Muzea, galerie, wystawy
Kategoria: Chodźże do muzeum (Page 1 of 17)
Fajna nazwa – Muża. To po maltańsku tyle co inspiracja. Ale też jest to akronim który można rozwinąć jako Narodowe Muzeum Sztuki. Budynek, w którym muzeum się mieści w maltańskim Valletta powstał w II połowie XVI wieku. Wiele modernizacji, wzlotów i upadków budynek zaliczył, aż na początku XX wieku padł pomysł, że się na siedzibę Muzeum Sztuki będzie nadawał jak ulał. A że Vincenzo Bonello zaczął tworzyć kolekcję – więc i było z czego muzeum zrobić. Przy czym to nie było tak że w 1920 roku postanowili i tak już było. Przepychanek i przenosin trochę było aż do 2018, kiedy na powrót muzeum osiadło w pałacu Auberge. Przy czym muzeum otwarte zostało oficjalnie w 1974 roku ale w innej lokalizacji – pałacu admiralicji.
No i mamy muzeum. Na kilku piętrach dzieła poukładane w opowieści. Obrazy, rzeźby i rzemiosło artystyczne. Całość podzielono na cztery części: „Sztuka Śródziemnomorska” – gdzie głównie średniowiecze i renesans oraz wpływy trendów europejskich które docierały na Maltę , „Europa” – to sztuka XVI – XVIII gdy na Malcie jest już i rządzi nią Zakon Joannitów , „Empire” – w XIX wieku Malta jest częścią Imperium Brytyjskiego w sztuce artystów maltańskich mocne wpływy orientalne też się pojawiają oraz „Artysta” – tu indywidualiści, artyści XX wieku szukający swoich dróg kreowania sztuki. Jak już człowiek wie, że są takie cztery części – to się nawet domyśli gdzie się jedna kończy a kolejna zaczyna… 😉 Ekspozycyjnie – właściwie klasyka muzealnicza. Niewiele sal zaskoczyło mnie pomysłowością. W Jednej lub drugiej dwupoziomowa ekspozycja i eksponaty można też z góry obejrzeć. W kilku miejscach lustra lub porównywalne eksponaty współistniejące ze sobą. Ale zaskoczenia nie było. Klasyka. Czy warto wiec miejsce odwiedzić – tak. Jeśli ktoś szuka dobrej ale klasycznej roboty muzealniczej – tak.












Narodowe Muzeum Archeologiczne na Malcie (dokładnie Valletta) powstało w połowie XX wieku z inicjatywy Agathy Barbary. Niedawno w sumie. Miejscówka – budynek wzniesiony dla Szpitalników w 1571 roku. Prawdopodobnie architektem był Cassara. Troszkę zachowało się z tego pierwotnego wyglądu wnętrz. Na przykład (odnawiana niedawno) Grand Salon – reprezentacyjna sala. Być może służyła do spotkań a może jako refektarz też. Teraz – wzbudza mocne zaingerowanie zwiedzających pięknymi polichromiami. Gdy nie ma rusztowań konserwatorów – są tam czasowe wystawy. Pozostała część ekspozycji – w sumie nie wzbudziła we mnie emocji. Ale co ważne – nie wzbudziła ani pozytywnych, ani negatywnych. Taka poprawna wystawienniczo ekspozycja. Zaczyna się od prehistorii. Tu na przykład zabytki sepulkralne, jakieś archeologiczne odkrycia z różnych zakątków Malty. Też z czasów świątyń W kolejnych salach – epoka brązu, kultura fenicka, oraz kolekcja numizmatyczna. Kilka perełek jest. Na przykład słynna Śpiąca Dama odkryta w Hypogeum Ħal-Saflieni i datowana na około 2500 r pne. Zapewne figurka związana była z kultem płodności. Kolekcja prehistorycznych Wenus w muzeum jest zresztą większa – niektóre z nich też bardzo interesujące. Są też znaleziska z Tarxien. Ot… poprawnie pomyślane muzeum prezentujące archeologiczne artefakty z dalekiej przeszłości…











Młodziutkie muzeum krakowskie bo powstało w 2022 roku. Muzeum Dominikanów mocno już jednak zaznaczyło swoją obecność na muzealniczym rynku. Jest chyba jednym z większych zakonnych/klasztornych muzeów w Krakowie. Ekspozycyjnie – no nie ma się do czego przyczepić! 😊 No choćbym chciała nie ma!!
Wspólnota dominikańska w Krakowie istnieje od 1222 roku. Kawał czasu! Więc i pięknych zabytków i świadków historii się uzbierało sporo. A gdy dodamy do tego jeszcze zabytki z innych klasztorów wschodnich ziem polskich – zbiór staje się jeszcze obfitszy. W jednej z sal, w gablotach paramenty liturgiczne i księgi liturgiczne. Myślę, że zbiory klasztorne mogłyby wypełnić kilka gablot i sal – ale te prezentowane to same perełki. I do tego pokazane w taki sposób, że widz nie czuje przeładowania treścią ale równocześnie ma satysfakcje sporej porcji wystawionych eksponatów. W kolejnych salach, cenne księgi i przyrządy służące do parania się nauką, dokumentowania podróży misyjnych… Obrazy i kwatery ołtarzowe perfekcyjnie oświetlone, rzeźby kusząco wyłaniające się delikatnego półmroku, blaskiem kuszące zabytki sztuki złotniczej… Ach! Bank rozbiły witraże 😊 Stareńkie, bo datowane na przełom XIII i XIV wieku. oświetlone są tak, jakby w oknach nadal były a nie na muzealnej emeryturze… Światło się zmienia jakby słońce wschodziło, otulało blaskiem południa, potem ciepłem zachodu a na koniec też księżyc swoje kolory w witrażach potęguje.
Są też pamiątki znacznie bliższe czasom współczesnym. Na przykład te związane z osobą o. gen. Adama Studzińskiego, kapelana Polskich Sił Zbrojnych, który pod Monte Casino walczył.
Miejsce zdecydowanie polecam i rekomenduję!











Co można zobaczyć w Muzeum Akropolu – ano jak sama nazwa wskazuje. 😊I to tak od czasów mykeńskich do wczesnochrześcijańskich wszystko co archeolodzy wygrzebali na Akropolu i w okolicy. Ze 4 tys. eksponatów jak nic. 😊 Jedne znane bardzo – inne zupełnie nie. Jedne w całości – inne szczątkowe. Jedne takie na co dzień – inne zdecydowanie od święta. Są więc kariatydy (te z Erechtejonu). Kiedyś podtrzymywały belkowanie zadaszenia portyku. Teraz zastąpiły je młodsze koleżanki – kopie, a one relaksują się w muzeum. W sumie belkowanie trzymały dzielnie wiele, wiele wieków! Zasłużyły. 😊 Jakoś w 460 r pne powstała płaskorzeźba Atena zadumana. Faktycznie się zadumała.. Stoi podparta o włócznie… Może myśli o wygranych bitwach? A może o tych, których pokonała i za jaką cenę… Trochę płaskorzeźb, które spod dłuta samego Fidiasza wyszły. Piękne niczym marzenie! Ale też i przecież Fidiasz wielkim mistrzem był! Taki ówczesny celebryta ale w wersji mistrzunio. 😊 Całość w doskonałej aranżacji wystawienniczej (tak troszkę kosmicznie albo matrix), kusi by łazić po muzeum godzinami – co i Nike sama rekomenduje wiążąc sandał dla wygody chodzenia… 😉Lubię tę płaskorzeźbę. Pojęcia nie mam dlaczego. Może przez lekcję języka polskiego w szkole podstawowej. Sto lat temu ale nadal pamiętam, jak Pani Jadwiga Machowska czytała i interpretowała nam wiersze o Nike… Ten Pawlikowskiej i ten Herberta i ten Wyspiańskiego tekst też… A potem po latach gdy widziałam Nike w Paryżu brzmiały mi „wietrzne szaty” które wiatr potargał, a w Atenach Wyspiański szeptem pytał do ucha:
…Znacie tę Nike Fidiaszową,
jak sandał wiąże szybka,
jak ze zwróconą w górę głową,
(tej brak, gdyż dzieło jest fragmentem)
wstrzymana w locie, gibka,
sandał chce splątać rozplątany
a strój jej, taśmą nie wiązany,
z polotnych fałdów tors odkrywa
i pierś na ciele wpół przegiętem.
Otóż to ona się odzywa…














.
Narodowe Muzeum Archeologiczne Aten (Εθνικό Αρχαιολογικό Μουσείο) jest jednym z większych w Grecji. Trudno się dziwić. To taki kraj, że gdzie się łopatę wbije – to zabytek można wygrzebać…
Pierwsze – powstało w 1829 roku a w sześćdziesiąt lat później stał budynek w którym zbiory się mieszczą do dzisiaj. We wnętrzach – prehistoria i antyk. I same perełki! Neolit i epoka brązu a potem Mykeny, Cyklady, Egipt no i oczywiście Grecja. Sporo też perełek, żeby wymienić choćby Złota Maskę Agamemnona, posag Afrodyty z Panem i Erosem lub freski z Santorini. A wszystko w przestronnych salach wystawowych, taka klasyka muzealna. Nie wiem czy jadąc do współczesnej Grecji można „poczuć” na każdym kroku tę antyczną. To różnie bywa… Ale w tym muzeum – tak. A jeśli dodamy do tego zasobną bibliotekę – to jeśli kto sztukę i kulturę antyku ma ochotę postudiować i pozgłębiać, to – Wellcome!












„Instalacja dla Bilbao”… Ta praca Jenny Holzer w Muzeum Guggenheima w Bilbao najdłużej mnie zatrzymała… Stałam i parzyłam na strugi czerwonych i błękitnych liter, które układały się w zdania, w emocje z którymi tęskniąca osoba musi sobie jakoś poradzić… A potem ogromny labirynt czasu Richarda Serra, w którym czułam się na zmianę klaustrofobicznie duszona albo zagubiona. I cała koncepcja architektoniczna, która jest kosmiczna.
Samo muzeum powstało za sprawą fundacji Salomona Guggenheima. Po długich negocjacjach, pod koniec lat dziewięćdziesiątych XX wieku – powstał budynek muzeum, który sam w sobie jest już poważnym dziełem sztuki dla którego warto odwiedzić to miejsce. Chyba bardziej jest spektakularny niż bliźniacze muzeum tej samej fundacji w Nowym Yorku. A środku? Kolekcja niczego sobie sztuki współczesnej. Nie przeładowane eksponatami olbrzymie przestrzenie wystawiennicze dają możliwość (mimo tłumów zwiedzających) obcować z dziełem. A jest ich trochę. Są tulipany Koonsa i „pajęcza” Maman Bourgeoisa, i Kokoschka, i Miro, i Warhol, i płótna abstrakcjonistów i ekspresjonistów, itd itd itd… godzinami można błądzić po labiryncie sztuki…














O ileż tam fatałaszków było! W bydgoskim Muzeum Okręgowym – wystawa czasowa „Od princeski do New Look. Ubiory damskie z kolekcji Adama Leja”. Na dwu piętrach, moda damska tak od końca XIX wieku do połowy XX. Ciekawie opowiedziana wystawa. Chronologicznie – to jasne bo aż kusi by tak opowiedzieć. Ale w wędrówce przez kolejne dziesięciolecia, pokazano zarówno odzież wierzchnią jak i „niewymowną”, projekty bardzo znanych Domów Mody i projektantów (np. Jeanne Lanvin lub Charles Frederick Worth) jak i tych mniej, biżuterię, akcesoria modowe, buty, ale też stroje dedykowane na przykład na plażę lub na okoliczność większych wydarzeń w życiu, większych wyjść wieczornych lub chęci uprawiania sportu. Czasem uzupełnieniem jest fotografia z epoki w tle, czasem nienachalnie zaaranżowane wnętrze, delikatnie muzyka się sączy i otula całość na przykład charlestonem. Całość dobrze dopełnia ekspozycja światła. Dobrze, że takie wystawy się dzieją. Historia ubioru to przecież lustro przemian obyczajowych, społecznych, mentalnych nawet politycznych. Często strój nie jest przypadkiem ani fanaberią ulegania modzie. Może być znakiem, manifestem, buntem… Na bydgoskiej wystawie pokazane zostały głównie przemiany modowe i estetyczne na przestrzeni ok 60 lat. I dodać warto – pięknie pokazane, pięknymi artefaktami ![]()















Kiedyś był tu budynek zarządu Młynów Rothera (znowu ta literówka…
) obecnie jest to „Dom Leona Wyczółkowskiego”. W Bydgoskim Muzeum Okręgowym – spora kolekcja pracy i pamiątek po malarzu. Sam Wyczółkowski właściwie sprowokował to by w Bydgoszczy jego muzeum powstało. W 1922 roku przekazał sporą kolekcję sztuki wschodniej do Poznania a w zamian dostał dworek pod Bydgoszczą. Po śmierci malarza sporo jego prac trafiło do miasta, po wojnie II – kolejne i… Zadziało się muzeum! Sama ekspozycja pomyślana jest bardzo klasycznie, ale pięknie. To taki mieszczański dom. Ale dom artysty! Wiszą jakieś zdjęcia, zgaszona fajka, filiżanki w kredensie… Wszędzie ślady artystycznych uniesień, prawie czuć zapach terpentyny i oleju lnianego a tam podeschnięty werniks wieńczy dzieło. Opowieść zaklętą na płótnie. I światło zza uchylonych lekko, przypadkiem chyba, zasłon muska martwą naturę, prawie jak na płótnach Mistrza…









Sztetl żydowski w Chmielniku sięga swymi początkami XVII wieku. Wtedy na mocy przywileju osiedlili się tutaj Żydzi (prawdopodobnie o korzeniach sefardyjskich). Hmmm… natura nie lubi pustki, przestrzeń miejska chyba też… Bo przybywający do miasta Żydzi zaczęli zamieszkiwać w domach wypędzonych stąd wcześniej arian… Synagoga wzniesiona została w kolejnym wieku. Budynek w czasie II wojny światowej podzielił los wielu podobnych. Hitlerowcy zdewastowali wnętrze i ogołocone mury przeznaczyli na magazyn. Prace renowacyjne rozpoczęto dopiero w 2008 roku. We wnętrzu niemal nic się nie zachowało. Fragmenty polichromii, jakieś drobiazgi rzemiosła artystycznego. I w oparciu o tak nieliczne artefakty – powstało niesamowite wnętrze muzealno-wystawowe „Świętokrzyski sztetl”. Całość koncepcji opiera się o dwie przestrzenie – światło i cień. W Sali modlitw na środku, tam gdzie kiedyś przed laty faktycznie stała – jest bima. Ale odrealniona, nierzeczywista, szklana. Przez nią przenikają promienie światła, refleksy wspomnień, błyski obrazów minionych lat, zaklęte na kliszy fotograficznej twarze i historie… Z czasów gdy miasto harmonijnie tworzyły dwie religie, dwa narody, dwie kultury… Poza wnętrzem synagogi na dziedzińcu, wypchnięty celowo za nawias – cień. Budynek mroczny, pusty, trochę przerażający gdy zauważy się, że na ścianach nazwiska i imiona tych, którzy zostali zamordowani… Zamiast podłogi – kamienne wysypisko. Trzeba uważać by się nie potknąć w cieniu… O taki cień naprawdę trzeba uważać by się nigdy nie potknąć…
I znowu wychodzi na to, że światło i cień – cuda potrafią czynić…









