Kategoria: Chodźże do muzeum (Page 12 of 17)

Toruń – Muzeum Etnograficzne, Skansen

Skansen w Muzeum Etnograficznym w Toruniu. To właściwie trzy miejsca ale dzisiaj o tym w centrum miasta. W sumie niewielka przestrzeń ale tak pięknie zagospodarowana… Równiusieńkie grządeczki, kwiaty czekają w dwuszeregu by zakwitnąć, gałęzie karnie w stosach poukładane. No ślicznie i czyściutko! Ale równocześnie pachnie wsią. To znaczy może nie zwierzakami ale taki zapach drewna, gliny, słomy, pyłu… To ważne! Robi klimat. W niektórych chałupach słychać dźwięk rozmów (gwara dedykowana dla konkretnej chałupy), albo jakieś modlitwy na prymarię szeptane, podśpiewywane pod nosem godzinki, a i takie mniej pobożne melodie też. 😊 Światło przez białe firanki sączy się do izb… A w nich już Wielkanoc! Na stole maślany baranek, jajeczko, ciasta i chleby popieczone, kiełbasy się suszą, koszule poprane…

Prezentowane w skansenie są obiekty z Kaszub, Borów Tucholskich, Kociewia, Kujaw, ziemi chełmińskiej i dobrzyńskiej. Są chałupy, młyn, kuźnia, barka ale też piwniczki, gołębniki, kapliczki. Aż żałowałam troszkę że wiosna jakaś oporna… Pachnące wiosenne kwiaty byłyby fajnym dopełnieniem. 😊 Kusi by przyjechać ponownie. 😉

Toruń – Muzeum Okręgowe w Toruniu, Ratusz „Galeria malarstwa” „Józef Pietrzyk (1942–2020) – Czas przemijania”

Ratusz toruński a w nim… OBRAZY! 😊 Tak od XVIII wieku do 2010 roku. Przy czym sztuka najnowsza (ta po 1945 roku) w osobnej przestrzeni. Tu największe nazwiska: Cybis, Pronaszko, Duda-Gracz, Beksiński, Szapocznikow, Mikulski i jego „Samotność” itd. itd. itd. I do tego fajnie pomyślane połączenie rzeźbi i malarstwa. To działa! Często ta przestrzeń płynnie łączy się chronologią z czasową. Ja trafiłam na „Józef Pietrzyk (1942–2020) – Czas przemijania”. Absolwent toruńskiej Uniwersytetu, zajmujący się głównie grafiką użytkową. Ale tu – obrazy. I to z niesamowitym ładunkiem symboli, metafor, kontekstów znaczeniowych – czyli moja ulubiona forma przekazu artystycznego.

Szkoda, że na stronie muzeum wystawy stałe są kompletnie pominięte. Znaleźć jakiekolwiek informacje na temat ekspozycji i tematyki wystaw stałych – graniczy z cudem. To znaczy jest PDF katalogu ale to nie o to chodzi w promocjach online. Naprawdę szkoda – bo fajne zbory muzeum ma.

Toruń – Muzeum Okręgowe w Toruniu, Ratusz „Dawny Toruń”

W samym sercu Torunia jest Oddział Muzeum Okręgowego – Ratusz. Kilka wystaw stałych. Na parterze i potem na pierwszym piętrze – sztuka i artefakty. Są i wytwory złotnicze np. kolekcję biżuterii Skarb ze Skrwilna lub Skarb z Nieszawy; są wyroby ze szkła, są olbrzymie zamki i klucze które potrafią je otworzyć… Są też meble, broń… Spora kolekcja malarstwa. Salę Królewską z Pocztem królów polskich.

Sama ekspozycja „Dawny Toruń” – bardzo dobrze pokazana historia Torunia ale i szerszy jej kontekst. Doskonale wykorzystana naturalna gra światła. Promienie słońca wpadając przez okna – robią robotę. W innych salach – gdzie ekspozycyjnie to uzasadnione – mglisty nieco półmrok. Mocne kolory ścian w kilku miejscach, to dobry anturaż dla ekspozycji malarstwa. W sumie to taka klasyczna sztuka muzealnicza. Ale w bardzo dobrym jej wydaniu!

Toruń – Centrum Sztuki Współczesnej „Patricia Piccinini. Jesteśmy!”

Centrum Sztuki Współczesnej w Toruniu to niesamowita przestrzeń wystawowa z olbrzymim potencjałem. A i kreatywności kuratorom nie brak! Aktualnie – po raz pierwszy w Polsce – „Patricia Piccinini. Jesteśmy!”. Australijska rzeźbiarka, która inspirowane światem organicznym prace przenosi koncepcyjnie do świata równoległego. To taki hiperrealizm ale rodem z kosmosu! Instalacje to często odlewy postaci ludzkich lub poszczególnych części ciała, zmiksowane z postaciami z jakichś zaświatów. Czasem kontrowersyjne, czasem brutalnie fizjologiczne, czasem trącące gadżeciarstwem, zawsze dające do myślenia. Dla mnie – najciekawsze chyba realizacje filmowe, choć kilka instalacje muszę przyznać przyciągnęło mój wzrok i nie chciało wypuścić… Koncepcja wystawy świetnie wyreżyserowana światłem. W konsekwencji widz przechodzi jakieś wrota pomiędzy światami gdzie otaczają go postacie które pozornie zna. Są takie… normalne w swej odmienności…

Toruń – Ruiny zamku krzyżackiego

Są smoki, które z jakiegoś nieznanego powodu znikają… (niezmiennie podtrzymuję, że w zeszłym roku widziałam uroczą i dużą figurę Bazyliszka nieopodal Karowej w Wawie). Są takie, które od 50 lat pozują do sesji fot u stóp Wawelu. Są też takie które wiosenną porą wyłażą z ukrycia i łypią okiem albo wpadają w odwiedziny do mieszkających nieopodal mieszczan. Tak miał smok toruński. 😊 W kancelarii miejskiej do niedawna podobno była relacja z połowy XVIII wieku, w której aż dwu światków potwierdzało, że gada widziało i basta! Ja im wierzę… 😉 Świadkowie plątali się w określeniu smoczego koloru. Świadkowa dokładnie opisała kolory, świadek – uznał. że smok był czarny. Ten którego teraz można w Toruniu odwiedzić – bardzo pięknie smoczo kolorowy i połyskujący w słonku. Tylko biedaczysko zamknięty w klatce na kłódkę olbrzymią. A tak milutko i czule spoziera błękitnymi oczętami…

Jak smok to i jakiś zamek by się przydał na przykład. Toruński gad pojawił się nieopodal zamku krzyżackiego. Przy czym smoka się nie przestraszyłam – bo generalnie lubię. 😊 Za to zamku – troszkę tak… 😉 To znaczy ruiny zamku – ok. Dobrze oznaczone. Tabliczki informują, że tu komtur a tu cele zakonników a tam kapitularz itd. itd. Całość przyzwoicie zachowana. Za to podziemia… hmmm… Izba tortur, która jakby to powiedzieć… trochę Halloween trąci, nawet jakieś pojękiwania słychać i uchylające się kryptki z których szkieleciki wyłażą… potem kolejne sale gdzie beczki i butelki z trunkiem jakimś zacnym pewnie, w kolejnych manekiny poprzebierane w stroje udające fatałaszki z epoki i poustawiane tak że istnieje podejrzenie iż te beczki z wprawą opróżniły… Na koniec makieta zamku w otoczeniu świecących plastikowych tulipanów…. Tak że tak….

Ale o zamku. To pierwsza bodaj warownia krzyżacka na ziemiach chełmińskich. Zbudowana została w XIII wieku ale modernizowana do XIV. W połowie XV wieku (1454 r.), Krzyżacy zostali „poproszeni o opuszczenie zamku”. 😉Jakoś mieszkańcom Torunia ich towarzystwo przestało odpowiadać. Zamek szybko zaczął popadać w ruinę a mieszkańcy mocno się do tego i celowo (po zdobyciu warowni) przyczynili. W 1966 zaczęły się porządki i prace archeologiczne. Obecnie zamek wpisany jest na światową listę UNESCO.

Tyniec – Muzeum w Tyńcu „W klasztornej aptece”

Wystawy prezentowane w Muzeum w Tyńcu, mogę polecać w ciemno! Wystawienniczo i merytorycznie – chapeau bas! I tym razem też… „W klasztornej aptece”. Niewielka sala ekspozycyjna na parterze. Wchodzę. Otula mnie cudowny zapach suszonych ziół… No kurcze… Jako deklarowana wiedźma (taka od wiedzieć! 😎 ) myślę – no u siebie jestem! Zostaje!

Faktycznie na wystawie mnóstwo suszonych specjałów, które w zielnikach, infirmeriach oraz aptekach klasztornych pojawiały się od wieków średnich. W sumie w kuchniach też, bo to i zdrowe i smaczne 🙂 . Wystawa opowiada o zgłębianiu wiedzy medycznej w klasztornych – za murem klasztoru, ale i o prowadzonej zorganizowanej i profesjonalnej opiece medycznej dla ludności.

Jest co oczywiste zaułek Hildegardy z Bingen, i poważne księgi medyczne i ziołolecznicze traktaty, mnóstwo naczynek i narzędzi do sporządzania mikstur, trochę rycin… Aż dziw, że na tak małej przestrzeni wystawienniczej tyle eksponatów. I wcale nie ma wrażenia stłoczenia. No pięknie i pachnąco!

Warszawa – Muzeum Archidiecezjalne „Sacrum profanum”

By pójść do Muzeum Archidiecezjalnym w Warszawie kusiła mnie czasowa ale od stałej zacznę. Muzeum założono w 30 latach XX wieku, przy czym do obecnej siedziby przeniesiono zbiory w 1980 r. Spora kolekcja i to nie tylko „sacraliów”, i to z najwyższej półki. Dürer, Bassano, Wyspiański, Pankiewicz, Malczewski, Beksiński – sporo… Nienajgorsze też rzemiosło artystyczne. Całość na trzech poziomach, przy czym w części są przestrzenie dla wystaw czasowych. Na poziomie -1 – sztuka sakralna, na poziomie 1 – meble, rzemiosło, pamiątki, właściwie wszystko co mają…

Sporo tu niestety niedociągnięć wystawienniczych. Obiekty w większości przypadków nie są opisane – a przecież do muzeum chadzają nie tylko specjaliści w dziedzinie… Oświetlenie woła o pomstę do nieba! Problem zwłaszcza z obrazami olejnymi, ale i szkło odbija nieprofesjonalnie ustawione światło. Rezultat – obiekty (świetne przecież) za nic obejrzeć w pełnej krasie nie idzie! Jakaś narracja zapewne jest – ale mocno skomplikowana. 😉 Faktycznie sacrum z profanum zmiksowało się idaelnie… Część eksponatów chyba przypadkowo ktoś powiesił tak a nie inaczej… Sąsiedztwo kaloryfera, tło w postaci szybu windy, dziury w ścianie, czajnik walający się w przestrzeni wystawowej, rozwalające się krzesła… to tak trochę norma w każdej z sali. Jeśli dołożymy do tego kompletny chaos i nagromadzenie eksponatów trochę bez składu i ładu – to w rezultacie wystawiennicza mizeria…

Warszawa – Muzeum Archidiecezjalne „Jerzy Tchórzewski. Inne spojrzenie. Prace z kolekcji prywatnych”

„Jerzy Tchórzewski. Inne spojrzenie. Prace z kolekcji prywatnych”. Pretekstem – 20 rocznica śmierci artysty. Jego prace równocześnie wystawiane są w Kordegardzie i w Warszawie – taka koncepcja dwugłosu. To fajna myśl. Sacrum i profanum, przy czym profanum (a dokładniej tematy erotyczne) w Kordegardzie, a sacrum w Warszawie (głównie tematy duchowość, wiara). Tchórzewski ze swoim malarstwem tak trochę pomiędzy surrealizmem a abstrakcją, z niedopowiedzeniem, z narracją prowadzoną nie wprost, doskonale uruchamia emocje. Ten moment zaskoczenie, gdy widz nieświadomy tego na co patrzy, nagle odkrywa figuratywne przedstawienie i szepcze – pieta…

Wystawienniczo – jak w całym muzeum – mizernie. Porozrzucane krzesła, dziury w ścianie, kable pozwijane w kokony tak centralnie pomiędzy ikonami, porzucone elementy czajników… szkoda. Bo prace naprawdę niezłe a ekspozycyjnie kompletnie nieprofesjonalnie…

Warszawa – Muzeum Azji i Pacyfiku „Barwy holi”

Niebawem kolejna czasowa się pojawi w warszawskim Muzeum Azji i Pacyfiku (i zapowiada się pysznie! 😊 ) więc tak wspominkowo jedna z czasowych, które się już zakończyły jakiś czas temu. Super kolorowa wystawa „Barwy holi”. Tak na pograniczu Indii i Nepalu było kiedyś Mithili. Tam właśnie kobiety stworzyły specyficzną formę malarską – malarstwo mithilskie. Początkowo na ścianach domów a z czasem też na papierze. Mocne intensywne barwy, charakterystyczny kontur jakby poruszony albo z cieniem oraz trzy główne odmiany form: barwny (bharni), kaćni (linearny) i godna (tatuażowy) – to właściwie główne cechy.

Muzeum Azji i Pacyfiku ma szczęście posiadać jedną z największych na świecie kolekcji tych obrazów – czym się w trakcje wystawy pięknie pochwaliło! Można było obejrzeć same prace ale i proces ich tworzenia, barwniki, narzędzia malarskie. Tu i tam pojawiały się i znikały na podłodze wizualizacje wzorów, jakby subtelnie sugerując kierunek zwiedzania. Delikatna muzyka, jakiś nienachalne dźwięki… można coś dotknąć, powąchać… Wszystkie zmysły zaangażowane! Więc powiedzieć, że ta wystawa pyszną była – chyba nadużyciem nie jest 😊 Choć chyba lepiej – ociekającą barwami!

Warszawa – Muzeum Archidiecezjalne „Psalmy – wystawa ikon”

„Psalmy – wystaw ikon”. Jeśli ktoś spodziewa się klasycznych wschodnich ikon – to nie tutaj. Ale jeśli ktoś chciałby zobaczyć niezły kawałek sztuki inspirowanej starotestamentalnymi Psalmami – to właściwe miejsce! Wystawa jest pokłosiem XI Międzynarodowych Warsztatów Ikonopisów w Nowicy. Prace – czasem mocno osadzony w tradycji bizantyjskiej/bizantyńskiej ( 😉 ), czasem z bardzo nowatorskim podejściem do ikonopisarstwa, zawsze jednak mocno prowokują do modlitwy, a przynajmniej zadumy…

Wystawienniczo – jak w całym muzeum – kaszana. Porozrzucane krzesła, dziury w ścianie, kable pozwijane w kokony tak centralnie pomiędzy ikonami, porzucone elementy czajników… szkoda. Bo prace naprawdę niezłe a ekspozycyjnie – ma się wrażenie jakby się przypadkiem do składziku weszło…

« Older posts Newer posts »

© 2026 Lucyna Maria Rotter

Theme by Anders NorenUp ↑