Suraxanı znaczy tyle co „kopalnia bogów”. Czasem też kojarzone jest z nazwą Ātashgah czyli „ciepły dom”. I w sumie słusznie! Bo po pierwsze sporo tam szybów naftowych, która jak wiadomo od czasu do czasu płoną… Ale co ważniejsze (dla mnie😉) jest też w tym azerbejdżańskim mieście, świątynia ognia. Świątynia… I przydałoby się dookreślić jakiej religii ale właściwie to słusznym jest skupić się na samym kulcie ognia bo świątynia związana jest zarówno z zaratusztrianizmem jak i hinduizmem oraz Sikhami. Ātash znaczy ogień – faktycznie cały czas płonie na dziedzińcu w samym środku zamkowego kompleksu świątynnego. Dziedziniec, na środku ogień na ołtarzu (pierwotnie płonął w sposób naturalny dzięki złożom ropy i gazu, teraz jest podtrzymywany sztucznie) a dookoła cele dla mnichów. Tak pomyślany kompleks wzniesiony został w XVII wieku i i z przebudowami, trwał do XIX w sposób czynny i aktywny religijnie.
Pierwotnie miejsce to służyło zaratusztrianom. (choć konkuruje o palmę pierwszeństwa z hinduizmem). Zaratusztrianie czczą Atar – święty ogień, a pod jego postacią boga Ahura Mazda. W Hinduizmie, kult ognia należy wiązać z bogiem Agni. Co było pierwsze w Ātashgah? Podpowiedzą do rozwiązania zagadki mógłby być zachowany motyw trójzębu, który mocno się kojarzy z hinduizmem. Ale można go też interpretować jako zaratustriański znak: „dobrych myśli, dobrych słów i dobrych uczynków”. Z Sikhami w sumie najmniejszy problem bo ze względu na powstanie samej religii i ślady w Ātashgah – na pewno nie byli pierwszymi, którzy sprawowali tu kult. Może najbardziej zgodna będzie relacja jezuity Jacques Villotte, który napisała, że Ateshgah był czczony przez hindusów, sikhów i zaratusztrian. I już!
Na murach świątyni można znaleźć siedemnaście interesujących inskrypcji. Analiza testów (hinduskich, sikhijskie i perskich – czasem pisanych z błędami, co ciekawe) wskazuje na praktykowany kult ale i pozwoliły datować wzniesienie obecnego kompleksu na XVII wiek na miejscu znaaaaacznie wcześniejszego kultu.
Teraz, to muzeum. Czy historię miejsca się w nim czuje? Trochę tak. Ale raczej na samym dziedzińcu. Pusty, tylko na środku płomienie rywalizujące ciepłem i blaskiem ze słońcem… W kolejnych celach gabloty, makiety i prezentacje, ale częściej naturalnej wielkości manekiny udające mnichów wszystkich związanych z miejscem religii. Jeden medytuje, innych pracuje, ot taki dzień za dniem… Ale… czasem Ātashgah ożywa, gdy pielgrzymi przyjeżdżają by niezmiennie jak przed wiekami, sprawować w tym ważnym religijnie i historycznie miejscu kultu…












