Autor: Lucyna Maria Rotter (Page 18 of 88)

Egipt – Hurghada

Wakacje na horyzoncie już widać. Wiem… w tym roku delikatnie mówiąc dość wyjątkowe… Ale… Chciała by dusza do… A choćby i do Hurghady. To taki turystyczny Egipt w pigułce. Miejscowość nad brzegiem Morza Czerwonego. Chyba najbardziej znany kurort turystyczny. Hoteli (najczęściej takich na wysokie „C” – jak na Egipskie standardy) tu mrowie. Hurghada powstała w ramach akcji poszukiwania ropy – ok. 1913 r. Szybko jednak odkryto w niej potencjał turystyczny i w konsekwencji z tego Hurghada żyje.

A że Egipt w pigułce – no tak. Luksusowe hotele głównie dla zagranicznych gości. Można oddawać się przyjemności leżakowania, nurkowania sączenia drinków z palemką itd. itd. Wiem… Hurghada przerabiała atak terrorystyczny i wyciek ropy ale niezmiennie turystyczna jest! Ale wystarczy wyjść poza teren hotelowych kompleksów by zobaczyć prawdziwe ulice egipskiego miasta, z walającymi się resztkami czegoś/wszystkiego, wałęsającymi się zwierzakami i ludźmi chyba trochę też chodzącemu jakby bez sensu. A może właśnie z sensem. Ostatecznie spieszenie się jest z założenia niefajne i nikomu nie potrzebne. Jest w mieście olbrzymi (jak na niewielkie w sumie miasto jednak) meczet, jest bardzo niewielki (jak zwykle) kościół koptyjski. No i jest (punkt obowiązkowy 😄) – wytwórnia papirusów. W sumie taka egipska norma. Skrajności…

Egipt – Kair

„Miasto tysiąca minaretów”, „Wielkie Mango” – po prostu Kair. Czy faktycznie tysiąca? Nie wiem, nie liczyłam. 🙂 Wśród mieszkańców Kairu przeważają muzułmanie – to jasne, zatem i meczetów sporo. Ale jest też dzielnica koptyjska. To przedchalcedońska odmiana chrześcijaństwa. Koptów należy kojarzyć z rdzennymi mieszkańcami Egiptu i ich odsłoną chrześcijaństwa – obecnie w kilku wersjach: ortodoksyjnej i unickich. Wszelkie inne wersje kościołów chrześcijańskich też oczywiście w Kairze rezydują. Jest również społeczność żydowska, zgromadzona wokół jedynej z dwunastu synagog w mieście. Synagoga Ben Ezyr w Starej Dzielnicy nazwana tak została na cześć rabina Jerozolimy. Datowana jest na IX wiek ale obecny budynek to XIX przebudowa. W trakcie tego remontu odkryto tutaj genizę z ogromną ilością żydowskich rękopisów, między innymi ze zwojami Tory, z których niektóre datowane były na VI w. lub manuskryptem z „Pieśnią Morza” datowanym na XVII/XVIII w. itd. itd. Według jednej z tradycji to nieopodal tej synagogi córka faraona znalazła małego Mojżesza. Z zabytków koptyjskich najciekawszy jest chyba wiszący kościół NMP. Dosłownie wiszący bo jest nad bramą Twierdzy Babilon. Wchodzi się do niego po dwudziestu dziewięciu schodach. To jeden z najstarszych kościołów koptyjskich, no i był siedzibą koptyjskiego papieża. Ale faktycznie najwięcej w Kairze meczetów. Dominującym odłamem islamu są tu sunnici i do nich należy większość z nich. Jest więc na przykład meczet Al.-Husajna (podobno z przechowywaną w nim głową Husajna ibn Ali – wnuka Proroka), najstarszy chyba meczet Ahmada Ibn Tuluna, faktycznie olśniewający meczet Al-Azhar lub meczet Muhammeda Alego zwany też Alabastrowym. Ładnie się prezentuje (ten ostatni) na szczycie cytadeli ale alabastrowy to w sumie tylko z nazwy, bo płyty alabastrowe wywiezione zostały do pałacu Abbasa I zanim na dobre meczet wykończono. To znaczy w wystroju meczetu alabaster jest i całość robi wrażenie – ale mniej niż miało być w założeniu.

Oprócz świątyń i domów modlitw jest w Kairze wiele, wiele, wiele więcej zabytków związanych z każdą z wymienionych religii a i z tymi starożytnego Egiptu – też. A jak się już komuś po zabytkach sacrum znudzi łazić to można po słynnym Khan el-Khalili (czyli suku) posnuć się i pooglądać to i owo, pohandlować z tym lub tamtym, kupić to lub to… 🙂 Tutaj naprawdę można było kupić i sprzedać wszystko! A późnym popołudniem (bo wieczoru to co do zasady nie ma, słońce gaszą i cyk – jest noc z iście egipskimi ciemnościami) wspiąć się na cytadele by w ciepłych promieniach słońca popatrzeć na panoramę tętniącego życiem Kairu. A tętni całą dobę, nawet w „mieście umarłych”. Cmentarzach na których mieszka dobrych wiele tysięcy dzikich lokatorów. Po prostu w grobowcach lub prowizorycznych konstrukcjach wzniesionych pomiędzy nimi. Ot takie miasto w mieście, gdzie zmarli są sąsiadami żywych.

Egipt – Karnak

Niebo dzisiaj iście w kolorze takim jak pamiętam z Egiptu… 😊 Szczególnie lazurowy kolor miało chyba w Karnaku („Najbardziej Dobrane z Miejsc”)… Kilka razy tam byłam i zawsze niebo było powalające kolorem… W sumie nie ma się co dziwić – wisi nad jedną z największych świątyń… Kompleks poświęcony był wielu bogom tebańskim ale główne skrzypce grał Amon – Re. Aleja sfinksów stojących w karnym szpalerze po prawej i lewej, prowadzi do pylonów. Takie „baranie” te sfinksy ale ostatecznie robią u Amona – to jakie mają być? A żeby im smutno jakoś nie było to każdy ma po jednej figurce faraona w łapkach. Taka koncepcja. 😉 A potem dziedziniec i słynny posąg Ramzesa II. A potem las kolumn – gigaaaaantycznych!!! Mocarnie sterczą w górę, przysłaniając niebo… Cały świat w sumie przysłaniają. Zagubić się można bez problemu najmniejszego… Potem kolejne pylony, kolejne dziedzińce, kolumny, obeliski… Gdyby się tak lazło i lazło to do Luksoru można doleźć… Co też i się działo cyklicznie i procesyjnie – gdy obie świątynie czynne kultem były.

W sumie to jedno z chętniej odwiedzanych miejsc przez turystów, i jedno z bardziej owianych legendami. Wprost sceneria szyta na miarę dla wszelkich filmów hollywoodzkich opowiadających „dykteryjki” o Egipcie. A jeszcze jak na wieczorowe słońce się człowiek załapie – to już w ogóle cudo! Naprawdę jest tam pięknie! Nawet tłumy turystów (biegających z jakiegoś wymyślonego pewnie przez pilotów powodu, wokół posągu skarabeusza…) nie przeszkadzają.

Takie fajne baśniowe miejsce – choć przecież historia ocieka tam z każdego kamienia… Ale Egipt generalnie taki jest – kuszący, tajemniczy, trochę groźny, baśniowy…

Egipt – Kolosy Memnona

Kolosy Memnona – czyli portret Amenhotepa III w dwu odsłonach. Taki mix kulturowy 😉. To jedyny fragment, który pozostał po wzniesionej tu w XIV w. pne świątyni grobowej tegoż faraona. Gigantyczne, monumentalne, ponad 15 metrów wysokie posagi, w pozycji tronującej – jak kanony każą.

To taka atrakcja turystyczna od starożytności włącznie. 😃 Teraz przyjeżdżają tu grupy turystów, tak trochę po drodze z Doliny Królów. Kiedyś – był to rodzaj raczej turystyki religijnej – by posłużyć się współczesną terminologią. W czasach helleńskich, istniało przekonanie, że kolosy są wizerunkami Memnona – syna Jutrzenki. Mało tego Memnon o świcie śpiewał na przywitanie swej matki. Naprawdę śpiewał! Ów cud był dość prosty w obsłudze… Kolosy mocno zrujnowane były, z mnóstwem szpar, szczelin i innych „piszczałek”. Gdy rankiem powietrze (chłodne w nocy) zaczynało się mocno i bardzo szybko ogrzewać w promieniach słońca – prawa fizyki robiły robotę. 😉 Ciepłe powietrze szybko „idąc” w górę wygwizdywało w szczelinach pieść poranną. Niestety kolosy za czasów Septymiusza Sewera naprawiono i atrakcja pozostała w legendach…

Egipt – Kom Ombo

Kom Ombo leży nad Nilem. I słusznie! Ostatecznie czczony w tej świątyni był bóg Sobek – pan wód, płodności i siły królewskiej, który jak wiadomo urody był… krokodylej. To znaczy świątynia poświęcona była właściwie triadzie bogów. Czczeni tam byli Hathor i Chonsu, ale to Sobek wiódł prym kultu. Tę kameralną w sumie świątynię wzniósł Totmes III. Do naszych czasów zachowała się zupełnie nieźle. Może dlatego, że trochę na uboczu. A może dlatego, że to właściwie jedyna atrakcja tej miejscowości. W świątyni oprócz licznych przedstawień bogów (zwłaszcza tego krokodylego) jest też sporo reliefów o medycznych proweniencjach. To narzędzia chirurgiczne, to znów rodząca kobieta… I to podobno (wiedzę tę opieram na opinii lekarzy, sama na medycynie nie znając się ni w ząb) każde z tych narzędzi znane są i używane do dzisiaj, a ukazane postawy ciała w trakcie porodu lub wykonywanych zabiegów lekarskich – zgodne są ze sztuką medyczną.

Mumifikacja pojawia się w wielu kulturach i cywilizacjach. Mumie Egipskie jednak najtrwalej wpisały się w świadomość, kulturę, bajki, opowieści, itd. Przy czym najczęściej pod hasłem mumia, wizualizują się szczątki ludzkie. A w Egipcie mumifikowano przecież nie tylko ludzi – także zwierzęta. Między innymi krokodyle – jako potencjalne „wcielenia” boga Sobka. W Kom Ombo zachowało się kilka takich mumii.

A i jeszcze jedno! Niedawno archeolodzy odnaleźli tu w trakcie prac sfinksa. Ok, nie jest on taki mocarny i znany jak z Giza, bo temu nic nie dorówna w całym Egipcie, ale… może to jakiś „krewniak”. 😉

Egipt – Luksor świątynia

Luksor jako miasto – to część starożytnych Teb. Nazwa znaczy tyle co „miasto pałaców”. Przykleiła się choć powstała nie dlatego, że pałaców mrowie a dlatego że arabscy najeźdźcy w VII w. świątynie tak zidentyfikowali…  Właściwie to trudno Luksor nazwać miastem historycznym – to jedno wielkie muzeum! I to w jak najbardziej pozytywnym tego słowa znaczeniu. W samym mieście i najbliższym jego sąsiedztwie świątyń, stanowisk archeologicznych, zabytków wszelakich – ho ho ho albo i więcej 😊

Na przykład taka świątynia narodzin Amona w Luksorze. Amenhotep III zaczął ją budować, ale że założenie było z rozmachem dopiero Ramzes II zakończył dzieło. Najpierw aleja sfinksów i sześć budowli wykorzystywanych w trakcie obchodów świąt, potem dwa obeliski (przy czym w Luksorze tylko teraz jeden bo drugi do Paryża wywieźli… 😊 ) oraz sześć posągów, między innymi Ramzesa i Nefertari. I przez olbrzymie pylony zdobione reliefowymi scenami zwycięstwa Ramzesa nad Hetytami – wchodzi się kompleksu świątynnego. A potem to układ jak w każdej (prawie) świątyni egipskiej, kolejne dziedzińce jeden Ramzesa, drugi Amenhotepa itd. Przy czym na przykład – na ruinach części poświęconej Hatszepsut, zbudowano meczet Abu al-Haggag, a w kaplicy dedykowanej bogini Mut był kiedyś kościół chrześcijański…

To ważna świątynia była. Możliwe, że koronowani tutaj byli kolejni władcy. Ileż trików architekci tu zastosowali by monumentalnie i wyjątkowo wyglądała! W czasach starożytnego Egiptu, gdy świątynia była czynna, sprawowany był tu kult boga Amona, jego boskiej żony Mut i ich równie boskiego syna Chonsu. W trakcie najważniejszych obchodów w roku, posąg Amona był przewożony Nilem do świątyni w Karnaku gdzie był oficjalny posąg Mut. Ten rytuał „spotkania małżonków” miał zapewniać płodność i dobrobyt – zwłaszcza faraonowi. A może ta świątynia w ogóle była wzniesiona dla ubóstwienia faraona…

Ale dla mnie to taka świątynia „miłości małżeńskiej”. Nie bez przyczyny przecież poświęcona dwojgu boskich małżonków Amona i Mut 😉 Mają urocze posagi (lubię je, ładne po prostu są) w kanonie tronującym (siedzącym), i zupełnie przypadkiem twarze bogów przypominają twarze innej pary małżonków ale królewskich – Tutenchamona i Anchesenamun…

Egipt – Pustynia Arabska

Wyjść na pustynię… Zagubić się we własnych myślach i ciszy, i przestrzeni, i samotności… Prawie prawda. Pustynia wbrew pozorom i powszechnej opinii żyje i to hucznie. Pustynia Arabska – północno-wschodnia cześć Sahary, też. Przynależy terytorialnie do Egiptu. Piaszczysta, taka jak z bajki, porośnięta roślinnością kserofilną (ludzkim językiem – kaktusy), zamieszkała przez sporo żyjątek, którym wysokie temperatury nie straszne. Piękna! Od wieków zamieszkiwana też przez ludzi. Beduini – koczowniczy lud pustynny. Wolni, wojowniczy, dumni ale i gościnni ludzie. Pustynia od zawsze była ich domem. Zajmowali się głównie hodowlą wielbłądów, owiec lub kóz, przemieszczając się wraz ze swoimi stadami w poszukiwaniu czegoś zielonego i nadającego się na pastwisko. Do dzisiaj starają się nie poddawać rygorom posiadania dokumentów lub konieczności edukacji.

Z czasem Beduini w wyobrażeniach Europejczyków stali się niesamowitym, dumnym tajemniczym ludem, strzegącym jakichś odwiecznych tajemnic… Filmy i literatura spopularyzowały ten obraz. Może dlatego obecnie Beduini często żyją z turystów. Organizowane są wycieczki pod tytułem „odwiedź wioskę Beduinów”. Wycieczka na wielbłądach, jeepach i kładach itp., fatamorgana na zamówienie 😉, drobny posiłek w wiosce „przypadkowo” napotkanej na bezdrożach pustynnych 😉. W sumie fajnie. Kiedyś zaprosiłam na taką wycieczkę grupę, którą opiekowałam się w Egipcie. Miło było. Ale w którymś momencie uszkodzona chłodnica w kładzie lekko poparzyła jedna z uczestniczek. Nic groźnego. Ale natychmiast, na środku pustyni, znalazł się lód (taki do drinków) by zrobić okład. I wyszło przy okazji, że posiłki do wioski przywozi catering – tyle, że podjeżdża do wioski (jak nic stacjonarnej i „turystycznej” a nie koczowniczej) na skróty z drugiej strony. 🙂 Czy to źle – OCZYWIŚCIE, ŻE NIE! Atrakcje turystyczne rządzą się swoimi prawami! Turysta płaci – turysta ma!

Ale jeśli ktoś chce zobaczyć prawdziwą pustynię i być może spotkać rdzennych mieszkańców, którzy jeszcze gdzieś tam żyją na ukochanej pustyni, musi bardziej się wysilić. A właściwie nie. Wysilać się nie musi. Musi zachwycić się pustynią. I uznając jej potęgę i władze – zakochać się w niej bez pamięci…

Egipt – Sakkara

Egipt kojarzy się z piramidami, a piramidy – z Giza. I słusznie, bo Giza jest cudowne! Ale Egipt nie jedną piramidą słynie. Sakkara to kolejne miejsce, które wspomnieć należy myśląc o sepulkralnej architekturze Egiptu. Tutaj miejsce swoje znalazł podobno pierwszy władca tego kraju. Najsłynniejszą budowlą jest piramida schodkowa Dżesera – jeden z lepiej tam zachowanych grobowców. I znowu, piramidy kojarzą się najczęściej z tymi stożkowymi z Giza. W Sakkarze jest ich „prototyp” – piramida, która wygląda trochę jak wielowarstwowy tort. Tutaj też odnaleziono słynną tablicę z Sakkary a na niej spis władców i hymn na cześć Ozyrysa. W Sakkarze zobaczyć można jedną z najstarszych mastab, a także świątynie Totiego itd. itd. A największa zaleta tego miejsca? Jest cicho, spokojnie i w porównaniu z innymi miejscami turystycznymi w Egipcie, pusto. Tutaj można poczuć i zobaczyć nekropolię otuloną pozorną ciszą pustyni…

Egipt – Święta Katarzyna

U stóp góry Synaj wzniesiono klasztor… To jeden z najstarszych działających chrześcijański klasztor na świecie. Według tradycji – w tym właśnie miejscu Mojżeszowi ukazał się Ha.szem w krzewie ognistym. Krzew faktycznie rośnie na terenie kompleksu, pilnie strzeżony przez mnichów. I trudno się dziwić… Turystów mrowie. Każdy chciałby uszczknąć choć listek… Sam płonący krzew – cóż… Istnieje kilka wyjaśnień tego zjawiska. Jedna z hipotez podaje, że wrażenie ognia sprawiły roje robaczków świętojańskich, które przysiadły o zmroku na krzewie, rozświetlając go. Inna wersja wytłumaczenia płonącego krzewu to dyptam jesionolistny. Roślina ta wydziela duże ilości olejku eterycznego pachnącego cytryną i cynamonem. W ściśle określonych warunkach, przy dużej temperaturze powietrza, możliwy jest samozapłon tych olejków. Tak czy tak – mnisi strzegą rosnący w monastyrze krzew! Czasami dość bezwzględnie…

W tym właśnie miejscu poleciła wznieść cesarzowa Helena kaplicę. Klasztor powstał w VI wieku z inicjatywy Justyniana I i na rozkaz jego otoczony też został mocarnymi murami. Gdy ok X wieku, odkryto relikwie św. Katarzyny, pojawił się kolejny powód by pielgrzymki ruszyły tu tłumnie. Według tradycji ciało męczennicy aniołowie pochowali na pobliskiej górze Katarzyny, a mnisi pobożnie przenieśli je do monastyru. W tym samym czasie wzniesiono w obrębie kompleksu niewielki meczet. To zapewne jeden z powodów dla których monastyr mocno od muzułmanów nie ucierpiał. Na terenie monastyru jest też studnia Mojżesza, kościół Przemienienia, troszkę dalej Domek Czaszek (kaplica udekorowana czaszkami i piszczelami zakonników zmarłych), bazylika Katarzyny no i oczywiście biblioteka ze sporą ilością manuskryptów, między innymi Kodeksem Synajskim. Czy ja wiem czy mi się tam podobało… To znaczy miejsce piękne!!! Ale tłum przeciskających się turystów (to mi nie przeszkadza – tak to działa w znanych i turystycznych miejscach) i pokrzykiwanie mnichów. Sama nie wiem którzy więcej zamieszania robili…

Estonia – Narwa

„Koniec świata”. Świat ich kilka posiada co najmniej. Jednym z nich jest Estońska Narwa, a dokładniej twierdza w Narwi. Z jej murów widać już po drugiej stronie rzeki Rosję (tam swoją drogą też twierdza stoi wzniesiona przez Iwana II).Taki przyczółek Europy z widokiem na…

Twierdza w Narwi wzniesiona został już w XIII wieku ale jej obecny wygląd to liczne przebudowy. I Duńczycy, i Krzyżacy, i Szwedzi tu swoje „trzy grosze” wnieśli i w rezultacie zupełnie solidna „internarodowa ;)” budowla powstała i oczy cieszy. Twierdza w Narwi zwana zamkiem Hermana, kwitnie obecnie i oferuje sporo nie tylko wielbicielom fortyfikacji, historykom czy architektom ale właściwie każdemu zbłąkanemu turyście. W ramach biletu dostaje się monetę, którą można wykorzystać do zapłaty za oferowane w zamku pamiątki lub ją samą zabrać na pamiątkę. A w zamku, jak to w zamkach bywało, spotkać można całą rzeszę rzemieślników (wszyscy w strojach z epoki): kowala, tkaczkę, koronczarkę, cieślę itd. itp. A do tego wąskie korytarze, labirynt komnat – można się historycznie zagubić…

Ale drobna rysa jest. Właściwie nie taka drobna bo pomnik solidnych rozmiarów. U stóp warowni bowiem, ze wzniesioną ręką we władczym geście stoi ni mniej ni więcej tylko towarzysz Lenin… Ja wiem, w Narwi więcej Rosjan mieszka niż Estończyków, ale – tak zgrzyta trochę… chyba…

« Older posts Newer posts »

© 2026 Lucyna Maria Rotter

Theme by Anders NorenUp ↑