Autor: Lucyna Maria Rotter (Page 27 of 86)

Izrael – Bet She’arim

Park Bet She’arim w Izraelu to wyjątkowe miejsce. Bo to taki park archeologiczny właściwie. Miasto żydowskie z ok I w pne. – czyli tak mniej więcej panowanie Heroda Wielkiego. Było to duże, bogate i znaczące miasto. Pewnie dlatego po zburzeniu Świątyni Jerozolimskiej tutaj przeniósł się Sanhedryn. Tutaj też żył i pracował słynny rabbi Jehuda Ha Nasi. Miasto było piękne zacne ale… Badania archeologiczne pokazały, że pod miastem (które obecnie bardzo bardzo szczątkowe) wije się labirynt podziemnych korytarzy – podziemny cmentarz. Takie katakumby w których setki miejsc pochówków i sarkofagów, setki zdobień, symboli, znaków… To najstarszy i chyba najpiękniejszy żydowski cmentarz podziemny na świecie!

Na terenie Bet She’arim jest kilka punktów obowiązkowych. Synagoga na przykład. W sumie duża bo ok 35 m długości! Fasada wykuta w skale – to trzy bramy. Są też cysterny i prasa do oliwek. Jest miejsce przypominające teatr bo szeregi ławek wokół. Ale służyło raczej do spotkań, studiowania Tory, modlitwy lub lekcji. Ale chyba to co pod ziemią jest bardziej interesujące. Każda z krypt wchodzących w system korytarzy ma swoją nazwę związaną z wystrojem lub elementami odnalezionymi w jej wnętrzu. Jest „Krypta klątw” z napisami złorzeczeń na tych którzy śmieliby naruszyć spokój zmarłych. Dla przeciwwagi jest też „Krypta cnót” gdzie napisy proszą o pozostawienie w spokoju grobów zacnych i cnotliwych zmarłych. W Krypcie Trumien odnaleziono natomiast 135 ozdobnych sarkofagów zdobionych skomplikowanym systemem znaków i symboli. No i jest też bardzo duża krypta Rabbiego Jehuda Ha Nasi do której prowadzi potrójne łukowate wejście. Tam pochowani są też inni Rabini i ich żony. Albo piękna Krypta Menory z wyrzeźbioną kamienną, olbrzymią, menorą.

Jest też Krypta „tu leży ukochana”. Dość długi kształt. Na jednej ze ścian napis „Tu leży ukochana… Estera” i dwie czerwone róże…

Izrael – Belvoir

Twierdza Belvoir – jedna z najlepiej zachowanych fortec krzyżowców na terenie Izraela. Takich od XI wieku powstawało mnóstwo, co w sumie oczywiste. Miały funkcję obronną ale też zapewniały miejsce schronienia na przykład dla kupców lub pielgrzymów zmierzających do „Ziemi Świętej”. Belvoire rozbudowany do najpotężniejszej fortecy Szpitalników został w 1168 roku. I dość szybko się przydał. W 1182 roku spora bitwa się tu stoczyła – sułtan Saladyn podjechał. 😊 Ale całość skończyła się swoistym patem. Przy czym po jakimś tam czasie sutann z powrotem wrócił – oblegał – i w sumie zdobył. W XIII wieku wrócili do twierdzy krzyżowcy – ale na krótko.

Belvoir znaczy w wolnym tłumaczeniu tyle co „piękny widok”. I fakt panorama – cudna, ale taka monochromatyczna. Jakoś mocno mnie to nie zdziwiło – tak tam jest. Nawet zwierzaki kolorystycznie wpisują się pejzaż. Trochę im się nie dziwię. Taki kamuflaż. 😉 Jakieś ptactwo pod nogi właziło, kopytne gdzieś tam się w trawie pojawiały. Ale gdy na rozwalonym murze zobaczyłam wielkie, poważne dwa lub trzy sępy – jakoś ciut nieswojo mi się zrobił… 😊😊 Ruiny, wiatr hula, pył i piach roznosi, i te wyczekujące sępy… no nieswojo…

Izrael – Cezarea Nadmorska

Cezarea Nadmorska. Właściwie to podmorska zważywszy na to, że fale morskie wchłonęły całe starożytne miasto. No – całe, to przesadziłam, ale… niemalże!

Miasto założył Herod Wielki. To był taki „podliz”, bo miasto nazwał Cezareą na część Cezara Oktawiana Augusta – a więc okupanta… Za czasów Imperium Romanum – miasto kwitnęło. Podupadło troszkę w okresie Bizancjum, a w czasie wypraw krzyżowych całkowicie padło (by być precyzyjnym przechodziło z rąk do rąk wzajemnie odbijane, aż go muzułmańskie wojska zburzyły, potem dokończyły dzieła wojska mameluków…).

Obecnie z dawnej świetności bardzo niewiele… teatr, hipodrom, kawałki murów obronnych i kawałki portu do oglądania pod wodą (dosłownie! W Podwodnym Parku Archeologicznym). A przecież kiedyś w Cezarei była największa biblioteka ówczesnego świata. Taka na trzydzieści tysięcy woluminów!! Założył ją Orygenes, rozwijał między innymi Euzebiusz z Cezarei. Najwięksi myśliciele i uczeni przybywali tu by czerpać z ksiąg nauki (to były takie Internety tylko że w obsłudze manualnej i na miejscu). A czego tam nie było!! I Hexapla, i Kodeks Watykański i Kodeks Efrema… W VII wieku, trochę Saraceni a trochę Persowie zniszczyli bibliotekę (znaczy – miasto a przy okazji też bibliotekę).

Dla Chrześcijan miejsce to miłe sercu bowiem bywał w Cezarei i Piotr i Paweł (przy czym dla nich pobyty były umiarkowanie miłe, bo Pawła w Cezarei więziono…).

Miasto upadło… biblioteka rozproszona… ale… myśl – trwa!!!

Izrael – Chammat Tewerja

A wiecie, że w judaizmie są też hmmm… „walentynki”! 15 Aw czyli tak mniej więcej lipiec lub sierpień. W sumie pora roku znacznie lepsza! To dzień Tu B’Aw. Według Tanach w tym dniu zezwolono Żydom na zawieranie związków małżeńskich z osobami z różnych plemion. Dlatego w tym dniu jest święto par, które zamierzają rozpocząć razem ze sobą wspólne życie! Niezależnie od daty w kalendarzu – gdyby ktoś chciał miłość wyznać to świetnym tego wyrazem jest owoc granatu. 😊 W judaizmie to symbol miłości, płodności i generalnie piękna.

Granaty bardzo piękne rosną w parku Chammat Tewerja (dosłownie gorące źródła) nad jeziorem tyberiadzkim. Są też gorące źródła w dużej ilości – taka atrakcja. Ok w sumie lecznicze ale… relaks też dają. Spokojnie można randkę urządzać. A przy okazji też pozwiedzać. Na terenie parku archeologicznego najciekawsza chyba – synagoga z II/III wieku, kolejna z IV wieku. ta druga – czyli Synagoga Sewera została odkryta w latach 60-tych XX wieku. Znana jest dzięki zachowanej mozaice podłogowej z przedstawieniami znaków zodiaku. Na mozaice – Aron ha-kodesz i po bokach dwie menory, lulaw i etrog oraz szofar. Z drugiej strony posadzki – inskrypcje pomiędzy dwoma lwami. A dalej alegoria słońca i czterech pór roku w otoczona znakami zodiaku. Mnie się najbardziej podobał wodnik – bo mój 😉 ale i baran był piękniutki i mnie zauroczył! Waga natomiast… hmmmm… To akt męski. I to zdecydowanie nie Żyda… 😉

Izrael – En Gedi

Wiosennie się zrobiło… Pewnie dlatego myśl mi umyka do miejsc bliskich naturze. 🙂 A precyzyjnie – pomknęła do En Gedi. To taka perła na Pustyni Judzkiej, z mnóstwem palm, drzew, krzewów, wodospadów (np. wodospad Dawida) i szemrzącej wody czterech potoków, zwierzaków przeróżnych mrowia, które wcale się nie boją i nie uciekają. Na nowo oaza odkryta został w połowie XIX wieku, a po stu latach – najpierw kibuc a potem powstał tu przepiękny ogród botaniczny. Rośliny przeróżne i nawet trochę kwitnące (w takim czasie akurat byłam…) ale największe wrażeni zrobił co oczywiste chyba, wodospad Dawida. Rozbryzgujące się o występy skalne strumienie wody, dawały nie tylko przyjemną mgiełkę orzeźwienia ale i najcudowniej mieniące się w słońcu brylanty kropel, które z werwą rozpryskiwały się wszędobylsko. I zwierzaki… 🙂 Tu przystojny jelonek jakiś (nie przedstawiał się – nie wiem co to za kopytne było 😉 ) tu jakiś futrzak nie znanej mi natury (podobno góralki syryjskie)… No i stada ważek wielobarwnych. One były jak rusałki wodne… cudo!!! Bywają tu podobno też mniej życzliwie nastawione zwierzaki typu lampart – ale głównie w nocy. Asekuracyjnie nie czekałam… Jeśli ktoś lubi snuć się po parkach czy rezerwatach – jest tu co zobaczyć. Urokliwe zakamarki typu jaskinia kochanków, tunel trzcinowy, wspomniane już wodospady, pejzaaaż z Morzem Martwym w roli głównej. No pięknie tu, nastrojowo, urokliwie…

Pst…Jeszcze jedno… Dla amatorów zwiedzania zabytków – na obrzeżach parku odkryto synagogę datowaną na III wiek ne oraz ciut obok świątynia z epoki brązu.

Izrael – Hajfa

Maj z kwitnącymi ogrodami się kojarzy. I słusznie! Gdzie okiem nie rzucić kwitnie, pachnie… No pięknie jest. Kilka jest „kwitnących”, odurzających zapachem i widokiem miejsc na świcie. W Izraelu najbardziej kwiatowe – to Hajfa i jej cudowne „wiszące ogrody”. Kiedyś cudem świata były wiszące ogrody Semiramidy – teraz Bahai! Poza wszystkim jest to centrum bahaizmu, religii podkreślającej duchową jedność ludzkości – także różnych religii. W centrum ogrodu połyskuje złotem kopuła mauzoleum Baba, uważanego za założyciela bahaizmu. A wokół… wokół ułożone na tarasach cudowne ogrody. Idealnie dobrane formą kolorem, a wydaje mi się że nawet zapachem rośliny. Cały sztab ogrodników czeka tylko by wychylił się nieśmiało jakiś chwaścik, któraś gałązka nieroztropnie wyrosła nie w swoim szeregu… i już pędzą z sekatorami! 🙂 Nic nie może zakłócić idealnej harmonii. Harmonia przecież jest kwintesencją bahaizmu. Ogrody zaprojektował Faribo Sahba, wzorując się na typowych ogrodach francuskich. Ubogaceniem świata flory są niewielkie rzeźby, mała architektura ogrodowa. Po prostu piękno w perfekcyjnej formie! Zdarzyło mi się być w ogrodach Bahai też nocą i do tego w klimacie trwającego w Hajfie festiwalu (czyt. dzikie tłumy na wydarzeniach przeróżnych). Klimatyczne miejsce i za dnia i nocą! A pilnujący porządku i zapewniających bezpieczeństwo maszerującym po schodach turystom – prima sort! Tak życzliwych, uśmiechniętych i pełnych empatii ludzi – ze świecą szukać !

Nieopodal Park Matki i Ogród Rzeźby Ursuli Malbin – obydwa założenia parkowe oprócz urokliwych roślin równie urokliwe rzeźby eksponują. No i jeszcze Park Narodowy Karmel. Mam wrażenie że Hajfa to jeden wielki ogród… 🙂

Będąc w Hajfie należy odwiedzić jeszcze jedno miejsce łączące piękno natury z uniesieniami duchowymi. Właściwie to zbocze tej samej góry Karmel, przy której rozciągają się ogrody Bahai. Stella Maris – klasztor karmelitów, dedykowany jest Maryi Gwieździe Morza. Sama góra Karmel nieodłącznie wiąże się z początkami zakonu (wtedy jeszcze pustelniczego). Zakonnicy mimo licznych przeciwności nieprzerwanie powracali zresztą do tego miejsca. Jednak obecny klasztor wzniesiony został dopiero w XIX wieku. I tutaj ogród otula zabudowania klasztorne. Ale zupełnie inny. Stare powyginane oliwki, tajemnicze zakamarki, gdzieś zza gałęzi drzew błękitem kusi zatoka… Też cudownie…

Izrael – Herodion

Micwa nakazuje, że Żyd nie powinien skrzywdzić ani oszukiwać innego Żyda. A samego siebie? Chyba też nie można oszukiwać i ranić… Zastanawiam się nad tym. Również gdy myślę o Herodzie Wielkim… Bez wątpienia był człowiekiem nieszczęśliwym, zestresowanym, wyniszczającym samego siebie i … wiem, znany jest bardziej z innych swoich decyzji, ale też był wielkim budowniczym. Zbudował wiele ale tylko olbrzymią fortecę – pałac, nazwał na swoją cześć Herodionem. Całość składa się z dolnego i górnego kompleksu. Pałac to połączone ze sobą siedem wież, do tego łaźnie, dziedzińce, teatr, sale na uczty, cysterna… A całość tak pomyślana że był tam przyjemny chłód nawet gdy dookoła upał (wiem – trudno w to uwierzyć gdy się teraz łazi w skwarze słońca po ruinach…). No i oczywiście miało być bezpiecznie! Całość fortecy – wzniesionej przecież na „splantowanym” wzgórzu a wiec i tak trudną do zdobycia, otaczał gigantyczny mur, uzbrojony w bastiony – by bacznie obserwować po horyzont czy ktoś nie atakuje.

Po śmierci Heroda (pochowanego zresztą na terenie Herodionu), warownia opustoszała i zaczęła popadać w ruinę. Z czasem wzniesiona tu została synagoga. Była też bazą w czasie drugiego powstania żydowskiego (w trakcie pierwszego zresztą też ale mniej ciut znaczącą), potem osiedlili się tu na chwilę mnisi, a potem w latach 60-tych XX wieku zaczęto prowadzić badania archeologiczne. A teraz… Ruiny są miejscem odwiedzanym przez turystów, gdzie przewodnicy opowiadają o Herodzie, który tak bardzo bał się o swoje życie, że sam siebie odizolował od świata. Zabijając wszystkich którzy go kochali, skazał siebie samego na samotność i tak naprawdę unieszczęśliwił…

Izrael – Jerozolima

Lubię gwar miasta. Niektórych miast – nawet bardzo! W ścisłej czołówce mojego prywatnego rankingu jest Jerozolima. Dziwne to miasto… To, że naznaczone trudną historią – tak. To, że miejscem najważniejszym dla kilku religii – tak. To, że jest gigantycznym tyglem kulturowym – tak…. To, że jest najpiękniejszym miejscem by połazić, powłóczyć się i zagubić w niezliczonych zakamarkach, zaułkach i labiryntach uliczek – też tak!

Co jest cudowne? W Jerozolimie nic nikogo nie dziwi. To piękne! Idzie się ulicą gdzie słychać wielojęzyczny gwar. Tu ktoś wykrzykuje radośnie Mazzal tow – bo akurat jakaś miła okazja rodzinna, tam biegną mnisi prawosławni mijając również biegnące dziewczęta w mundurkach szkolnych, tu idą klasycznie przyodziani w chałaty i sztrajmł chasydzi a obok mężczyzna z niewielką jedynie kipą na głowie dopasowaną kolorem do jeansów i koszulki polo, kupcy różnych proweniencji religijno-etnicznych grają w coś tam na rozkładanym stoliku (bacznie jednak obserwując zbliżających się potencjalnych klientów!). Skręca się i za rogiem z gwarnego pełnego straganów targu wchodzi się w enklawę ciszy. I nagle człowiek się orientuje, że ślizga się po wyszlifowanych czasem kamieniach bruku, które przetrwały tu dobrych kilka tysięcy lat… Ta stara Jerozolima podzielona jest na cztery dzielnice plus wzgórze świątynne. I znowu idzie się i jak w matrixie raz dzielnica żydowska, potem w chrześcijańskiej, z niej do muzułmańskiej a po drodze ormiańska… I naprawdę widać różnice pomiędzy tymi dzielnicami…

Na każdym kroku jakieś ślady historii mniej lub bardziej odległej. Ruiny, wykopaliska ale i zabytki w jednym kawałku przetrwałe 🙂 przeplatają się z zupełnie współczesnym steetartem lub art. instalacjami i architekturą współczesnych twórców. Synagogi i mykwy – chyba dla wszystkich możliwych nurtów i odłamów judaizmu dedykowane. I widok suki albo świecącej się chanukij nie budzi żadnej sensacji. To normalne przecież… Ale też sporo kościołów. I też dedykowanych dla wszelkich możliwych wersji chrześcijaństwa. I idąca gwarnymi ulicami, gdzie zwyczajnie dzieje się życie, procesja – nikogo też nie dziwi. A i meczetów trochę też jest. Swoją drogą wydarzeń w Jerozolimie sporo i to niekoniecznie tych religijnych. Jest organizowany Festiwal Poezji, Festiwal Muzyki Dawnej, trzydniowy Dzień Jerozolimy 🙂, Festiwal Izraelski. Itd. Dla każdego coś dobrego! Są też świetne Uniwersytety i nietuzinkowe muzea. Warto też posłuchać koncertu Jerozolimskiej Orkiestry Symfonicznej. Ojojoj jak oni grają! No cymes jak nic! To nie jedyna orkiestra symfoniczna w Jerozolimie i nie jedyne miejsce gdzie klasyki w dobrym wykonaniu posłuchać można.

To takie miasto, które chyba faktycznie jest „centrum świata” jak chciały średniowieczne mapy. Miasto na styku historii i współczesności, na styku Zachodu i Wschodu, na styku religii i kultur. Choć dla mnie – to po prostu miejsce, gdzie można pobłądzić w labiryncie sklepików, poczuć zapach przypraw na straganach, wypić doskonałą kawę i zjeść aromatyczne pyszności, i posłuchać gruchających gołębi, które przysiadły bezczelnie na wiekowych murach…

Hmmm… To cóż… Za rok w Jerozolimie!

Izrael – Jerozolima, Dzielnica Żydowska

Stare Miasto w Jerozolimie składa się z czterech dzielnic. Dzielnica Żydowska myślę, że jest najbardziej zadbaną i najbezpieczniejszą z nich. Niestety w połowie XX wieku Jordańczycy zniszczyli niemal wszystkie zabytki judaizmu w tej dzielnicy. Ale na szczęście coś zostało a dwadzieścia lat po zniszczeniach Państwo Izrael odbudowało i zabezpieczyło ślady archeologiczne i historyczne dzielnicy. Odnaleziono wówczas sporo śladów z czasów Pierwszej i Drugiej Świątyni, na przykład Wieżę Izraelitów, mur obronny lub wyobrażenia menory.

Najważniejsze miejsce to Mur Zachodni Świątyni Jerozolimskiej, popularnie zwany Ścianą Płaczu. To duże przeżycie – tam stanąć… Miejsce jest bardzo dobrze zorganizowane. Część muru jest widoczna i na wolnym powietrzu. Wydzielone niewielkim parawanem są części dedykowane do modlitwy dla mężczyzn i dla kobiet. Mur potem przechodzi w część podziemną – tunel Ściany Płaczu. Jest też Łuk Robinsona (ze słynną inskrypcją „I zobaczą i rozradują serce twoje a kości twoje jak trawa…”) i Łuk Wilsona (obecnie jest tam synagoga). No i duży plac, na którym organizowane są między innymi uroczystości religijne i państwowe. W samym murze, wciśniętych w szczeliny mnóstwo karteczek z modlitwami. Przecież kto modli się w świątyni to tak jakby się modlił przed Tronem Ha.szem. Nawet jeśli z tej świątyni ostała się ściana… Kiedyś podchodzono do Ściany boso. Ale zarzucony został ten zwyczaj. Przecież to nie jest jednak wnętrze świątyni, choć jest miejscem najbliżej najświętszego miejsca dla judaizmu.

W dzielnicy jest też około 12 synagog. W większości zbudowane na przestrzeni XIII – XVIII wieku. Cztery z nich są sefardyjskie (Synagoga Jochanan ben Zakai, Synagoga Stambułska, Synagoga Emtsai oraz Synagoga Tzuf Dwasz). Jest jeszcze piąta ale zbudowana dopiero w XIX wieku. Są też takie, w których pielęgnuje się tradycję aszkenazyjską oraz tradycje Żydów z innych zakątków świata, na przykład karaimska. Największa chyba to synagoga Hurva zbudowana w XVIII wieku z inicjatywy polskiego Rabina Jehudy Chasida. Popadła jednak w ruinę (stąd nazwa) ale odbudowana została w XIX wieku też z inicjatywy Żydów Aszkenazyjskich. Po raz drugi zniszczona przez Jordańczyków, na powrót odbudowana i w 2010 roku została oddana do użytku.

No i Cordo – czyli około 200 metrowy odcinek starożytnej drogi wiodącej przez Jerozolimę. To odkryta i zabezpieczona przez prace archeologiczne ulica z czasów rzymskich. Można ją zobaczyć ale trzeba zejść jakieś sześć metrów poniżej obecnego poziomu miasta. To dość szeroki kamienny trakt, po bokach którego były stragany. Trochę tak jak teraz 😊 ale teraz to sklepiki z pamiątkami, galerie sztuki i kawiarenki. Jest też złota menora. Może tak będzie wyglądała menora świątynna Trzeciej Świątyni?

Izrael – Jerozolima, Dzielnica Ormiańska

Stare Miasto Jerozolimy, to cztery dzielnice. O Dzielnicy Żydowskiej było ostatnio – teraz o Dzielnicy Ormiańskiej. Wchodzi się do niej prze Bramę Syjonu lub Bramę Jaffy. To najstarsza diaspora ormiańska, bo już w IV wieku przybyli tu mnisi (zaraz po tym jak Armenia przyjęła chrześcijaństwo jako religię państwową). Taka tajemnicza trochę jest to dzielnica. Może dlatego, że pustawo tu w sumie, a może dlatego że sporo jest klasztorów i kościołów, które chronią się przed wzrokiem nieproszonych gości za wysokimi murami. Chyba najważniejszym i najpiękniejszym w Dzielnicy jest kościół św. Jakuba i przylegający do niego klasztor. To patriarchat Apostolskiego Kościoła Ormiańskiego. Dość duży, trzynawowy kościół z wieńcem kaplic. W środku i przedsionku zdobiony freskami i biało-błękitnymi kafelkami, drewno tu i tam inkrustowane masą perłową lub złotem… i setki lamp oliwnych i ceramicznych jajek wisi. W jednej z kaplic – cenna dla Ormian relikwia głowy św. Jakuba Większego, a w innej relikwie św. Jakuba Mniejszego. Podobno nawet jest krzesło, na którym siadywał głosząc kazania. Ostatecznie pierwszym biskupem Jerozolimy był więc kazania głosić mu wypadało! W kolejnej kaplicy trzy kamienie: z rzeki Jordan, góry Tabor i góry Synaj… Sam kościół wzniesiony został w XII w. na miejscu klasztoru gruzińskiego z XI wieku. Podobno klasztor i potem kościół postawiony zostały w miejscu ścięcia św. Jakuba – tego Większego. Ot takie mocno Jakubowe miejsce. Mniej więcej z tego samego czasu jest kościół Archaniołów, nieco później wzniesiony był kościół Torosa (przy czym obecna forma to XVIII wiek). Są też w dzielnicy kościoły chrześcijańskie ale nie ormiańskie. Na przykład asyryjski kościół św. Marka lub jedyny w Jerozolimie maronicki kościół św. Marouna. Ale żeby nie było że w dzielnicy tylko kościoły! Są też biblioteki i muzea. W bibliotekach (czasem skarbcach) cenne manuskrypty, rękopisy, starodruki… A muzeum – Helen i Edward Mardigian to setki artefaktów świadczących o kulturze, tradycji, dorobku Ormian.

Hmmm… Taka Armenia w pigułce w tej Jerozolimie. 😊

« Older posts Newer posts »

© 2026 Lucyna Maria Rotter

Theme by Anders NorenUp ↑