Autor: Lucyna Maria Rotter (Page 43 of 89)

Kraków – Muzeum Archeologiczne, „Bogowie starożytnego Egiptu”

Najstarsze Archeologiczne w Polsce jest w Krakowie! Do tego okazuje się, że Panie i Panowie muzealnicy mogą być mili, uśmiechnięci, życzliwie i cierpliwie wskazujący drogę i odpowiadający na tysiące pytań… Cudownie, że takie muzea (tacy ludzie!!) istnieją.

Wystawy stałe – każda przemyślana, eksponaty dobrze „wyciągnięte” światłem i anturażem, opis robi tak, że każdy wie na co patrzy i dlaczego ma się zachwycić. „Bogowie starożytnego Egiptu” – otulona półmrokiem ekspozycja, ekscytującej cywilizacji i kultury. A, że egiptolodzy polscy nienajgorsi to i jest co zobaczyć. Wchodzi się w mrok i tajemniczość. Tak się chyba potocznie Egipt starożytny kojarzy większości osób które o tej cywilizacji coś tam słyszały… Pewnie przez filmy. 😉 Ale na wystawie jedynym nawiązaniem do produkcji Hollywoodzkich jest tajemniczy półmrok robiący atmosferę niesamowitości. Cała reszta (w przeciwieństwie do filmów 😉 ) jest super merytoryczna. Informacje oczywiste, potem bardziej szczegółowe, i na koniec też odkrywcze – klasyka dobrego wykładu. Elementem ekspozycji są co oczywiste mumie. One budzą zwykle najwięcej emocji. dobrze pokazane, w trumnach antropoidalnych. Tak że można zerknąć, zobaczyć, ale jednak nachalnością widza nie zakłócać ciszy odpoczynku. Przecież w końcu to ciało zmarłej osoby… Ale na wystawie są nie tylko ludzkie. Koty były w Egipcie cenione z kilku powodów, miedzy innymi przez Baster – boginię miłości i radości, o kociej głowie. Poza boskością koty były niezłymi strażnikami plonów. Przecież polowały na gryzonie. Zatem… mumia kota – też jest.🙂

Generalnie – warto tu być 😃😃

Kraków – Muzeum Archeologiczne „Pompeje. Życie i śmierć w cieniu Wezuwiusza”

W Gmachu Głównym Muzeum Archeologicznego w Krakowie – wystawa czasowa „Pompeje. Życie i śmierć w cieniu Wezuwiusza”. Jedna z bardziej znanych tragedii świata antycznego. Wezuwiusz miał niestrawność, odbiło mu się troszkę i tak przy okazji kilka miast zniknęło z powierzchni ziemi… Pompeje i Herkulanum zwiedza się dziwnie, tak trochę jakby wąskimi uliczkami przepychali się nie tylko turyści ale i duchy dawnych mieszkańców….

Nie zawsze do Pompei (lub Neapolu – bo tam zdeponowano odkryte zabytki) można pojechać, Więc tym razem Pompeje przyjechały do nas. 🙂 Krakowska wystawa świetnie zaaranżowana (jak zwykle zresztą 😉 ) Pokazuje wszelkie aspekty życia miejskiego w starożytnym Rzymie. Są mieszkania, i łaźnie, i teatry, i domy publiczne (właściwie wystawa dość mocno erotyką ocieka…). Osobna sala poświęcona odkryciu po 15000 laty zasypanego popiołami wulkanu miasta. Giuseppe Fiorelli (jeden z odkrywców) zaczął wypełniać gipsem miejsca po ciałach osób zasypanych popiołami. Efekt niesamowity – odlewy duchów. Na wystawie w gablotach dwie postaci ludzkie. Jest też pies. Właściwie z tym psem kojarzą mi się Pompeje – przez Kaczmarskiego i jego „Pompeje”.

Konkluzja – Klimatyczna, rzymska, pompejańska, antyczna. Wystawę rekomenduję!!

Kraków – Bunkier Sztuki, „Kamil Kukła, Frukta i paszczęki” „Richard Mosse, Przybywający”

Ostatnio często i z intensywnością snuję się po galeriach oraz muzeach – stąd jakieś porównanie i odniesienie. Dawno nie widziałam tak pustej galerii. Tam kompletnie nie ma zwiedzających! No może jakieś pojedyncze egzemplarze (a i tak chyłkiem umykają…) Nie dziwię się pracownikom galerii, że przysiadłszy na zydelku wpatrują się z zaangażowaniem w telefon komórkowy. Tak siedzieć w pustej przestrzeni wystawowej cały dzień – można sobie żyły z nudów otworzyć… Sama przestrzeń wystawowa galerii duża, ale jakoś zagospodarowana bez sensu, bez pomysłu, bez polotu, bez czegokolwiek. Pomysł połączenia prac plastycznych z dźwiękiem i obrazem ruchomym – dobre, ale potęguje jeszcze bardziej pustkę i brak zainteresowania widzów. Dla mnie, pierwsze skojarzenie tych konkretnych a rozlegających się dźwięków – wiatr hula po pustych salach… Wystawiane prace – OK, ale czegoś brak. Chyba po prostu pomysłu na Bunkier, który przecież ma wieloletnią i bogatą tradycję, wystawiali tu najwięksi przedstawiciele nurtów XX wieku. Od jakiegoś czasu jednak w Krakowie Bunkier bardziej kojarzy się z kawiarnią tuż obok, niż z galerią sztuki…

Kraków – Muzeum Etnograficzne

Muzeum Etnograficzne w Krakowie powstało w 1911 roku. Kawał czasu! A wszystko dzięki Sewerynowi Udzieli, pedagogowi, społecznikowi i etnografowi w jednym.

Obecnie główna część to wystawy stałe. „Od środka” gdzie izba podkrakowska i podhalańska i folusznik i szkoła. I pachnie w tych izbach „naturalnie”! „Rytm życia” prześledzić można od narodzin do śmierci, a i przez rok obrzędowy przejść. Przy czym kuratorzy nie rozstrzygnęli odwiecznego sporu o wyższości świat Bożego Narodzenia nad Wielkanocnymi (lub odwrotnie). W salach grudniowych skrzy się od krakowskich szopek i uśmiech budzą kolędnicy, a w salach wiosennych misternie zdobione pisanki przez lupę można oglądać, a i przebierańcy na tę okoliczność świąteczną też są. 🙂 Ciekawa jest część „Rzeczy ludzkie” to co nas otacza – od stroju do narzędzi codziennych. A że nawet na wsi czasem się ma czas wolny i chce się go zagospodarować zgodnie ze zdolnościami i ochotą – jest też „Nieobjęta ziemia” z pracami ludowych twórców.

Fajnym pomysłem są Mikrohistorie. Prezentowany jest przy wejściu w oszklonej gablocie jeden eksponat i jego historia…

Kraków – MuFo, Rakowicka „Tu zaszła zmiana”

Krakowskie MuFo otworzyło podwoje kolejnego lokum (Rakowicka). No muszę powiedzieć chapeau bas! Ale znając Józefińską i Strzelnicę – nie spodziewałam się niczego innego prawdę mówiąc. 😉 Przestrzeń wystawiennicza i wszystko co dookoła – pomyślane doskonale. Jestem pewna, że będzie się cudownie sprawdzało. Na razie jest do zobaczenia (oprócz biblioteki i czytelni) jedna czasowa – „Tu zaszła zmiana”.

Hmmm… No tak to jest… Czasem zmiany dokonują się niepostrzeżenie, po cichutku i zaskoczeni jesteśmy, że się zadziały bo przecież nic się nie wydarzyło tak naprawdę… A czasem są spektakularne, z fajerwerkami i innym trzęsieniem ziemi z wybuchem wulkanu połączonym… A czasem tak po prostu – czas już najwyższy by się zmiana jakaś dokonała. I wtedy się po prostu dzieje gdy się jej na to pozwoli…

Te fotografie na „Tu zaszła zmiana” to obrazy przełomu wieków. Może to tylko dokumentacja czasów. Przejścia z analog – na cyfrę. Przesunięcia się Zachodu trochę bardziej na Wschód… Może tylko mnie się tak filozoficznie na nie patrzyło i wielopoziomowo… Nie wiem…

Tak czy tak – wystawa fajnie pomyślana. Światło robi robotę, dźwięk – nieoczywisty – też. I to co dla mnie było strzałem w dziesiątkę – to otulenie obrazu słowem. Foty wzbogacone przemyśleniami autorów lub opowieścią snutą na podstawie obrazu. No fajne miejsce 😊

Kraków – MuFo „Zofia Rydet. Świat uczuć i wyobraźni”

Zofia Rydet urodziła się na Kresach Wschodnich w Stanisławowie. Ależ ona fantastyczne portrety fociła. Prawdziwy człowiek, nieskalany sztucznością żadną. A równocześnie tak poetycko pokazany! Krakowskie MuFo zaordynowało pyszną wystawę jej twórczości – „Świat uczuć i wyobraźni”. Niby takie proste tematy – a najważniejsze w życiu. Miłość, zakochanie, przemiany, rodzicielstwo itd. itd. I to wszystko pięknie Z. Rydel pokazała. Nie bała się mocnych form, uzasadnionej tematem nagości, nowatorskich połączeń grafiki z fotografią, kolażu… Efekt ? Każda fota przyciąga jak magnes by opowiedzieć swoją historię… I nie wypuszcza widza aż opowieść skończy… Sama wystawa – jak zwykle w MuFo świetnie pomyślana wystawienniczo. Szarości, sepie, czernie i biele świetnie komponują się za takimi właśnie niekrzykliwymi w kolorach pracami artystki. Subtelne światło dopełnia całości. No cudne!

Kraków – MuFo, Rakowicka „Co robi zdjęcie?”

„Co robi zdjęcie?” Ma gigantyczną moc… Czasem potrafi wszystko zmienić… Podobno fotografie kradną duszę… nie wiem. Ale na pewno – emocje, myśli, namiętności, pasje o których się zapomniało – albo nie wiedziało, że istnieją – albo nie pozwalało im zaistnieć… Czasem tę duszę odzierają do naga… Niekiedy to ułamek sekundy, gdzieś jakiś promień słońca, kropla koloru na szarej ulicy. Innym razem długie studyjne dopieszczanie artyzmu. Czasem na fotografii słychać krzyk a czasem cichutkie szepty. Hmmm…

Technologie się zmieniały – to jasne. Historia fotografii jednak jakiś tam czas już trwa. Ale zawsze była ta magiczna chwila gdy fotograf widzi wyłaniające się zdjęcie (niezależnie od tego czy w kuwecie czy na ekranie monitora… ). A co jeśli nieostrożnym ruchem zniszczy wszystko. Ułamek sekundy zaklęty w kadrze zacznie znikać. Nie wiem. Ci najlepsi pewnie potrafią uratować swoje dzieło światłem malowane. Jaka jednak odpowiedzialność. Fotograf potrafi zatrzymywać przecież czas… Niebezpieczna to zabawa najwyraźniej ta fotografia. Ale kusząca mocno i wciąga jak narkotyk.

W krakowskim MUFO na Rakowickiej nowa wystawa stała. Jej kurator dr Dominik Kuryłek fantastycznie wystawienniczo opowiedział historię fotografii! Od najdawniejszych prób utrwalenia obrazu do najnowszych technologii przyszłości. Bo – fotografia ma przyszłość którą ogranicza jedynie wyobraźnia i odwaga by podejmować artystyczne wyzwania i kreować postrzeganie świata, zerkając nań przez obiektyw. 😊

Kraków – Muzeum Inżynierii Miejskiej, Ogród Doświadczeń im. Stanisława Lema „Alicja w Krainie Czarów. Ogród świateł”

Światłem można czynić cuda!! I to par excellence cuda. 🙂 Oczywiście jeśli mając artyzm spojrzenia i myślenie uformowane sztukami wszelakimi, świadomie, kreatywnie i zawodowo potrafi się je zaprzęgać do roboty. Wtedy cuda się zaczynają dziać… Najbardziej błahe wnętrze, światło potrafi uczynić magicznym anturażem, najbardziej normalną scenę – baśniową krainą, najbardziej trywialną scenerię – dedykowanym tłem dla portretu… Najbardziej normalną ekspozycję muzealną – Krainą czarów zza lustra Alicji.

Tak się też porobiło w krakowskim Muzeum Inżynierii Miejskiej, a precyzyjniej – na czasowej wystawie oddziału „Ogród Doświadczeń im. Stanisława Lema” – czyli „Alicja w Krainie Czarów. Ogród świateł”. Wiem, wiem… jak by to powiedzieć, żeby tylko troszkę obrazić… to taki trochę „Disneyland”. 😉 Ale z drugiej strony, przecież cały grudzień ze wszystkimi grudniowymi świętami wszelakiej maści, religijności, kultury i marketingu – to jedna wielka euforia świateł, świecidełek, błyskotek, baśni, bajek i innych Dziadków do orzechów. Więc utrzymując się w tym nastroju i narracji – dlaczego by nie zaglądnąć przez dziurkę od klucza do zaczarowanej krainy, nie wpaść do nory króliczej lub na herbatkę do królowej kier!

Iluminacje, podświetlane figury, pokazy laserów… No dobra nie jest to ekspozycja na wysokie C. Momentami osiąga F-Dur w podstawowej gamie… Ale co tam! Ładnie jest i kolorowo! I tak naprawdę – w grudniu mi jakoś to wszystko komponuje się w pejzaż.

Kraków – Muzeum Tadeusza Kościuszki „Polaków Drogi do Wolności” „Kościuszko – Rozdział I”

Muzeum Tadeusza Kościuszki. Jeśli ktoś preferuje galerie i muzea glamorous lub styl design – to nie tu! Ale przecież nie wszystko takie musi być. Tadzio wymiata!

Aktualnie oprócz przyjemności zdobycia kopca Kościuszki (największego spośród kopców krakowskich) i podziwiania panoramy Krakowa, można zobaczyć trzy wystawy „Kościuszko – Rozdział I” „Twierdza a Miasto Kraków 1846 – 1918” oraz „Polaków Drogi do Wolności”. Wystawy są… radosne. Zwłaszcza dwie ostatnie. Figury woskowe w kilku przypadkach dobrze, że podpisane… 😅 W Twierdzy… gadające telewizory, których exposé nakłada się kakofonicznie. Ale i tak warto zaglądnąć bo fajnie i wesoło! W maju 2020 ma zostać otwarte nowe muzeum Kościuszki. Są już niektóre (na razie pustawe) zupełnie niezłe sale wystawowe/koncertowe. Duży projekt z budżetu UE. Przyjdę zobaczyć!!! 😃😃😃

Kraków – Muzeum Krakowa, Dom Zwierzyniecki „przeMieszczanie. Przedmieszczanin”

Dom Zwierzyniecki (oddział Muzeum Krakowa). Niewielka przestrzeń ale zaaranżowana świetnie. Mocne barwy „robią robotę”, logiczny ciąg opowieści. I miejsce na gadżeciarskie zabawy, które lubią wszyscy nawet jeśli się do tego nie przyznają – też jest. 🙂 Aktualnie można zobaczyć „przeMieszczanie. Przedmieszczanin” fajna próba zdefiniowania, kim właściwe jest/był mieszkaniec przedmieść. Jak współcześnie zmieniła się definicja mieszczanina. Czy istnieje jeszcze taka grupa społeczna? Czy też po prostu część ludzi mieszka w miastach. Ja zmienia się też definicja przedmieścia. To co do niedawna było uważane za peryferie miasta obecnie awansowało do miana centrum.

Ogólne wrażenia bardzo na tak. 🙂

« Older posts Newer posts »

© 2026 Lucyna Maria Rotter

Theme by Anders NorenUp ↑