Wystawa w Muzeum Etnograficznym w Warszawie „Biblia pauperum”. Opowieść biblijna w rozumieniu sztuki ludowej. Pomysł na zestawienie jej z analogicznymi tematycznie dziełami najwyższego sortu, które stają się tłem dla opowieści ludowej – fajne. Całość wygląda tak, że na tle dzieł sztuki wielkich mistrzów (dzieł o tematyce biblijnej) są okazane rzeźby lub malarstwo ludowe o tej samej tematyce. I co ważne – sztuka ludowa na tym tle wcale nie wypada blado i „bylejako”. Ona jest inna – ale też fascynująca. Trasa zwiedzania wiedzie przez sceny Ostatniej wieczerzy, snu Jakuba, betlejemki itd. Głównie Nowy Testament ale też trudno się dziwić – wszak te treści twórcom ludowym były bliższe. Fajny pomysł i wykonanie.
„…Naszą misją jest kolekcjonowanie różnorodności i bogactwa kultur całego świata oraz prezentowanie ich wartości…” I tak faktycznie jest w Muzeum Etnograficznym w Warszawie. Pięknie pokazane zakątki Europy, Azji i Afryki… Ale Korei poświęcono osobną wystawę. Fakt – niewielka jest i wypełnia przestrzeń holu na piętrze, ale jednak Korea potraktowana wyjątkowo skoro ma osobną opowieść. Odwiedzamy koreański dom (hanok). Odwiedzamy dość dosłownie bo można wejść do środka, usiąść – tak pomiędzy saranbang a anbang, zerkając albo do jednej albo drugiej części domu. Nie ma tu leciwych zabytków. Ekspozycja to głównie XIX i XX wiek i współczesny design. Ale w minimalistyczny klimat koreańskiej sztuki użytkowej – wprowadza jak ulał!
Każdy powinien chociaż raz być w Muzeum Narodowym!!! Przy czym rekomenduję to krakowskie… Choć w warszawskie teeeeż… To nic, że duszno, gorąco i naprawdę nie ma czym oddychać. Pokojowe wiatraczki robią co mogą ale, że niewiele mogą to… To nic, że paniom w białych bluzkach ktoś zabronił się uśmiechać a nakazał w to miejsce złowrogo łypać na zwiedzających – czy aby bezecniki czego złego nie robią (jedna Pani w wieku około emerytalnym, niczym sarenka uciekała z piskiem, by przypadkiem jej piękno w kadrze zdjęcia się nie znalazło ). I nie wiedzieć czemu wszystkie czasowe w jednym czasie się wymienia na nowe… To wszystko nic. Nagromadzenie wielkich nazwisk i dzieł sztuki polskiej oraz światowej spore – i dlatego warto!!!
W galerii XIX wieku: i Malczewski i Matejko i Mehoffer i Boznańska… Ale też tak dla porównania, dzieła twórców z innych części Europy, ale z tego okresu właśnie. Fajnie ekspozycyjnie połączone malarstwo i rzeźna. Jedno z drugiego wynika i się uzupełnia wzajemnie. Całość eksponowana w kolorystyce sal spójnej z dziełami (zwłaszcza malarstwa). Nie rywalizuje z nimi a świetnie eksponuje dzieła. Klasyka wystawiennicza. Ale taka na dobrym poziomie!
Muzeum Narodowe w Warszawie a w nim Galeria Faras. To jedna z pierwszych wystaw stałych w Narodowym warszawskim, po gruntownym liftingu wystawienniczym. Cała wystawa to artefakty odkryte przez polską misję archeologiczną w Sudanie. To była taka misja ratunkowa. Przez budowę Wysokiej Tamy Asuańskiej, sporo zabytków na terenie przygranicznym Sudanu i Egiptu miało szansę zostać zatopionymi. Polska misja pod wodzą prof. Michałowskiego, odkryła wtedy nieźle zachowaną wczesnochrześcijańską katedrę. Zgodnie z prawem, część znaleziska można było przywieść do Polski. Nowa galeria Faras to przestrzeń wystawiennicza, tak zaaranżowana że bez trudu przenosi widza w realia okolic Nubii. Z automatu przypominały mi się kadry miejsc w których ileś tam lat temu byłam… Zapachu tylko brakowało i temperatury. 😉 Kolorystyka i dźwięki były idealne. Malowidła eksponowane tak, że całość sprawia wrażenie realnej świątyni. Dominująca kolorystyka piasku i sącząca się w tle śpiewna modlitwa rozbudzają wyobraźnię. Na początku też trochę faktów dotyczących samej wyprawy i misji archeologicznej – filmy, zdjęcia, mapy. Całość – fajna!
Wiele lat Galeria Sztuki starożytnej była zamknięta. Dwa lata temu niespełna – otwarta została na nowo. I trzeba przyznać, że to fajnie pomyślana i zmodernizowana ekspozycyjnie. Muzeum Narodowe w Warszawie ma co pokazać! I pokazało to świetnie. To opowieść o Egipcie, Bliskim Wschodzie, Grecji i Rzymie. Kolejne antyczne odsłony o określonych zakątkach świata podkreślone kolorystyką wnętrz. Tak, że nawet laik odwiedzający muzeum nie pogubi się i będzie miał świadomość przechodzenia z jednego obszaru do drugiego. Światło doskonale i nienachalnie podpowiada te najciekawsze eksponaty ale i kusi by na inne zerkać. Zwłaszcza te części, które mówią o sztuce sepulkralnej – bardzo trafnie pokazane. Trochę multimedialnych gadżetów – ale tak tylko w tle. Taka subtelna edukacja. W kolejnych dziewięciu salach, są i elementy architektoniczne (nawet kolumna koryncka lub ślepe wrota), jest rzeźba (tej najwięcej ale i nie sposób się dziwić w antyku ta gałąź sztuki grała pierwsze skrzypce ), ceramika, rzemiosło artystyczne, nawet troszkę malarstwa i biżuterii. Wystawa doskonale współbrzmi ze znajdującą się po przeciwnej stronie na parterze, wystawą „Galeria Faras”. Całość przenosi w czasie do starożytności i pierwszych wieków – wybornie!
Lubię Chagalla. Może dlatego że jego marzenia, sny stają się rzeczywistością a ta miesza się z marzeniami… Może dlatego że emocje, uczucia u niego są tak namacalne i nierealne równocześnie. A może dlatego, że gdy oglądam jego prace brzmi mi gdzieś w głowie Młynarskiego i „…zapłakane oczy lśnią otula się marcową mgłą smutny pociąg i odpływa w dal, hen, w dal…”. Taka piosenka w której słyszy się ten fragment który akurat w duszy gra… Z obrazami Chagalla jest chyba tak samo…
Wystawa czasowa w Muzeum Narodowym w Warszawie prezentuje czternaście nabytków. Prace Marca Chagalla. Piękny zbiór… gwasz, temperę, kredkę, ołówek i kolorowy tusz… Senne mary, kadry z życia które nie wiadomo czy są wspomnieniem czy pragnieniem czy marzeniem jakimś nierealnym które odleciało…
Wystawienniczo – dobrze opowiedziana. Jest ciekawie opracowane kalendarium. Nie ma przeładowania gadżetami. Światło pomaga doświadczeniu sztuki. Tak malował Pan Chagall…
Ileś tam lat temu odwiedziłam Tutenchamona w Muzeum w Kairze. To znaczy jego samego i to co tam z jego grobowca Howard Carter wygrzebał. Był efekt wow….! Ale o skarbach Tutenchamona tyle się wcześniej nasłuchałam na wykładach i naczytałam, że efekt wow musiał być murowany. W Dolinie Królów – zresztą też poszperałam i pozaglądałam to tu to tam. Dlatego skusiło mnie by w Warszawskim Muzeum Nowa Praga zobaczyć co mają do pokazania. „Tutenchamon – grobowiec i skarby” to tak naprawdę pokaz edukacyjny. Zabytków żadnych tam nie ma – to jasne. Ale… Najpierw sala z tablicami i opowieścią o Tutenchamonie i badaniach archeologicznych, kulturze Egiptu tak w ogóle. Potem film – dokument. I przechodzi się do pomieszczeń w których jeden do jeden można zobaczyć to co zobaczyli odkrywcy. Nieco „pobałaganione” przedmioty z grobowca i sam sarkofag z mumią faraona. A potem poszczególne „artefakty” z grobowca już ekspozycyjnie pokazane, ze słynną maską i tronem włącznie. Wszystko nieźle opisane, a i z audio przewodnikiem też można zwiedzać. Wszystko co na wystawie to kopie. Ale dobrze zrobione. Nie dają wrażenia „plastikowych gadżetów”. Zachowane są proporcje, materiał, nawet technika wykonania przedmiotów wierna jest podobno z realiami starożytności. Oczywiście zdecydowanie i przede wszystkim rekomenduję odwiedzenie Tutenchamona w Egipcie – zarówno w Kairze jak i w Dolinie Królów – jak kto woli. To jasne! Ale jeśli ktoś ma mniej czasu – to warszawską wystawę zobaczyć można. Dobrze wizualizuje artefakty z grobowca najbardziej chyba znanego władcy Egiptu.
Wspólna historia, tradycja, kultura, sąsiadujące i istniejące obok siebie religie… Żydzi Polscy – o tym pomyślana ekspozycja Muzeum Historii Żydów Polskich. Jak pokazana? Ano snuje się opowieść od wieków najdawniejszych, od opowieści Ibrahima ibn Jakuba – do współczesnych opowieści (w wersji historii mówionej). Taka trochę multimedialna, trochę jak scenografia dla kadrów historii, czasem z artefaktami nielicznymi, opowieść o czasach 1000 letniej historii sąsiedztwa w kolejnych odsłonach. A może nie sąsiedztwa. Lepiej powiedzieć gospodarzenia. Jak się mieszka gdzieś 1000 lat to się już chyba jest u siebie trochę… Nie?
W sumie fajnie pomyślane – bo daje możliwość obejrzenia całości jak i wybranych ścieżek tematycznych lub chronologicznych. To jednak gigantyczna wystawa jest! Są i podróże i dom i synagoga i przemysł i literatura itd. itd. Można poczytać o wybitnych osobach, które wpisały się na kartach historii Polski chlubnie. Można też zobaczyć trudne momenty historii. Wystawienniczo całość zrobiona perfekcyjnie. No nie ma się do czego przyczepić. W wielu zakątkach wystawy chętnie spędzałam więcej czasu (a bywało tak że bywałam w tym muzeum z różnych powodów, często i z upodobaniem 🙂 ). Bardzo lubię zrekonstruowaną synagogę. Jak tam kolorowo! Lubię salę opowiadającą o ślubie. Cała sala jest pod chupą! Lubię ulice przedwojennej Warszawy. No pięknie. Tylko te sale które opowiadają o holokauście jakoś zwykle szybciej przechodzę… Ale potem jest sala z historią mówioną i w niej rozmowy z tymi co przeżyli i z tymi co się urodzili zupełnie nie dawno… 🙂 עַם יִשְׂרָאֵל חַי
A myśl, która mi się gdzieś tam tułała po głowie przez cały czas łażenia po POLIN… hmmm… To jednak się dało żyć na jednym podwórku nawet jeśli obchodziło się różne święta… I dla każdego to było rodzime podwórko…
W Warszawskim ASP, w Galerii Punkty odbyła się prezentacja prac w ramach I Międzynarodowych Triennale Rzeźby Ceramicznej. Pomysł świetny i chyba pierwszy taki w Polsce! Artyści tworzący prace ceramiczne mogli zaprezentować się w ramach konkursu. Rzeźb ceramicznych nadesłano blisko 700 i to z całego świata. Pojawiły się prace artystów polskich, hiszpańskich, izraelskich, chińskich, greckich, tureckich, brazylijskich itd. itd.… Faktycznie i zdecydowanie Międzynarodowe Triennale! A i spora konkurencja! Z tej olbrzymiej grupy, jury wybrało 52 osoby. Ich prace znalazły się na wystawie. Grand Prix otrzymała Kim Hyunjin z Korei Południowej. Przyznano też kilka nagród i wyróżnień. Ot jak to na konkursach bywa 😊 A ja wytypowałam moich osobistych faworytów! 😉 Z Grand Prix – pełna zgoda. Ale też praca intensywna barwą i płynna kształtem Even-Chen Simcha i „metalicznie ciężka” rzeźba Negri Simone.
Ciekawy pomysł, świetne prace, czekam na kolejną edycję bo to przecież z założenia triennale!
Łaziłam dzisiaj po Starówce. Takie połażenie po robocie. Krakowskie Przedmieście, Plac Zamkowy – takie tam rejony świata… Tuż za zamkiem – Stara Galeria ZPAF w oko mi wpadła i plakat anonsujący wystawę „Ciekawe czasy”. Zerknę – pomyślałam. A że myślę zwykle szybko a działam zaraz potem – to i wlazłam. Pierwszy raz w tej galerii byłam. Myślę, że… Hmm… Jest w tym miejscu olbrzymi potencjał. Fajne wnętrza. Trzy komunikujące się sale. Jedna dość spora z fortepianem i jakieś tam światło zadziałało na rozłożone nuty… Świetne fotografie! Niektóre nawet bardzo świetne. Aktualna wystawa to takie podglądanie rzeczywistości, czasów nam współczesnych przez obiektyw aparatu. No fajne. Ale muszę powiedzieć, że sama wystawiennicza koncepcja – zawiodła mnie trochę. Tam naprawdę jest potencjał dla kreatywnego aranżowania wystaw…