Miesiąc: sierpień 2024 (Page 44 of 58)

Pomorskie – Sopot

Hmmm… Trójmiasto… Gdańsk się zwiedza, w Gdyni się pracuje, a w Sopocie – wypoczywa! Sopot istnieje od wczesnych wieków średnich ale na kurort awansował w XIX wieku. To znaczy pod sam koniec XVIII wieku hrabia Sierakowski zbudował w Sopocie dom letniskowy i uruchomił lawinę. Potem Wegner pierwsze kąpielisko i tak dalej i tak dalej… 😉 Co można pozwiedzać w Sopocie? W sumie niewiele, ale nie po to się tu przyjeżdża. No ale gdyby się komuś leżakowanie na piachu znudziło to: dwa kościoły (ewangelicki i katolicki) obydwa z okolic XX wieku, jest też Zakład Balneologiczny, kilkadziesiąt urokliwych domków – takich szytych na miarę i klimat kurortu nadmorskiego. Kilka też takich par excellence miejsc marynistycznych – latarnia morska lub molo. To molo to chyba jedno z najdłuższych bałtyckich. Do tego drewniane i z metryczką XIX/XX wieku. No i z „metką” celebrycka. 😉 Gdy w Sopocie dzieje się festiwal (a ten piosenki – dzieje się mniej lub bardziej cyklicznie od 1961 roku) na molo pojawiają się gwiazdy, gwiazdeczki i inne komety… i rzecz jasna dzikie tłumy stawiające sobie za punkt honoru zrobić „selfi” z wyżej wymienionymi. 😉 Swoją drogą niewiele pewnie osób pamięta (obym się myliła i była to powszechna wiedza…), że Opera Leśna wypromowana została na początku XX wieku dzięki Festiwalom Wagnerowskim. Wiem… na różne sposoby był on wykorzystywany ale samego Wagnera i muzykę jego bardzo uważam. W latach 80 – tych chyba Wagner trochę do Opery Leśnej wrócił ale i tak obecnie z Festiwalu Piosenki jest Sopot i sama Opera szerzej znane. Miasto ma też „trakt spacerowy” z przewalającym się w te i we w te tłumem turystów – czyli ulicę Monte Cassino a przy niej krzywy domek (Znany z tego, że krzywy. 😉 I to na tyle, że się znalazł na liście 50 najdziwniejszych budynków świata!) pomnik niedźwiedzia „Wojtka” i milion kawiarni, lodziarni, restauracji, hoteli, pensjonatów itd. itd.

No… Takie senne miasteczko, kurort leniwy, który wybucha intensywnością życia gdy zaczyna w Operze brzmieć muzyka.

Pomorskie – Żukowo

Niedaleko Kartuz jest Żukowo. Z czego znane? Ano z klasztoru norbertanek, który w 1212 roku Mściwój I Gdański ufundował i zakonnice sprowadził; nadał też im dobra. Od samego początku norbertanki prowadziły w klasztorze szkołę, która z czasem zasłynęła z uczenia haftów. Swoją drogą norbertanki i ich uczennicy mocno przyczyniły się do rozwoju i kultywowania haftów kaszubskich. Na tej bazie wykształciła się nawet lokalna jego odmiana. Klasztor się prężnie rozwijał, wpływając też na rozwój całego rejonu aż do XIX wieku, kiedy to decyzją władz pruskich został rozwiązany. Kościół przekazano parafii, w stajni zrobiono plebanię, zabudowania klasztorne – do rozbiórki…

Do dziś przetrwał kościół, i odrobina zabudowań (stajnia – też 😉). Świątynia ma bogate wyposażenie. Między innymi renesansowy ołtarz główny, który wyszedł z pracowni Hermana Hana. W nim, Niepokalana wśród stada aniołków. Jest też tryptyk antwerpski ze scenami pasyjnymi, który datuje się na XVI wiek. Oprócz tego ambona, empora, itd. itd. itd. I ja chętnie zobaczyłabym a i pofociła ale… Nieopodal wejścia (na zabudowaniach byłej stajni o ile pamiętam) była informacja, że do kościoła a i owszem wejść można ale wyłącznie po telefonicznym zgłoszeniu takiej chęci – dzień wcześniej… To jedyne wówczas miejsce było gdzie informacja zapodana wisiała i numery telefonów stosowne… Więc zerknęłam tylko przez kratę i uchylone drzwi. W ten sposób zobaczyć można było gotycki krucyfiks z XIV wieku, wokół niego w medalionach symbole ewangelistów. Obok – barokowy ołtarz św. Norberta. I po zwiedzaniu Żukowa. To znaczy jest też fajne muzeum, do którego może kiedyś dotrę – ale to na osobną opowieść… 😊

Śląskie – Bielsko-Biała

Węgry mają Budę i Peszt a my mamy Bielsko i Białą. 😊 Przyjechałam kilka dni temu ponownie. Tym razem lało, ale po robocie kilka chwil miałam by połazić i znowu zrobiło miasto na mnie wrażenie bardzo na tak. Bielsko powstało w XIII wieku. Trochę należało do Księstwa Cieszyńskiego, trochę do Korony Czeskiej, a od XVI wieku było tu bielskie państwo stanowe (miasto plus kilka okolicznych wsi) – ot historia. Bardzo duża społeczność w Bielsku miała pochodzenie niemieckie lub żydowskie. Stąd językiem najczęściej słyszanym na ulicy był niemiecki (lub podobny w sumie w brzmieniu troszkę do niego – Jidisz). Bielsko było pierwszym miastem na terenie księstwa, gdzie nauki Lutra dotarły, a i szybko powstała gmina protestancka. Pięknie się rozwijało zwłaszcza w XIX wieku. Nadal widać cudne kamieniczki secesyjne i eklektyczne. Nie dziwię się więc – tak sumarycznie, że małym Wiedniem Bielsko nazywano.

Biała troszkę młodsza jest bo powstanie miasta datuje się tak na XVI wiek. Wcześniej była tu wieś Lipnik, potem przekształciła się w miasto (prawa w XVIII wieku) które nazwo przejęło od pobliskiej rzeki. W Białej też była duża społeczność niemiecka, ale procentowo było miasto bardziej zróżnicowane. Choć mocno zaprzyjaźnione były od stu lat – to oficjalny ślub miasta wzięły dopiero w 1951 roku. Mocno rozwijał się przemysł włókienniczy (to od XIX wieku) potem też przemysł maszynowy, fabryki rosły jak grzyby po deszczu, ale najbardziej miasto rozsławiło chyba Studio Filmów Rysunkowych! Tu się urodził Reksio, Bolek i Lolek i…. Smok Wawelski! 😉

A co zwiedzać? Sam spacer mocno secesyjnymi ulicami jest uroczym doświadczeniem. Kwitnące i zadbane fasady kamieniczek i pałaców robią robotę. Zwłaszcza ta pod żabami, projektu Emanuela Rosta. Jedna żaba gra na mandolinie, druga pali fajkę i sączy coś z kieliszka. W sumie była tu winiarnia Rudolfa Nahowskiego. Myślę że w żabę muzykującą przy kieliszku wina bywalcy byli skłonni uwierzyć… 😉 Są szlaki porozrzucane po całym mieście. Szlak przemysły – bo fabryki i włókiennictwo. Budynki pofabryczne, na które po drodze natrafiłam – fajnie zagospodarowane. Są też trakty cesarski i mały Wiedeń. 😊 No i są ścieżki zabytków katolickich, protestanckich i żydowskich. Z tych ostatnich niewiele zostało niestety. Były dwie synagogi – jedna w Bielski druga w Białej (obydwie były piękne i duże, obydwie w stylu mauretańskim i obydwie projektu Karola Korna), był też dom modlitwy dla ortodoks ze Wschodu, była szkoła itd. itp. Zachowały się tylko na fotografiach… Odwiedzić można jedynie cmentarz żydowski w Bielsku (i przeniesione tam macewy ze zniszczonego po wojnie cmentarza w Białej. Ten zakątek cmentarza nazywa się „tajemniczy ogród”). Jest też dom pogrzebowy prowadzony niegdyś przez bielskie Chewra Kadisza. Całość zadbana, otulona drzewami aleja główna, przy niej przeniesione szczątki tych którzy zginęli w obozach i na polu chwały… Potem macewy mniej lub bardziej obrośnięte bluszczem z napisami w języku hebrajskim, jidysz, niemieckim, polskim… Tak już bardziej w centrach miast obu (są dwa przecież bo dwa miasta 😊 ) są naprawdę piękne ratusze i imponująco wyglądającym późnobarokowym kościele Opatrzności. Urokliwie wygląda też wijąca się przez sam środek miasta rzeka Biała. To co dookoła – tworzy miejski park.  No i bielski zamek książąt Sułkowskich w którym teraz jest muzeum, i fantastyczny budynek teatru i te pofabryczne też. A na rynku w Bielsku obawiają się zalania wodą jak nic. Na samym środku stoi tuż obok siebie Nepomuk i Neptun. Jak nie jeden to drugi pomoże jakby co… 😉

A wracając do bajek. W całym mieście rozpanoszyły się, sporej wielkości postaci, które jak nic, uciekły w filmów rysunkowych! Krajanów – Smoka Wawelskiego i Bartłomieja Bartolliniego Herbu Zielona Pietruszka – też spotkałam.

Śląskie – Cieszyn

No i właściwie nie wiem gdzie „przykleić” to subiektywne podglądanie 😉 Bo miasto jedno ale kraje dwa… Cieszyn położony jest po dwu stronach granicy polsko-czeskiej. Tak naprawdę to chyba jednak dwa miasta: Cieszyn i Czeski Cieszyn… Ech kto by pojął… Tak czy tak – stareńkie to miasto bo historie swoją pisze od IX wieku (to znaczy prawa miejskie w XIII dostało ale historię sobie zaczęło pisać wiele wieków wcześniej 😊). Podobno miasto (chyba najstarsze na Śląsku) założyli trzej synowie księcia Lecha. A to dlatego by upamiętnić swoje spotkanie nad źródłem, które potem nazwano Studnią Trzech Braci. Teraz jest ozdobiona zieloną, neogotycką, żeliwna – czy ja wiem czym… Altanką chyba… 😊 A co jeszcze pozwiedzać? No Górę Zamkową na początek. Tam sobie stoi jedyna chyba tak zachowana w Polsce romańska rotunda. Ta dedykowana jest św. Mikołajowi. Tuż obok – resztka gotyckiego zamku książąt cieszyńskich – wieża piastowska. A nieopodal – pałac Habsburgów. Ale to już XIX wiek. Sporo w Cieszynie kościołów, i to leciwych i to ładnych architektonicznie. I to zarówno katolickich jak i protestanckich. Które najładniejsze? Dla mnie – Marii Magdaleny i Jezusowy. Zwłaszcza ten drugi ma bardzo ciekawą barokową bryłę. Jest też kompleks bonifratrów, w którym działał słynny szpital prowadzony przez zakonników. W mieście generalnie mieszkali katolicy i protestanci – zatem sporo sakralnych śladów tych dwu społeczności w przestrzeni miasta jest. Ale była też niemała społeczność Żydowska. Szczególnie zasłynęła rodzina Singerów. W mieście działała synagoga. Piękny budynek wzniesiony w XIX wieku. Niestety do dzisiaj przetrwały tylko dwa cmentarze…

Nie można ominąć Cieszyńskiego rynku z uroczym ratuszem i generalnie Starego Miasta, Fajnie powłóczyć się uliczkami, poodwiedzać kawiarenki, zażyć kultury w teatrze im A. Mickiewicza. Ot tak – podoświadczać miasta 😊

Świętokrzyskie – Bodzentyn

Miasto Bodzentyn. To znaczy prawa miejskie uzyskało w XIV wieku, i tak było do XIX. Potem na ponad sto lat prawa miejskie Bodzentyn stracił by odzyskać je w 1994 roku. Warto tu przyjechać z kilku powodów. Miłośnicy zabytków urbanistyki (i drewnianej zabudowy – i murowanej) znajdą tu perełki. I fascynaci tanatoturystyki – też, bo ciekawe cmentarze (katolicki i żydowski i wojenny) oraz mogiły powstańcze. Ale… na pewno warto odwiedzić ruiny XIV- wiecznego pałacu biskupiego. Biskup krakowski Bodzęta wzniósł tu na początek drewniany dwór. Dwór dość szybko podupadł a w tym samym miejscu biskup Florian Mokrski zainicjował murowaną zabudowę. I chyba nie najgorzej mu wyszło skoro podobno w 1410 roku sam Jagiełło się tu zatrzymał i nawet posłów podejmował. Następne rozbudowy i przebudowy dały kolejno renesansowy i barokowy PR zabudowie. No ale w XIX wieku zamek opustoszał i… stał się składnicą darmowego budulca… Efekt tego taki, ze dzisiaj stercza w niebo jedynie nagie kikuty ruin…

Drugie miejsce, które nie można ominąć to kościół Wniebowzięcia NMP i św. Stanisława bp. Ufundował go (jak tablica erekcyjna głosi) Zbigniew Oleśnicki. To zupełnie niezła architektonicznie trójnawowa bazylika. Ołtarz główny – przeniesiony z katedry wawelskiej i tryptyk bodzentyński z warsztatu Marcina Czarnego, to obok tablicy erekcyjnej – najcenniejsze zabytki kościoła. Choć przynajmniej kilka innych – również późniejszych chronologicznie ciekawostek, można tu zobaczyć.

No dobra… jest też trzecie miejsce 🙂 Uroczy rynek z migocącą w promieniach słońca fontanną…

Świętokrzyskie – Chęciny

Na przełomie XIII i XIV wieku w Chęcinach wyrósł warowny zamek. Jak to wówczas w zwyczaju było – na samym wierzchołku wzgórza… Zamek od początku miał dobry PR. Zwoływano w nim zjazdy możnowładców i rycerstwa… A nawet skarbce całe deponowano. Tak zrobił biskup gnieźnieński w obawie przed Krzyżakami. Widoki z zamku ładne. W sumie na tyle wysoko, że bezpiecznie się można czuć. A i sam zamek taki w sam raz – przytulny 🙂 Może dlatego był rezydencją królowych i wdów po królach. Przy czym dla porządku należy dodać, że panie nie zawsze z własnej woli i ochoty tu pomieszkiwały… Zameldowała się w zamku Adelajda – druga żona Kazimierza Wielkiego, ale i jego siostra Elżbieta. No i oczywiście moja ulubienica spośród królowych polskich – Bona Sforza. W XVII wieku w czasie rokoszu Zebrzydowskiego zamek zdobyto i trochę zrujnowano ale został odbudowany a nawet rozbudowany nieco. Potem Szwedzi zrobili swoje… popadał w ruinę… no i mamy teraz romantyczne ruiny na wzgórzu… A podobno gdy księżycowa noc jest, widać czasem na murach jakieś cienie, czasem czarna dama się zaczyna snuć po dziedzińcu. Niektórzy zarzekają się, że to duch samej Bony powraca na swoje królewskie ziemie…

Świętokrzyskie – Gorysławice

Gorysławice. Wioska. Właściwie jeden powód jest by tu się zatrzymać, gdyby przypadkiem akurat droga prowadziła nieopodal. Kościół św. Wawrzyńca z 1535 roku. Parafia była tutaj na pewno w XIV wieku. Obecny kościół metryczka ma XVI wieczną, a PR późnogotycki. W 1676 roku świątynia przeszła mały lifting barokowy. Dobudowano wtedy kaplicę. Wnętrze ascetyczne. Resztki polichromii się zachowały. Najciekawsze chyba sklepienie sieciowe z herbowymi zwornikami. W sumie nie ma jakiejś wielkiej szkody w tym, że świątynia na co dzień zamknięta dla zwiedzania. To co dookoła – bardziej wzrok przykuwa… Kościół trochę osamotniony, stoi na środku „polany”. Przez niewielką furtkę w murze okalającym go wchodzi się do… no właśnie… Przemodlone mury z wyraźnymi bruzdami i zmarszczkami, które czas wyżłobił. Taki leciwy przodek, który przysiadł na polu by wygrzać się w słońcu i popatrzyć gdzieś daleko na falujące łany. Wokół wśród cierpiącej nieskoszenie trawy, walają się jakieś bezgłowe figury świętych, lekko przechylony zmęczeniem krzyż, jakieś – widać niepotrzebne jak czas zdecydował – fragmenty murów, pilastrów, może portali… Gdy ostatnio w Gorysławicach się zatrzymałam, było ciepło, jesiennie i cicho… A gdy przekroczyłam tę niewielką bramkę w murze i weszłam w obszar sacrum, miałam wrażenie dziwnego zawieszenia w czasie. Hmmm… Takie jakieś zawirowanie czasoprzestrzeni – pomiędzy przemijaniem i uporczywym trzymaniem się trwania…

Świętokrzyskie – Jędrzejów

W Jędrzejowie Muzeum Przypkowskich kusi… Zawsze mam wrażenie, że jakąś cudowną magiczną muzykę kreuje tykanie zegarów… Ale to opowieść na inną okazję. Toż Jędrzejów nie samymi zegarami stoi! Druga równie ważna „atrakcja turystyczna” miasta to Archiopactwo cystersów. Opactwo za przyczyną Jaksów- Gryfitów tu powstało, stąd też w herbie opactwa zaadoptowane zostało godło z herbu fundatorów – gryf. Swoją drogą to ród, który sporo fundacji opactw reguły św. Benedykta ma na koncie, bo i Wąchock i Staniątki… Sami cystersi przybyli natomiast z opactwa w Morimon stąd czasem pojawiająca się nazwa jędrzejowskiego – Morimondus Minor. Fundacja ma metryczkę XII wieczną. Potem przebudowa gotycka. Nawet Mikołaj Kregler i Wit Stwosz tu swoje trzy grosze zostawili! Potem też barokizacje. Tragiczny był rok 1800 gdy spłonęło opactwo (co dało się odbudować) i biblioteka (co stratą nie do odzyskania)… Niedługo potem cystersi opuścili Jędrzejów. Wrócili tu dopiero po ponad stu latach bo w 1945.

Dla mnie, co jakoś wyjątkowo dziwić nie może, najciekawsze w Jędrzejowskim opactwie są polichromie. Bo i przestrzeń świątyni opowieść zaklęta w obraz cudownie otula. Andrzej Radwański wymalował tam całą historię i działalność cystersów. Oczywiście szczególnie podkreślając zasługi Wincentego Kadłubka – ale przecież na okoliczność wyniesienia go na ołtarze polichromię zamówiono. Nie miejsce tu na analizę semantyczną treści zawartych na sklepieniu w przęsłach i w innych zakamarkach kościoła (jak kto się nudzi niech artykuł przeczyta…). Konkluzja całości jest jednak dość prosta – cystersi wymiatają. 🙂 Z całości narracji najbardziej lubię alegoryczne postacie symbolizujące cztery kontynenty. Pewnie dlatego, że podróżować lubię. Z czterech kontynentów najlepiej zachowała się Azja – co w sumie też mnie cieszy bo klimaty Azji chłonę pasjami (zwłaszcza jeden jej rejon jest mi szczególnie bliski 🙂 )… A no i teatralność całości… takie prawdziwe barocco w jędrzejowskim wydaniu 🙂

Światło.czułe spotkania odc. 9: „Co robi zdjęcie w zbiorach Muzeum Fotografii w Krakowie (MuFo)”

Było o tym co robi zdjęcie. Że ma gigantyczną moc… Czasem potrafi wszystko zmienić… Życie na głowie postawi! Było o tym  co fotografia robi w muzeum i jakie opowieści można, artefaktami z magicznego świata fotografii, snuć w salach krakowskiego MuFo.

Gość programu: Dominik Kuryłek

Prowadzenie: Lucyna Rotter

Realizacja: Paweł Kaszuba; Agata Ciechanowska, Wiktoria Ziąbka, Klaudia Olipra Współpraca: Paulina Brzostowska, Ewa Kantek, Dorota Marta, Michał Michalski, Anna Wilkońska, Ludmiła Dobija

JP2TV, Kraków 2022

Światło.czułe spotkania odc. 8: „Po dwu stronach lustra”

Było to tym kiedy fotografia osoby staje się portretem. Czy portret odsłania zakamarki duszy… Czy portret ma być piękny czy prawdziwy… I jak daleko fotograf może wejść w emocje modela…

Gość programu: Sebastian Calisianin Przybylski

Prowadzenie: Lucyna Rotter

Realizacja Paweł Kaszuba; Kamery: Agata Ciechanowska, Wiktoria Ziąbka, Klaudia Olipra; Współpraca: Paulina Brzostowska, Ewa Kantek, Michał Michalski, Anna Wilkońska, Ludmiła Dobija

JP2TV, Kraków 2022

« Older posts Newer posts »

© 2026 Lucyna Maria Rotter

Theme by Anders NorenUp ↑