Kategoria: Subiektywnie podglądane zakątki Polski (Page 2 of 8)

Dolnośląskie – Wrocław Dzielnica Czterech Wyznań

Jest we Wrocławiu fajna dzielnica. Nie wiem czy jest najbardziej znaną z dzielnic wrocławskich, właściwie to nawet nie jest prawnie dzielnicą – ale fajną, na pewno jest. Dzielnica Czterech Wyznań czasem też nazywana Dzielnicą Tolerancji. Na granicy – pomnik. Dziewczyna w sukience jak kula ziemska. Sukience utkanej z różnych narodów, kultur, religii… Sama dzielnica nie jest jakoś mocno leciwa, bo jej granice wyznaczono w 1995 roku. Na jej terenie obok siebie miejsca modlitwy dla wyznawców judaizmu, katolicyzmu, protestantyzmu i prawosławia. Rzymscy katolicy mieli tu kościół św. Antoniego. Ładna XVII wieczna świątynia w bielach i błękitach pomyślana. Kawałek dalej sobór Narodzenia Przenajświętszej Bogurodzicy i Podwyższenia Krzyżu Pańskiego. Jak na sobór – niewielka to cerkiew ale z tradycją wielowiekową. Przy czym nie zawsze służyła prawosławiu – to dopiero od połowy XX wieku. Ewangelicy augsburscy mają kościół Opatrzności Bożej (dawny dworski) To świątynia z metryczką XVIII wieczną. Podobnie leciwa jest Synagoga pod Białym Bocianem. Kiedyś stała tutaj gospoda pod Białym Bocianem. Gmina wykupiła teren, rozpoczęła prace ale nazwa została.

Oczywiście śladów wszystkich czterech wyznań jest we Wrocławiu znacznie więcej. Dla mnie jednym z bardziej klimatycznych jest Bejt Chajim przy Ślężnej – Stary cmentarz żydowski. Macewy takie małe obrośnięte mchem, a obok olbrzymie rodowe niczym mauzolea. Wszystkie z symbolami, znakami, datami, nazwiskami czasem znajomo brzmiącymi 😉 – rozmawiają z przechodniami. Taki dialog żywych i zmarłych. A może żywych i umierających… A wszystko otulone pnączami, krzewami, bluszczami… To co wytworzone ręką człowieka otula czule natura. Taka wrocławska wersja Angkor… i kot cichutko przycupnął w zieleni… Cichutko – by kocim stąpaniem nie zagłuszyć ciszy…

Kujawsko-pomorskie – Bydgoszcz

Ale ładnie mają w tej Bydgoszczy… Secesyjnie, eklektycznie, muzycznie i kolorowo. Myślałam, że Opera Krakowska ma odjechane kolory… Nie!!! Katedra Bydgoska bije ją o głowę!!! Ściany w purpurze i burgundach młodopolskich. No jest moc mistrzostwo w odjechanej kolorystyce!

Bydgoszcz od epoki brązu w tym miejscu . W czasach rzymskich była na szlaku bursztynowym. Wielu władców zostawiło tu swój ślad. I Krzywousty i Kazimierz Wielki i Jagiełło i Jagiellończyk itd. itd. W każdym razie historycznie działo się tutaj mocno – tak na kilka opasłych monografii a nie na post…

A wrażenie? Bardzo na tak! Wspomniana już katedra św. Marcina i Mikołaja to sakralny zabytek sztuki gotyckiej i jak wiele takich barokizowany i jak kilka – z secesyjnym makijażem. Są tam obrazy cudami słynące i barokowych śladów (pięknych!) mnóstwo ale na mnie kolory polichromii zrobiły mooooocne wrażenie. Purpurowe filary i ściany w burgundach… Na tym tle czerń i złoto ołtarzy wygląda fantastycznie! Mają też w mieście Dzielnicę Muzyczną. Pięknie parkowo i faktycznie muzycznie. Że Filharmonia Pomorska i Konserwatoria – jasne. Ale naprawdę słyszałam tam jakieś pasaże. Ktoś pewnie ćwiczył przy zamkniętych oknach bo dźwięki dochodziły mgliście… Warto zaglądnąć na wyspę Młyńską. Mnie bliska z kilku powodów… Jest tam monumentalny młyn Rothera (ok ok – literówkę w nazwisku zrobili ale, że wymowa taka sama – wybaczam 😉 ). Odrestaurowany obiekt daje cudowną przestrzeń dla realizacji projektów, pomysłów i takich tam. Dzisiaj wystawiali swoje prace rękodzielnicy. Fajnie! Nieopodal oddziały Muzeum Okręgowego. Odwiedziłam Galerię Sztuki Nowoczesnej (było o fatałaszkach więc temat dla mnie szyty na miarę 😊), odwiedziłam dom Wyczółkowskiego.. Jest też w Bydgoszczy Muzeum Brudu. Nie poszłam… odwagi nie stało… 😊

Generalnie – fajne miejsce ta Bydgoszcz. Pewnie tu jeszcze kiedyś zaglądnę…

Kujawsko-pomorskie – Toruń

Jaki jest Toruń? Hmmm…. Toruń pachnie piernikami… Ale nie tak dosłownie! Fasady Staro i Nowo Miejskich kamienic wyglądają jak pierniczki. 😊 Może dlatego, że sporo tu koloru „piernikowej” cegły. Ale i są takie polukrowane nienachalnym kolorem i misternymi sztukateriami. Ach i co rzuciło mi się w oczy – czarne i szare kamieniczki. Ale nie nie – to nie jest czerń przygnebiająca czy brudna fasada. Nic takiego! One wyglądają jak wytworne damy wybierające się na większe wyjście wieczorową porą… Może do (dla odmiany odcinającego się bielą fasady) teatru Horzycy? 😉

Toruń pachnie też sosnami. Wszędzie – wokół Torunia i w samym mieście sosny królują ! Pewnie dlatego, że gleba taka a nie inna. A może ktoś po prostu zasadził i tak poszło. Pojęcia nie mam. Ale w ciepły dzień, gdy słońce ogrzewa promieniami iglaste korony – pachnie cuuuuuudownie.

No i szum Wisły. Gdy wjeżdża się do Torunia wieczorową porą którymś z mostów – widok oświetlonego miasta iście magiczny! A jeśli kogoś skusi by zobaczyć z bliska jak miasto w falach rzeki się przegląda – czuje się jak w zaczarowanym gaju Druidów… drzewa strzegące brzegów udekorowane mnóstwem koralików jemioły. A całość w reflektorze księżyca…. Magiczne miasto… 😊

Kujawsko-pomorskie – Toruń Stare Miasto

Ostatnio ktoś mi powiedział, że w Toruniu to tak jeden no może dwa dni pobyć można bo to małe miasto jest… No ok może nie jest gigantyczne. Ale nagromadzenie cudeniek na metr kwadratowy – moooocne. Można byłoby obdzielić kilka miast! Takie na przykład Stare Miasto. Najstarsze jego części sięgają XIII wieku ! To mniej więcej te czasy gdy miasto nawiedziła plaga żab od której uratował je dzielny flisak zyskując przy okazji rękę pięknej burmistrzówny i pomnik dzisiaj na Staromiejskim Rynku. 😉 Miasto rozbudowywało się powstawały kamienice (nawet murowane !) w wiekach średnich a i później. Największe przeobrażenia to – XIX i początek XX. Wtedy odbyło się – jak w wielu innych miastach – czyszczenie z urbanistycznych śladów wieków minionych, zwłaszcza tych niemodnych i zaniedbanych najczęściej – z metryczką średniowieczną. W to miejsce powstawały budynki secesyjne, modernistyczne i takie tam. Trochę oczywiście tych starszych się zachowało – na przykład prawdopodobny dom urodzenia Kopernika; kamienica pod gwiazdą która do Kallimacha należała przez chwilę; mury z bramami i basztami (też tą krzywą wieżą 😊 ); ratusz itd. itp. Są też ciekawy obiekty sakralne ale to zostawię na inną opowieść. A! Fajne duszki czuwają nad Starym Miastem w Toruniu. Co krok gdzieś zza węgła, na gzymsie, na parapecie, siedzą przycupnięte figurki dawnych mieszczan… Pilnują pewnie i zerkają czy aby w mieście nic złego się nie dziej…

No…. Fajnie się popołudniowo łaziło… Słonko niby robotę robiło ale żeby jeszcze na temperaturę wiosenną miało to przełożenie – już cudnie by było…

Lubelskie – Chełm

Polska jest fantastyczną mozaiką kultur i religii! Zawsze była. A Chełm tego niezaprzeczalnym przykładem jest 😊 Lokowany w XIV wieku – wtedy na Rusi Czerwonej, teraz jest w lubelskim. Fajne miejsce i bogate w zasoby. Ma przykład – kredy. W nich drążono korytarze od najdawniejszych czasów – bo świetnie się nadawała kreda (miękka i wysiłku aż tak dużo nie wymaga drążenie) do tego celu. W XIII wieku to było takie podziemne miasto. Bo jakby co, jakby jakiś wróg lub inne paskudztwo – to się w takich podziemiach schronić można. Z czasem wyrobiska na regularne kopalnie zamieniono i handel surowcem rozkwitł. Jak kopalnia i z taką historią i taka wyjątkowa bo biała – to i legendy się pojawiły. Najbardziej znana – o Duchu Bieluchu 😊 Gdy się podziemne korytarze zwiedza można go zobaczyć… Momentami nawet dość dosłownie o co przewodnicy zadbali… 😉 Ale i na powierzchni jest co zobaczyć. I to takiego jak zapowiedziano wyżej 😊 Na Grodzisku – pozostałości palatium książęcego i cerkwi Jana Złotoustego. Jest też (tym razem już w całości a nie wykopaliskach) XV- wieczna cerkiew Mikołaja (najpierw była unicka a potem prawosławna) i XIX wieczna Jana Teologa (ta od początku prawosławna była). Jest wiele pięknych architektonicznie kościołów i klasztorów. Na przykład barokowa (choć metryczkę powstania ma XIII wieczną) katedra Narodzenia NMP. Bardzo ładny kawał sztuki! Choć w przepychem barokowym ustępuje kościołowi Rozesłania Apostołów. Tam to się dzieje! I freski i stiuki i złocenia… Barocoo! Fontana i Majer o to skutecznie zadbali😊. Zatem i katolicy (z kilkoma zakonami oprócz kościołów diecezjalnych) i unici i prawosławni i cztery różne wspólnoty protestanckie też są! W Chełmie prężnie rozwijała się też społeczność żydowska. Nie tylko gmina. Rozwijał się w Chełmie ośrodek chasydyzmu. Do dzisiaj zachował się cmentarz (jeden z najstarszych zachowanych w Europie), dom Rabina i Mała synagoga. Mała – bo była też Wielka, ale tę zniszczyli Niemcy w czasie II wojny. Ta która się ostała ma trudne bytowanie aktualnie… Ale to osobna historia.

Ot i cala mozaika Chełma. 😊 Taka religijna, kulturowa i narodowa Polska w pigułce. A najpiękniejsze jest to że takich „pigułek” na ziemiach polskich sporo… oj sporo…. 😊  

Łódzkie – Arkadia

Kiedyś takie parki do dumania – były modne. Może nadal są… A może to ja jestem trochę „inna”, bo w ogródku też mam arkadowy murek i miejscówki do dumania… Ale gabarytowo mój ogródek znacznie mniejszy niż ten, który w Arkadii koło Nieborowa Radziwiłłowa sobie zaordynowała. 😊

W XVIII wieku ogrody angielskie zakładane były w całej Europie. Taka moda. W sumie się nie dziwię. Dla mnie – również wówczas popularne, ogrody francuskie – są zwyczajnie sztuczne. W ogrodach angielskich, pozornie rosnącym samowolnie roślinom, towarzyszyły formy architektoniczne lub rzeźby inspirowane antykiem albo ruinami średniowiecznymi albo orientem – ot takie klimatyczne zakamarki do podkręcania emocji lub twórczego rozmyślania. Pod koniec XVIII wieku Helena Radziwiłłowa założyła taki park nieopodal rezydencji we wsi Łupia, którą na Arkadię przemianowała. Zatrudniła Jana Piotra Norblina i Aleksandra Orłowskiego a całość wykonał Szymon Bogumił Zug i Henryk Ittar. No i powstawały: Świątynia Diany (nazywana też Świątynią Miłości albo Świątynią Mądrości. Nieprzemyślane… Te dwie rzeczy nie występują razem…), Przybytek Arcykapłana, Akwedukt a potem też Łuk Kamienny, Zakątek Melancholii, Brama Czasu itd. itd. itd. Sporo tutaj urokliwych miejsc, sporo takich w których można się zagubić. Ogród się rozrastał. Z sentymentalnego do romantycznego. Dziesiątki symboli i znaków ukrytych w zieleni i kwitnących kolorach, otulonych szmerem wody…

Takie miejsce służyło też zbieraniu pamiątek. Nie tylko tych osobistych. Również dzieł sztuki z metryczką od starożytności począwszy ale i kopii znanych dzieł. Obecnie kolekcja z Arkadii, znalazła swoje miejsce w pałacu w Nieborowie. Arkadia nie zachowała się do naszych czasów w całości. Anie tej w wersji Heleny ani tej w wersji Aleksandry Radziwiłłowej. Już za czasów Hoffmana, obiekty zaczęto rozbierać a park niszczał. Uporządkował go Janusz Radziwiłł w okresie międzywojnia. Do dzisiaj tylko część założenia ogrodowego przetrwało. Można wyobrażać sobie jak wyglądał w całości…

Arkadia to miejsce szczęśliwości… Może… Nie wiem… Ale fakt – gdy snułam się po ścieżkach parku i zaglądałam w zakamarki ruin, splatane myśli zaczynały mi się same układać. Rozwiązania, które dotąd wypierałam ze świadomości – zaczęły być w sumie proste. Nie wiem czy to sama Arkadia, czy jakieś gigantyczne stado ptactwa wrzeszczącego nad głową w stu ptasich językach, a może rywalizujący z ptactwem szum wody i skrzydeł pszczelich, a może równie mdły w zapachu co i w róóóóżowym kolorze sad… Nie wiem… Ale myśli się jakoś poukładały w szeregu… chyba…

Łódzkie – Łódź ul. Piotrkowska

„Jest Łodzian największą troską, by zmieścić wszystko na Piotrkowską.” I w sumie – da radę 😉 Dłuuuuuuga ta łódzka Piotrkowska….. oj długa. No ale nie bez przyczyny dostaje się metkę najdłuższej chyba ulicy w Polsce i jednej z najdłuższych ulic handlowych w Europie. Nazwa – bo z Piotrkowa prowadziła. Funkcja – no bo jak już ludziki tędy lezą to czemu im nie dać okazji do pohandlowania… No i tak wokół traktu zaczęły się konstruować place, przecznice, uliczki – ot miasto…

Przeszłam całą! 😊 Mnóstwo kamieniczek o cudownych fasadach. Nocną porą niektóre „udekorowane” światłem. Pałace dumnie się prężą dekoracyjnością secesyjną, eklektyczną i innymi takimi, które dość łatwo przyczyniają efekt wow. 😊 Fajny przystanek przypominający (zwłaszcza gdy w reflektorze zachodzącego słońca) łuki gotyckich katedr. Z jednej strony – ratusz (XIX wieczny projekt Witkowskiego) i kościół Zesłania Ducha Świętego (też XIX wieczny i też Witkowskiego); niemal z na drugim krańcu strony ulicy archikatedra Stanisława Kostki (ta z samego początku XX wieku), tak mniej więcej w połowie kościół ewangelicko-augsburski św. Mateusza – a pomiędzy kamienice, kamienice, kamienice… Wszystkich wymienić nie sposób. Dla mnie jednymi z piękniejszych są: beżowo-biały pałac Ewalda Kerna, ażurowo zdobiona kamienica Schichtów, delikatna fasada kamienicy Juliusza Szulca (tu w podwórzu była kiedyś synagoga), zdobna w girlandy kamienica Salomona Bahariera, jak dekoracja z bajki kamienica Szai Goldbluma, kamienica Dawida Prussaka, kamienica Józefa Rosenthala (tak, z tych Rosenthalów 🙂 ), Kamienica Dawida Szmulewicza i Kamienica Dawida Sendrowicza i Kamienica Abrama Lubińskiego itd itd itd. A! I Grób Nieznanego Żołnierza łodzianie też swój maja. Oczywiście na Piotrkowskiej!

Jak na moje krakowskie standardy (rynek krakowski nie zasypia przez całą niemal dobę. A już w sezonie zdecydowanie nie śpi i ten i kilka innych zakątków miasta) dość pustawo nocną porą. Trudno znaleźć otwartą restaurację jak głód człowieka dopadnie. Ale w dzień i wieczorem – kwitnąco i… bardzo muzycznie. Może przypadek – nie wiem, ale gdy szłam sobie Piotrkowską cały czas towarzyszyła mi muzyka jakaś. Gdy jedna milkła, zaraz zastępowały ją inne brzmienia, czasem jakieś rytmiczne sekcje, czasem duety lub i więcej, wszelkie gatunki jakie ludzkość wymyśliła… hmmm… fajny gwar…. Aż przysiadłam na chwilkę obok Rubinsteina… I gdzieś tam z tyłu głowy popłynęły dźwięki z klawiatury, przebijając się przez te realnie brzmiące na ulicy…

Małopolskie – Bobowa

Bobowa to piękne miasteczko słynące jako jedno z ważnych miejsc na mapie chasydyzmu w Polsce. Tyle wiedziałam. To znaczy przejeżdżałam przez Bobową kilka razy w życiu  (może i kilkanaście) ale jakoś nigdy nie miałam potrzeby by się zatrzymać i pozaglądać tu i tam. Kilka dni temu, obudziłam się, przetarłam oczęta i poczułam, że mam ochotę na wycieczkę i to do Bobowej. A że pokusy najłatwiej pokonywać – ulegając im, wsiadłam w autko, pojechałam.

Bobowa lokację otrzymała w 1339 roku. Kawał historii! Zygmunt z Bobowej był pierwszym właścicielem a potem Achacy Jordan przejął i w rękach Jordanów sto lat była. Potem kolejni właściciele… I właściwie tyle. Leniwie się życie toczyło (nadal tak jest), rzemiosło i handel się rozwijał, koronczarstwo (z tego Bobowa słynie) się ugruntowało i produktem eksportowym dla miasta stało… Swoją drogą wszędzie w Bobowej piękne koronki klockowe widać. Nawet murale takie mają.

Jak w każdym małopolskim miasteczku społeczność była zróżnicowana narodowo i religijnie. W Bobowej mieszkali katolicy, bracia polscy i osoby praktykujące judaizm; Polacy i Żydzi. W połowie XIX wieku w Bobowej osiadł cadyk Szlomo Halberstam (to wnuk Chaima z Nowego Sącza, który Szlomo osieroconego wychował). Mądry facet był ten Szlomo, więc nie dziwić się należy, że dość szybko zaczęli się gromadzić wokół niego uczniowie i powstała dynastia chasydzka bobowska. Zaczęła w Bobowie nawet jesziwa działać. Dzisiaj miejsce po budynku jesziwy tylko jest znane i dom cadyka gdzie był – też…

A co zwiedzić? Był zamek Berdechów. Ale dzisiaj tylko bardzo wprawne oko historyka lub architekta dostrzeże gdzie. Jest dwór Długoszowskich, znany z tego ze się Wieniawa- Długoszowski tu wychował. Są też dwa średniowieczne kościoły. Aż dwa w tak niewielkiej miejscowości i obydwa średniowieczne! Kościół Wszystkich Świętych (w XVI wieku był zborem protestanckim) tyle razy przebudowany, że teraz już bez stylu. Kościół św. Zofii był cmentarnym. Też go historia nie oszczędzała ale ten zdecydowanie ładniejszy i z wystrojem bardziej spójnym z historyczną konwencją.

Jest też wyjątkowa synagoga. Zbudowana w 1756 roku murowano-drewniana. Do Sali modlitw wchodzi się parterem, do babieńca po schodkach i balkoniku. Byłam przekonana, że zobaczę ją tylko z zewnątrz (bo niedziela i zwykle wszystko i tak pozamykane…). Na drzwiach kartka z numerem telefonu. Dzwonię, choć pora obiadowa. Miła pani pyta czy przy synagodze jestem. „Aaaa obiad poczeka, otworze pani” słyszę w słuchawce. Ojej… Pani przyszła po dwu minutach, z energią opowiada że ponad 20 lat ma klucz… W synagodze rusztowania, konserwacja wnętrza się toczy. Aron ha-kodesz piękny! Cały w zielonej sztukaterii (coś mnie ten kolor w synagogach śledzi… 😊). Część polichromii już odnowiona: jest szofar i widok Jerozolimy itd. Wzruszona postawą pani, dziękuję jej najpiękniej jak umiem i idę na cmentarz. Przecież po to przyjechałam… Znaleźć go bez GPS – niemożliwe! W szczerym polu. Podjeżdżam, parkuję. Jestem jedyną osobą w zasięgu wzroku. Podchodzę do zamkniętej na kłódkę bramy. I… podjeżdża pan na hulajnodze. Pyta czy mi otworzyć bo i tak coś tam ma do zrobienia na cmentarzu. Szeroko otwieram oczy… Wchodzę. Macewy mniej więcej w rzędach; osobno ogrodzone te żydowskich żołnierzy austriackich. Pan z uśmiechem pyta czy mi ohel otworzyć. No jasne!

Wyraźnie cadyk Szlomo chciał ze mną pogadać… A może to ja chciałam z nim parę spraw omówić…

Małopolskie – Brody

Taka maleńka niepozorna wioska. Brody nieopodal Kalwarii Zebrzydowskiej. Historia zacna. Bo były to włości rodu Radwanitów, a najstarsze zapiski XIV wieku sięgają. Zwykle takie wioski maja piękny pejzaaaż (i tu tak właśnie jest! Zwłaszcza gdy jesienią w złotą godzinę słońce ciepłem promieni otula zielenie, żółcienie, rudości i burgundy drzew…) i świadomość (mniej lub bardziej powszechną wśród mieszkańców 😉 ), że historię to my mamy, że ooooo… ! Ale tutaj jest coś jeszcze. Centrum wsi to „Grobek”. Tak potocznie nazywa się Kościół Grobu Matki Bożej. To część dróżek kalwaryjskich, które w dwu przecinających się szlakach rozsypane są po okolicy. Ten w Brodach – ma przypominać sarkofag. W centralnej części ołtarz, na nim trumna i figura Maryi. Jak „Grobek” – to w sumie logiczne. Kościół rozbudowywany był. Między innymi o mur oporowy, przed fasadą figury apostołów, grota maryjna, obok – niewielki klasztor, ot takie tam. Warto też zobaczyć piękny architektonicznie dwór Brandysów. A kawałek dalej anielski most z widokiem na aleję, która z przystankami kaplic można pospacerować do samego sanktuarium kalwaryjskiego. Takie snucie się urocze w okolicznościach przyrody.

Ale co najpiękniejsze – to jednak jesienna kreacja. Wiem, wiem… mam lekkiego fioła na punkcie kolorów jesieni. No lubię – co zrobić. 😊 Ale tam naprawdę kolory jesienną porą potrafią o zawrót głowy jak nic przyprawić. Gdy się przysiądzie pod którymś rozłożystym drzewem… z boku barokowa fasada i apostołowie, którzy wyszli na przechadzkę… gdzieś tam na horyzoncie widać w lekkiej mgle wieże kalwaryjskie… grają jesienne preludium drzewa smyczkami gałęzi… słońce ostatkiem sił otula ciepłymi promieniami… Pięknie…

Małopolska – Dolina Chochołowska

Jakieś 10 kilometrów!!!! Oj poczułam w nogach… Zwłaszcza, że śnieg jakoś mocno nie ułatwia… Dolina Chochołowska – jedna z bardziej urokliwych w polskich Tatrach. Nawet gdy natura popudruje świat śnieżnym puchem. Najpierw wąwóz, kolejne bramy a potem dolina za doliną. W XVI wieku zaistniał tutaj epizod górniczo hutniczy. W sumie dość długi bo do XIX wieku. Do dzisiaj po nich zostały tylko nazwy typu Polana Huciska. Mniej więcej wtedy gdy kończyła się działalność górniczo-hutnicza, zaczęło się odkrywanie turystyczne. A gdy w latach trzydziestych XX wieku wybudowano na Polanie Chochołowskiej schronisko – zaczęło się dziać na poważnie 😊 To obecne to jednak lata 50-te. No a teraz – tak po prostu fajnie się tu łazi. I jest to opinia sporej ilości osób, bo na samotne wędrowanie raczej nie ma co liczyć 😊. Filmowcy też docenili Chochołowską. Stała się sceną dla kilku epizodów z „Janosika” – co w sumie oczywiste, i „Potopu” – co mniej oczywiste, ale kino ma swoje prawa 😉 A! Podobno łatwo tu spotkać lisy. Nie widziałam… poooochowały się jakoś… Ale za to słonko cudnie puszczało oko zza gałęzi smreków… Strumień towarzyszył subtelną muzyką niemal całą drogę… i tak bajkowo trochę było, że aż (jestem pewna!) Królowa Śniegu chyba w którychś saniach przemknęła…

« Older posts Newer posts »

© 2026 Lucyna Maria Rotter

Theme by Anders NorenUp ↑