Autor: Lucyna Miriam Rotter (Page 21 of 89)

Grecja – Dodona

Nie znoszę rządzić. A sytuacje gdy ktoś komu ufam, podejmuje za mnie decyzje – szczerze kocham! Ten problem ma chyba wiele osób, a już na pewno sporo takich było w starożytnej Grecji. Pewnie dlatego tyle tu wyroczni, pytii itp. Itd. Najstarsza z nich to Dodona. Kiedyś mieściła się tutaj świątynia poświęcona Zeusowi i Dione. Cudowny duet! W Dione zakochał się władca nieba Zeus, a owocem tej miłości stała się bogini miłości Afrodyta. Sama wyrocznia też urokliwa. Kapłani odczytywali przyszłość z szumu liści dębu lub muzyki jaką wydawały poruszane wiatrem brązowe misy. Muzyka, która wieszczy przyszłość… Z wyroczni korzystali podobno między innymi Odyseusz i Krezus, przy czym niewłaściwie odczytali mgliste przepowiednie. Najwyraźniej męską rzeczą jest ufać własnej intuicji i nią się kierując podejmować męskie decyzje…

Dodona została zniszczona już przed naszą erą. Niewielkie jej ślady odkryto w latach 70-tych XIX wieku. Zaznaczyć wypada, że spory wkład w to odkrycie wniósł polski arystokrata, powstaniec, oficer i naukowiec Zygmunt Mineyko. Dzisiaj niewiele zostało po mieście i sanktuarium. Wprawne oko historyka lub archeologa może jedynie odtworzyć dawny przepych miejsca. Jedynie dęby nieprzerwanie szumią…

Grecja – Epidauros

Lubię odwiedzić Epidauros w czasie pobytu w Grecji. Lubię – bo tam zwykle troszkę ciszej, niż na obleganym przez turystów Akropolu. No może nie w samym teatrze ale gdy się zapuścić trochę w lewo, za muzeum, na teren wykopalisk i ruin – to już można kontemplować piękno antyku przy wtórze cykad. A jest tu co kontemplować. Tutaj mieściła się słynna w świecie antycznym świątynia Asklepiosa. To właściwie nie tyle świątynia co cały kompleks świątyń i zabudowań (także jeden z największych i najlepiej zachowanych teatrów) „szpitalnych” – domy dla pacjentów i pielgrzymów, poczekalnie, łaźnie, pomieszczenia do zabiegów medycznych lub magicznych, sale do ćwiczeń itd. Przecież Asklepios opiekował się medycyną! W sanktuarium hodowano węże. Ich widok miał zbawienną moc dla chorych, którzy przybywali tu szukając uleczenia. Przecież pod postacią węża ukazywał się sam Asklepios. Może więc któryś z gadów to sam bóg… Od starożytności wiadomo że pozytywnie nastawionego pacjenta łatwiej się leczy! Sprytne 🙂

Z Epidauros, a właściwie samym teatrem mam jedno przemiłe wspomnienie. Było już ciepło ale jeszcze poza szczytem sezonu turystycznego. Chwilę wolnego czasu postanowiłam spędzić w ulubionej świątyni. I nie zawiodłam się… Usiadłam wygodnie na widowni przed pustą sceną. Słońce przyjemnie muskało twarz. Nagrzane w promieniach słonecznych drzewa oliwkowe roztaczały przyjemną woń, a cykady grzmiały z taką mocą jakby przyleciały tu z całej Grecji by zagłuszyć ciszę południa. Nagle podjechał bus. Zjeżyłam się nieco bo zakłóciło to moją błogość chwili. Z busa wyszło kilka osób. Początkowo rozglądali się wokół, o czymś rozmawiali przyciszonym głosem. Jedna z pań stanęła na samym środku sceny i rozejrzawszy się jakby szukając akceptacji nieistniejącej widowni zaczęła… śpiewać. Popłynęło kryształowe „O sole mio”! Wierzcie lub nie, ale wtedy gdy w nagrzanym, oliwkowym, greckim południu dnia popłynęły przy wtórze orkiestry cykad słowa arii – poczułam ułamek sekundy szczęścia… naprawdę przekonana, że Che bella cosa na jurnata 'e sole…

Grecja – Meteory

Pomiędzy niebem a ziemią. Kamienne kolumny, stalagmity, filary… po prostu Meteory. Z dołu – niezdobyte i gwarantujące odizolowanie od tego co doczesne; z góry dające inną perspektywę spojrzenia i bliskość chmur. Od wieków kusiły mnichów i pustelników pięknem, ciszą, trwaniem w zawieszeniu pomiędzy tym co teraz a tym co niebawem.

Mnisi w greckich Meteorach pojawiali się od XI wieku ale pierwsze klasztory to dopiero wiek XIV. Monastyry budowano na szczytach. Trudno do nich było się dostać (wydostać też…). Dłuższy czas do wielu z nich prowadziła tylko jedna droga – swoista winda. A by być precyzyjnym, coś w rodzaju kosza lub siatki, wciągane za pomocą liny do góry. Obecnie do monastyrów można wejść po schodach (do większości też dojechać) ale i ta wspinaczka, po dość komfortowych skądinąd schodach jest nie małym wyzwaniem. Luksus schodów pojawił się, co warto zaznaczyć dopiero w latach 20-tych XX wieku! Wcześniej nawet i biskupa w koszyku wciągano na górę. Przy czym cały proceder wzbudzał pobożność, bowiem zarówno wciągający jak i wciągani żarliwie modlili się by lina nie pękła…

W godzinach szczytu, funkcjonowały tutaj 24 monastyry. Dzisiaj mnisi lub mniszki zamieszkują w sześciu. Największy i jeden z najstarszych to Wielki Meteor. Według tradycji wzniesiony został przez św. Atanazego. Wewnątrz – wszystko co potrzebne za życia i po śmierci. Kościół, kaplica czaszek, cele mieszkalne, kuchnia i spiżarnie, tłocznia oliwy, winiarnia, biblioteka i lektorium (z manuskryptami nawet z IX wieku), tarasowe ogrody. Kolejne – nieco mniejsze skrywają analogiczne pomieszczenia i równie cudowne skarby.

Generalnie piękne tu zakamarki, imponująca architektura, ciekawe zabytki ale najlepsze w meteorach jest to, że można tu chwycić zupełnie inną perspektywę…

Grecja – Mistra

Ale tam musiało być kiedyś gwarno… Rozmowy, pokrzykiwanie, dźwięk dzwonów, śpiewy na kilka głosów zestrojone, nawoływania, może jakiś śmiech… Podobno gdy w duszy przestaje grać przeszłość – pojawia się nowe brzmienie… Tak to działa jakoś. Tylko jakiś kamerton potrzebny, żeby kakofonią nie pojechało…Chyba jakoś tak musiało być w greckiej Mistrze. Bo teraz tam słychać ciszę…

W wiekach średnich było ufortyfikowanym, dużym w sumie miastem przyklejonym do zboczy Tajget. Pełno w nim pałaców, klasztorów, kościołów. Takich trochę monochromatycznych bo wszystko w kolorze sepia palona. Nawet jeśli polichromie się gdzieś zachowały to też się w tonacji utrzymują. 😊 Tak w okolicach XIV wieku kwitło tu życie intelektualne i artystyczne! Tak było do połowy XV wieku bodaj, gdy Mistra została poddana Mehmedowi II. Na krótko Wenecja przejęła wpływy ale w sumie to już pochylnia była. A i XX wiek łaskawy dla miasta nie był.

No i mamy teraz miasto – zabytek. Opustoszałe klasztory i kościoły, z których kadzidło już daaawno wiatr wywiał… Pałace i zamek gdzie hucznych zabaw dawno już nie słychać… Pięknie tu! Cicho… I nawet na to by usłyszeć gwar miasta jakoś się chyba nawet nie czeka… Bo strach trochę, że fałszywie zacznie brzmieć w tym anturażu… Wystarczy, że wiatr wygwizduję jakaś tam melodię…

Grecja – Olimpia

Siedem cudów świata… Szkoda, że niemal wszystkie możemy sobie jedynie wyobrazić… Jednym z nich był Zeus Olimpijski. Fidiasz stworzył go z chryzelefantyny – dość kruchej materii (złoto i kość słoniowa). Przez 800 lat stała sobie, aż do czasu gdy nie oparła się płomieniom pożaru… Sam Zeus jak myślę trochę się do tego przyczynił. 😅 Podobno po odsłonięciu dzieła, tuż przed rzeźbą uderzył piorun… Uznano to za znak akceptacji Zeusa… A może po prostu nie trafił?… Niezależnie od interpretacji – za jeden z cudów świata rzeźbę uznano. Sama Olimpia była w starożytności miejscem kultu Zeusa. To całe 4- hektarowe sanktuarium, ze świętym gajem i kompleksem zabudować świątynnych. Ale samo miejsce znane stało się (także albo też) z powodu organizowanych tu od antyku igrzysk olimpijskich. Obecnie na terenie obiektu rozpalany jest od promienie słonecznych ogień olimpijskich. Przy czym jest to tradycja, która metryczkę ma bardzo krótką, bowiem ceremonia pierwszy raz zorganizowana została w 1936 roku. Wróćmy do sanktuarium… Trzęsienia ziemi, powodzie i pożary spustoszyły to miejsce paskudnie. Zapewne dlatego pozostałości Olimpii odkryto dopiero w XVIII wieku. Obecnie można spacerować po kompleksie świątynnym, choć architektonicznie niewiele tu zostało… Tylko wprawne oko architekta lub starożytnika dostrzeże dawny przepych i potęgę miejsca. Ale jeśli przyjedzie się wieczorową porą, tak tuż przed zamknięciem. Gdy chylące się ku zachodowi słońce kładzie się długimi cieniami u stóp drzew i sterczących osamotnionych kolumn… Wtedy… Jest pięknie…

Grecja – Osios Lukas

Najpiękniejsze mozaiki średniowiecza są w greckim Osios Lukas. No wiem, subiektywne to… ale ostatecznie – subiektywnie podglądam kultury świata 😉 . Osios Lukas to monastyr prawosławny z X wieku założony przez bł. Łukasza ze Stiri – stąd też nazwa. W założonym przez siebie monastyrze znalazł on zresztą miejsce wiecznego spoczynku. Z czasem miejsce pochówku uznano za cudami słynące. Podobno z doczesnych szczątków bł. Łukasza unosiła się przyjemna woń i działy się cuda uzdrowień. Monastyr urokliwy, z mnóstwem zakamarków, aż kuszących by oddać się kontemplacji. W kompleksie są dwie świątynie. Katholikon datowany jest na 1011 rok. Powstał ok. 50 lat później niż sam monastyr. To kamienno – ceglana cerkiew na planie ośmiobocznym. Generalnie zdobiony jest mozaikami, jednak po trzęsieniu ziemi w XVII wieki, te które uległy zniszczeni zastąpiono freskami. Ale i te zachowane mozaiki robią robotę. Cudownie migocą milionem złotych skier. Niemal ożywiają sceny biblijne, które autor „odmalował” na sklepieniu. To moim zdaniem jedne z piękniejszych z tego okresu i z tego kręgu kulturowego. Druga cerkiew dedykowana Theotokos jest najstarszym budynkiem monastyru. To chyba jedyna z tego okresu zachowana świątynia w Grecji kontynentalnej. Pomimo, że jest to zabytek z listy UNESCO, jest tu możliwie cicho i pusto. I to piękno tego miejsca… cykady, blask mozaik, woń kadzideł… cudnie…

Grecja – Pantaleimonas

Był taki święty – Pantaleimon miał na imię. Lekarz – altruista, który się nie bał nowatorskich metod. Kiedyś był bardzo znanym świętym. Teraz ciut mniej. Ale w Grecji sporo śladów jego kultu w krajobrazie kulturowym istnieje nadal. Na przykład – wioska Pantaleimonas. Podobno założyli ja w XIV wieku pasterze. I właściwie do niedawna zupełnie nie była znana. Takie zapomniane miejsce, gdzie czas się zatrzymał… To znaczy w założeniu takie było – dopóki jego nienaruszony przemianami historyczny klimat nie zaczął turystów przyciągać. Domy – (tu czuwa teraz konserwator by swego charakteru nie zatraciła wioska) kamienne z drewnianymi belkami chroniącymi całość przed trzęsieniami ziemi. Kamienne też kręte uliczki. Całość zatopiona w zieleni. Giiiigantyczny platan w samym centrum. Ale jak turyści to i sklepy z milionem drobiazgów, które nikomu do szczęścia nie są potrzebne ale i tak je turyści kupują hurtem, i restauracyjki – może mniej leniwe jak na standardy greckie ale przecież turystom dedykowane, itd. itp. … W samym centrum (nieopodal tego platanu 😉) – cerkiew pod wezwaniem wspomnianego świętego. Stąd nazwa całej miejscowości zresztą. I słusznie – bo to patron lekarzy i chronił przed chorobą, a w wiosce zaczęto się poważnie osiedlać (tak mniej więcej w XVIII w.) by uchronić się przed zarazą, która wokół szalał.

Ot, takie idylliczne miejsce na ziemi, gdzie można smacznie zjeść, dobrych rzeczy się napić, i przyjemnie ponudzić…

Grecja – Perama

Perama to urokliwe greckie miasteczko. Takie z serii sennie, leniwie, miło, plażowo. I właściwie to powodu by nie było pisać o nim gdyby kilkadziesiąt lat temu nie odkryto tu jaskini. Podobno jest jedną z największych w Grecji. Nie jestem jakimś zapalonym grotołazem ale w kilku jaskiniach w różnych zakątkach świata byłam. Zwykle formy skalne wyciągnięte światłem (czasem cudnie a czasem na granicy kiczu…). Tu na trasie turystycznej – oczywiście też. Ale bez nachalnej ingerencji, bez narzucania się. To taka trasa gdzie można niespiesznie kontemplować twory natury. Ociekające od wieków z jaskiniowego sklepienia sople stalaktytów… Sterczące prężnie stalagmity… Czasem łączące się w kamiennym uścisku w stalagnaty. Chłód otula… I nie ma zasadniczo jakichś baaardzo spektakularnych zakamarków, utworzonych ku uciesze turystów opowieści, podziemnych jezior, rzek lub ogrodów… Tu jest tak… nudnoładnie…

Grecja – Riwiera Olimpijska

Czy plaża może być fajna? Hmm… Grecka tak! Do takich zaliczam Riwierę Olimpijską (choć z grecka raczej wypadałoby powiedzieć paralia a nie riwiera). To żadna kraina geograficzna, raczej określenie z branży turystycznej. A co tam ładnego? Plaża jak plaża, morze też, generalnie w dzień ciepło i tłoczno… Wokół mnóstwo kawiarenek, restauracji a i Zorbę jest gdzie zatańczyć. Ale – być podglądanym przez Zeusa i cały szwadron bogów olimpijskich – to nie byle co. 😅 Znad brzegu morza można zobaczyć Olimp, a przy dobrej pogodzie nawet tron Zeusa 😁. Błękit morza i okolic (jeśli się znajdzie coś mniej turystycznego) poraża pięknem. Wieczorami pejzaż przybiera całą paletę odcieni od żółcieni przez oranże do głębokich czerwieni i burgundów… Wtedy chyba plaża jest najpiękniejsza. Niemal pusto, zachodzące słońce maluje morze, kamienie i drzewa… i wystarczy tylko kieliszek wina, może kawałek dobrego greckiego sera… i można snuć rozmowy czekając, aż czerwienie zachodzącego słońca zastąpi poświata bladego księżyca…

Grecja – Saloniki

Saloniki (lub jak kto woli wcześniejszą nazwę – Tesaloniki). To taki trochę mix wielokulturowy, wielonarodowy, wieloreligijny… Pewnie też dlatego pretensje do „posiadania” Salonik ma co najmniej kilka narodów.

Miasto założone zostało w IV wieku p.n.e. przez króla Kassandra w miejscu równie strategicznym co urokliwym. Nie dziwi więc, że na przestrzeni wieków ważną rolę miasto pełniło (ze stołeczną włącznie). Było macedońskie, potem rzymskie, potem należało do Bizancjum, Imperium Osmańskiego, no i Grecji, a nawet miało epizod stolicy królestwa i potem cesarstwa Tesaloniki. Podbijane przez Arabów, Normanów, Turków… Generalnie – działo się…

Jak na tak bogatą historię (a może właśnie prze to…) niewiele w sumie zachowało się zabytków. Do tych najważniejszych zaliczyć można Białą Wieżę (to z czasów osmańskich), Łuk i mauzoleum Galeriusza (to z czasów rzymskich), może jeszcze bazylika Dymitra… Inne zabytki trzeba wyłuskiwać z przestrzeni miejskiej jak w korcu maku. Co oczywiście uroku samemu miastu – tak dla jasności – nie odbiera.

A teraz – to nie tylko miejsce turystyczne o bogatej historii. To również ważne centrum naukowe, akademickie i artystyczne. Czyli warto odwiedzić – niezależnie od tego czy przy okazji kongresu, wystawy czy tak po prostu by zobaczyć, że to ładne miasto jest.

« Older posts Newer posts »