Miesiąc: luty 2025

Ateny (Grecja) – Muzeum Akropolu

Co można zobaczyć w Muzeum Akropolu  – ano jak sama nazwa wskazuje. 😊I to tak od czasów mykeńskich do wczesnochrześcijańskich wszystko co archeolodzy wygrzebali na Akropolu i w okolicy. Ze 4 tys. eksponatów jak nic. 😊 Jedne znane bardzo – inne zupełnie nie. Jedne w całości – inne szczątkowe. Jedne takie na co dzień – inne zdecydowanie od święta. Są więc kariatydy (te z Erechtejonu). Kiedyś podtrzymywały belkowanie zadaszenia portyku. Teraz zastąpiły je młodsze koleżanki – kopie, a one relaksują się w muzeum. W sumie belkowanie trzymały dzielnie wiele, wiele wieków! Zasłużyły. 😊 Jakoś w 460 r pne powstała płaskorzeźba Atena zadumana. Faktycznie się zadumała.. Stoi podparta o włócznie… Może myśli o wygranych bitwach? A może o tych, których pokonała i za jaką cenę… Trochę płaskorzeźb, które spod dłuta samego Fidiasza wyszły. Piękne niczym marzenie! Ale też i przecież Fidiasz wielkim mistrzem był! Taki ówczesny celebryta ale w wersji mistrzunio. 😊 Całość w doskonałej aranżacji wystawienniczej (tak troszkę kosmicznie albo matrix), kusi by łazić po muzeum godzinami – co i Nike sama rekomenduje wiążąc sandał dla wygody chodzenia… 😉Lubię tę płaskorzeźbę. Pojęcia nie mam dlaczego. Może przez lekcję języka polskiego w szkole podstawowej. Sto lat temu ale nadal pamiętam, jak Pani Jadwiga Machowska czytała i interpretowała nam wiersze o Nike… Ten Pawlikowskiej i ten Herberta i ten Wyspiańskiego tekst też… A potem po latach gdy widziałam Nike w Paryżu brzmiały mi „wietrzne szaty” które wiatr potargał, a w Atenach Wyspiański szeptem pytał do ucha:

…Znacie tę Nike Fidiaszową,
jak sandał wiąże szybka,
jak ze zwróconą w górę głową,
(tej brak, gdyż dzieło jest fragmentem)
wstrzymana w locie, gibka,
sandał chce splątać rozplątany
a strój jej, taśmą nie wiązany,
z polotnych fałdów tors odkrywa
i pierś na ciele wpół przegiętem.
Otóż to ona się odzywa…

.

„Historia na wybiegu”, cz. 3 „Szelest krynolin i wachlarzy”

Na przestrzeni lat moda kształtowała zmysłowość ludzi, rozbudzała ich potrzeby i rozwijała kreatywność. Strój prowokował, informował, czasem nawet był wyrazem buntu. Prowadząca spotkanie Lucyna Maria Rotter zagląda do „szafy dziejów” pełnej historycznych faktów, symbolicznych przekazów, postaci i rekwizytów, pełnej modowych zagadek. W tym podglądaniu historii wspierają ją tancerze ze Szkoła Tańca Jane Austen.

Trzecie spotkanie „Szelest krynolin i wachlarzy”

Wielkie bale kostiumowe lub karnawałowe zawsze kuszą… I zawsze są pretekstem do myślenia o wyjątkowym budzącym zachwyt stroju. Kostium lub kreacja powinna przecież być „wydarzeniem artystycznym”! Wiele bali organizowanych przed wiekami przeszło do historii. Na przykład ten Filipa Dobrego w 1432 gdzie wszyscy goście byli ubrani w biało – złote stroje. A z bliższych nam – na przykład bal na 1000 osób zorganizowany przez Artura Potockiego albo bale markizy Luisy Casati. W Polsce międzywojennej bale były arcyspektakularne. Zarówno bohema jak i elita prześcigały się w niekonwencjonalnych pomysłach (również tych kostiumowych) o których później – pisały gazety… A jak jest dzisiaj? Jaka etykieta w stroju obowiązuje na wieczorne wyjścia – te bardzo wielkie i te nieco mniejsze?

Scenariusz i prowadzenie Lucyna Maria Rotter, aranżacja aktorska: Maja Zawada, Konrad Zawada, kierownictwu projektu i nadzór producencki Justyna Kasińska , fot. Bogdan Krężel, Piotr Idem realizacja nagrania rolki Anna Stasiak.

Pałac Krzysztofory – oddział Muzeum Krakowa

Warszawa – Teatr Wielki Opera Narodowa „Czarodziejski flet”

Zakochali się w sobie, pokonali wszelkie przeciwności i żyli długo i szczęśliwie. Ot cały „Czarodziejski flet” Mozarta. I to tak hurtowo bo i Tamino i Papageno i Monostatos w sumie też (choć tu akurat z miłosnych planów nic nie wyszło). Tak w ogóle bardzo „walentynkowa” ta opera. Ale jest też zła Królowa Nocy, która podstępem i kłamstwem próbuje namieszać, ale sumarycznie miłość zwyciężą. Tamiono żeni się z  Paminą a Papageno z Papagenią.

W „Czarodziejskim flecie” doszukiwano się zawsze bogatej symboliki i odniesień np. do wolnomularstwa. Przecież to nie możliwe by to była tylko baśń o triumfie miłości… A może jest tylko/aż baśnią o triumfie miłości? Tak czy tak – skonstruowana jest w sposób prowokujący do niebanalnych rozwiązań scenicznych. Tak też było w Operze Narodowej w Warszawie. Spektakl kompletnie odjechany scenicznie, reżyserko i scenograficznie! Cudo! Tak coś pomiędzy „W starym kinie”, „Bajkami robotów” Lema a „Alicją w krainie czarów”. Na scenie ekran iście kinowy i na nim zbudowana wizualizacjami i kreskówkami opowieść utrzymana w klimacie – jak wyżej 😊 Wokalnie i muzycznie – oczywiście prima sort 😊 Słynne arie (na przykład najbardziej znana chyba Aria Królowej Nocy) wzbudzały brawa, zabawne momentami kreskówki – wzbudzały śmiech, w efekcie Suzanne Andrade i Barie Kosky wyreżyserowali fantastyczny spektakl z serii takich do miłego spędzenia wieczoru. Animacje Paulla Baritta rozbiły bank. A dla mnie osobiście – zdecydowanie numer jeden to Papageno (Hubert Zapiór). I to nie tylko dlatego że świetny z niego baryton. Wykreował aktorsko przemiłą postać takiego śmieszno-dobrotliwego trochę Chaplina trochę Keatona. Byłam skłonna mu uwierzyć że naprawdę szuka swojej upragnionej pięknej kobiety i naprawdę chce jej ofiarować miłość. A słynny duet Papagena i Papageny – wprost miód i orzeszki!  

© 2026 Lucyna Maria Rotter

Theme by Anders NorenUp ↑