Autor: Lucyna Maria Rotter (Page 51 of 89)

Poznań – Muzeum Narodowe, Starym i Nowym Gmach

Muzeum Narodowe w Poznaniu. Wystawy stałe to „milion” sali w Starym i Nowym Gmachu. Ależ tu mają eksponatów! Głównie malarstwo. I perełek ile! Od jednego z moich ulubieńców – Malczewskiego (wiem mizernie jestem oryginalna ale cóż… i tak go lubię 🙂 ) począwszy. Chyba faktycznie najwięcej tych perełek to polskie malarstwo XIX i XX wieku. A już mocno mnie wzruszyła Madonna Dunikowskiego! Kopia tej rzeźby stała tuż przy wejściu w „moim” liceum plastycznym. Straaaaasznie dużo eksponatów. Aż trochę chyba za dużo na raz… Aż odrobinę przytłacza ilość… Na przykład w Sali Moneta tego Moneta trzeba szukać pośród kilkunastu chyba płócien wyeksponowanych z równym zaangażowaniem. Do tego łatwo się pogubić w salach. Niby są tablice ale co najmniej kilka razy musiałam dopytywać (miłe skądinąd panie) gdzie dalej iść i co jeszcze można zobaczyć. W starej części bardzo bardzo klasyczne wszystko wystawienniczo. Najgorzej chyba wypada starożytność. Nie dość że w piwnicy to jeszcze wnętrze mocno przygnebiające robi wrażenie. Lepiej troszkę w nowej ale tak bez kreatywności, bez jakiegoś pomysłu. Do tego światło chyba kompletnie nie zostało zaproszone do współpracy, a momentami jest nawet w opozycji. A chyba się da – bo czasowa zrobiona świetnie… Konkluzja: cudne eksponaty dla nich warto tu zaglądnąć, wystawienniczo – no.

Natomiast warto podkreślić – Muzeum świetnie prezentowane jest online!

Poznań – Muzeum Narodowe „Polska. Siła obrazu”

Taka wędrówka przez XIX i XX wiek polskiego malarstwa. Od działań „ku pokrzepieniu serc” do europejskich nowinek. Fajnie pomyślana opowieść. Matejkowskie płótna otulone burgundem, potem poważne i melancholijne Grottgery, przez żółcieniem spowite chełmońskie wsie, po nastroje Wyczółkowskiego lub Wojtkiewicza. I tak od połowy XIX wieku do początku XX. To nie tylko historia malarstwa polskiego tego okresu. To opowieść o kulturze, mentalności, szukaniu lub raczej chronieniu swojej kultury, tradycji, historii i nie wiem czego tam jeszcze… Ale też wpisywania się w najnowsze art. nury. Całość fajnie zaaranżowana wystawienniczo z nieźle zaangażowanym w ekspozycje światłem. Kolejne odsłony podkreślane też kolorem tworzą opowieść tak od zrywów, chwalebnych minionych wspomnień, przez tradycję domu, różnorodność etniczną i piękno lokalnego pejzażu. Nagromadzenie na metr kwadratowy płócien taki z serii z „znamy z podręczników” gigantyczne. Tu Rejtan rozchełstał swą koszulę, tu się dzieweczka babim latem zapomina, tu się Malczewskiemu od inspiracji w głowie kręci a Grottger w patriotyczną zadumę wpada. A całość poznańskiej odsłony „Polska. Siła obrazu” zdecydowanie kusi by odwiedzić

Poznań – Muzeum Sztuk Użytkowych

Muzeum Sztuk Użytkowych w Poznaniu. Spodziewałam się „klasycznej wystawy” a tu taka niespodzianka! Fantastycznie zrobiona wystawienniczo ekspozycja. Świetnie ustawiona światłem. Sącząca się w tle muzyka. Interaktywne „gadżety” nie dominują a delikatnie uzupełniają opowieść. No właśnie… Opowieść o tym co codzienne. Tym co nam towarzyszy a czego często nie zauważamy. Co traktujemy często czysto praktycznie. A przecież każdy chyba lubi otaczać się sprzętami tak po prostu pięknymi. Poranna kawa jakoś lepiej smakuje gdy podana w gustownej filiżance… W kolejnych salach zrekonstruowanego Zamku Królewskiego na Wzgórzu Przemysła, śledzimy estetykę sztuki użytkowej zarówno w świecie sacrum jak i profanum (swoją drogą dobrze wyważone proporcje). Od wieków średnich przez czasy nowożytne aż do współczesności. Jest też sala dedykowana na spotkania lub warsztaty. No fajne, fajne… Zdecydowanie rekomenduję odwiedziny 🙂

Praga (Czechy) – Muzeum Alfonsa Muchy

Muzeum Alfonsa Muchy w Pradze zlokalizowano w dawnym Pałacu Kaunickich, niemal w samym centrum Pragi. I… to jedyna atrakcja. Kocham Alfonsa!!!! Secesję też – ale Alfonsa zwłaszcza!!! Wiem, są wybitniejsi przedstawiciele tego stylu ale i tak go kocham.

W Pradze, będąc wielokroć, nigdy jednak nie miałam okazji odwiedzić Muzeum Muchy. Tym razem zaparłam się czterema kopytami. Mimo, że mój towarzysz podróży uprzedzał i anonsował: że mizeria, że nie ma po co, że szkoda czasu – uparłam się. 😁😜 No i… Muzeum rozczarowało mnie w każdym calu. Dwie niewielkie sale, na końcu parawanem wydzielona przestrzeń telewizyjna, aranżacja wystawiennicza – zerowa, obiekty drugiego sortu… Prace Muchy bronią się, co oczywiste same w sobie ale… szkoda. Naprawdę wielka szkoda. Zwłaszcza, że jak wspomniałam wyżej Alfonsa BARDZO uważam. 😍

Praga (Czechy) – Národní Galerie Praha, Veletržni Palác

Národní Galerie Praha oddział Veletržni Palác. Sam budynek imponujący, ogromy, przestrzenny. Klasyka architektury funkcjonalistycznej, pierwotnie (wybudowany w latach 20-tych XX wieku) przeznaczony na targi. I był wówczas największą budowlą tego typu na świecie. W 1974 budynek spłonął, odbudowany nie bez problemów zmienił funkcję, udostępniając swoje wnętrza Narodowej Galerii Sztuki. Obecnie cztery ekspozycje stałe: sztuka XX wieku i współczesna. Artyści pierwszej Republiki Czeskiej, przekrojowo, panoramicznie i topograficznie eksponowani w labiryncie trasy wiodącej widza po sztuce pierwszej połowy XX wieku w Czechach (dosłownie labiryncie 😁 ). Kilka czasowych, między innymi (wyjątkowo dobrze pomyślana wystawienniczo) ekspozycja prac Alberto Giacometti. Przestrzeń wystawowa GIGANTYCZNA! Spacer na cały dzień… Przy czym dość łatwo się pogubić. Mizerne oznaczenia kolejności zwiedzania, możliwości zobaczenia wystaw w jakimś logicznym ciągu. To trochę męczy… Galeria jednak warta odwiedzenia 🙂

Praga (Czechy) – The Museum of Decorative Arts in Prague

The Museum of Decorative Arts in Prague to duże zaskoczenie. Ciekawe połączenie klasycznych wnętrz i „designerskich” realizacji wystawienniczych. Aktualnie kilka czasowych wystaw. „Plejady skla 1946-2019” (Plejady szklane 1946 – 2019) to część kolekcji szkła jakie jest w posiadaniu muzeum. Kreatywne kompozycje zarówno użytkowe jak i czysto dekoracyjne i w 100% art. 😁 Rzeźby, witraże, kompozycje użytkowe – dobre (kilka z nich mogłabym mieć w domu 😜). „Obrazy konců dějin. Česka vizualni kultura 1985-1995” (Zdjęcia końca historii. Czeska kultura wizualna 1985-1995) to niezły przekrój krajobrazu kulturowego Czech przed Rewolucją Aksamitną. Fotografia, filmy, wydawnictwa, czasopisma, ale także amatorskie dokumentowanie historii. Czasem powoduje szerokie otwieranie oczu, czasem uśmiech zażenowania, czasem przypomnienie sobie lat „dziecieńctwa i nastolatkości”. I „Odvaha a risk. Stoleti designu v UPM” (Odwaga i ryzyko. Stulecie designu w UPM) – najważniejsze realizacje sztuki użytkowej w Czechach na przestrzeni stu lat 1900 – 2000.

Generalnie – muzeum nie jest przeładowane, logicznie prowadzi zwiedzających po przestrzeniach wystawienniczych. Jestem na tak 😃

Rabka Zdrój – Muzeum Górali i Zbójników

Muzeum Górali i Zbójników w Rabce jest cokolwiek niekonwencjonalne. I w tym jego piękno! Właściwie to kompleks zabudowań: XIX wieczna chałupa pod trzema Madonnami (bo są trzy na ścianie umieszczone od strony ulicy), szałas, koliba, kapliczka, dzwonnica itd. Część to normalne zabudowania gospodarce w zagrodzie. Część to elementy przeniesione z hal. Ale całość spójna – choć momentami mocno poprzerabiana. 😊 Co można zobaczyć i jak? No tu jest nowatorskie podejście do ekspozycji. Na początek dostaje się plan zwiedzania. I krok po kroku należy go zrealizować. Najpierw chałupa i czarna izba, biała izba, itd. itd. W chałupie można a nawet trzeba przymierzyć góralskie fatałaszki bo czekają w szafie i skrzyni na gości, można a nawet trzeba udeptać kapustę w beczułce, poprasować lniane koszule ciężkim żelazkiem na duszę, sprawdzić czy warzone potrawy się nie przypaliły na piecu, ukołysać dziecko w kołysce. No cudna zabawa! I jaka poznawcza! Wszystkie eksponaty prawdziwe. Takie z pierwszej połowy XX wieku najczęściej (no może oprócz ubrań – te współcześnie uszyte na potrzeby muzeum). Potem przed domem robi się pranie – takie w balii z kijanką i tarką. Ale najpierw trzeba wziąć koromysło i wody nanosić. A potem po zakamarkach podwórza (tak przerobiona ciut zagroda😉) odwiedza się szałas i kolibę itd. Tu już mniej przemyślana jest ekspozycja i taka momentami zbyt sztuczna i na siłę (zwłaszcza w „jaskini zbójców”). Ale całość robi finalnie wrażenie bardzo na tak. A! W budynku tuż obok, urządzane są warsztaty i pokazy i takie tam.  Wszystko pod okiem wykwalifikowanych i znających się na rzeczy pracowników.

Czy to jest muzeum? Nie wiem… Myślę, że tak. Eksponaty przecież są. A że można ich dotykać i doświadczyć ich działania? To wartość dodana! Tu akurat jest to możliwe i dobrze. Myślę że lepiej zapamięta się na czym polega deptanie kapusty, gdy poczuje się jej zapach, depcząc ją w beczułce; lepiej poczuje się czym były prace domowe gdy się podniesie ciężkie żelazko z duszą lub spróbuje przenieść wodę i użyć kijanki i tarki… Ok ok – można w wielu miejscach zobaczyć jak pracownicy muzeum lub wynajęci aktorzy na terenie skansenu robią np. pokaz „życia na XIX wiecznej wsi”. Ale gdy się ma możliwość spróbować samemu… Pysznie bawią się tu zarówno dzieci jak i dorośli. Doskonale uczą się zarówno dzieci jak i dorośli. Zdecydowanie warto przyjść i przenieść się na chwilę w czasie…  

Sandomierz – Muzeum Okręgowe „Dawna wieś sandomierska” „Iwaszkiewicz”

Muzeum Okręgowe w Sandomierzu, ma też klimaty etnograficzne. Jedna z wystaw stałych dedykowana jest takim klimatom. To „Dawna wieś sandomierska” – głównie mowa o Sandomierzakach i Lasowiakach. Ekspozycja pozornie tylko chaotyczna. Zaczynamy od przydomowych i przydrożnych kapliczek oraz świątków, przechodzimy obok izby mieszkalnej – takiej z podsandomierskich wsi. No i dalej – jak to na takich ekspozycja zwyczajowo – trochę sprzętu rolniczego i przydomowego o zapomnianym już często zastosowaniu; trochę sztuki ludowej domorosłych twórców. Trochę nawet strojów ludowych też. Z wsi sandomierskiej przechodzi się do ostatniej sali. Ta dedykowana jest Iwaszkiewiczowi. W sumie małe zaskoczenie. W kolejnych salach wieś i ludowo a na koniec – Iwaszkiewicz! Ja wiem – lubił Sandomierz ze wzajemnością. I sama sala wystawowo fajnie zaaranżowana. Ale tak jakoś z tej wsi wskakuje się nagle i niespodziewanie, jak w matriksie, w zupełnie inną czasoprzestrzeń.

No i na koniec wspomnieć wypada o jeszcze jednej wystawie stałej. Z dwoma tu opisanymi nie wiele ma wspólnego. No może tyle tylko, że kamień z natury a i sama kultura ludowa jej też bliska. 😉 „Krzemień pasiasty w biżuterii i małych formach złotniczych” w lekkim półmroku piwnic delikatne światło wydobywa piękno krzemienia oprawionego w formy biżuteryjne (gł. modern) lub rzeźbiarskie. Znowu inna opowieść… piękna 🙂

Sandomierz – Muzeum Okręgowe „Ziemia Sandomierska w pradziejach i wczesnym średniowieczu” „Sandomierskie dziedzictwo” „Lapidarium” „Dzieje zamku sandomierskiego” „Dawna kuchnia królewska”

Muzeum Okręgowe w Sandomierzu, sięga historią lat dwudziestych XX wieku. Przy czym w obecnej siedzibie – zamku sandomierskim, mieści się od 1986. Całość to kilka mniej lub bardziej połączonych ze sobą sal ekspozycyjnych (wystawy stałe) i przestrzenie dedykowane na wystawy czasowe. Tych stałych – zgodnie z opisem jest osiem, ale można byłoby je połączyć w jakeś dwa, może trzy ciągi myślowe. Zresztą nawet układ ekspozycyjny sugeruje dość naturalne połączenie. Że to dwie lub trzy różne wystawy – ze dziwieniem odkrywałam. Na poziomie piwnic – zupełnie nieźle zrobiona wystawienniczo „Ziemia Sandomierska w pradziejach i wczesnym średniowieczu”. To trochę preludium do tego co na parterze i wyżej. 🙂 Tutaj – to co na ziemi sandomierskiej zostało, a archeolodzy wygrzebali – z osad, z cmentarzysk…. Czyli generalnie – neolit i okolice. Na parterze „Sandomierskie dziedzictwo” zupełnie niezłe artefakty związane z mieszczaństwem sandomierskim. Dokumenty, przywileje, tłoki pieczętne i takie tam… Lustra, portrety, meble. Ale też przedmioty świadczące o mozaice kulturowej Sandomierza. Obok srebrnych krucyfiksów, srebrne balsaminki… Jak w życiu… Jak w większości miast i wsi na ziemiach polskich… Potem „Lapidarium. Fragmenty detali architektonicznych z renesansowego Zamku Królewskiego w Sandomierzu. Warsztat Benedykta Sandomierzanina” – czyli jak sam przydługi tytuł wystawy sugerować sobie pozwala – garść detali architektonicznych, które się ostały. I tu płynnie przechodzimy do wystawy „Dzieje zamku sandomierskiego”. Przy czym dla jasności jest to głównie ekspozycja tablic i… jedno działo oktawa kartauny z czasów potopu szwedzkiego. No i wreszcie „Dawna kuchnia królewska”. To głównie zabytki rzemiosła artystycznego okresu baroku.

Generalnie jest ok. Nawet i zaglądnąć można 😉. Szkoda, że tak poszatkowana ta opowieść muzealna… To taki trochę chaos… Właściwie jest to jedna wystawa o Sandomierzu i okolicach. No ale ostatecznie to moje subiektywne patrzenie!

Sanok – Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku

Pierwsze i chyba największe (a przynajmniej najobfitsze w eksponaty) muzeum etnograficzne na wolnym powietrzu. Skansen w Sanoku. A właściwie Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku – taka jest poprawna nazwa. Powstało w 1958 roku. To głównie kultura Łemków, Bojków i Zamieszańców. Etno-klimaty Podkarpacia i Bieszczad. Są tu chałupy jednoizbowe i zagrody pełną gębą, jest młyn i cerkwie i synagoga i kościoły. No i oczywiście przemysł naftowy – toż te tereny były naftowym zagłębiem!

Byłam tu kilkadziesiąt lat temu. Wtedy – latem. W pełnym sezonie – i w gwarze zwiedzania. Teraz – w środku zimy i do tego w mroźny i szary dzień. Ludzi nie było w ogóle. Cisza, wiatr tylko szumiał w gałęziach drzew, przy wtórze szemrzącej wody strumienia. Taki duet muzyczny… I oprócz tego… cisza… Nie wiem czy tak brzmiała zima na wsi. Pewnie nie. Przypuszczam, że choćby jakieś zwierzaki jednak było słychać – taka ich natura. Ale dzisiaj ten sanocki skansen urzekł mnie tą ciszą, zmrożonym światłem gdzieś ukrywającym się trochę w snującej się mgle. Przez okno zaglądałam do domów, z których sto lat temu czmychnęło życie… Gdzieś tam jakiś kot przemknął w pantoflach, żeby letargu nie zakłócić. Jakby nie wiedział, że gospodarze dawno już stali się mglistym wspomnieniem… Nawet trzcina przy jeziorku taktownie zamilkła… Nie wiem zasnęła zimowo, a może lód jakiś skuł ja tak mocno, że już nie zdoła śpiewać wodzie…

« Older posts Newer posts »

© 2026 Lucyna Maria Rotter

Theme by Anders NorenUp ↑