„Festiwal 4 tradycji” w Krakowie, szósta odsłona. Podoba mi się ten pomysł – zwłaszcza, że coraz bardziej z roku na rok staje się doprecyzowany koncepcyjnie i coraz lepszy! Festiwal ma na celu pokazanie całej mozaiki kultur i religii, które składały się na dziedzictwo kulturowe – twórczość muzyczną na ziemiach polskich. Zwykle w ramach festiwalu proponowane są koncerty twórców – Polaków pochodzenia polskiego, żydowskiego, rosyjskiego, niemieckiego, ukraińskiego itd. itd. W praktyce zatem festiwal proponuje wymiennie cztery tradycje każdego roku. Zwykle jest polska, żydowska, rosyjska i jakaś czwarta.
Wczoraj wieczorową porą był na przykład koncert Orkiestry i Chóru Filharmonii Krakowskiej pod dyrekcją Michała Klauzy. W repertuarze – utwory fantastycznych dwudziestowiecznych kompozytorów polskich pochodzenia żydowskiego. Najpierw Henryka Warsa i jego Maalot oraz City Sketches. Jego piosenki śpiewała cała Polska! Nadal często są nucone: „Ach jak przyjemnie kołysać się wśród fal…”, „Miłość ci wszystko wybaczy” albo „Dobranoc oczka zmruż”. Największe gwiazdy kina i estrad międzywojennej Polski sięgały po jego utwory z upodobaniem. Utwory Warsa śpiewała Ordonka, Szczepcio i Toncio, Eugeniusz Bodo, Jadwiga Smosarska itd. Dwa utwory zaproponowane w koncercie stały się fantastycznym wprowadzeniem w przyjemny nastrój… Mieczysław Wajnberg dla mnie chyba najbardziej kojarzy się z muzyką filmową na przykład z „Fredek uszczęśliwia świat”. W trakcie koncertu wybrzmiały Melodie polskie op. 47 nr 2. Och jak fruwały dźwięki mazurków, oberków, krakowiaków! I nie tylko ja miałam ochotę ruszyć do tańca 😉 Po przerwie Chichester Psalms Leonarda Bernsteina. I tu już zrobiło się bardzo religijnie i duchowo. Orkiestra, chór i wśród solistów młodziutki śpiewak Stefan Bertman. Najpierw huknął chór! A potem przy cichutkim akompaniamencie harf, aksamitnym szepczącym niemal głosem Bertman zaczął wyśpiewywać „דְּעוּ– כִּי יְהוָה, הוּא אֱלֹהִים:” (Wiedzcie, że Pan jest Bogiem). Ja wtedy poczułam, że w tej szepczącej muzyce jest obecny Ha.szem… Piękny koncert! Prawdziwie pokazujący mozaikę dziedzictwa kulturowego muzycznego Polski.
Ależ miła wizyta i równie miła rozmowa była!!! W Radio Opole nagraliśmy audycję o tym… Czy to prawda, że we fryzurach doby rokoko można było znaleźć klatkę z kanarkiem Kto pierwszy założył buty na obcasie
7 maja, do słuchania audycji „Więcej kultury” od godz. : do : zaprosiła redaktor Katarzyna Zawadzka (której za zaproszenie dziękuję!! ).
A na stronie Radia Opole można posłuchać podcast (cała audycja! )
6 maja 2026 w Dom Kultury w Ozimku, Szkoła Dorosłego Człowieka świętowała 10-lecie działalności. W ramach obchodów wykład ” Religia jako inspiracja dla kreowania wizerunku i nowinek modowych ? ” wygłosiła dr hab. Lucyna Maria Rotter prof. UPJP Było o tym jak ważne są fatałaszki 🙂. Jak ważne jest odważnie stworzyć swój własny, indywidualny i niepowtarzalny (i koniecznie prawdziwy!) wizerunek. I jak religia (dowolnie wybrana 🙂 ) może stać się inspiracją dla kreowania mody. 🙂
Po wykładzie był czas na podpisywanie książek autorstwa Pani Profesor: „Z wieszaka historii. Ubiór jako element kodu kulturowego”, oraz „Co można opowiedzieć ubiorem? t.1: Semantyka strojów zakonnych,” i „Co można opowiedzieć ubiorem? t.2: Leksykon habitów i strojów zakonnych” Wydawnictwo Avalon Można było też zrobić sobie zdjęcie na ściance, w stylizacji inspirowanym religią i historią.
Organizacyjnie całość ogarnęła Halina Oster, a wtórowała jej Violetta Lubiewska. Drogie Panie – dziękuję za zaproszenie!!!!
Od VIII wieku istnieje i rozwija się pięknie berberyjskie miasto Meknes. Stąd zresztą nazwa – od berberyjskiego plemienia Miknasa. To jedno z czterech cesarskich miast Maroka (obok Marrakeszu, Fezu i Rabatu). Za czasów sułtana Ismaila Ibn Sharifa miasto było nawet stolicą! Wtedy też pojawiły się pałace i bramy i mury a wszystko bajecznie zdobione. Meknes to duże miasto ale do zwiedzania głównie medyna jest rekomendowana. Bo i mnogość interesujących miejsc tu jest!
Wielki Meczet Meknes – faktycznie spory. Jakieś 3,5 tys. metrów kwadratowych powierzchni! Powstał w XII wieku ale potem wielokroć był przebudowywany i remontowany. Jak tam kolorowo i wytwornie… I woda w licznych fontannach milo szmerze… A żyrandole! No i fajansem zielonym pokryty minaret, sterczy dumnie nad całością jak latarnia morska. Zabytkowych i dobrze zadbanych meczetów w mieście kilkanaście co najmniej. Z zabytków sakralnych warto wspomnieć też o synagodze Meira Toledano. Pierwszą synagogę w tym miejscu zbudowano w XIII wieku ale ta, pochodzi z XVII wieku. Odbudowana została po zniszczeniu pierwotnej przez trzęsienie ziemi.
Sam kompleks pałacowy to właściwie „cesarskie miasto” – bo system kilku pałaców, ogrodów, obiektów sakralnych i innych takich tam! Sułtan Moulay Isma’ila panował jakieś 55 lata, i cały czas ten kompleks budował – to się rozmach sam jakoś zrobił… 😉 Sam system wodociągów i studni, robi wrażenie! W jego skład wchodzi ni to sztuczne jezioro, ni to zbiornik wodny… – Heri es-Swani or Heri es-Souani. W skład zabudowań wchodził „Dom Dziesięciu Norias” – budynek z kopułami i systemami hydraulicznymi, dzięki którym woda docierała na powierzchnie z odległych źródeł. Najstarszym z pałaców jest Dar el-Kebira – prywatna rezydencja sułtana. Wzniesiony pod koniec XVII wieku. Osobny spory budynek to była sala audiencyjna. Nieopodal jest mauzoleum, gdzie zmarli członkowie rodziny sułtana spoczywają. Oprócz tego – Bab Mansur al-’Alj – najbardziej znana i spektakularnie wyglądająca brama miasta. Nigdy nie był jakoś mocno obronna. Raczej pełniła funkcje reprezentacyjne. Sama nazwa „Zwycięskiego apostaty” nadana została na cześć architekta – chrześcijanina który przeszedł na islam. Mniej lub bardziej ozdobnych bram w mieście – sześć można zobaczyć.
A wieczorowo porą, umęczeni zwiedzaniem i często też upałem możemy zaglądnąć na Place el-Hedim. Nazwa dosłownie znaczy tyle co gruz lub gruzowisko, bo i sułtan gdy budował swój pałac, mnóstwo zabudowań tu istniejących po prostu wyburzył by zapewnić sobie przestrzeń… No i przestrzeń się w pałac zamieniła który teraz przyciąga artystów, wydarzenia kulturalne a i do takiego normalnie miłego spędzania czasu się nadaje jak nic.
PS
Różni artyści tu się prezentują. Jedne z jakąś kobrą i innymi gadami pozwalał sobie muzykować. Znaczy on grał, a gady tańcowały. 😊 😊 Na długiej ogniskowej fotę zrobiłam… oj, na bardzo długiej…