Kategoria: Chodźże do muzeum (Page 9 of 17)

Marrakesz (Maroko) – Muzeum Marrakeszu

W XIX wiecznym pałacu marokańskiego ministra obrony Mahdiego Munabbiego zrobiono Muzeum Marrakeszu! To znaczy nie od razu. 😊 Po odzyskaniu przez Maroko niepodległości, budynek nie był jakoś mocno zaopiekowany. Najpierw zrobiono tu szkołę dla dziewcząt. Ale dość szybko przestała funkcjonować a budynek popadał systematycznie i skutecznie w ruinę. Dopiero w latach dziewięćdziesiątych lokalny biznesmen Omar Benjelloun uznał, że Marrakesz zasługuje na muzeum, a ten pałac zasadniczo na ten cel się nadaje. Pałac odremontował i w 1997 muzeum otworzył. Olbrzymi zadaszony dziedziniec – robi wrażenie ażurowymi zdobieniami i gigantycznym koronkowej roboty żyrandolem. Wokół dziedzińca małe pomieszczenia ułożone w półotwarte galerie, w nich gabloty z eksponatami. W sumie w całym muzeum eksponatów może kilkadziesiąt… Troszkę biżuterii, odzieży, broni, ceramiki i naczyń. Gdy wchodzi się w labirynt pomieszczeń (dosłownie labirynt) można znaleźć jeszcze jakieś smutno wiszące obrazy w nie do końca wyremontowanych pomieszczeniach. Ale gdy się ktoś odważy w ten labirynt zapuścić, i to jeszcze sam… Hmmm…. Są emocje! Pusto, cicho, jakiś szum wody tylko z daleka, wiatr hula i podkręca emocje niczym muzyka filmowa w horrorach, w którymś tam momencie nie do końca się pamięta jak wrócić… Ja nie wiem czy to jest najpiękniejsze z muzeów Marrakeszu… Ja nie wiem nawet czy o to w koncepcji muzeum idzie… Jak ktoś chce pooglądać artefakty – to niewiele tu ma. Ale jeśli ktoś ma ochotę zagubić się labiryncie pustych ale kolorowych pomieszczeń i poczuć dreszcz emocji zagubienia w nieodkrytej historii… To tu! 😊

Marrakesz (Maroko) – Pałac Bahia

Wielki Wezyr Si Musa wzniósł w połowie XIX wieku w Marrakeszu pałac Bahia. Potem jego syn Ba Ahmed pałac mocno rozbudował no i wyszedł w konsekwencji, taki pełną gębą bo ponad 150 pokoi, dziedzińce, ogrody, fontanny, meczety…! Po śmierci Ba Ahmeda, sułtan Abdelaziz przejął pałac i kazał splądrować by wszystko co cenne zabrać. A potem pałac był miejscówką dla rezydenta francuskiego. A potem, po odzyskaniu niepodległości – znowu rezydencją królewską. A aktualnie – muzeum.

Właściwie, gdy zwiedza się pałac – kark boli 😉 Bo cudowne drewniane, malowane sufity kuszą pięknem, no i  człowiek zadziera głowę by każdy szczegół zobaczyć! Wchodzi się przez podkowiastą bramę, i niemal od razu – labirynt pomieszczeń, zakamarków, wirydarzy, dziedzińców, ogrodów…

Artefaktów, właściwie nie ma. Pałac wielokrotnie był plądrowany… Ale i tak warto go zwiedzić dla mnogości architektonicznych dekoracji, stiuków, malowideł… A jakie mozaiki! Najlepsi rzemieślnicy z całego kraju byli zatrudnieni do ich wykonania – i zdecydowanie to widać! A gdy dołożymy do tego muzykę szumiących fontann… Szkoda tylko że tu i ówdzie tę muzykę zagłusza tłum zwiedzających turystów 😊

Miechów – Muzeum Ziemi Miechowskiej „W starym dworze stary ład”

Mam sentyment do dziedzictwa ziemian (mieszczan zresztą też i to pół na pół – z tego samego powodu… 😉 ) Współczesne wyobrażenia o życiu we dworze często są mocno zniekształcone i wypaczone. A tak naprawdę – najczęściej było to gniazdo domowe gdzie życie toczyło się swoim ustalonym rytmem na straży którego stała tradycja. Ok ok – czasem artystycznym i buntowniczym duszom udawało się spod jej skrzydeł wyrwać ale generalnie ustalone zasady przez wieki kreowały codzienność… Tak o dworze ziemiańskim opowiada wystawa „W starym dworze stary ład” w Muzeum Ziemi Miechowskiej. To trzy kolejne sale zaaranżowane tak, że podglądamy codzienność okolicznych ziemian.

Wystawę zwiedzałam w towarzystwie Pana Dyrektora i jednego z Członków Rady Muzealnej. Panowie dyskutowali na ważkie tematy. Ja odeszłam na bok. W tle dobiegały mnie rozmowy ale takie ciut za mgłą. Słyszałam przyciszone głosy rozmówców ale niekoniecznie słowa… Przycupnęłam w pokoju dziennym. Światło zza okna ślizgało się po ułożonym na stole nakryciu, prawie słyszałam trzask spieczonej skórki chleba który kucharka w pomieszczeniu obok kroiła, pewnie zaraz poda śniadanie… w pokoju obok pan wrócił z objazdu, zrzucił buty do jazdy konnej, jeszcze czuć zapach wiatru… zegar na kredensie miarowo odmierza sekundy, a w kuchni na oknie czas zamknięty w słoikach i wekach…

Ech… pięknie opowiedziana wystawienniczo historia… Nie wiem… Może ślizgające się światło, a może niski tembr męskich przyciszonych rozmów gdzieś w tle, a może nastrój miejsca… A może wszystko na raz… przeniosłam się na chwilkę w czasie…

Miechów – Muzeum Ziemi Miechowskiej „Tkaniny i paramenty”

Muzeum Ziemi Miechowskiej zostało powołane do życia w 1910 roku. Miejsce swoje znalazło w odrestaurowanych na tę okoliczność zabudowaniach dawnego klasztoru bożogrobców. Zarówno pierwsza jak i druga wojna światowa uczyniły spore szkody i w działalności i w zbiorach. Reaktywacja nastąpiła w 2012 roku a siedzibą muzeum stał się Zamek Generała – budynek w historycznym kompleksie klasztornym bożogrobców. Klasztorny anturaż od początku istnienia muzeum, prowokuje niemal by jedna z ekspozycji była dedykowana sztuce sakralnej! I tak jest „Tkaniny i paramenty” to wystawa stała na którą składają się w głównej mierze zabytki związane z bożogrobcami. Jest zatem cały garnitur liturgiczny, tkaniny o rodowodzie włoskim, francuskim i tureckim (ta ostatnia to najcenniejszy chyba czerwony ornat z motywami tulipanów). Jest też trochę sztuki złotniczej, często to zabytki z bogatym programem semantycznym. No i galeria portretów bożogrobców – w znaczeniu przełożeni klasztoru. Ekspozycyjnie – światło świetnie dopełnia prezentowane obiekty i prowokuje do zwiedzania w taki sposób by opowieść o nieistniejącym dziś zakonie snuła się przed naszymi oczyma od gabloty – do gabloty…

Ach! Jak to w murach starych klasztorów… ZIMNOOOOOO…. Ale jak pięknie! 🙂

Nagłowice – Dworek Reja

W Nagłowicach, w dworze Walewskich z przełomu XVIII i XIX wieku jest muzeum Mikołaja Reja. Hmmm…. W sumie to trudno sobie wyobrazić muzeum z mniejszą ilością eksponatów…. A oprowadzanie (po jednej, no… dwu salach w sumie) trwało jakieś 45 min! Kilka rękopisów i … i tyle. 😊 Poza tym dwa manekiny prezentują stroje z epoki, trochę reprodukcji (słabych zresztą) – też z epoki. W sumie to podziwiałam Panią, która barwnie i z emocjami o Reju prawiła. Żeby taką umiejętność posiąść by umieć z pustego nalać… Noooo szacun!

Nowy Sącz – Miasteczko galicyjskie

Skansenów w Polsce mrowie. Lepsze, gorsze, mniejsze większe – różnie. Ale pomysł by w realia muzeum na wolnym powietrzu przenieść miasto – wyjątkowy! Jeden z oddziałów Muzeum Okręgowego w Nowym Sączy – Miasteczko Galicyjskie. Rynek, na nim ratusz, karczma, wokół rynku domy rzemieślników i handlarzy, troszkę dalej dwór. No cudnie i klimatycznie. Wszystkie obiekty to kopie obiektów nieistniejących lub takich które nie nadawały się do przeniesienia. Jest zatem ratusz Starosądecki, jest, dom szewca i golibroda, jest sklep bławatny, można zerknąć na pocztę i do remizy strażackiej, zobaczyć asortyment sklepiku kolonialnego i apteki. No i jest atelier fotograficzne! Nawet z przyrządem pozwalającym na unieruchomienie modela by się nie wiercił przy foceniu bo zrobienie zdjęcia przecież ciut trwało… Można u garncarza ulepić sobie co tam kto lubi, coś tam z drewna wydłubać u stolarza, w karczmie lub cukierni dobrze zjeść a nawet w samym miasteczku przenocować. No i pracownicy Muzeum. Tak uśmiechniętych, otwartych i chętnie opowiadających o ekspozycji pracownikach – nieczęsto się spotyka!

Nowy Sącz – Sądecki Park Etnograficzny

Największy Skansen w Małopolsce jest w Nowym Sączu! To Sądecki Park Etnograficzny – i faktycznie iście tam parkowo… Z Miasteczka, przechodząc przez chybotliwy mostek odwiedza się przysiółek kolonistów niemieckich. Są zagrody niemieckie i zbór z 1786 roku, w którym nadal nabożeństwa bywają odprawiane (podobnie jak w pozostałych świątyniach w skansenie). Potem przez las w którym pachnie igliwiem i nagrzanymi w słońcu rosnącymi ziołami idzie się obok młyna i tartaku… i dalej troszkę pod górkę… Drzewa cudnie szumią, pszczoły grają symfonie – a na końcu cienistej alei z zieleni wyłania się dwór. Jest z XVII wieku ale przebudowany w XVIII/XIX. W środku fantastyczna polichromia z XVII wieku, z czasu gdy dwór użyczony był kanonikom regularnym by mieli gdzie mieszkać na czas podniesienia z ruiny ich klasztoru. Wizyta się ciut przeciągnęła bo zakonnicy mieszkali we dworze z pół wieku chyba – ale w ramach „modernizacji i remontu” zafundowali polichromię z przedstawieniami świętych i fantastycznymi emblematami (takie rebusy artystyczne dla intelektualistów 😉 ). A potem cerkiew z połowy XVIII w. i domostwa Łemków. Za nimi kawałek – chałupy Górali Sądeckich, trochę wcześniej też Pogórzan a ciut z boku i Cyganie Karpaccy się zadomowili. A potem tak trochę na otwartej przestrzeni kościół z 1739 roku (w którym podobno czasem nawet sam Pan Dyrektor na organach grywa! 😊) i zagrody Lachów Sądeckich. Jest i szkoła i spichlerze i kuźnia i wiatrak. Czasem pachnie skoszona trawa i kwiaty w ogródkach przy chałupach. Chyba nawet kozy i baranki można niekiedy spotkać. A w zagrodach bywa że siadają panie i panowie w regionalnych strojach lub nieco na nie stylizowanych i robią kwiaty z bibułki albo koronki klockowe albo jakieś świątki z klocka drewna się wyłaniają. I o każdym obiekcie można posłuchać opowieści, które z uśmiechem ale i nienachalnie są gotowi rzec pracownicy ekspozycji. Jeśli ktoś ma chęć na relaksacyjny spacer – to tu! A co najbardziej urzeka? To że obiekty otulone zielenią. To że czuć zapach siana, drewna – wsi po prostu. I że ten skansen przez program „wymierających zawodów” nie jest tylko muzeum. On trochę nadal żyje. Do pani robiącej bibułowe kwiaty można się przysiąść, spróbować samemu kwiat ułożyć – a potem pierwowzór dla tego z woskowego – poszukać w ogródku…

Oświęcim – Muzeum Zamek w Oświęcimiu

Muzeum Zamek w Oświęcimiu jak sama nazwa wskazuje ma ekspozycję w zamku oświęcimskim. Takim prawdziwym zamku bo na wzgórzu i z metryczką średniowieczną i z basztą i tunelami (XX -wiecznymi – ale co tam 😉)… Nie wiem czy jakieś duchy po zamku hasają ale i to co jest to dużo. 😊 Oczywiście nie zachował się w jednym kawałku. Kiedyś tu działały browar, słodownia, kuchnie, zbrojownia itd. itd. Jak to w zamkach. Przecież była to siedziba władców księstwa oświęcimskiego. Koleje losu nadszarpnęły mury warowni. Zwłaszcza Szwedzi w XVII wieku się do tego przyczynili. Ale i tak to co pozostało – imponujące.

We wnętrzu – ekspozycja, i to bardzo dobrze zrobiona, przemyślana, opowiedziana… Zaczyna się od artefaktów odnalezionych w trakcie prac archeologicznych. Średniowieczne narzędzia, naczynia, broń, uzbrojenie itd. Na pierwszym piętrze – mieszkanie mieszczańskie. Takie przedwojenne. Jest zatem jadalnia i stół pięknie nakryty. Pewnie goście przyjdą. 😊 Potem sypialnia w której można też popracować na przykład szyjąc albo przerabiając elementy garderoby. Nie bez powodu jest tu maszyna do szycia Singer (moja babcia taką miała, a i mama na niej też szywała 😊 ). Pokój dziecięcy z zabawkami i biurkiem do lekcji. No i gabinet. Być może tak właśnie wyglądał gabinet Aleksandra Orłowskiego… W każdym razie ta postać była inspiracją dla aranżacji tego pomieszczenia. No i kuchnia. Jasna i czyściutka. Znowu stop klatka z przeszłości mi się wyświetliła. Kredens jak u babci Rotterowej… Krakowianka – ale kredens miała taki sam. 😊 W kuchni młynek do kawy, i kubki wiszą umyte i formy na ciasta. A z boku wieszak na ręczniki z napisem „dzień dobry”. Mądre! Jak kto samotny i do śniadania sam siada w kuchni to mu choć sprzęty kuchenne „dzień dobry” powiedzą. Są też osobne sale opowiadające o społeczeństwie Oświęcimia. Kluby sportowe, apteki, poczta, prasa…

Generalnie – fajne muzeum! A jak dołożymy do tego możliwość zwiedzania tuneli i podziwiania panoramy miasta z wieży – to już nie można nie odwiedzić zamku będąc w Oświęcimiu !

Oświęcim – Muzeum Żydowskie Oszpicin

Przekorna jestem… Byłam na terenie obozów wiele razy, czasem też „oprowadzając” znajomych. W zeszłym roku mój siostrzeniec i jedna z bratanic, poprosili byśmy do Auschwitz pojechali. Nigdy wcześniej nie byli. Pojechaliśmy. Ale do Oświęcimia a nie tylko do Auschwitz… Zamek, rynek, ratusz, muzeum… Ale zanim do obozów – to najpierw poszliśmy do synagogi. Obecnie można zwiedzać ale też jest czynna dla grup i osób chcących skorzystać z niej jak z synagogi. Bo tak naprawdę to jest synagoga i przylegające do niej małe muzeum. Synagoga powstała w 1918 roku i była dedykowana dla Chewra Lomdei Misznajot czyli dla studiujących Misznę. W czasie okupacji stała się magazynem amunicji, po wojnie chwilę czynna a potem zamieniona na magazyn dywanów… Wreszcie przekazana gminie z Bielska – Białej a potem Auschwitz Jewish Center Foundation i od 2000 roku – została wprowadzona Tora, przybita mezuza i można z niej korzystać. Wystrój – prostu. Na środku niewielka drewniana bima, drewniany też rzeźbiony Aron Ha-kodesz, z tyłu niewielka biblioteczka, ławki… Tuż przy Aron Ha-kodesz dwie tablice. Nieliczne elementy które się w Oświęcimiu zachowały, nawet jeśli weźmiemy pod uwagę wszystkie synagogi miasta. Na jednej z nich napis: Wiedz przed kim stoisz. Przed Królem Królów nad Królami – Haszem – Błogosławiony On. Zawsze mam Boga przed sobą…

Obok synagogi – wystawa „Oszpicin. Historia żydowskiego Oświęcimia”. Ślady nieliczne – licznej niegdyś społeczności żydowskiej Oświęcimia. 400 lat historii zamknięte w kubku do kawy, łyżce, pożółkłym zdjęciu, starym dokumencie….

Hmmm…. Synagoga jest czynna… W takim miejscu – jest czynna… I jakoś tak mocniej zabrzmiało mi w głowie עַם יִשְׂרָאֵל חַי (Am Yisrael Chai)

Pampeluna (Hiszpania) – Muzeum Uniwersytetu Navarry

Jest wieeeeelki kampus. A jeden z budynków w tym kampusie to Muzeum Uniwersytetu Navarry. Działa od ośmiu lat (od 2015 roku). Impulsem dla jego powstania była darowizna Maríi Josefy Huarte Beaumont, jej kolekcji sztuki współczesnej. To poważna kolekcja! Były tam prace i Picassa i Kandinky-ego, i Tapiesa… A potem też darowizna fotografika José Ortiz-Echagüe. Potężny zbiór fotografii i negatywów największych twórców od XIX wieku. No i okazało się, że budynek dedykowany do tych zbiorów przydałby się jak nic. Beton, bazalt i dąb. To się w bryle muzeum przeplata i przenika tworząc przestrzenie wystawiennicze. Do tego – tam gdzie konieczne – nawiązanie do alabastru. W regionie Navarra w zabytkowych obiektach zachowało się go w oknach mrowie. A sama ekspozycja? Świetnie pokazana. Chronologicznie snuje się opowieść o przemianach w sztuce. Ogromne przestrzenie nie przytłaczają. Przestrzeń zagospodarowana kreatywnie. Eksponaty „wyciągnięte” światłem. I sącząca się gdzieś w tle nienachalna muzyka… Albo dźwięki filmów przyciągające do sali ukrytych gdzieś w zaułkach, gdzie owe filmy w skupieniu niemal kinowym można obejrzeć.

Gdyby ktoś chciał postudiować na Uniwersytecie Navarry albo po prostu Pampelunę odwiedzić – POLECAM!

« Older posts Newer posts »

© 2026 Lucyna Maria Rotter

Theme by Anders NorenUp ↑