Kategoria: Chodźże do muzeum (Page 8 of 17)

Kraków – Wawel „Wszystkie arrasy króla. Powroty 2021–1961–1921”

Zygmunt August miał rozmach! Jak już zamówił arrasy to wersję exclusive! Przyjechały z Brukseli – bo w XVI wieku tam najpiękniej tkali. Wełna, jedwab, złote i srebrne nici tkają opowieść. A właściwie opowieści, bo są biblijne i są heraldyczne. Mnie najbardziej urzekają bestiariusze. Ptactwo wszelakie, zwierzaki z bliskich i dalekich stron. I smoki też są… Jest ich dzisiaj blisko sto czterdzieści, i niezwykle rzadko można je wszystkie zobaczyć bo też i czułe są mocno: światło, temperatura, wilgotność i takie tam… Zatem rzadko i niechętnie pokazywana jest cała kolekcja na raz. Z tym większymi emocjami tłumy ruszyły by odwiedzić Wawel a w komnatach –„Wszystkie arrasy króla. Powroty 2021–1961–1921”. Na kilku piętrach w szeregu komnat, sali – i te olbrzymie płótna i te niewielkie. I te świetnie zachowane i te mocno zniszczone. A i też opowieści o tym kto robił, jak rozpoznać warsztat, kto i jak konserwacji poddał itd. itd. Gdyby komu wrażeń było mało a wieczorową porą na Wawel zawitał – na dziedzińcu arkadowym „theatrum” się dzieje. Multimedialna opowieść zamienia dziedziniec w scenę na której głównymi aktorami są arrasy Augusta.

Kraków -Wawel „Zbroja młodzieńcza Zygmunta Augusta”

A gdyby zbroję uroczą ktoś miała wyjątkową ochotę zobaczyć, to do końca lutego 2021 – było można!! 🙂 Młodzieńcza zbroja Zygmunta Augusta – bo o niej mowa stoi sobie w Sali Senatorskiej na Wawelu. Fajnie i zasadnie otulona dokoła wiszącymi tam arrasami…

Dostaliśmy ją właśnie z Węgier, gdzie na mocy wyroku sądu arbitrażowego z 1933 była zdeponowana i przekazana ze zbiorów wiedeńskich jako zbroja króla Węgier Ludwika II Jagiellończyka. Okazało się, że owszem zamówił ją król Węgier – ale Ferdynand I i to jako prezent dla zięcia – młodocianego wówczas ale już koronowanego Zygmunta Augusta. Taki prezent na zaręczyny z córką Ferdynanda. Stąd zresztą na zbroi monogram z liter obojga E i S (Elisabetha, Sigismundus).

A! Jeśli ktoś nie zdąży – to potem mam być jednym z eksponatów wystawy „Skarbiec Koronny i Zbrojownia”

Kraków – Zpafgallery „Penderecki”

„Portret nie powstaje w aparacie, ale po obu jego stronach” (Edward Steichen). Tak jakoś mi się przypomniał ten znany chyba cytat gdy patrzyłam na portrety Maestro Pendereckiego, których autorem jest Janusz Marynowski. To tak chyba jest. Jeśli coś zaiskrzy po obu stronach aparatu i to najlepiej w tym samym momencie – dzieje się… I czasem trwa… Penderecki (taki też tytuł wystawy) pokazany w momencie twórczym. Przed koncertem, na próbie, nad zapisem nutowym… Swoją drogą fajne jest obserwowanie artysty w trakcie tworzenia, kreowania, gdy rodzi się sztuka… Tu – to takie nieśpieszne opowiadanie o tym jak rodzi się muzyka. Opowieść, którą snuje swoją drogą też świetny muzyk-fotografik.

Sama przestrzeń wystawowa krakowskiej Zpafgallery – maleńka. Ale cudnie zaaranżowana fotami – z serii crème de la crème literackich ujęć portretowych. Podobno zdjęcia kradną fragment duszy… Tylko tutaj bardziej skomplikowana sytuacja… To trochę odarta do naga dusza, emocje, myśli, namiętności, pasje, doświadczenia życia… Na tych portretach słychać muzykę… A czasem słychać ciszę…

Kraków – Żydowskie Muzeum Galicja „Helena Rubinstein. Pierwsza Dama Piękna”

Niesamowita z niej kobieta była! Do perfekcji doprowadziła przerabianie marzeń na rzeczywistość! 😊 Charyzmatyczna, niekonwencjonalna, idąca pod prąd, nie bojąca się wyzwań, Helena Rubinstein urodziła się podobnie jak ja w Krakowie ale sto lat wcześniej. 😊 Wychowała się na krakowskim Kazimierzu. Ale potem Wiedeń i Australia… I cały świat! Bo wypromowała markę swoich kosmetyków na całym świecie. Zaczęło się od malutkiego saloniku w Melbourne a potem salony piękności otwierała przecież i w Paryżu i w Londynie i w Nowym Yorku. Imperium kosmetyczne Rubinstein, które zbudowała od zera, własną ciężką pracą. 😊

W Żydowskim Muzeum Galicja w Krakowie – wystawa jej dedykowana. „Helena Rubinstein Pierwsza Dama Piękna”. Ekspozycja niewielka ale fajnie opowiedziana. Są fotografie, plakaty, flakoniki i puzderka i inne cudeńka z salonów kosmetycznych znane. Jest też sukienka Heleny, projektu samego Christiana Dior. Modą i sztuką bardzo mocno się interesowała – więc w sumie trudno się dziwić, że w szafie miała kiecki z metką największych domów mody. 😊 Ale mimo, że bajecznie bogata, podobno do końca życia nie doświadczyła efektu „wody sodowej”. Na drugie śniadanie zabierała w papierowej torbie jajko na twardo, a na wytwornych przyjęciach podawała między innymi kiełbasę krakowska i wódkę. Może to jakiś sentyment do czasów dzieciństwa spędzonego w Krakowie… 😉

Ach – jest też na wystawie film na którym sama Rubinstein doradza klientkom jak zadać sobie urody. 😊

Kraków – Żydowskie Muzeum Galicja „Śladami pamięci”

Wystawa „Śladami pamięci” w Żydowskim Muzeum Galicja w Krakowie. W sumie to taki labirynt pamięci pokazany fotografiami i opisami ich, ale… Sama narracja bardzo ciekawie poprowadzona i taka… hmmm… dająca w sumie nadzieję, uśmiech, generalnie pozytywne emocje. Przez około 1000 lat na ziemiach polskich rozwijała się kultura Żydów, zwłaszcza tych aszkenazyjskich. Społeczność żydowska wnosiła wiele w kulturę, sztukę, tradycję ziem na których zamieszkiwali a równocześnie czerpała z lokalnej tradycji, kultury i historii. Takie wzajemne działanie, wspólne tworzenie – dla wspólnej ojczyzny Często piękne, czasem trudnej – ale wspólnej. Niestety holokaust i eksterminacja przeprowadzona przez hitlerowców miała na celu zniszczenie nie tylko narodu ale i jego dziedzictwa. STRASZNE!!!! Tyle, że pomimo tak diabolicznego planu – „Am Yisrael Chai”!!!!

I taki właśnie jest wydźwięk wystawy. Zaczyna się od śladów kultury żydowskiej. Tych śladów, które mimo wszystko, mimo II wojny światowej i polityki lat późniejszych – przetrwały. Często fragmentarycznie, często w ruinie, często teraz odnawiane – przetrwały. Są śladami nie tylko judaizmu ale i takiego codziennego zwyczajnego życia. Potem opowieść o śladach holokaustu. TRZEBA pamiętać. Choćby po to by mieć nadzieję na to że taka sytuacja nigdy więcej się nie powtórzą… Na koniec fotografie które pokazują odradzanie się życia społeczności żydowskiej i judaizmu też. Bo przetrwały nie tylko ślady kultury. Przetrwali też ludzie! I znowu słychać „Szalom Alechem”, znowu w oknach palą się chanukije, znowu rozkłada się chuppę…

Odradzanie się bo to jest ciągły proces, przypominania sobie o kulturze i historii ziem polskich. Kulturze i historii, która od wieków i zawsze była wielokolorową mozaiką narodów, religii i kultur.

Kurozwęki – Zespół pałacowo-parkowy

Jakiś czas temu byłam (ze wspaniałą ekipą cudownych znajomych a i równocześnie specjalistów od sztuki, muzealnictwa, zarządzania kulturą i innych takich) w Kurozwękach. To była moja kolejna wizyta w tym miejscu na przestrzeni kilku lat i… nic się nie zmieniło! 😊 Kurozwęki to zespół pałacowo parkowy. Miejsce z historią. Zamek tu był od poł XIV wieku a potem w XVIII przebudowa w kierunku pałacowym. Same Kurozwęcki i w literaturze i w filmie się przewijają… W obecnym obiekcie – parkowo, no ok. Bizony hodowane na miejscu łażą sobie w zagrodzonych przestrzeniach, jakieś tam inne zwierzaki też. Kawiarnia i restauracja serwuje jakiś jedzonko. Fasady obiektów odrestaurowane kuszą by wejść do środka a wejść można wyłącznie z przewodnikiem. Nas oprowadzał miły Pan w dresie, który posiadał tekst wykuty na pamięć i z zaangażowaniem i emocjami go recytował. 😊😊 Przy czym co ważne – nie należało robić krzywdy Panu pytaniami… Obiekt i kolejne jego sale… cóż… Właściwie w którejś tam kolejnej sali nie ukrywaliśmy już śmiechu… No nie dało się… To wyglądało jak składzik rzeczy niepotrzebnych przyniesionych przez okolicznych mieszkańców… W sali udającej jadalnię plastikowe „siedzonko” dla dzieci. No fakt wyglądało na stare ale żeby aż tak… Na salach ekspozycyjnych niepotrzebne rzeczy, jakieś kartony władowane na szafę lub zza niej wystają smętnie lub zwisają ponuro. No co? Nie zmieściły się i nie było pomysłu gdzie je … Właściwie mogłabym się tu wyżyć intelektualnie, komentując salę za salą ale… oszczędzę. 😉 Miejsce ma potencjał. Ale myślę, że albo trzeba zatrudnić kreatywnych SPECJALISTÓW, albo nie udostępniać aż będzie skończony (bo że w remoncie – widać…)

Ale po parku połazić, gdy pogoda sprzyja – miło… 😊

Lanckorona – Muzeum

Dom lanckoroński przerobiony na Muzeum. Taki fajny etno klimat głównie z XIX i XX wieku. W dwu pomieszczeniach (dawna izba i kuchnia) sto procent kultury ludowej regionu. Pomimo pozornego chaosu – fajnie przemyślane i świetnie wyciągnięte światłem poszczególne przestrzenie pomieszczeń. W oknie pelargonie, nocnik przy łóżku, kiecka wisi z boku… No tak po prostu – dobra robota! Trzecie pomieszczenie (izba po prawej stronie sieni) poświęcona tematom historycznym gł. konfederackim. Tu… jakby to powiedzieć… pomilczę żeby dobrego wrażenia całości nie zniszczyć 😉

Przechodząc przez sień wchodzimy w przestrzeń ogródka przydomowego. To znaczy dawne podwórko i ogródek przerobiony nieco i zaaranżowany. Kwitnąco, mocno zielono, miotła w rogu, niecki i młockarnia gdzieś tam tworzą przestrzeń i klimat.

Generalnie – fajne miejsce jest !

Łomża – Muzeum Północno-Mazowieckie

W sumie niewielkie, ale zupełnie dobrze ekspozycyjnie zorganizowane Muzeum Północno-Mazowieckie w Łomży. Ma już swoje lata w sumie no działa od 1948 roku. Starania Adama Chetnika doprowadziły do tego by sporym wysiłkiem muzeum powstało. Co można zobaczyć? Dla mnie głównie fascynujące były bursztyny. Ten region bursztynami stoi! To fakt bezdyskusyjny 😊 Ale te na wystawie nie tylko ładnie były pokazane ale i ciekawie opowiedziane. Aż miałam ochotę nabyć drogą kupna jakąś piękną rzecz jubilerską… Ostatkiem sił się powstrzymałam 🙂 🙂 Nie dziwię się, że w strojach regionalnych obfita biżuteria bursztynowa jest akcentem koniecznym i nieodwołalnym dla zacnego prezentowania się. Kolejna wystawa stała to „Kurpiowskie osóbki”, czyli światki wszelakie w przydrożnych kapliczkach lub przydomowych instalowane. Tak dla ochrony przed złym, dla zapewnienia szczęśliwości… A jak już szczęśliwość mamy zabezpieczoną – to możemy pooglądać dwie kolejne „opowieści”. Tym razem o samej Łomży. Jedna tak od czasów archeologicznych a druga znacznie późniejsze czasy przybliża bo tak od połowy XVII wieku. Zaskoczeniem dla mnie był zbiór lamp. Jakoś tak bardziej z Krosnem kojarzę taką tematykę. Ta kolekcja łomżyńska – całkiem imponująca. Są lokalne produkcje i takie rodem z Chin, są stojące, wiszące, zdobne i proste w formie. No ładnie, choć pewnie gdyby było więcej miejsca to jeszcze piękniej mogłyby być wyeksponowane. Teraz tłoczą się w kilku gablotach. Na koniec czasowa. Duże przestrzenie ekspozycyjne na parterze a w nich prezentowane ostatnio pozyskane dary dla muzeum. Czyli tak tematycznie – wszystko! Ale taki charakter wystawy. Pokazać co nowego w zbiorach się pojawiło.

W sumie – sympatyczne, klasyczne ekspozycyjnie muzeum w którym zerknąć tu i tam jest na co! I co ważne…. Z pięknymi bursztynami!!!!  😊  

Łódź – Muzeum Historii Miasta Łodzi, Pałac Izraela Poznańskiego

Ale to kaaaaaawał pałacu! Nie spodziewałam się, że aż taki rozmach miał Izrael Poznański. Obecnie to oddział Muzeum Historii Miasta Łodzi ale myśl twórczą Poznańskiego widać mocno nadal. Pałac powstał pod koniec XIX wieku i nie bez kozery nazywany jest łódzkim Luwrem. To chyba największa w Polsce rezydencja fabrykancka. Gabinety, pokoje, jadalnie a do tego sale balowe, teatralne, ogród… No jest moc! 😊 Obecnie na parterze i piętrze kilka wystaw stałych. To opowieść o rodzinie właścicieli, ale też wystrój pałacu jako takiego, jest buduar i gabinet i salon i sypialnia też. 😊

Są też plany filmowe, bo przecież pałac był scenografią dla kilku przynajmniej kultowych realizacji od „Ziemi obiecanej” począwszy. No i gabinety znanych i wielkich a pochodzących z Łodzi. W tym dwaj moi ulubieńcy, którzy cudownie potrafili odmalować emocje… przy czym jeden dźwiękami a drugi słowem – Rubinstein i Tuwim. W pomieszczeniach poświęconych temu pierwszemu muzyka się sączy w tle… cudnie dopełnia całość (swoją drogą mnóstwo instrumentów w kolejnych pomieszczeniach pałacu… Muzyka jest ważna przecież… bez niej się nie da… tak po prostu się nie da. Albo przynajmniej jest trudno…). W pokoju Tuwima – maszyna do pisania, pióro. Maszynopis chyba „Ptasiego radia”. Tu trochę szkoda bo to taki grzeczny tekst, a Tuwim mistrzem riposty był przecież genialnym i krótkich a zwięzłych myśli!

Łódź – Muzeum Historii Miasta Łodzi „Na wspólnym podwórku – łódzki tygiel kultur i wyznań”

Jak są chęci to i metoda się znajdzie! Oczywiście jeśli te chęci są…. Tak to generalnie bywa…

Czy da się żyć obok siebie nawet jeśli się święci dzień wolny w inny dzień tygodnia a święta z tymi celebrowanymi przez sąsiadów, jakoś rozjeżdżają się w kalendarzu. No pewnie! Generalnie wszystko da się zorganizować jeśli obie strony chcą. W Łodzi tych „stron” było znacznie więcej bo i Polacy i Niemcy i Żydzi i Rosjanie itd. itd. A religijnie: Katolicy, Żydzi, Protestanci, Prawosławni… Faktycznie kogel mogel kulturowy. Ale wszystkim przyświecał jeden cel, powód dla którego się w Łodzi osiedli i Łódź tworzyli: polepszyć swój byt! Ziemia obiecana… Jednym się udawało innym nie – życie… Ale nikomu nie przeszkadzała zasadniczo „inność” sąsiada. Czasem ta inność może nawet mocno fascynować i pociągać. Różnie bywa. W Muzeum Historii Miasta Łodzi jedna z wystaw to „Na wspólnym podwórku – łódzki tygiel kultur i wyznań”. Od razu napiszę – świetna!!! Fantastycznie poprowadzona opowieść taka domowa i taka miejska dnia codziennego – tego w pracy i tego świątecznego. I gwar kawiarni gdzieś tam w tle i rozmowy w każdym języku jaki do głowy Łodzianom przyszedł. 😊 I przez okno można do sąsiadów pozaglądać . Łódź z ’39… Bezpowrotnie utracona… kurcze… szkoda…

« Older posts Newer posts »

© 2026 Lucyna Maria Rotter

Theme by Anders NorenUp ↑