Kategoria: Chodźże do muzeum (Page 3 of 17)

Jędrzejów – Muzeum Przypkowskich

W Muzeum Przypkowskich w Jędrzejowie byłam… „dziecięciem będąc”. Pamiętam, że wtedy zrobiło na mnie niewiarygodne wrażenie. Od kilku lat miałam ochotę odwiedzić je ponownie (konieczna do szczęścia była mi fota jednego zegara świecowego…) i jakoś tak wciąż było nie po drodze. Dzisiaj uuudaaaaało się. I… nie wiem… jakoś to wspomnienie… kurcze, co mi się wtedy tak bardzo spodobało??? Nie wiem… Muzeum jest bardzo, bardzo klasycznie pomyślane. Przemiła Pani oprowadza po kolejnych pomieszczeniach mieszkania Przypkowskich. To tu, to tam zegary i inne takie – bo gospodarz zbierał, bo lubił. Jest i gabinet lekarski (gdzieś do roboty trzeba chodzić) i jadalnia i sypialnia. No taka małomiasteczkowa meta. Ładnie jest, kurzem pachnie – ot muzeum… Trochę tak jakby się podglądało kogoś w domu pod jego nieobecność. Potem kolejna część (sąsiedni budynek). Zupełnie niezła ekspozycja zegarów słonecznych. Z tego w końcu muzeum słynie – i to dość poważnie! Dobrze zrobiona wystawienniczo. Kolejne pomieszczenia umiarkowanie mnie przekonały. Niezłe eksponaty z dworów, pałacyków zebrane do kupy w kilku pomieszczeniach. W piwnicach – wystawa czasowa (nie zauważyłam opisu ale na stronie muzeum doczytałam, że to „The Magnificent Seven. Artystki i artyści z kręgu Galerii m², 2007-2020”.). No i wystawa kulinariów. Ta jest fajna! Od przepisów staropolskiej kuchni – po gary. No fajna! Tylko nie wiem czy plastikowe owocki i kiełbasy potrzebne… Ale generalnie – fajna! 😉 Po zwiedzeniu całości warto zaordynować sobie relaks w przymuzealnym ogrodzie. W jesiennym słońcu, zieleniach i brązach, połyskująca woda basenów, w których już rybek nie było (pewnie wyłowione na zimę), zatopione wśród roślinek zegary. Miło…

Całość – jeśli kto lubi zegary słoneczne lub takie klasyczne bardzo ujęcie idei muzeum, to warto zaglądnąć.

Kielce – Muzeum Narodowe w Kiecach, Dawny Pałac Biskupów Krakowskich „Wnętrza zabytkowe XVII-XVIII wieku”

Kielce… Nie potrafię sobie z tym poradzić ale mam sprzężenie zwrotne. Na dźwięk „Kielce” z automatu przypomina mi się piosenka w wykonaniu Zbyszka Raja… 😉😎

Ale tym razem muzealnie – czyli Muzeum Narodowe w Kiecach, Oddział: Dawny Pałac Biskupów Krakowskich. Aktualnie trochę w remontach i konserwacjach ale wystawy stałe w większej części działają. Jedna z nich – „Wnętrza zabytkowe XVII-XVIII wieku”. Ekspozycja bardzo klasycznie zaaranżowana. Sień górna mogąca pełnić funkcję sali koncertowej, a potem kolejne wnętrza – mniej lub bardziej wypełnione meblami, rzemiosłem artystycznym, dodajmy jeszcze kurdybany i kilka zupełnie niezłych obrazów. OK trafiłam na czas konserwatorsko/remontowy… Ale i tak – ekspozycja bardzo klasyczna wystawienniczo. Dla mnie najciekawszym elementem są fryzy oraz stropy kasetonowe i ich zdobienia. A kasetony z czterema porami roku – powaliły mnie skutecznie. W tak zwanym trzecim pokoju biskupim, gdy wzrok podniesiemy ku górze, w czterech narożnikach cztery pory roku, a każda z nich w towarzystwie roślin i zwierzaka – atrybutu. Co ciekawe atrybuty osadzone w polskim pejzażu i przyrodzie. Zmarznięta zima z puchatym kotem, jesień z winnymi gronami, dyniami i boćkami, wiosna z pękami kwiatów i perliczkami no i lato z kłosami zbóż i ptakami, które na razie nie potrafię dookreślić. Chyba tymi czterema porami roku głownie zapamiętuję tę stałą w Narodowym w Kielcach… 😁😁

Kórnik – Zamek w Kórniku

Czarnej Damy w Poznaniu jakoś nie mogłam się doczekać… No to pojechałam w odwiedziny do Białej Damy. 😉 Dom Działyńskich – bardziej znany jako zamek w Kórniku. Tam rzeczona ma ponoć rezydować. 😀 Muzeum bardzo klasyczne. Bez żadnych niemal udziwnień i nowinek wystawienniczych. Jeśli ktoś lubi takie klimaty „jakby gospodarze stąd wyszli chwilę temu” – to jest to dedykowane miejsce. Swoją drogą odjechane mieli pomysły Działyńscy przy tej przebudowie zamku. Zakątek myśliwski – „pamiątki” z podróży i wypraw jakichś, jak sama nazwa mówi – myśliwskich zapewne. Sala Mauretańska faktycznie orientem kusi. Aż dziwnie w takim wnętrzu zderzona z militariami w wydaniu mocno polskim… Ale jakoś to wszystko się komponuję. Jedyne co mnie rozbawiło to – spora swoją drogą – figura „białej damy”, stojąca w kącie tuż pod schodami. No ale z drugiej strony – Teofila z Działyńskich z ram obrazu wyłazi, niczym w moniuszkowskim „Strasznym Dworze”, równo o północy. Wtedy trochę słabo z turystami… Więc w ciągu dnia atrapa ducha robi robotę… 😅

Kraków – Muzejon jezuicki

W ostatnich latach zrobił się w Krakowie wysyp muzeów zakonnych i klasztornych. Dominikanie, cystersi, benedyktyni, misjonarze… A teraz do tego grona dołączyli jezuici! Co ważne, i co podkreślić trzeba – w zdecydowanej większości nowo otwierane przestrzenie muzealne są na najwyższym poziome muzealniczym.

Ale o samych jezuitach dzisiaj – a dokładnie o Muzejonie jezuickim. To miejsce łączy w sobie cechy muzeum i placówki edukacyjnej. Bo to nie jest sama wystawa. To opowieść (również artefaktami) o jezuitach, o ich wkładzie w tradycję, kulturę, dziedzictwo Krakowa i Małopolski. Autorzy projektu (tu między innymi dr hab. Beata Bigaj-Zwonek, prof. UIK, dr hab. Izabela Kaczmarzyk, prof. UIK, dr hab. Monika Stankiewicz-Kopeć, prof. UIK, dr hab. Stanisław Cieślak SJ, prof. UIK, dr  Krzysztof Homa SJ, dr hab. Tomasz Homa, prof. UIK) solidnie przekopali kościół i klasztor jezuitów przy Małym Rynku w Krakowie. Tak od piwnic do strychu. I poodkurzali często zakurzone wielowiekowym pyłem „ślady historii”. Z kurzy otrząśnięte, zyskały na powrót blask i miejsce w gablotach muzealnych Muzejonu. A że klasztor i kościół św. Barbary parę dobrych wieków mają – to i eksponatów się sporo uzbierało… 😊 To, że obrazy, grafiki, starodruki, rękopisy – to naturalne na wystawach zakonnych / klasztornych. To, że są błyszczące złotem monstrancje, kielichy, puszki – to też. Zwykle podziw mój wzbudzają też relikwiarze. Tutaj – jedne z kryształu górskiego – fantastyczny przykład rzemiosła artystycznego! Ale to, że autorzy wystawy gdzieś w piwnicy znajdą butelkę wina mszalnego z XIX wieku i ją w jednej z gablot umieszczą – nie spodziewałam się! Super!

Ale na mnie inny fragment wystawy zrobił wrażenie. Wernisaż, przecięcie wstęgi, goście wchodzą do środka… Jeszcze wszystkie światła nie rozbłysły, jeszcze tylko punktowo oświetlone gabloty i eksponaty we wnętrzu dawnej kaplicy… W niszy trzy manekiny prezentują stroje liturgiczne: dalmatyka, dwa ornaty, manipularz… Ale światło tak świetnie wyreżyserowało klimat – że całość wyglądała jak jakieś okno do przeszłości, jakiś kadr filmowy… Potem zaświecono światło i czar nieco prysł, ale po wernisażu jestem pewna że to subtelne i dobrze osadzone światło (wraz z sączącą się w tle muzyką) będzie na co dzień tworzyć klimat ekspozycji.  

Kraków – Muzeum Archeologiczne, „Pradzieje i wczesne średniowiecze Małopolski” „Światowid ze Zbrucza”

Dwie spójne w sumie ze sobą wystawy stałe w Muzeum Archeologicznym w Krakowie o praszczurach naszych opowiadają 😉 „Pradzieje i wczesne średniowiecze Małopolski” – ciut eksponatów jest, ale to makiety nadrabiają opowieść. Ekspozycja w sumie kostiumologiczna pokazuje jak ubierali się w kolejnych wiekach mieszkańcy Małopolski. Chyba klimat był cokolwiek inny… Ale same ubiory – piękne i dekoracyjne. W niektórych elementach mogłabym dzisiaj chodzić bez trudu. Na wystawie można to sprawdzić, czy do twarzy człowiekowi w takich fatałaszkach bo w skrzyniach i elementy ubioru i broni i narzędzi są (kopie oczywiście i rekwizyty) i można przymierzyć i do ręki wziąć sprawdzając czy taki topór to ciężki czy niekoniecznie… Na tym samym piętrze „Światowid ze Zbrucza” – robi robotę sam jeden, ale przecież co cztery głowy to nie jedna 😉 Robią wrażenie też odkryte grobowce pokazujące sposoby pochówku. Pięknie i naukowo.

Kraków – Muzeum Archeologiczne, „Bogowie starożytnego Egiptu”

Najstarsze Archeologiczne w Polsce jest w Krakowie! Do tego okazuje się, że Panie i Panowie muzealnicy mogą być mili, uśmiechnięci, życzliwie i cierpliwie wskazujący drogę i odpowiadający na tysiące pytań… Cudownie, że takie muzea (tacy ludzie!!) istnieją.

Wystawy stałe – każda przemyślana, eksponaty dobrze „wyciągnięte” światłem i anturażem, opis robi tak, że każdy wie na co patrzy i dlaczego ma się zachwycić. „Bogowie starożytnego Egiptu” – otulona półmrokiem ekspozycja, ekscytującej cywilizacji i kultury. A, że egiptolodzy polscy nienajgorsi to i jest co zobaczyć. Wchodzi się w mrok i tajemniczość. Tak się chyba potocznie Egipt starożytny kojarzy większości osób które o tej cywilizacji coś tam słyszały… Pewnie przez filmy. 😉 Ale na wystawie jedynym nawiązaniem do produkcji Hollywoodzkich jest tajemniczy półmrok robiący atmosferę niesamowitości. Cała reszta (w przeciwieństwie do filmów 😉 ) jest super merytoryczna. Informacje oczywiste, potem bardziej szczegółowe, i na koniec też odkrywcze – klasyka dobrego wykładu. Elementem ekspozycji są co oczywiste mumie. One budzą zwykle najwięcej emocji. dobrze pokazane, w trumnach antropoidalnych. Tak że można zerknąć, zobaczyć, ale jednak nachalnością widza nie zakłócać ciszy odpoczynku. Przecież w końcu to ciało zmarłej osoby… Ale na wystawie są nie tylko ludzkie. Koty były w Egipcie cenione z kilku powodów, miedzy innymi przez Baster – boginię miłości i radości, o kociej głowie. Poza boskością koty były niezłymi strażnikami plonów. Przecież polowały na gryzonie. Zatem… mumia kota – też jest.🙂

Generalnie – warto tu być 😃😃

Kraków – Muzeum Archeologiczne „Pompeje. Życie i śmierć w cieniu Wezuwiusza”

W Gmachu Głównym Muzeum Archeologicznego w Krakowie – wystawa czasowa „Pompeje. Życie i śmierć w cieniu Wezuwiusza”. Jedna z bardziej znanych tragedii świata antycznego. Wezuwiusz miał niestrawność, odbiło mu się troszkę i tak przy okazji kilka miast zniknęło z powierzchni ziemi… Pompeje i Herkulanum zwiedza się dziwnie, tak trochę jakby wąskimi uliczkami przepychali się nie tylko turyści ale i duchy dawnych mieszkańców….

Nie zawsze do Pompei (lub Neapolu – bo tam zdeponowano odkryte zabytki) można pojechać, Więc tym razem Pompeje przyjechały do nas. 🙂 Krakowska wystawa świetnie zaaranżowana (jak zwykle zresztą 😉 ) Pokazuje wszelkie aspekty życia miejskiego w starożytnym Rzymie. Są mieszkania, i łaźnie, i teatry, i domy publiczne (właściwie wystawa dość mocno erotyką ocieka…). Osobna sala poświęcona odkryciu po 15000 laty zasypanego popiołami wulkanu miasta. Giuseppe Fiorelli (jeden z odkrywców) zaczął wypełniać gipsem miejsca po ciałach osób zasypanych popiołami. Efekt niesamowity – odlewy duchów. Na wystawie w gablotach dwie postaci ludzkie. Jest też pies. Właściwie z tym psem kojarzą mi się Pompeje – przez Kaczmarskiego i jego „Pompeje”.

Konkluzja – Klimatyczna, rzymska, pompejańska, antyczna. Wystawę rekomenduję!!

Kraków – Bunkier Sztuki, „Kamil Kukła, Frukta i paszczęki” „Richard Mosse, Przybywający”

Ostatnio często i z intensywnością snuję się po galeriach oraz muzeach – stąd jakieś porównanie i odniesienie. Dawno nie widziałam tak pustej galerii. Tam kompletnie nie ma zwiedzających! No może jakieś pojedyncze egzemplarze (a i tak chyłkiem umykają…) Nie dziwię się pracownikom galerii, że przysiadłszy na zydelku wpatrują się z zaangażowaniem w telefon komórkowy. Tak siedzieć w pustej przestrzeni wystawowej cały dzień – można sobie żyły z nudów otworzyć… Sama przestrzeń wystawowa galerii duża, ale jakoś zagospodarowana bez sensu, bez pomysłu, bez polotu, bez czegokolwiek. Pomysł połączenia prac plastycznych z dźwiękiem i obrazem ruchomym – dobre, ale potęguje jeszcze bardziej pustkę i brak zainteresowania widzów. Dla mnie, pierwsze skojarzenie tych konkretnych a rozlegających się dźwięków – wiatr hula po pustych salach… Wystawiane prace – OK, ale czegoś brak. Chyba po prostu pomysłu na Bunkier, który przecież ma wieloletnią i bogatą tradycję, wystawiali tu najwięksi przedstawiciele nurtów XX wieku. Od jakiegoś czasu jednak w Krakowie Bunkier bardziej kojarzy się z kawiarnią tuż obok, niż z galerią sztuki…

Kraków – Muzeum Etnograficzne

Muzeum Etnograficzne w Krakowie powstało w 1911 roku. Kawał czasu! A wszystko dzięki Sewerynowi Udzieli, pedagogowi, społecznikowi i etnografowi w jednym.

Obecnie główna część to wystawy stałe. „Od środka” gdzie izba podkrakowska i podhalańska i folusznik i szkoła. I pachnie w tych izbach „naturalnie”! „Rytm życia” prześledzić można od narodzin do śmierci, a i przez rok obrzędowy przejść. Przy czym kuratorzy nie rozstrzygnęli odwiecznego sporu o wyższości świat Bożego Narodzenia nad Wielkanocnymi (lub odwrotnie). W salach grudniowych skrzy się od krakowskich szopek i uśmiech budzą kolędnicy, a w salach wiosennych misternie zdobione pisanki przez lupę można oglądać, a i przebierańcy na tę okoliczność świąteczną też są. 🙂 Ciekawa jest część „Rzeczy ludzkie” to co nas otacza – od stroju do narzędzi codziennych. A że nawet na wsi czasem się ma czas wolny i chce się go zagospodarować zgodnie ze zdolnościami i ochotą – jest też „Nieobjęta ziemia” z pracami ludowych twórców.

Fajnym pomysłem są Mikrohistorie. Prezentowany jest przy wejściu w oszklonej gablocie jeden eksponat i jego historia…

Kraków – MuFo, Rakowicka „Tu zaszła zmiana”

Krakowskie MuFo otworzyło podwoje kolejnego lokum (Rakowicka). No muszę powiedzieć chapeau bas! Ale znając Józefińską i Strzelnicę – nie spodziewałam się niczego innego prawdę mówiąc. 😉 Przestrzeń wystawiennicza i wszystko co dookoła – pomyślane doskonale. Jestem pewna, że będzie się cudownie sprawdzało. Na razie jest do zobaczenia (oprócz biblioteki i czytelni) jedna czasowa – „Tu zaszła zmiana”.

Hmmm… No tak to jest… Czasem zmiany dokonują się niepostrzeżenie, po cichutku i zaskoczeni jesteśmy, że się zadziały bo przecież nic się nie wydarzyło tak naprawdę… A czasem są spektakularne, z fajerwerkami i innym trzęsieniem ziemi z wybuchem wulkanu połączonym… A czasem tak po prostu – czas już najwyższy by się zmiana jakaś dokonała. I wtedy się po prostu dzieje gdy się jej na to pozwoli…

Te fotografie na „Tu zaszła zmiana” to obrazy przełomu wieków. Może to tylko dokumentacja czasów. Przejścia z analog – na cyfrę. Przesunięcia się Zachodu trochę bardziej na Wschód… Może tylko mnie się tak filozoficznie na nie patrzyło i wielopoziomowo… Nie wiem…

Tak czy tak – wystawa fajnie pomyślana. Światło robi robotę, dźwięk – nieoczywisty – też. I to co dla mnie było strzałem w dziesiątkę – to otulenie obrazu słowem. Foty wzbogacone przemyśleniami autorów lub opowieścią snutą na podstawie obrazu. No fajne miejsce 😊

« Older posts Newer posts »

© 2026 Lucyna Maria Rotter

Theme by Anders NorenUp ↑