22 raz Warszawa rozbrzmiewa koncertami i wydarzeniami wszelakimi związanymi z Festiwalem Kultury Żydowskiej „Warszawa Singera”. Załapałam się (dosłownie – bo ostatnie bilety rzutem na taśmę 😊 ) na pyszny koncert „Będzie pokój – will be peace – ihie shalom” przygotowany przez niesamowitych muzyków Symcha Keller & Native hasidic reggae orchestra. Ale powiedzieć, że koncert był pyszny – to nic nie powiedzieć! 😊 Jak sam Symcha Keller pozwolił sobie na wstępie zaanonsować – to kawałki pisane sercem. I było to słychać! I serce i emocje i super mądre przesłanie a wszystko okraszone czułym uśmiechem, przyprawione radością i posłodzone nadzieją że: הכל יהיה בסדר; everything will be fine, wszystko będzie dobrze – no bo jak miałoby by być…
Na koncert złożyły się głownie kawałki z nowej płyty. To przedziwny mix był chasydzkich nigunów, regge, bluesa, etno music, rapu i nie wiec co tam jeszcze. A! Wiem 😉 Jeszcze mądre teksty, mądrych rabinów stawały się mottem albo refrenem dla poszczególnych kawałków. Niektóre utwory napisane ze czterdzieści lat temu, z liftingiem stały się nowymi. Przy takich okazjach dziwi, że ludzkość nie posiada umiejętności uczenia się własnych błędach bo te napisane 40 lat temu jakoś tak bardzo aktualnie brzmiały… Cóż posiadanie mózgu nie gwarantuje umiejętności myślenia – a szkoda… Ok, niektóre teksty były poważne w przesłaniu ale cały koncert – fantastyczny i dający wiele radości, uśmiechy i zwyczajnego szczęścia. Muzyka jednak potrafi czynić cuda.
Symcha Keller, ma fantastyczny głos, niezalenie od tego czy mówi – czy śpiewa. 😊 I niezależnie od tego czy mówi czy śpiewa, jest to nie tylko profesjonalne ale i pięknie i mądrze powiedziane/ wyśpiewane. Może dlatego, a może charyzma jego i pozostałych muzyków na scenie (na przykład świetnego Dariusza Maleo Malejonka), a może coś jeszcze innego zadziałało, nie wiem… Może po prostu Ha.szem się uśmiechnął bo Mu się muzykowanie spodobało… Ale na początku dość poważna i wycofana publika pod koniec koncertu wstała z miejsc, klaskała, podrygiwała w rytm, a co odważniejsi nawet nieśmiało włączali się w śpiew! Cuda jakieś😊
I już za to samo na ręce Symcha Kellera (dla całego zespołu) – kapelusze z głów! Kipa może zostać – ale kapelusze z głów! 😉
Było o tym jak przeobrażały się i skąd się wzięły spodnie. Historia tego elementu garderoby opowiedziana od nogawic do współczesnych wzorów. I o tym jak ewaluowała męska marynarka. I kiedy z tych dwu powstał garnitur. Jak rozwijała się moda męska i jak zaskakujące elementy stroju uważane były za męskie
Wojewódzka Biblioteka Publiczna w Krakowie Spotkanie z cyklu „Powrót do przeszłości”.
Gościem spotkania była dr hab. Lucyna Maria Rotter prof. UPJP
„Był raz król, któremu znudziło się być samotnym…”
Baśń o kopciuszku nie ma rodowodu europejskiego. Najstarsza znana opowieść o dziewczynce – Ye Xian i pantofelku pochodzi z Chin i datowana jest na IX wiek. Najstarsza europejska wersja baśni wydana została w 1634 roku. Kilkadziesiąt lat później do opowieści wprowadził sporo nowych wątków Charle Perrault, ale najbardziej znana jest chyba wersja Braci Grimm. O popularności opowieść świadczy choćby to, że Kopciuszek wszedł na wielkie sceny. Rossini napisał na motywach baśni operę a Prokofiew – balet. Filmów i spektakli nie sposób zliczyć…
W Krakowie produkcja Passionart i Filharmonii krakowskiej – VII Royal Opera Festival (7 VI – 12 VII 2025), a w ramach festiwalu, głównie dzieła Rossiniego – w tym roku „Kopciuszek” 😊. Wersja sceniczna na gościnnych deskach Opery Krakowskiej.
Dobrze jest przenieść się na chwilę do świata baśni, gdzie książę walczy o względy kobiety którą pokochał (ze wzajemnością), pokonuje wszelkie przeciwności a potem żyli długo i szczęśliwe… Choć akurat scenografia w tym wypadku nie była bajkowa 😊 Minimalistyczna mocno. Kilka „pudeł” i „klocków” przesuwanych cyklicznie przez panów z chóru. Gdy akurat nie śpiewali – takie mieli zajęcie😊. Kostiumy – takie ciut z wodewilu lub variete… Ale wokalnie – pysznie było! Można było zamknąć oczy i zasłuchać się… I lecieć na skrzydłach wyobraźni gdzieś w bajkowy świat, gdzie miłość, szczęście i radość zasiadają wespół na tronie… Dla mnie absolutnie fantastyczne głosy Dogukana Özkan i Patrick Kabongo. Choć aksamitny głos Poliny Anikina też wbił mi się w pamięć. No i Filippo Morace, który nie tylko świetnie „wyśpiewał” rolę ale i doskonale dopełnił ją aktorsko (w wersji komediowej 😊 ).
Czy w biżuterii można się zakochać? Czasem tak. Ale lepiej wyrażać nią miłość: wzajemną dwojga ludzi, rodzicielską, do Ha.szem, do ojczyzny… Różnie… Ale zawsze to będzie miłość!
Z Krzysztofem Stankiewiczem – gemmologiem, rozmawiamy o „zakochanej” biżuterii
A wiecie, że w Krakowie są „ukryte” synagogi? To znaczy – żadna z nich tajemnica 😊 ale zdecydowanie mniej znane i nie tak dobrze zachowane jak te na krakowskim Kazimierzu. W granicach obecnego Krakowa są trzy miasta: Kraków, Kazimierz oraz Podgórze. Społeczność żydowska żyła i rozwijała się w każdym z tych miast. Czasem była bardziej ortodoksyjna czasem mniej; czasem powstawała gmina, czasem rodziny żydowskie zwyczajnie asymilowały się i „wtapiały”. Ale w każdym z tych miast były synagogi i domy modlitw – również w Krakowie, że w Krakowie 😉
Problem mały to określić granice – gdzie dokładnie kończył się Kraków a zaczynał Kazimierz lub Podgórze. Dodajmy do tego jeszcze cały wianek wsi, które były wokół Krakowa a teraz są Krakowem. Na przestrzeni wieków granice przecież się zmieniały i przesuwały. Przyjmijmy zatem roboczo, że granica pomiędzy Krakowem a Kazimierzem będzie na plantach Dietlowskich. Po stronie „od Wawelu” – Kraków, po stronie „od Placu Wolnica” Kazimierz.
A co z tymi teraz „ukrytymi” synagogami? 😊 W samym Krakowie było ich ponad dwadzieścia. Część z nich – wiadomo gdzie była ale nic się nie zachowało. Czasem była to wydzielona część kamienicy. Kamienica jest ale z wystroju synagogi nic już nie ma. Czasem jednak wprawne oko dostrzeże ślady historii. Na ul. Św. Agnieszki były dwie synagogi. Pierwsza Stowarzyszenia Izraela Meiselsa, zaprojektowana przez Leopolda Tlachna – obecnie jest to zupełnie nowa kamienica powstała w miejsc tej Tlachny, a i tak delikatnie mówiąc jest w ruinie. Tuż obok niej była (też XIX wieczna) – Synagoga Stowarzyszenia Modłów i Dobroczynności im. Michała Hirscha Cypresa. Teraz jest tam hotel „Alef”. Właściwie nic się z wystroju nie zachowało – oprócz pamięci. Właściciel hotelu i restauracji podtrzymuje pamięć historyczną miejsca. Jak? Wystrojem wnętrza, drobnymi szczegółami: jakaś hamsa, jakaś chanukija… A i sam hotel jeśli jest potrzeba spełnia warunki „Shabbat friendly”. Inny hotel w dawnej synagodze jest na ul. Grodzkiej. To dawna synagoga Mordechaja Tignera zbudowana w 1913 roku a zmodernizowana dwadzieścia lat później. Dla odmiany – tutaj zachowały się jej ślady. Jeszcze po II wojnie światowej było wyposażenie sali modlitw, ale… Historia tak się potoczyła, że co prawda kamienica wpisana została do rejestru zabytków ale zostało niewiele śladów. Obecnie jednak są zaopiekowane i odnowione. Krata z motywem menory i Magen Dawid, świetlik i napis nad wejściem: בית המדרש של ר מרדכי טיגנער זל, (Beit Midrasz rabina Mordechaja Tignera Zella). Gdy ostatnio łaziłam tematycznie z aparatem po Krakowie, usiłując w kadr złapać „ślady historii” – ze zdziwieniem odkryłam, że tuż obok mojego rodzinnego domu na Powiślu – było kilka synagog! Na ulicy Zwierzynieckiej (Cendeszim), na ulicy Kościuszki, na ulicy Lelewela (Bnei Jeszurim) na ulicy Tatarskiej (Bnei Jeszurim)… W samym centrum Krakowa na ulicy Szewskiej, swoją synagogę mieli chasydzi z Bobowej. Też w orbicie Rynku Głównego – bo na ul Szpitalnej była Synagoga Ahawat Raim powstała w 1900 roku za sprawą (finansowaniem) Seliga Hirscha Steifa. W 1940 roku synagogę przejęła parafia prawosławna i we wnętrzu synagogi urządzono – cerkiew… Czy coś z synagogi zostało – nie. Wyposażenie zdewastowano, ściany pobielono… Ale wprawne oko układ architektoniczny rozpozna. Na piętrze – tam gdzie była sala modlitw – jest teraz cerkiew, zaś na galerii gdzie był babieniec – jest teraz kaplica z ikonami Nowosielskiego.
Jeśli bierzemy pod uwagę planty Dietlowskie jako granicę – to na terenie Krakowa mamy też czynną synagogę. Jest współczesna. To sztibł chasydów Chabad Lubawicz. Otwarta i serdecznie przyjmująca wszystkich krakowskich i przyjezdnych ortodoksyjnych Żydów. Tam można spotkać się na modlitwę ale i na studiowanie i na wykłady lub warsztaty (np. takie dla kobiet – organizowane przez rebecyn). Fajne, ciepłe, sympatyczne, żyjące i rozwijające się miejsce.
Była też szkoła dla żydowskich dziewcząt na ulicy Stradom, i na ulicy Dietla dom dla Zakład Wychowawczy Sierot Żydowskich „Beth Megadle Jasomim”, którym zajmował się Dawida Kurzmanna (swoją drogą tam też była niewielka synagoga). Dodajmy jeszcze sporo kamienic krakowskich, projektu żydowskich architektów. Na samej naszej „granicznej ulicy” Dietla są piękne kamienice zaprojektowane przez Beniamina Torbe, Zygmunta Luksa, Ferdynanda Lieblinga lub Jana Zawiejskiego. I tak dalej, i tak dalej, i tak dalej…😊
Sporo śladów historii… Mury potrafią z nami rozmawiać, jeśli chcemy je posłuchać. 😉 Warto patrzeć tak, by zobaczyć…
POWRÓT DO PRZESZŁOŚCI to cykl spotkań z osobami zawodowo lub hobbystycznie zajmującymi się historią – autorami książek naukowych i popularnonaukowych.
Wojewódzka Biblioteka Publiczna w Krakowie zaprasza na kolejne spotkanie z cyklu Powrót do przeszłości, „Od nogawic do rurek – historia spodni”, które odbędzie się 17 lipca, o godz. 17.00 w Artetece WBP w Krakowie.
Gościem spotkania będzie dr hab. Lucyna Maria Rotter prof. UPJP
prowadzenie Maciej Okołowicz
Spotkanie odbędzie się na żywo w Artetece WBP w Krakowie oraz na kanale YouTube Biblioteki
Na przestrzeni lat moda kształtowała zmysłowość ludzi, rozbudzała ich potrzeby i rozwijała kreatywność. Strój prowokował, informował, czasem nawet był wyrazem buntu. Prowadząca spotkanie Lucyna Rotter zagląda do „szafy dziejów” pełnej historycznych faktów, symbolicznych przekazów, postaci i rekwizytów, pełnej modowych zagadek. W tym podglądaniu historii wspierają ją tancerze ze Szkoły Tańca Jane Austen.
Piąte spotkanie „To co daleko i co blisko”.
Jak na modę europejską wpływała fascynacja Azją lub Afryką? Albo kulturą prekolumbijską? Jak się nimi inspirowano? To co dalekie często kusi i nęci. Jest intrygujące i fascynujące. Również jako inspiracja modowa w poszukiwaniu swojego stylu, kreowania wizerunku… Czasem też „to co dalekie” jest odległe czasowo a nie topograficznie. Modna bywała starożytność lub średniowieczem a ostatnimi czasy też nasza rodzima i lokalna słowiańszczyzna. Wtedy dość dosłownie Historia staje na modowym wybiegu!
Scenariusz i prowadzenie Lucyna Maria Rotter, aranżacja aktorska: Maja Zawada, Konrad Zawada, kierownictwu projektu i nadzór producencki Justyna Kasińska , fot. Bogdan Krężel, Piotr Idem, realizacja nagrania rolki Anna Stasiak.
Lubimy podróże! Te dalekie i te bliskie. Lubimy podglądać kultury świata. Kusi piękno architektury, obrazy, rzeźby, miasta, wsie, smaczne potrawy, piękna muzyka… A moda? Na przestrzeni wieków moda kształtowała zmysłowość ludzi, rozbudzała ich potrzeby i rozwijała kreatywność. Strój prowokował, informował, czasem nawet był wyrazem buntu. Tak było we wszystkich kulturach i religiach. Często moda odległych krajów wpływała na nowe propozycje modowe rodzimych kolekcji.
Zapraszamy na cykl wykładów monograficznych „Inspiracje modowe tym co dalekie”. Od października w każdy poniedziałek w godz. 16:45–18:15, ul. Franciszkańska 1, Kraków, sala 211b (II piętro).