Kategoria: Chodźże do muzeum (Page 17 of 17)

Valencia (Hiszpania) – Museo de la Semana Santa Marinera de Valencia

Museo de la Semana Santa Marinera de Valencia. Robiłam kilka podchodów w przeciągu dwu tygodni ale w któryś dzień się udało – było otwarte! Taką poprawkę trzeba zawsze brać gdy się jedzie gdzieś poza sezonem. 😊 Całe muzeum to opowieść o obchodach Wielkiego Tygodnia w Walencji. Pasos – platformy i figury ze stosownymi scenami i postaciami. Obok kostiumy bractw, które z daną platformą idą w procesji wielkopostnej ulicami miasta. Na tabliczkach informacja co to za bractwo, od czego, i jaką ma historię. W kilku miejscach filmowe reportaże można zobaczyć z tych właśnie obchodów, które w sumie sama nie wiem czy są bardziej procesjami czy fiestami. Fajne!

Semana Santa jest zwyczajem powszechnym w Hiszpanii i praktykowanym w bardzo wielu miastach. Procesje (odbywają się zarówno w dzień jak i nocą) przygotowują członkowie cofradías – bractw religijnych. Zawsze kończy się ona w kościele przy którym bractwo działa. Historia niektórych z nich sięga nieprzerwanie aż XV wieku! Przebieg procesji jest podobny w większości miast (choć szczegółami się oczywiście różnią!). Przy dźwięku instrumentów, bębenków lub kołatek, przy wtórze śpiewu i w blasku świec (lub promieni słonecznych jak w dzień😊) idą wolno ulicami miasta cofradias (tak dokładnie to costaleros – bo dla niesionej czy nawet prowadzenia takiej platformy siły niemałej potrzeba!) niosąc każda swoją pasos. Pasos często są zabytkowymi dziełami sztuki nawet z wieków średnich! Wokół pasos idą nazarenos. Ubrani w żałobne stroje przynależne swojemu bractwo. To najczęściej tuniki i spiczaste kaptury (capirote), ubierane tak że zakrywają głowę i twarz. Czasem też szkaplerz lub peleryna. Przy czym, przy samej platformie, w rzędach idą Nazarenos de fila, świece niosą Nazarenos de luz, duże krzyże na ramionach niosą Nazarenos – Penitentes, zaś Nazarenos portadores niosą atrybuty insygnia i symbole. I tak do Wielkiej Soboty! A potem fiesty już Wielkanocne!

PS

W Krakowie też mamy swoją Semana Santa. 😊 Od 1595 roku działa Arcybractwo Meki Pańskiej. Też mają zakapturzone stroje i też uczestniczą w procesjach. Ale nie ulicami tylko po krużgankach kościoła franciszkanów konwentualnych.

Watykan – Musei Vaticani, Pio Clementino Museum

Dzisiaj myślałam sporo o moim zmarłym tacie. Nie wiem dlaczego. Może dlatego, że w tym roku 20 lat od jego śmierci mija, a może inny powód… może bez powodu…

I tak trochę bez sensu a trochę może na temat zaczęłam błądzić myślami po salach muzeum watykańskiego. Obfituje ono w zabytki sztuki antycznej. Duża kolekcja gromadzona przez kolejnych papieży. Lubię będąc w Rzymie poszwendać się tam bo w jednym miejscu całą paleta kultur antycznych. Obok jednych eksponatów przechodzę zwykle omiatając wzrokiem, czasem poszukuję jakichś konkretnych tematów i dzieł, a innym razem to one mnie znajdują.

Grupa Laokoona stoi w niszy, wkomponowana tam perfekcyjnie jakby antyczny twórca wiedziony jakimś przeczuciem lub natchnieniem tam właśnie tę kompozycję dedykował. To opowieść jakich w antyku wiele – przekomarzanie się ludzi i bogów. Laokoon sprzeciwił się odwiecznym zwyczajom, chciał też ostrzec przed koniem trojańskim, naraził się w rezultacie na tyle mocno bogom (a zwłaszcza Apollinowi), że Laokoona jak i jego synów pożarły morskie węże. Historia tyle smutna co i powszechne znana – a mnie wciąż dziwi dlaczego ta watykańska rzeźba tak bardzo mnie przyciąga, tak bardzo zawsze trzyma mój wzrok i uwagę. I kiedyś przyszło olśnienie. To nie muskularna postura Laokoona, to nie perfekcyjna kompozycja, to nawet nie zachwyt oczywisty kunsztem greckiej rzeźby. Tak naprawdę wszystko kryje się w oczach Laokoona. On walczy. Naprężone do granic mięśnie i ścięgna. Usiłuje odepchnąć to co nieuniknione. Ale gigantyczny grymas na jego twarzy to nie ból i wysiłek walki. To cierpienie największe z możliwych. To cierpienie ojca który wie, że jego dzieci zaraz zginą, a on nic nie jest w stanie zrobić by ich ocalić. Wciąż jednak największym wysiłkiem walczy – nie o siebie, o synów! Przecież każdy prawdziwy ojciec jest wstanie zrobić wszystko by ratować własne dzieci!

Grupa Laokoona, to kwintesencja miłości rodzicielskiej. To kwintesencja OJCOSTWA…

Zakopane – Muzeum Tatrzańskie, Willa Oksza

Piękne i dla Zakopanego zwłaszcza charakterystyczne zabudowania w podziw, ochy i achy turystów wszelkich wprawiają – i słusznie! Ale śmiem przypuszczać, że niewielka cześć owych turystów ma świadomość że architektoniczny styl zakopiański stworzył Stanisław Witkiewicz a nie domorosła myśl ludowych twórców. Jedną z pierwszych realizacji Witkiewicza jest Willa Oksza. Zaprojektował ją dla Korwin Kossakowskich w latach 1894-95.

Od 2006 roku Willa jest jednym z oddziałów Muzeum Tatrzańskiego (swoją drogą nie wiedziałam, że aż tyle oddziałów ma to muzeum!). Przestrzeń poświęcono sztuce XX wieku, oczywiście w mocnym akcentem sztuki zakopiańskiej w tym XX wieku. No i mnóstwo prac i opowieści o samym mistrzu Witkiewiczu. Portrety, fotografie, jakieś notatki fruwają… Ale nie, nie Witkiewicz nie jest zachłanny 😊 Miejscem wystawowym podzielił się na przykład z Rafałem Malczewskim albo Augustem Zamoyskim. Jest też trochę prac tak po prostu związanych z Zakopanem. Też plakaty promujące narciarstwo lub filmy realizowane w stolicy Tatr. A wszystko takie jakieś ciepłe… Może dlatego, że otulone drewnem ścian, a może dlatego że przez okna promienie słońca wpadały…

Zakopane – Muzeum Tatrzańskie, Willa Oksza, „Kobieta zdziczała”

„Kobieta zdziczała”… Hmmm… Jak się znajdzie śmiałek, który będzie chciał oswoić to… – tytuł wystawy trzeba będzie zmienić 😉

W zakopiańskim Muzeum Tatrzańskim, oddział Willa Oksza – niecodzienna wystawa czasowa była. Katarzyna Depta-Garapich podeszła do tematu – nietuzinkowo. W sumie oszczędnie… W pierwszej z sal – cztery projekty ubiorów, ciut ciut kostiumów może nawet. Nie powiem w jednym czy drugim bez problemu chodziłabym na  co dzień i od święta! Zdziczała jestem…? Nie wiem… Ale nigdy nie było dla mnie problem, by znaleźć w sobie odwagę bycia inną, wyglądania inaczej niż wszyscy wokół, samodzielnego myślenia nawet jeśli pod prąd… Ale też nigdy nie było to „na siłę” i „dla publiki”. Raczej takie dla mnie zwyczajne, normalne, naturalne… Więc zdziczała jestem…?

W drugiej sali ciemnawo. Duży ekran, na nim sfilmowany kawałek lasu. Gdzieś między krzewami przemyka postać Autorki. Nie ucieka, nie kryje się. Po prostu idzie swoją ścieżką. Na innym z ekranów – Autorka wystawy w zaprojektowanych przez siebie ubiorach, to stoi to wiruje w jakimś dziwnym tańcu chyba… chciała poczuć się każdą z kobiet o których opowiada? Usiadłam. Słucham i oglądam to co na ekranie. Zastanawiam się co ma ten las z tymi projektami ubrań? I nagle olśnienie! Przecież to jest takie proste i zarazem takie ważne! Być sobą! Tak prawdziwie. Nie grać, nie udawać, nie wchodzić w jakieś role narzucane przez kogoś lub wymyślone przez siebie samego. Nie nakładać masek – bo zawsze prędzej czy później uwierają. A jak opadną – to dopiero problem i wstyd! Więc być sobą… Móc powiedzieć o sobie „jestem…” i bez żadnego „jestem, ale… ”. Po prostu – jestem! I czuć, wiedzieć, mieć absolutną pewność przed samym sobą, że to jest prawda!

Projekty ubiorów Katarzyny Depta-Garapich inspirowane były postaciami konkretnych kobiet: Rita Sacchetto – dla której życiem był taniec i film (poszła za głosem zakochanego serca, wyszła za mąż wbrew wszelkim konwenansom i przeniosła się do obcego kraju); Maria Olska – zdolna aktorka i reżyserka pracująca na scenach teatrów lwowskich i krakowskich (i dwu aktorów miała w domu. Jeden i drugi to Tadeusz Pilarski – przy czym jeden był jej mężem, a drugi synem 😉); Maria Witkiewiczówna – żona i matka Witkiewicza (też obydwa Stanisławy…), co już niemałym wyzwaniem było, ale i rzeźbiarka choć powszechnie uznawano to za męskie zajęcie; czwarta to Katarzyna Sobczak – w bardzo tradycyjnym społeczeństwie zakopiańskim odważyła się być prawdziwą poetką. Każda z nich miała odwagę powiedzieć „jestem…” i być naprawdę.

Chyba jestem zdziczała… Mam nadzieję, że jestem zdziczała… Bo chcę być zdziczała…

Newer posts »

© 2026 Lucyna Maria Rotter

Theme by Anders NorenUp ↑