Autor: Lucyna Miriam Rotter (Page 14 of 90)

„Historia na wybiegu”, cz. 2 „Nam strój niedbały nie przystoi”

Na przestrzeni lat moda kształtowała zmysłowość ludzi, rozbudzała ich potrzeby i rozwijała kreatywność. Strój prowokował, informował, czasem nawet był wyrazem buntu. Prowadząca spotkanie Lucyna Rotter zagląda do „szafy dziejów” pełnej historycznych faktów, symbolicznych przekazów, postaci i rekwizytów, pełnej modowych zagadek. W tym podglądaniu historii wspierają ją tancerze ze Szkoły Tańca Jane Austen.

Drugie spotkanie z cyklu odbędzie się w niedziele 15 grudnia o godz. 16.00 w zabytkowych wnętrzach sali Baltazara Fontany w Pałacu Krzysztofory w Krakowie.

Co będzie tematem grudniowego spotkania? Każdy naród lub kraj posiada pewne symbole i znaki identyfikujące ów kraj lub naród. Do takich należy również strój narodowy. Ale czy jest to oczywiste, że każdy z narodów ma swój narodowy strój? Wbrew pozorom jest to sytuacja dość wyjątkowa. A pielęgnowanie tradycji takiego ubioru i kultywowanie jej – jest jeszcze większym wyjątkiem. A jaki jest narodowy strój Polski? Jaka była jego historia? Czy za pomocą ubrania dało się na przykład walczyć o odzyskanie niepodległości?

Uczestników spotkania zachęcamy do przyjścia w ubraniach inspirowanych tematem stroju narodowego. Podczas spotkania będzie możliwość wystąpienia i zaprezentowania go na „wybiegu historii”.

„Historia na wybiegu – Krakowskie spotkania z modą sprzed wieków”

scenariusz i prowadzenie Lucyna Maria Rotter, aranżacja aktorska: Maja Zawada, Konrad Zawada, kierownictwu projektu i nadzór producencki Justyna Kasińska , fot. Bogdan Krezel, Piotr Idem, realizacja nagrania rolki Anna Stasiak.

 Udział w spotkaniu jest płatny i biletowany. Bilety w cenie 20 zł są do nabycia w Centrum Obsługi Zwiedzających (COZ/kasa muzealna) w Pałacu Krzysztofory.
 Prosimy o wcześniejszą rezerwację miejsc w COZ (tel. 12 426 50 60, e-mail: info@muzeumkrakowa.pl).

„Historia na wybiegu”, cz. 1 „Tak krawiec kraje…”

Na przestrzeni lat moda kształtowała zmysłowość ludzi, rozbudzała ich potrzeby i rozwijała kreatywność. Strój prowokował, informował, czasem nawet był wyrazem buntu. Prowadząca spotkanie Lucyna Maria Rotter zagląda do „szafy dziejów” pełnej historycznych faktów, symbolicznych przekazów, postaci i rekwizytów, pełnej modowych zagadek. W tym podglądaniu historii wspierają ją tancerze ze Szkoła Tańca Jane Austen.

Pierwsze spotkanie „Tak krawiec kraje…”.

Żeby zaistniała moda, to najpierw trzeba uszyć ubranie… I tu pojawia się pytanie: z czego? Pierwsze skojarzenia biegną w kierunku tkanin. Historia zaordynowała nam wiele możliwości. Jedwabie, płótna, wełny, bawełny… Ale czy tylko tkaninę wykorzystywano do stworzenia kreacji? Co kierowało krawcami i kreatorami mody by sięgać po niekonwencjonalne rozwiązania? Które tkaniny zrobiły karierę? I czy niecodzienne pomysły na to „z czego uszyć” to przywilej tylko XX wieku?

scenariusz i prowadzenie dr hab. Lucyna Maria Rotter prof. UPJPII, aranżacja aktorska: Maja Zawada, Konrad Zawada, kierownictwu projektu i nadzór producencki Justyna Kasińska, fot. Bogdan Krężel, Piotr Idem, Justyna Kasińska, realizacja nagrania rolki Anna Stasiak.

Pałac Krzysztofory – oddział Muzeum Krakowa

Albania – Ardenica

Pan przewodnik podniesionym i zirytowanym głosem warczał na prawo i lewo – „nie wolno robić fot”! Ok…. A potem sobie poszedł on i jego grupa. Z boku siedział jakiś pan (chyba nawet mnich), który zwyczajnie opiekował się obiektem i go pilnował, bilety sprzedawał i takie tam. Z uśmiechem na twarzy powiedział. „Proszę zdjęcia robić. Wolno. Tylko bez lampy. On tak zawsze. Lubi się czuć ważny!”. Jakoś tak miło mi się zrobiło… Prawosławny monastyr Narodzenia Bogarodzicy w Ardenica w Albanii. Stareńki jest! Pod koniec XIII wieku Andronik II Paleolog go ufundował. Przy czym wcześniej była tu już kaplica a jeszcze wcześniej świątynia Artemidy. Po osiedleniu się mnichów, dość szybko rozwinęła się tutaj szkoła teologiczna a i powstała imponująca biblioteka. Na terenie klasztoru bije źródło (podobno z cudowną wodą). Szybko stało się powodem odwiedzania tego miejsca przez pielgrzymów chrześcijańskich ale i… muzułmańskich. W czasach komuny, monastyr najpierw był miejscem odosobnienia dla prawosławnego arcybiskupa Ireneusza Banushi, a potem… obiekt zwyczajnie zamknięty – niszczał programowo. Dopiero w 1988 zaczęto go troszkę rekonstruować i z ruiny podnosić. Przecież poza wszystkim – TO ZABYTEK JEST! Odbudowa i prace konserwatorskie trwały długo bo z mocnej ruiny był podnoszony…

Sama cerkiew fantastycznie ozdobiona freskami i sztukaterią. Tam na ścianach pełno opowieści biblijnych i hagiograficznych ale i teksty modlitw wypisane w kilku językach. A z cerkwi przechodzi się do kolejnych pomieszczeń. Pustych, zdobionych tylko zachowanymi w całości lub fragmentach freskami i… promieniami słońca, które wcisnęły się na siłę przez uchylne niewielkie okienka i szczeliny w ścianach…

Całość – jak to w leciwych monastyrach, ocieka symbolami… A odczytywanie symboli i znaków w różnych kulturach i religiach to moja robota! 😊 Hmmm… Lubię takie miejsca, z którymi o kulturze i historii, symbolami można sobie pogadać!

Albania – Butrint

Park Archeologiczny w Albanii, nieopodal granicy z Grecją. Butrint. Na miejscu osady Iliryjskiej powstała zupełnie spore miasto portowe – wręcz warowne. Według legend założyli ja uciekający Trojanie a nawet według niektórych podań sam Helenus – syn króla Priama. Według jeszcze innych przekazów miasto założył Eneasz syn króla Anchizesa oraz Wenus. Wpływy Greckie są tu dość wyraźne – Butrint stał się jednym z ważniejszych miejsc kultu Asklepiosa – boga od medycyny. W mieście miał tez podobno (według Plutarcha) umrzeć Pan – bożek pól i lasów. Wzniesiono tu także zupełnie nieźle do dzisiaj zachowany teatr (był na 1500 widzów!) i agorę. W czasach rzymskich Butrint jest niezmiennie ośrodkiem portowym i to zupełnie dobrze rozwijającym się – co i w pozostałościach architektonicznych mocno widać – na przykład fragmencie akweduktu i nimfeum lub zupełnie nieźle zachowanych łaźniach. A potem zaordynowano w mieście, biskupstwo. Z tego okresu zachowały się na przykład fragmenty zoomorficznej mozaiki w baptysterium ze ślicznym pawiem – symbolem zmartwychwstania i życia wiecznego. Imponująco wygląda także bazylika gdzie też swoją drogą fragmenty zdobień mozaikowych zachowane. To tutaj miał urodzić się św. Donat – patron Albanii i Grecji.

Wędrówki ludów a potem trzęsienia ziemi obróciły miasto w ruinę. Dzisiaj – Butrint przyciąga głównie turystów zafascynowanych antykiem i pierwszymi wiekami. I słusznie. Ślady kultury i historii, delikatnie otulone zielenią drzew, kuszą by spędzić tutaj trochę czasu, wyobraźnią przenosząc się wiele set lat wstecz, do czasów gdy na agorach słychać było gwar rozmów mieszkańców Butrintu…

Albania – Kruja

Czasem człowiek czuje się jakby był produktem zastępczym, taką zabawką bo innej pod ręką nie ma. Myślę, że Kruja w Albanii może się czuć (jeśli miasto się może w ogóle czuć 😊 ) podobnie, gdy myślę o niej jako o miejscu do zwiedzania. Miasto z historią sięgającą III wieku p.n.e; w wiekach średnich stolica Księstwa Arberii; miasto koronacji królów Albanii… Kawał historii!!! I nawet swój średniowieczny zamek ma! Ale… Sama twierdza to w przeważającej części rekonstrukcja. A mnie się wydaje, że to momentami nie tyle rekonstrukcja co zbudowanie od nowa według widzimisię w latach 80-tych XX wieku. „Odbudową” kierowała córka Hodży a że bliżej jej było do ideologii niż historii – to i odbudowa jest jaka jest. W środku kilka artefaktów, trochę kopi i współczesne aranżacje wnętrz. No i przewodnik, który ze wzruszeniem opowiada jak to były cudownie za komuny a teraz to ech… U podnóża twierdzy uliczki (właściwie jedna ale kręta) ze straganami. To bazar turecki. Ale ani to bazar ani to turecki. Mnóstwo gadżetów turystycznych o różnej jakości (najczęściej mocno „turystycznej” ) mniej lub bardziej związanych z miejscem.

Ale jeden pan właściciel restauracji mnie wzruszył. Zapraszał na cokolwiek do jedzenia. I to co do jedzenia to w sumie nie ważne bo za to jaaaaki widok na zamek z tarasu!

Albania – Lëkurësi

Czasami tak jest… Coś wydaje się super atrakcyjne, pociągające, kusi by pojechać. A potem się przyjeżdża i… Niby nawet jest ok ale coś nie tak… Zamek Lëkurësi w Albanii zbudować miał Sulejman Wspaniały w 1537 roku. Miał on być obroną przed zakusami Wenecjan władającymi wówczas Korfu. Warownia na planie czworoboku, z dwoma basztami w narożnikach… Badania archeologiczne wykazały w tym miejscu znajdującą się osadę średniowieczną. Zabudowania mieszkalne, nawet i świątynia. Zapewne stała się przyczynkiem dla wzniesienia zamku. Przy czym ten obecny (jego resztki) to raczej przebudowy XVIII wieczne. Ali Tepelani Pasza – taki lokalny mix Janosika i czy ja wiem… Jeremiego Wiśniowieckiego? 😊, założył tu garnizon na ponad 200 żołnierzy. Zresztą garnizon tu był do XX wieku – tyle że „kolor” żołnierzy się zmieniał. W 1970 roku miejsce zostało wpisane na listę zabytków. I tak sobie było zabytkiem do lat ’90 kiedy stało się… no właśnie.

Miejsce historycznie fajne. Pojechałam. No może nie na wschód słońca (podobno obłędny i w ogóle) – raczej jestem fanem zachodów… ale było wcześnie mocno i wczesne słońce świeciło cudnie. Warownię z dala widać. Parking. Potem podejść trzeba kawałek kamienną drogą. No super. Brama – wchodzę, i… jestem w restauracji! To znaczy restauracja była zamknięta na szczęście – bo za wcześnie. Ale na dziedzińcu porozstawiane gustowne stoliki, parasole, jakieś lampy „klimatyczne”. W budynku (zbudowanym na samym środku dziedzińca zamkowego) widać przez okna i drzwi, że sale restauracyjne. Idę dalej. Nadal stoliki ale teraz takie jakieś bardziej kawiarniane i z widokiem na. W sumie widoki są tam jedyną atrakcją. I nie dziwię się, że akurat to miejsce wybrano na zbudowanie Lëkurësi. Dookoła – i w stronę morza i w stronę lądu widać wszystko jak na tacy (nomen omen 😉)

Czasami tak jest… Coś wydaje się super atrakcyjne, pociągające, kusi by pojechać. A potem się przyjeżdża i… To fajne pozornie miejsce nie potrafi nas zatrzymać ani skusić by przyjechać się chciało ponownie…

Albania – Mesopotam

Niewielka wieś w Albanii – Mesopotam. Nazwę wzięła stąd że między dwoma rzekami jest usadowiona. Z czego znana? Właściwie niewiele… Jeden monastyr w szczerym polu nieopodal. Opuszczony i w stanie destrukcyjnym katholikon – to cerkiew św. Mikołaja (najlepiej zachowana) a dookoła zabudowania w kompletnej ruinie wręcz „archeologicznej”. Monastyr wzniesiono prawdopodobnie w XIII wieku, choć inne źródła podają datę o dwa wieki wcześniejszą. No i prawdopodobnie wzniesiony został na miejscu starożytnej świątyni. Był wyjątkowy. Jako stauropigia zależał bezpośrednio od patriarchy Konstantynopola. To co się zachowało – mury z cegły i kamienia. Sama bryła świątyni – bardzo atrakcyjna, tak trochę w duchu Rawenny mi się kojarzyła. Sporo płaskorzeźbionych symbolicznych przedstawień: smok, lew itd. W środku – kolumny z pięknymi kapitelami o motywach roślinnych i wici. Ikonostas lewie stoi ale widać dawne jego piękno. Na ścianach zrobione odkrywki odsłaniają leciwe polichromie. Tu i ówdzie jakiś święty z mocno odrapanej ściany spogląda jednym, zachowanym okiem… I promienie słońca, które w półmrocznym wnętrzu dają równie dużo uroku co przygnębienia…

Sam katolikon i to co dookoła jest na liście zabytków kultury narodowej Albanii. Kijami podparte mury… odpadający tynk… wiatr hula w oczodołach okien… Tak sobie myślę… A właściwie nie napiszę co sobie myślę…

Albania – Muzinë, Syri i Karter

Był smok i była dziewczyna. Zakochali się w sobie ze wzajemnością. Ale że z dwóch światów byli – spotykali się potajemnie… Gdy uczucie dopadnie – nic nie jest przeszkodą. Tak to jakoś działa. O spotkaniach jednak dowiedział się ojciec dziewczyny. Chcąc ukrócić romans podrzucił zatrutą kaczkę na jeziorko przy którym spotykali się zakochani. Smok ją chapnął ale gdy poczuł truciznę już było za późno. Zapłakał, a jego łza płynąca z oka stała się zielono niebieskim źródłem w którym dziewczyna się zatopiła z żalu za ukochanym.

Tyle legenda. Według innej wersji nazwa miejsca Syri i Karter (jezioro nazywane jest Błękitnym Okiem lub Smoczym okiem) nadał wywierzysku inżynier z pobliskiej elektrowni by upamiętnić swoją ukochaną (to że miała niebieskie oczy – jest chyba jasne 😊).

Jeszcze inna legenda głosi że po tutejszych górach wędrował straszny wąż, który zjadał zwierzęta i ludzi. Okoliczny pasterz podrzucił mu nafaszerowanego smołą osła. Gdy go wąż zjadł zaczął wyć i płakać z bólu a jego płaczące oko to właśnie to źródło nieopodal wioski Muzinë.

Niezależnie od tego która z wersja opowieści komu bliższa – miejsce urokliwe. Idzie się do samego źródła dość wąską drogą pomiędzy zaroślami, potem gajem dębowo – klonowym. A na miejscu – z bardzo głębokiego (co najmniej 50 metrów – a przynajmniej na taką głębokość zdołali zejść nurkowie) krateru wypływa woda. To jedno ze źródeł rzeki Bistricë. W sumie samo źródło faktycznie wygląda jak turkusowo, błękitno, zielone oko. A pulsująca woda i niemal granatowa toń wzmaga jedynie to wrażenie. I jeśli jest smocze – to smok musiał być zupełnie fajnym gościem. Niezależnie czy coś się do oka wrzuci czy samemu wskoczy – trudno się utopić bo silny nurt wypływającej wody wyrzuca w kilka sekund nad taflę.

Hmmm… Krystaliczna woda odsłania bezwstydnie dno, w tafli przeglądają się drzewa i zarośla, las szumi w duecie z wodą… no pięknie…

Albania – Porto Palermo

Podobno Ali Pasza Z Tepeleny przebudował średniowieczną warownię, zamieniając ją w zamek Porto Palermo dla swojej żony (miał ich dwie, Emine i greczynkę Kyra Vassiliki. Pałac miał być dla tej drugiej). Podobno dlatego jest na planie trójkąta – bo z jednego z narożników Ali Pasza obserwował, gdy zażywała kąpieli w wodach zatoki. Fakt woda tam taka, że kusi by się popluskać. 😊 A i widok z warowni niczego sobie, niezależnie czy celem jest podglądanie czy oglądanie pejzażu – ładny. W ogóle Ali Pasza zamek chyba mizernie cenił jednak jako obronną warownię, bo w 1805 roku były tutaj jakiś maksymalnie cztery działa i z dziesięciu ludzi… Fakt zamek jakiś bardzo wielki nie jest ale i tak załoga szczupła jak na zapewnienie obronności. Ale uroku architektonicznego mu odmówić nie można.

Możliwe, że pierwotnie zamek był wzniesiony przez Wenecjan. Weneckim zamkiem był zresztą dość często nazywany. Wcześniej była tu grecka osada – ślady jej są już z V w pne. Ale obecny kształt Porto Palermo zyskało na przełomie XVIII i XIX wieku. Wygląda, jakby był zbudowany na wyspie ale ma połączenie wąskim pasem z lądem. W latach 30-stych XX wieku było tutaj więzienie (głównie dla przeciwników króla Zogu i niepokornych dziennikarzy). W latach 50- tych uznany został za zabytek ale w czasie komunizmu, była tu baza okrętów podwodnych, nieopodal jest przecież słynny tunel zbudowany w celach militarnych przez Hodżę. Obecnie Porto Palermo cieszy się mianem atrakcji turystycznej no można zwiedzać ruiny występujące godnie w roli zabytku.

« Older posts Newer posts »