Do Sokratesa czekającego na wyrok śmierci przychodzi Kriton. A dialog ów napisał Platon. Co znaczy być w zgodzie z samym sobą. Co znaczy być spokojnym wobec nadchodzącej śmierci. Choć wyrok wydaje się być niesprawiedliwym. Czy warto ponieść śmierć dla idei?
Ale fajny film! Wczoraj w kinie Sfinks w Nowej Hucie premiera była
Utrzymana w konwencji „Wielkiej ciszy” Philipa Gröninga opowieść o cystersach. Taki jeden dzień z życia za klasztornym murem. „Słuchaj, synu, nauk mistrza” w reżyserii Krzysztofa Ridana. Super opowiedziane dźwiękowo (mimo pozornej ciszy ) A dźwiękowi wtórują super kadry!
Ale fajny film! Wczoraj w kinie Sfinks w Nowej Hucie premiera była
Utrzymana w konwencji „Wielkiej ciszy” Philipa Gröninga opowieść o cystersach. Taki jeden dzień z życia za klasztornym murem. „Słuchaj, synu, nauk mistrza” w reżyserii Krzysztofa Ridana. Super opowiedziane dźwiękowo (mimo pozornej ciszy ) A dźwiękowi wtórują super kadry!
Sypnęło w ostatnich dniach premierami O „Kritonie” w TVP Kultura już wspomniałam, a niemal w tym samych dniach „Dialogi polskie, czyli Rozmowy prawdziwych Polaków z Gombrowiczem” w Bagateli. W obydwu przypadkach karkołomna próba przeniesienia na deski „nieteatralnego” tekstu.
Dialogi to połączenie tekstów pozornie nie do połączenia. Bo pojawia się zarówno Kitowicz jak i Gombrowicz… To spojrzenie do lustra. Spogląda Polak. Czyli kto? Co znaczy być i czuć się Polakiem… Z całym balastem historii, tradycji, kultury, religii. A może to nie jest balast? Może to tradycja i tożsamość. Kwintesencja tego kim jesteśmy?
reżyseria Mikołaj Grabowski
muzyka Zygmunt Konieczny
obsada: Wojciech Leonowicz, Urszula Grabowska Ochalik, Maciej Sajur, Izabela Kubrak, Natalia Hodurek, Ewelina Starejki, Paweł Sanakiewicz, Dariusz Starszewski, Kosma Szyman, Artur Sędzielarz
Od soboty mnie trzymają anioły… te z Ameryki, te z krakowskiego Ludowego… Hmmm… Jeśli ktoś szuka miłego spektaklu na uroczy wieczór – to nie!! Ale jeśli ktoś chce KAWAŁ SZTUKI – to niech kupi bilet!
O czym jest… ? O desperackiej potrzebie i poszukiwaniu miłości… O odpychaniu jej… o samotności, która cholernie boli – zwłaszcza w święta… o tym, że nie zawsze łatwo poradzić sobie ze swoim pochodzeniem, tożsamością, tęsknotą… o strachu przed chorobą i śmiercią… i o tym, że wcale nie jest tak prosto z nimi sobie poradzić… o uczuciach i emocjach, które przychodzą nie widomo po co i dlaczego, choć wcale nie powinny…
Odjechane kostiumy (zwłaszcza anioł i jego skrzydła!), scenografia minimalistyczna ale momentami zaskakuje. P. Franasowicz i K. Wolniewicz – genialni!!!
twórcy
przekład: Jacek Poniedziałek
reżyseria: Małgorzata Bogajewska
scenografia: Joanna Jaśko-Sroka
muzyka i aranżacje: Bartłomiej Woźniak
choreografia: Maćko Prusak
reżyseria światła: Dariusz Pawelec
przygotowanie wokalne: Jerzy Kluzowicz
konsultacje z zakresu kultury żydowskiej: Michał Pabian
asystent reżysera: Anna Pijanowska
inspicjent: Anita Wilczak-Leszczyńska
sufler: Martyna Rezner
muzycy:
Michał Braszak / Maksymilian Kowalski – kontrabas
Michał Peiker / Michał Balicki / Gertruda Szymańska – perkusja
Jan Kusek / Łukasz Mazur – instrumenty klawiszowe.
obsada
Roy M. Cohn, : Piotr Pilitowski
Joseph Porter Pitt, Eskimos, Ojciec Mormon : Wojciech Lato
Harper Amaty Pitt, : Anna Pijanowska
Louis Ironson, Kaleb:Karol Polak
Prior Walter: Piotr Franasowicz
Hannah Porter Pitt, : Beata Schimscheiner
Belize, Prior 2, Orrin: Paweł Kumięga
Anioł, Matka Mormonka : Weronika Kowalska
Rabbi Izydor Chemelwitz, Mr Bajer, Mężczyzna W Parku, Henry, Martin Heller, Prior 1, Aleksiej Antediliuwianowicz Prelapsarianow: Kajetan Wolniewicz
Emily, Siostra Ella Chapter, Kobieta Z Bronxu, Ethel Rosenberg, Sarah Ironson: Jagoda Pietruszkówna
Trzeba uważać o czym się marzy i o co się prosi… Bo często tak się zdarza, że Ha-Szem zrobi psikus i marzenia się człowiekowi spełniają tak jedno za drugim! Wystarczy dać im na to szansę – i już! I chyba o tym jest spektakl „Boska”. Jeśli czegoś naprawdę pragniemy, jeśli każdego dnia myśl tylko o tym a i świadomie lub nie – prowokujemy zdarzenia by marzenie stało się faktem – to ono się materializuje. Spektakl jest opowieścią o Florence Foster Jenkins. Kobiecie, która kochała muzykę i kochała śpiew (ale bez wzajemności). Marzyła o tym by śpiewać na największych scenach świata. I uparcie do tego dążyła choć talentu (ba!) nawet predyspozycji minimalnych w tym kierunku nie miała za grosz. Okrzyknięta najgorszą śpiewaczką świata. Ale… Carnegie Hall wypełniła po brzegi i dała koncert! Marzenia lubią się spełniać i to w najmniej oczekiwanym momencie.
Na deskach Ludowego w postać Jenkins wcieliła się Marta Bizoń. Nooooo kreacja że chapeau bas! Rola szyta na miarę! Od pierwszych minut spektaklu, pomimo, że wiadomo kim Jenkins była, postać zaproponowana przez Martę Bizoń nie wzbudza śmiechu, szyderstwa lub współczucia… Na scenie pojawia się kobieta ciepła, życzliwa, urocza, uśmiechnięta, wspierająca wszystkich wokół siebie, wzbudzająca szczerą sympatię i… realizująca swoje marzenia. Marzenia w które zwyczajnie wierzy… Pod koniec spektaklu widz jest skłonny uwierzyć – że wystarczy uwierzyć. I wtedy nie ma rzeczy niemożliwych… Wszystko może się zdarzyć… Nawet sukces koncertu w Carnegie Hall!
OBSADA
FLORENCE FOSTER JENKINS:MARTA BIZOŃ
ST CLAIR:TADEUSZ ŁOMNICKI
COSME MCMOON:ROBERT RATUSZNY
MARIA::ROKSANA LEWAK
DOROTHY:BEATA SCHIMSCHEINER
PANI VERINDAH-GEDGE:JAGODA PIETRUSZKÓWNA
tłumaczenie: Elżbieta Woźniak
reżyseria: Robert Talarczyk
scenografia, kostiumy, reżyseria świateł: Katarzyna Borkowska
Teatr Ludowy zwykle ordynują genialne spektakle. Tak jakoś mają. Za każdym razem gdy się wybiorę – crème de la crème. No i „DON KICHOT RZEWNE PIEŚNI KOBIETY POPULARNE SERIALE I RYCERZE” wpisuje się w tę tendencję znakomicie! Poszłam z nastawieniem takim sobie. Czym opowieść o błędnym rycerzu może mnie zaskoczyć??? A tu… opowieść o szukaniu sensu życia, szczęścia, miłości… Mimo przeszkód, mimo niepowodzeń… Don Kichot z Ludowego wytrwały jest trzeba przyznać. Cały czas pod górkę ma ale sensu życia szuka uporczywie… Dla niego sensem jest miłość, której pragnie ale której się chyba równocześnie boi. Nie potrafi po nią sięgnąć. Może te przeszkody są mu na rękę? Bo toksyczna mama, bo nadużywający ojciec, bo miejsce do życia takie sobie, bo wszyscy i wszystko dookoła przeszkodą by marzenie spełnić. Może samo szukanie od głębin morskich do księżyca włącznie jest dla niego sensem… Ale przecież warto grać z losem o siebie. Usiąść do pokerowego stołu. Tylko, że jedyna możliwość by wygrać – to poddać się temu co los proponuje? A może wystarczy nie przeoczyć – gdy los, szczęście na tacy podaje…
Fantastyczna i głęboka treść, nietuzinkowo opowiedziana „stopklatkami” nie tylko aktorsko ale także reżyserią, światłem i scenografią.
„Gdy przyjdzie sen” (Teatr Ludowy w Krakowie) A jeśli śni się tak na co dzień? Tak od zawsze… bo jakoś zamiast pod nogi – to częściej chciałoby się w gwiazdy spoglądać… Bo się od urodzenia chce czegoś więcej niż chleba naszego… Ci, którzy potrafią tylko pod nogi, bo karki zbyt sztywne by głowę do gwiazd odwrócić – nigdy nie pojmą… I nawet jeśli się popełnia błąd za błędem – szarpiąc na łańcuchy konwenansów… To czasem się łańcuch udaje zerwać! A czasem on się coraz mocniej wokół szyi zaciska… i pomocna dłoń by go rozedrzeć wyciąga się zbyt późno…
Nie dziwię się, że spektakl nagrody zgarnął. Na emocjach gra na wysokie „C”
Czy wierzysz? To pytanie padło w kierunku widowni ze sceny. W co? W kogo? Niewiele osób podniosło rękę w odpowiedzi… Nie chcieli? Wstydzili się zadeklarować? Zbyt osobiste pytanie? Nie zrozumieli, że to pytanie wymagające odpowiedzi? Nie dali się wciągnąć w spektakl. A spektakl przedziwny. Mieszają się obrazy, świadomość z podświadomością, jawa ze snem, światło z cieniem, przeszłość z przyszłością i tym co teraz, wirują pytania, na które tak trudno sobie czasem odpowiedzieć. I to pojawiające się wciąż pytanie… wierzysz? Bo niewiara nie istnieje przecież. Ktoś wierzy w Najwyższego, inny w racjonalną myśl, ktoś inny w siłę pieniądza, jeszcze inny w niefrasobliwie pojmowaną wolność która staje się pułapką, tęskniąca kobieta wierzy że uratuje ukochanego… Ta pierwsza i ta ostatnia wiara najsilniejsze… I mimo mętnego świata, w którym wszystko się miesza jak w jakimś tyglu, bębnie, karuzeli zwariowanej, mimo tworzenia sobie „namiastek” wiary w coś – te dwie wartości silne trwają. Wiara w Najwyższego i wiara tęskniącej kobiety pragnącej szczęścia z ukochanym… te dwie iskry dają płomień do tego by trwać, być, żyć…
Sam spektakl, zaskakujący ogromem symboli, podtekstów, niedopowiedzeń. Wypełnił całą przestrzeń teatru: scenę, podest, widownię… Jest się w środku tego półsnu – półjawy. Widz nie jest obserwatorem. Jest trybikiem tego co się w machinie dzieje. Świetny Piłat (Tadeusz Łomnicki) i Jeszua (Piotr Fransowicz). Ale też doskonale zagrał Paweł Janyst. Jego tembr głosu i pomysł na kreację ale i fizjonomia – zrobiły robotę!
reżyseria: Paweł Passini scenografia: Mirek Kaczmarek muzyka: Daniel Słomiński choreografia Franciszka Kierc – Franik reżyseria światła: Katarzyna Łuszczyk
Spektakl o ludziach, którzy udają życie bo boją się zacząć naprawdę żyć… Kurcze, to straszne jest gdy się człowiek przyzwyczaja do tego co mu w życiu doskwiera, bo boi się zrobić pierwszy krok albo nawet wypruty z kreatywności nie ma pomysłu jak? Mało tego, to swoje cierpiętnictwo nazywa szlachetnym… oj… Tylko że zwykle strach przed życiem skutkuje tragediami. Mniejszymi, większymi, odwracalnymi lub nie… Ale największą karą za strach jest chyba śmierć za życia…
A! Profesor (K. Wolniewicz) i doktor (P. Franasowicz) – świetni!!
TWÓRCY reżyseria: Małgorzata Bogajewska scenografia: Anna Maria Karczmarska muzyka: Bartłomiej Woźniak reżyseria światła: Dariusz Pawelec
Piwniczne klimaty zawsze mnie wzruszają… Z kilku co najmniej powodów 🙂 Na deskach Ludowego od kilku lat… Konieczny jest klasą samą dla siebie. Nic więcej już nie potrzeba. A tu na dodatek świetne aktorstwo połączone z bardzo dobrym pomysłem na snucie opowieści, całość spina choreografia i światło szyte na miarę! I muzyka… jak w Piwnicy… Aż dziwi, że od czasu do czasu gdzieś nikt nie dzwoni dzwoneczkiem by zapowiedzieć kolejny numer… I ta harmonia muzyki i obrazu. Gdzieś błąkają się w myślach karty z piwnicznych historii, obrazy polskich mistrzów malarstwa, cudowna muzyka Koniecznego, która unosi poezję i tańczy z nią Grande Valse Brillante. Ale wszystko opowiedziane na nowo, świeże, nowe, trochę inne, równie dobre…
No OK Madonnom w wykonaniu Demarczyk nikt nie dorówna… Ale to jedyny prztyczek 😉 Nawet drobne problemy dźwiękowca nie przeszkodziły mi w poddaniu się klimatowi.
muzyka: Zygmunt Konieczny reżyseria: Małgorzata Bogajewska kierownik muzyczny: Konrad Mastyło scenografia i kostiumy: Barbara Ferlak reżyser światła: Dariusz Pawelec choreografia: Maćko Prusak zespół muzyczny w składzie: fortepian Konrad Mastyło – skrzypce, Tomasz Góra – kontrabas Michał Braszak – gitara, Krzysztof Oczkowski – perkusja, Michał Peiker wizualizacje: Dawid Kozłowski inspicjent / sufler: Martyna Rezner
Obsada: Marta Bizoń, Paulina Kondrak/ gościnnie, Weronika Kowalska, Małgorzata Krzysica, Barbara Szałapak, Karol Polak, Ryszard Starosta, Jacek Wojciechowski, Kajetan Wolniewicz, Jan Nosal
premiera 7 października 2017
Buława Hetmańska – Nagroda Publiczności 43. Zamojskiego Lata Teatralnego (2018)