Miesiąc: wrzesień 2024 (Page 12 of 16)

Hiszpania – Eunate

Romańskich perełek w prowincji Navarra – milion! Co dwa trzy kilometry jakiś kościół pielgrzymkowy z metryczką średniowieczną albo pustelnia albo klasztor… Santa María de Eunate (pierwotną nazwę można przetłumaczyć jako „dobre drzwi”) wybudowano na styku dwu dróg pielgrzymkowych do Santiago. Najpierw była tu pustelnia może też szpital dla pielgrzymów. W odnalezionych grobach, były też muszle jakubowe – więc to pochowani prawdopodobnie pielgrzymi którzy zmarli w drodze… Obecna świątynia jest na planie ośmioboku i otoczona arkadami z 33 kolumn.

Skąd się tu wzięła i to w takim kształcie? Wybudowana w szczerym polu… Jak na pierwotną pustelnie – ok. Ale to w sumie kościół. Miejsce do zatrzymania się strudzonych pielgrzymów na rozstaju dróg – może tak. Sporo tu elementów symbolicznych. Sam układ ośmioboku nawiązuje w symbolice chrześcijańskiej do zmartwychwstania lub rodzenia się do nowego życia. Niektórzy doszukują się w dekoracjach wręcz symboli ezoterycznych. Czasem kojarzona jest z templariuszami – ale nic właściwie na to nie wskazuje…

Hipotez mnogość, nic pewnego za wyjątkiem tego że w szczerym polu stoi romańska świątynia skrywająca miliony symboli i nie rozwiązanych dotąd zagadek…

Hiszpania – Figueres

Muzeum z jajami. Nie, nie! To żaden wulgaryzm ani figura retoryczna! Muzeum Salvadora Dali w Figueres jest par excellence z jajami. Cały budynek, wnętrze i plac przed, udekorowany jest mniejszymi i większymi jajkami. W swoim rodzinnym mieście, Dali założył muzeum w budynku starego teatru miejskiego. Muzeum godne pokręconego geniuszu artysty! W sumie to rodzaj mauzoleum, bo prochy twórcy umieszczone zostały pod granitową płytą we wnętrzu gmachu. Najsłynniejszych dzieł Salvadore tu nie ma ale te, które wypełniają wnętrza – wprowadzają w świat sennych iluzji, fantazji, wizji. To labirynt pokręconych myśli i wizualizacji Salvadora… Gdy się raz przekroczy próg – trudno z tego labiryntu wyjść, znacznie łatwiej jest się zagubić… A skąd te jajka? To jeden z częściej powtarzających się motywów w twórczości Dalego. Podobno zwykł mawiać ze „wykluł się z jajka” (I chyba trochę w to wierzę 🙂 ). Najczęściej symbol ten wykorzystywał jako odniesienie do odrodzenia, zmartwychwstania, zbawienia, wyzwolenia, „wyklucia się” tego co nowe – nieskażone.

W samym Figueres, jest oczywiście sporo innych ciekawych miejsc typu XVIII-wieczna forteca de Sant Ferran (największa w Europie z tego okresu!), kościół Esglesia de Sant na San Pere itp. Ale po odwiedzeniu Dalego, na czymś co rzeczywiste – trudno się skupić. 🙂

Hiszpania – Girona

Ostatnio kolega powiedział mi, że nie ma w Hiszpanii brzydkich miast. Choć zasadniczo lubię się kłócić – muszę mu przyznać rację. Nie ma takiego pojęcia jak zbyt częste podróże w tamte rejony (celowo takiego sformułowania używam mając świadomość różnorodności i zarazem podobieństw np. Katalonii, Balearów, Galicji, Andaluzji, Aragonii itd. itp.). Generalnie jednak w Hiszpanii nie ma brzydkich miast!

Kilkakrotnie miałam okazję być w katalońskiej Gironie. To chyba jedno z cudowniejszych średniowiecznych miast Hiszpanii. Miasto założył Pompejusz ok 79 pne. W V wieku przeszło w ręce Wizygotów a potem Arabów. Karol Wielki podbił na chwilę miasto. Przez kilka dobrych wieków prężnie rozwijała się tutaj gmina żydowska. I właściwie każdy z tych okresów, każda z tych religii i kultur, odbiła na mieście swoje piętno, każda pozostawiła swój ślad.

Najważniejszą świątynią miasta jest Catedral de Santa María. Zaczęto ją budować w XI wieku – skończono w XVIII. Wzniesiona na miejscu wcześniej istniejącego tu mauretańskiego meczetu. Jak to w Hiszpanii, kościół jest bogato zdobiony, wręcz koronkowo, ale największe wrażenie robi – największe gotyckie sklepienie na świecie! Jest też romańsko-gotycko-barokowy kościół Sant Feliu, który skrywa w swym wnętrzu nagrobki z czasów rzymskich. Poza tym kilka klasztorów, łaźnia arabska, wielka żydowska dzielnica El Call, fantastyczne mosty, a na deser odrobina Secesji, niczym lukier okrasza ten stylowy przekładaniec.

Któregoś razu do Girony zaglądnęłam tak po drodze, przy okazji. I… trafiłam na cudowny anturaż. Całe miasto obsypane kwiatami. To nie jest figura retoryczna! Dosłownie obsypane! Kwiaty wysypywały się ze wszystkich okien, oblepiały ulice i domy, walały się po schodach i podwórkach… Cudownie pachniało, cudownie łechtało estetyką barw, cudownie po prostu było… Jak się później okazało trafiłam na coroczny festiwal kwiatów. Girona wówczas, przez kilka majowych dni przeradza się w mozaikę kwiatowych kompozycji, muzyki, światła… i jeszcze szmer fontann. I jeszcze zwykle w tym samym czasie A Capella festival….

Chyba nabieram ochoty na to by odwiedzić po raz kolejny Hiszpanię… 🙂 W Hiszpanii nie ma brzydkich miast!

Hiszpania – Guadalupe

Guadalupe. Pierwsze skojarzenia to: Meksyk, Objawienia Maryjne, Juan Diego… A! i jeszcze Cejrowski! To wszystko prawda, ale nie trzeba jechać za Wielką Wodę by odwiedzić Guadalupe. Wystarczy Hiszpania.

Guadalupe to niewielkie lecz urocze miasteczko. Właściwie największym budynkiem i atrakcją zarazem, jest XIV wieczny (z licznymi późniejszymi przebudowami) klasztor skrywający nie tylko cenną figurę ale i gigantyczną ilość bezcennych dzieł sztuki: małe szkice Goi, wielkie płótna Zurbarana, obrazy El Greco… Będąca celem pielgrzymek, znajdująca się w głównym ołtarzu kościoła, niewielka cedrowa figurka Madonny to jeden z wielu w świecie wizerunków Maryi, którego autorstwo przypisuje się św. Łukaszowi. Jak często bywa odnaleziona w cudowny sposób przez ubogiego pasterza, do dziś cieszy się niesłabnącym kultem – i właściwie to ostatnie najcenniejsze!

Po klasztorze oprowadza miły starszy zakonnik (gdy uzbiera się grupa chętnych). Spacerujemy po krużgankach, celach przerobionych na sale wystawowe. Zaglądamy do zakrystii. Zakonnik (nazwijmy go roboczo np. Don Giorgio) łamanym włoskim pyta mnie skąd pochodzę. Gdy odpowiadam, uśmiecha się serdecznie „O! Giovanni Paolo II”. Potwierdzam. Wchodzimy do niewielkiej kaplicy na pięterku. Don Giorgio uśmiechnął się szelmowsko, zawołał wszystkich gestem i zapowiedział szeptem „sorpresa”. Nacisnął jakąś dźwignię i ołtarz się przekręcił a przed nami, oko w oko stanęła figura Matki Bożej z Guadalupe. Widok chwilowo odebrany wiernym zgromadzonym w kościele, nas solidnie zaskoczył i ucieszył. Choć największą radość z niespodzianki miał szeroko uśmiechający się Don Giorgio!

Hiszpania – Javier

Warowne zamczysko Javier którego historia sięga X wieku. Potężny i budzący respekt! W tym „domku” wychował się Franciszek Ksawery – późniejszy misjonarz i święty jezuita. Na obecną bryłę zamczyska nałożyły się kolejne przebudowy. Najbardziej leciwe części to Torre del Santo Cristo, donżon San Miguel, bastion i kaplica. Kaplica jest niewielka – jak to w zamkach, ale jest w niej zachowana unikatowa polichromia danse macabre. W absydzie natomiast przekornie (a może tylko pobłażliwe…) uśmiechający się z krzyża Jezus… Polichromowany krucyfiks z XV wieku. Faktycznie taka średniowieczna Mona Lisa w wersji sacrum. 😊 Bezpośrednio do bryły zamku przylega bazylika Franciszka Ksawerego. Kolorystycznie spójne ale kościół wzniesiono na przełomie XIX i XX wieku. Wnętrze – ot neogotyckie. Fasada jednak dobrze się komponuje z sąsiadującymi średniowiecznymi murami. Dokładnie naprzeciw tejże fasady – opactwo wzniesione przez rodziców Ksawerego. W kościele tym zresztą Franciszek został ochrzczony, podobno w chrzcielnicy która tam stoi do dziś. Przy czym tak dokładnie to opactwo było tu od ok 1200 roku, potem w XV to fundowane przez Javier a obecna bryła to przebudowa XVIII wieczna. Tuż przy murach opactwa z trawnika nieśmiało wyłaniają się maleńkie stele nagrobne, pewnie mieszkańców zamku, może też zakonników, nie wiem… A całość otulona cyprysami, platanami, brzozami i dziesiątkami innych szumiących w ciszy, potężnych drzew…

Hiszpania – Lloret de Mar

Do Lloret de Mar przyjeżdżają głównie osoby kochające foczenie na plaży w dzień i drinki w ogródkach oraz klubach w nocy… Taki klimat… Ale jak to w Catalunya, w każdym najmniejszym miasteczku – pięknie jest. Historię miasto ma leciwą bo sięgającą ok. dwu tysięcy lat, ale zabytki trzeba wyłuskiwać z gąszcza klubów, kawiarni i sklepików z pamiątkami. Na przykład Castillo de Sant Joan – XI wieczny zamek dumnie wiszący nad brzegiem morza (nie mylić z Castell d’en Plaja – ten jest z początku XX wieku). Najstarszym chyba zabytkiem sakralnym jest kościół Iglesia de Sant Romà (sam początek XVI wieku) – ale i tak przebudowany, że bardziej w klimat secesji się wpisuję (przynajmniej na zewnątrz). Do tego dołóżmy kilka pustelni eremickich, stanowiska i muzeum archeologiczne.

Ale te kluby! Raz wybrałam się na wieczór flamenco. Atrakcja turystyczna jakich milion w każdym zakątku świata. Nie spodziewałam się niczego z efektem wow… A tu… kolacja, sala, gwar… to jak zwykle. Ale tancerze…. Prima sort! Jeden – przypuszczam solista, długowłosy wysoki mężczyzna, w którymś momencie zaczął wystukiwać obcasami rytm. Przyspieszał i przyspieszał, wygaszono światło, reflektor punktowy oświetlał tylko jego. Cisza i coraz szybszy stukot obcasów. W którymś momencie wykonał szybki obrót. Z peleryny jego włosów pofrunęły krople, błyszcząc diamentami w świetle reflektora. Był klimat… A i panie w kilkudziesięciu kreacjach… no zrobili robotę!

Jeśli komuś atrakcje życia nocnego i plażowania znudziły się nieco, może wybrać się na spacer do ogrodów św. Klotyldy. To zdecydowanie jeden z piękniejszych ogrodów w Europie! No a na pewno w czołówce ma nie najgorsze miejsce. Na lekkim wzniesieniu, momentami na zboczu, niemal schodzi płynnie do brzegu morza. Samo założenie ogrodowe powstało w 1919 roku, a zaaranżował je słynny Nicolau Maria Rubió i Tudurí. Głównie kompozycje wykreowane zostały z traw, krzewów, pnączy, drzew. Generalnie wszelkie odcienie zieleni. Z akcentami jedynie kwiatów lub zatopionych w gąszczu roślin – rzeźb. Można się w tej zieleni i delikatnym chłodzie zagubić…

Hiszpania – Lloret de Mar, cmentarz

Być może to dziwne ale lubię spacerować po alejkach cmentarnych. Dobrze mi się wtedy rozmyśla. Szczególnie często, z kilku powodów, bywam na pięknych zwłaszcza jesienią, krakowskich Rakowicach lub na Miodowej w Krakowie. Dzisiaj jednak (może przez pogodę, która mizernie zachęca do wyjścia) myśl pomknęła w inne rejony. Choć nadal eschatologicznie – to cokolwiek cieplej. 🙂

Jedno z bardziej znanych katalońskich miasteczek turystycznych to Lloret de Mar. Sporo tu atrakcji turystycznych – zarówno tych „plastikowych” jak i tych dla bardziej wyrafinowanych globtroterów oczekujących na obcowanie z kulturą lub naturą. Jest też cmentarz. Cudowna perła secesji! Małą architekturę sepulkralną tworzyli tu najwięksi artyści (między innymi Josep Puig i Cadafalch, Antoni M. Gallissà, Soqué Lluís Llimona, Bonaventura Conill, Montobbio Ismael Smith i Mari, Eusebi Arnau itd. itd), których dziełami zachwyca się Barcelona – a z nią cały świat. To głównie szkoła jednego z moich ulubieńców – Gaudiego! A, że uczniowie w sumie godni mistrza – rzeczony cmentarz wprawia nie tyle w zadumę co w zachwyt. Cmentarz w Lloret de Mar został oficjalnie otwarty w 1901 roku (powstawał pięć lat), a powstał z przeznaczeniem dla majętnych Hiszpanów (Los Indianos), którzy chcieli swe doczesne szczątki złożyć w rodzinnej ziemi. I składali, wcześniej oznaczając miejsce pochówku cudownymi (i sporo kosztującymi) kaplicami, rzeźbami, nagrobkami, ozdobnymi portalami, mauzoleami itd. Efekt – gdziekolwiek by nie spojrzeć, wijące się linie, jakby naśladujące pomięte wybrzeże Costa Brava. Tutaj wyrastają kamienne lilie a w innym miejscu ktoś rozsypał kamienne róże. Mnóstwo tu zadumanych aniołów… A może nie aniołów, a tylko poetyckich kobiet, które zastygły tak wpatrzone w czmychającą z nagrzanego kamienia jaszczurkę…

Hiszpania – Merida

Hmmm…. Rzymskie miasto właściwie… I tak też hiszpańska Merida jest nazywana – „Hiszpański Rzym”. 😊 Miasto założył Oktawian August w 25 r pne. Okres rzymski fantastycznie miasto uposażył w budowle. Sporo z nich się zachowało do dzisiaj. Marek Agrypa wzniósł teatr. Oooolbrzymi! Tak na około 6 tys. widzów! Zachował się też nieopodal teatru – amfiteatr, i ciut dalej cyrk i urokliwy 800 metrowy most łączący brzegi Gwadiany. Są też kosmicznie wręcz wyglądające resztki akweduktu. „Cudowny akwedukt” ale nie dlatego że jakieś czary czy cuda. Po prostu – jak to się stało że jeszcze stoi… Nikt nie wie! Cud panie cud! 😊 Są też świątynie np. ta Diany i mrowie innych elementów, które infrastrukturę miejską tworzyły. W każdym razie Merida zabytkami rzymskimi stoi (czasem na głowie, jak jedna z kolumn… ale jednak stoi 😉 ). Potem Wizygoci, okres arabski i okres Bizancjum, ale sumarycznie z tych wszystkich – zabytków jest mniej niż rzymskich. W sumie niewielkie miasto, które historią ocieka! Piękne – dla mnie – zwłaszcza wieczorem, gdy o złotej godzinie ciepłe promienie słońca muskają i pieszczą ruiny antyku, otulają kapitele kolumn… Czasem tylko się gubiąc z lekkim zakłopotaniem, gdy kolumny do góry nogami stają. 😊

Hiszpania – Pampeluna

Pampeluna jest jednym z bardziej kalejdoskopowych miast Hiszpanii – tak myślę. Z jednej strony starożytność z drugiej nowoczesność a po środku ślady wszystkich możliwych epok i styli. Widać też scalenie w jeden organizm miejski osobnych trzech dzielnic, które przecież jednak historycznie były osobnymi jednostkami. Niby scalenie w XV wieku się stało – ale i tak się wyczuwa różnice pomiędzy burgos Navarrería, Saint Sernin i Saint Nicholas. A dodajmy do tego jeszcze późniejsze i zupełnie nowe tereny np. Rochapea, Milagrosa i Chantrea …

Miasto założone zostało jako garnizon wojsk cesarstwa rzymskiego. Potem kilka epizodów, na przykład z Wizygotami lub Maurami. Karol Wielki otoczył murami Pampelunę. W IX wieku powstało królestwo Nawarry a Pampeluna stała się jego stolicą. Tak było do XVI wieku kiedy to królestwo połączone zostało z Kastylią.

Gdy spaceruje się ulicami Pampeluny trudno oprzeć się wrażeniu takiego historycznego kalejdoskopu. Tu mocarna i górująca cytadela z XVI wieku, tu jakoś barokowy portal, tam klasycystyczny budynek Palacio de Navara, a ówdzie całkiem współczesna rzeźba pomnikowa. Wracając do cytadeli – tak naprawdę trudno ją datować bo w sumie średniowieczne umocnienia miasta były przebudowane i ulepszane XVI, XVII i XVIII wieku. Dzisiaj są po prostu atrakcją turystyczną i miejscem spacerowym dla mieszkańców.

Wspomniałam że ślady historii miasta widać – ale ślady społeczności żydowskiej (od X wieku mieszkańców miasta) zostały zniszczone. Tak się potoczyła historia Żydów Sefardyjskich w Hiszpanii… Ale wiadomo gdzie ich szukać jak przekonuje pewna Pani Doktor zajmująca się badaniami nad kulturą Żydów Hiszpańskich. Może badania archeologiczne pozwolą odkryć na przykład ślady mykwy pampeluńskiej i miasto zyska pełen wachlarz śladów historii miasta i tradycji kultur, społeczności które je kształtowały.

Tak czy tak – po Pampelunie miło się spaceruje. Zarówno po wąskich momentami i klimatycznych uliczkach jak i szerokich nowoczesnych arteriach. Choć…. Czasem trzeba iść szyyyyyybko i uważająco iść by się na jakiś róg lub kopyto bycze nie „nadziać” 😊 W Pampelunie w ramach obchodów Sanfermines – święta ku czci patrona miasta św. Fermina, urządza się słynne encierro czyli gonitwę byków. Ulicami w kierunku areny, przepędza się stado byków. Przed nim biegną śmiałkowie, w nadziei i przekonaniu że potrafią biegać szybciej niż byki… Wszyscy uprawnieni do tego biegu ubrani powinni być na biało i mieć zawiązane czerwone chustki. 😊 Ulice biegu zostają wyznaczona poprzez solidne przegrody – przez to byki wiedzą gdzie trasa i gdzie meta. Ludziom też się przydają bo jest się za co schować gdy sił nie stanie. Na arenie – już klasyczna corrida. Ale Sanfermines to nie tylko byki, to fiesta z tańcami i śpiewem na ulicach, muzyką, fajerwerkami, pysznym jedzonkiem, przemarszem Gigantes itd. itd., która trwa w całym mieście ponad tydzień!

Hiszpania – Plasencia

U stóp Sierra de Gredos leży urokliwe miasteczko Plasencia. Najpierw byli tam Celtowie potem Rzymianie (zachował się akwedukt) i Arabowie (zachował się mur obronny) ale więcej informacji dopiero od XII wieku kiedy to 1186 sam król Alfons VIII podbił miasto potem nadał prawa i herb i generalnie skazał na sukces i rozwój. W mieście w XV wieku założono pierwszy na terenie Extremadury uniwersytet! Plasencia jak większość miasteczek w Hiszpanii – urokliwe! Kręte wąskie uliczki, pałacyki, romantyczne zaułki… i pachnąco i kwitnąco – są tu aż dwa ogrody botaniczne. Na rynku ratusz – co naturalne, nad ratuszem – wieża, co też naturalne ale na wieżę wdrapała się Abuelo Mayorga i co godzinę uderza z wprawą w dzwon. Najciekawsze miejsce w mieście to katedra – a właściwie dwie. Obrażone obróciły się do siebie tyłem. Z daleka wyglądają na jedną całość architektoniczną, jednak pierwsza powstała w XIII/XIV a druga w XV/XVI wieku. W tej młodszej zobaczyć można gigantyczny ołtarz – ma 23 m. wysokości oraz 17 m. szerokości. W tej starszej za to olbrzymi XIII-wieczny posąg Matki Boskiej Przebaczenia.

Jeśli kto odważny to może odwiedzić miasto w czerwcu. Ku uciesze wszystkich gapiów lokalnych i przyjezdnych, wąskimi uliczkami ganiają przepędzane byki…A jak się już spod rogów i kopyt ucieknie to na spokojnie w lokalnej restauracyjce można przekąsić świeżo przyrządzone danie z żab w salsa verde lub jaszczurek (taki lokalny specjał 😁 ).

« Older posts Newer posts »

© 2026 Lucyna Maria Rotter

Theme by Anders NorenUp ↑