowiada jak to były cudownie za komuny a teraz to ech… U podnóża twierdzy uliczki (właściwie jedna ale kręta) ze straganami. To bazar turecki. Ale ani to bazar ani to turecki. Mnóstwo gadżetów turystycznych o różnej jakości (najczęściej mocno „turystycznej” ) mniej lub bardziej związanych z miejscem.

Ale jeden pan właściciel restauracji mnie wzruszył. Zapraszał na cokolwiek do jedzenia. I to co do jedzenia to w sumie nie ważne bo za to jaaaaki widok na zamek z tarasu!

« Older posts

© 2026 Lucyna Maria Rotter

Theme by Anders NorenUp ↑