Dobry anturaż robi robotę! W ramach Festiwalu Muzyki Filmowej w Krakowie koncert „REscoring Wajda” odbył się pod ziemią 😉 A precyzyjniej – w komorze w Górnej Komorze Lill (na co dzień zamknięta jest dla zwiedzających) Kopalni Soli w Wieliczce. Już samo udanie się do kopalni podkręcało emocje. Winda, korytarze w których co kilka metrów górnicy wskazywali drogę… Drzwi się za mną zamykały i dopiero wówczas kolejne ktoś inny otwierał (wiem, wiem, ciągi powietrzne… ale atmosferę budowało 😊 ). Ja się czułam trochę jakbym do jakiegoś tajnego stowarzyszeniu miała zostać przyjęta i właśnie sekretne spotkanie się miało zadziać, na które za specjalnym hasłem w tajemne miejscy dostać się można. Komora Lill ubrana w błękitne światło świątecznie witała gości 😊 Chór Polskiego Radia – Lusławice pod dyrekcją Dawida Ber, na cymbałach zagrała Żaneta Seweryn i …. Zabrzmiały wyśpiewywane motywy z filmów: Niewinni czarodzieje, Zemsta, Człowiek z żelaza, Katyń, Smuga cienia, Polowanie na muchy czy Kronika wypadków miłosnych… Niby wszystkie znane, a jednak brzmiące zupełnie inaczej. Jakieś takie nowe dla ucha i emocji… Całość dopełniona niezłą reżyserią światła. Dla mnie – „Soplicowo” rozbiło bank. Na skrzydłach pofrunęliśmy w świat z kart Mickiewiczowskiego „Pana Tadeusza”, a przed oczyma wyobraźni kadry z wajdowskiego „Pana Tadeusza” śmigały jak w kinie… Wojciech Kilar genialną muzykę do filmu Wajdy, skomponował! Ale propozycja Chóru Lusławic pokazała ją w zupełnie nowej odsłonie. A gdy cymbały zabrzmiały – mnie z automatu gdzieś z tyłu głowy zabrzmiał «Jankielu, mówi, jeśli łaska, Wszak to me zaręczyny, zagrajże Jankielu, Wszak nieraz przyrzekałeś grać na mym weselu!» …
19-ty Festiwal Muzyki Filmowej w Krakowie. W programie Koncert Międzynarodowa Gala Seriali. Wow!!!! Bezapelacyjnie wow!! Muzyka na najwyższym poziomie wykonawstwa wraz z reżyserią światła i połączonymi z tym efektami oraz scalonymi perfekcyjnie z muzyką kadrami z filmów… To był prawdziwy spektakl do stworzenia którego, kilka muz się zaangażowało jak nic! Myślę, że nawet jeśli ktoś ze sceptycznym nastawieniem szedł na koncert – wychodził zeń pełen arcypozytywnych wrażeń i emocji.
Oczywiście najważniejsza – muzyka! Swoją drogą to cudowna inicjatywa była 19 lat temu by stworzyć festiwal dedykowany muzyce filmowej. Na stałe i złotymi głoskami wpisał się do kalendarza cyklicznych imprez krakowskich. Miłośników tego typu muzyki nie trzeba przekonywać ale osoby, które po prostu lubią filmy (ale nie biegną z krzykiem i obłędem w oczach na każdą premię) – czasem mniej zauważają, jak ważną rolę w filmie pełni dźwięk, muzyka… To ona buduje napięcie, pozwala nam się rozmarzyć, czasem przestraszyć, czasem śmiać, a czasem przenieść się w czasie w dowolnie wybranym kierunku. Czasem pomaga utożsamić się z bohaterem, czasem go zrozumieć, czasem potępić… Muzyka ma wielką moc!!! Ta filmowa też! Takie koncerty jak te proponowane przez FMF są niezwykle ważne. To takie pokazywanie palcem, przeciętnemu zjadaczowi chleba – patrz! Zachwyć się! Maestro do ciebie dźwiękami przemawia! Fanów muzyki filmowej przekonywać nie trzeba. Ale innych… Vive le festiwal! Vive l’art ! Bo w trakcie FMF to muzyka staje się głównym bohaterem filmu.
W trakcie serialowego koncertu Orkiestrę Akademii Beethovenowskiej poprowadził brawurowo Dirk Brossé. Lidia Matynian przygotowała Chór Chłopięcy i Dziewczęcy Filharmonii Krakowskiej a Chóru Pro Musica Mundi – Wiesław Delimat. Do tego soliści… och! Na scenie mrowie artystów, którzy dostarczali emocji przez cały czas niespełna czterogodzinnego (Poważnie! Niemal cztery godziny koncert trwał!) spektaklu. Bo to w sumie był koncert niczym spektakl obejmujący nie tylko scenę ale całe, ogromne, kosmiczne wnętrze Tauron Arena.
PS
W którymś momencie za pulpitem stanął Brian Tyler, by poprowadzić swoje kompozycje „Yellowstone”, oraz „Are We Dreaming”. Ależ to było show! Tak sobie myślę, że muzycy świetnie znali utwór… 😉, bo dyrygent czasem dyrygował, czasem uciekał od pulpitu by potańczyć lub ruchem scenicznym podgrzać atmosferę i widownię, a czasem zajmował się kreatywnymi działaniami twórczymi związanymi z własną fryzurą 😊 😊 To fenomenalny kompozytor i równie fenomenalny showman.
Gdy Baha Allah – założyciel bahaizmu był przetrzymywany w więzieniu w Akkce, jego wyznawcy wykupywali tereny w najbliższej okolicy i zakładali… ogrody. W konsekwencji jest ich sporo w okolicy. Najbardziej znany i chyba największy jest w Hajfie, ale ten w Akkce też piękny! Wyznawcy Bahaizmu pielgrzymują do miasta nie tylko po to by po ogrodzie pospacerować. Odwiedzają miejsce uwięzienia i pochówku Baha Allaha, Dom ’Abbúd i Dom Abdulláha Paszy. Spacerując po ogrodach bahaistów, czasem sobie myślę, że oni czekają codziennie żeby jakiś chwastek lub niesforna gałązka tylko listek wychyliła poza linię, żeby ucapić i do szeregu odstawić.
Dwie ważne synagogi są w Akko (Akka). Pierwsza – w sumie nowa, to Synagoga Tory Ora. Budowę ukończono w 1955 roku. Inicjatorem był Badash wraz z rodziną. Po zrobieniu alij, osiedli w Akko i zdecydowali zainicjować budowę synagogi, wzorując się na synagodze w Dzerbie – przecież pochodzili z Tunezji! Dlaczego Synagoga Tory Ora jest wyjątkowa? Bo zdobiona milionami naturalnych kamyczków ułożonych w misterne mozaiki. I to zarówno na zewnątrz jak i w środku. Cudo! A te kamyczki obrabiano latami w kibucu Eilon, by zdobić nimi synagogę mozaikami opowiadającymi historię Izraela od czasów biblijnych. Druga synagoga ma znacznie starsza metryczkę bo pochodzi z pierwszej połowy XVIII wieku. To Synagoga Ramchala. Nazwa od pochodzącego z Italii, Rabina Mosze Chaima Luzzatto (Ramchala). Rabin wraz z rodziną i swoimi uczniami przybył do Akko. Po trzech latach zmarł na skutek zarazy, ale w tym krótkim czasie zdołał ożywić do działań żydowską społeczność w mieście. Synagoga to małe pomieszczenie na parterze. Nie ma w niej sali dla kobiet. Dla kobiet był osobna sala poza synagogą. To bardzo rzadkie rozwiązanie. Kiedyś podobno cała synagoga była pomalowana na niebiesko, bo Ramchal uważał, że ten kolor odstrasza „złego”.
W mieście jest kilka kościołów chrześcijańskich. Podobno w latach 1219–1220, miasto odwiedził św. Franciszek z Asyżu. Stąd nie należy się dziwić, że mieście są klasztory franciszkański np. Terra Sancta lub św. Jana Chrzcielna, przy czym pierwszy założony był już przed przyjazdem Franciszka. Jest też katedra prawosławna św. Jerzego z początki XVII wieku. Podobno najstarszy chrześcijański kościół w mieście. A oprócz tego, kościoły maronickie, karmelitańskie itd.
Najwięcej w Akko jest meczetów. Najstarszy, El-Bahr – został zbudowany w 1586 roku. Meczet Ash-Shadhiliyya jest obecnie siedzibą derwiszów. Ale bardziej znany jest El Jazzar z XVIII wieku. Duża zielona kopuła, smukły minaret a wokół meczetu ogród.
Jakoś te ogrody wciąż wracają mi i mentalnie z religią się kojarzą. Może faktycznie w DNA jakoś przyzwyczajenie do Gen Eden nam zostało…
„Festiwal 4 tradycji” w Krakowie, szósta odsłona. Podoba mi się ten pomysł – zwłaszcza, że coraz bardziej z roku na rok staje się doprecyzowany koncepcyjnie i coraz lepszy! Festiwal ma na celu pokazanie całej mozaiki kultur i religii, które składały się na dziedzictwo kulturowe – twórczość muzyczną na ziemiach polskich. Zwykle w ramach festiwalu proponowane są koncerty twórców – Polaków pochodzenia polskiego, żydowskiego, rosyjskiego, niemieckiego, ukraińskiego itd. itd. W praktyce zatem festiwal proponuje wymiennie cztery tradycje każdego roku. Zwykle jest polska, żydowska, rosyjska i jakaś czwarta.
Wczoraj wieczorową porą był na przykład koncert Orkiestry i Chóru Filharmonii Krakowskiej pod dyrekcją Michała Klauzy. W repertuarze – utwory fantastycznych dwudziestowiecznych kompozytorów polskich pochodzenia żydowskiego. Najpierw Henryka Warsa i jego Maalot oraz City Sketches. Jego piosenki śpiewała cała Polska! Nadal często są nucone: „Ach jak przyjemnie kołysać się wśród fal…”, „Miłość ci wszystko wybaczy” albo „Dobranoc oczka zmruż”. Największe gwiazdy kina i estrad międzywojennej Polski sięgały po jego utwory z upodobaniem. Utwory Warsa śpiewała Ordonka, Szczepcio i Toncio, Eugeniusz Bodo, Jadwiga Smosarska itd. Dwa utwory zaproponowane w koncercie stały się fantastycznym wprowadzeniem w przyjemny nastrój… Mieczysław Wajnberg dla mnie chyba najbardziej kojarzy się z muzyką filmową na przykład z „Fredek uszczęśliwia świat”. W trakcie koncertu wybrzmiały Melodie polskie op. 47 nr 2. Och jak fruwały dźwięki mazurków, oberków, krakowiaków! I nie tylko ja miałam ochotę ruszyć do tańca 😉 Po przerwie Chichester Psalms Leonarda Bernsteina. I tu już zrobiło się bardzo religijnie i duchowo. Orkiestra, chór i wśród solistów młodziutki śpiewak Stefan Bertman. Najpierw huknął chór! A potem przy cichutkim akompaniamencie harf, aksamitnym szepczącym niemal głosem Bertman zaczął wyśpiewywać „דְּעוּ– כִּי יְהוָה, הוּא אֱלֹהִים:” (Wiedzcie, że Pan jest Bogiem). Ja wtedy poczułam, że w tej szepczącej muzyce jest obecny Ha.szem… Piękny koncert! Prawdziwie pokazujący mozaikę dziedzictwa kulturowego muzycznego Polski.
Ależ miła wizyta i równie miła rozmowa była!!! W Radio Opole nagraliśmy audycję o tym… Czy to prawda, że we fryzurach doby rokoko można było znaleźć klatkę z kanarkiem Kto pierwszy założył buty na obcasie
7 maja, do słuchania audycji „Więcej kultury” od godz. : do : zaprosiła redaktor Katarzyna Zawadzka (której za zaproszenie dziękuję!! ).
A na stronie Radia Opole można posłuchać podcast (cała audycja! )
6 maja 2026 w Dom Kultury w Ozimku, Szkoła Dorosłego Człowieka świętowała 10-lecie działalności. W ramach obchodów wykład ” Religia jako inspiracja dla kreowania wizerunku i nowinek modowych ? ” wygłosiła dr hab. Lucyna Maria Rotter prof. UPJP Było o tym jak ważne są fatałaszki 🙂. Jak ważne jest odważnie stworzyć swój własny, indywidualny i niepowtarzalny (i koniecznie prawdziwy!) wizerunek. I jak religia (dowolnie wybrana 🙂 ) może stać się inspiracją dla kreowania mody. 🙂
Po wykładzie był czas na podpisywanie książek autorstwa Pani Profesor: „Z wieszaka historii. Ubiór jako element kodu kulturowego”, oraz „Co można opowiedzieć ubiorem? t.1: Semantyka strojów zakonnych,” i „Co można opowiedzieć ubiorem? t.2: Leksykon habitów i strojów zakonnych” Wydawnictwo Avalon Można było też zrobić sobie zdjęcie na ściance, w stylizacji inspirowanym religią i historią.
Organizacyjnie całość ogarnęła Halina Oster, a wtórowała jej Violetta Lubiewska. Drogie Panie – dziękuję za zaproszenie!!!!
Od VIII wieku istnieje i rozwija się pięknie berberyjskie miasto Meknes. Stąd zresztą nazwa – od berberyjskiego plemienia Miknasa. To jedno z czterech cesarskich miast Maroka (obok Marrakeszu, Fezu i Rabatu). Za czasów sułtana Ismaila Ibn Sharifa miasto było nawet stolicą! Wtedy też pojawiły się pałace i bramy i mury a wszystko bajecznie zdobione. Meknes to duże miasto ale do zwiedzania głównie medyna jest rekomendowana. Bo i mnogość interesujących miejsc tu jest!
Wielki Meczet Meknes – faktycznie spory. Jakieś 3,5 tys. metrów kwadratowych powierzchni! Powstał w XII wieku ale potem wielokroć był przebudowywany i remontowany. Jak tam kolorowo i wytwornie… I woda w licznych fontannach milo szmerze… A żyrandole! No i fajansem zielonym pokryty minaret, sterczy dumnie nad całością jak latarnia morska. Zabytkowych i dobrze zadbanych meczetów w mieście kilkanaście co najmniej. Z zabytków sakralnych warto wspomnieć też o synagodze Meira Toledano. Pierwszą synagogę w tym miejscu zbudowano w XIII wieku ale ta, pochodzi z XVII wieku. Odbudowana została po zniszczeniu pierwotnej przez trzęsienie ziemi.
Sam kompleks pałacowy to właściwie „cesarskie miasto” – bo system kilku pałaców, ogrodów, obiektów sakralnych i innych takich tam! Sułtan Moulay Isma’ila panował jakieś 55 lata, i cały czas ten kompleks budował – to się rozmach sam jakoś zrobił… 😉 Sam system wodociągów i studni, robi wrażenie! W jego skład wchodzi ni to sztuczne jezioro, ni to zbiornik wodny… – Heri es-Swani or Heri es-Souani. W skład zabudowań wchodził „Dom Dziesięciu Norias” – budynek z kopułami i systemami hydraulicznymi, dzięki którym woda docierała na powierzchnie z odległych źródeł. Najstarszym z pałaców jest Dar el-Kebira – prywatna rezydencja sułtana. Wzniesiony pod koniec XVII wieku. Osobny spory budynek to była sala audiencyjna. Nieopodal jest mauzoleum, gdzie zmarli członkowie rodziny sułtana spoczywają. Oprócz tego – Bab Mansur al-’Alj – najbardziej znana i spektakularnie wyglądająca brama miasta. Nigdy nie był jakoś mocno obronna. Raczej pełniła funkcje reprezentacyjne. Sama nazwa „Zwycięskiego apostaty” nadana została na cześć architekta – chrześcijanina który przeszedł na islam. Mniej lub bardziej ozdobnych bram w mieście – sześć można zobaczyć.
A wieczorowo porą, umęczeni zwiedzaniem i często też upałem możemy zaglądnąć na Place el-Hedim. Nazwa dosłownie znaczy tyle co gruz lub gruzowisko, bo i sułtan gdy budował swój pałac, mnóstwo zabudowań tu istniejących po prostu wyburzył by zapewnić sobie przestrzeń… No i przestrzeń się w pałac zamieniła który teraz przyciąga artystów, wydarzenia kulturalne a i do takiego normalnie miłego spędzania czasu się nadaje jak nic.
PS
Różni artyści tu się prezentują. Jedne z jakąś kobrą i innymi gadami pozwalał sobie muzykować. Znaczy on grał, a gady tańcowały. 😊 😊 Na długiej ogniskowej fotę zrobiłam… oj, na bardzo długiej…