Miesiąc: sierpień 2024 (Page 42 of 58)

Z wieszaka historii odc. 2: „Płeć i ubiór” 

Tym razem z wieszaka historii zdejmujemy opowieść o tym jakie ubiory są przynależne kobietom – a jakie mężczyznom i czy w historii czasem te ubiory „zamieniały  się” miejscami? Czy istnieją męskie spódnice? Kiedy kobiety zaczęły zakładać spodnie? Które elementy ubioru symbolizowały płeć?

Prowadzenie: Lucyna Rotter; reżyseria: Jarosław Migoń; scenariusz: Lucyna Rotter, Jarosław Migoń; zdjęcia: Kacper Solan, Bartłomiej Gąsienica; czyta: Magdalena Zbylut–Wiśniewska; kostiumy: Justyna Krzepkowska; dźwięk: Adrian Tomalik, Maciej Fornal; charakteryzacja: Joanna Cieśla, Anna Szybalska; współpraca: Michał Massa Mąsior, Maciej Korkuć, Maciej Nodzeński; kierownik produkcji: Jolanta Maria Tokarska; nadzór producencki: Alina Pięta. TVP Historia 2022. Emisja też na: TVP Historia 2, TVP3 Kraków, TVP3 Białystok, TVP3 Szczecin, TVP Wilno, TVP Program 2, TVP Kultura 2; TVP Dokument, TVP3 Warszawa, TVP3 Lublin, TVP3 Olsztyn

Podkarpackie – Bolestraszyce

Bolestraszyce, niewielka wioska. Urokliwa, sielska, zaściankowa… Nie bez przyczyny Piotr Michałowski tu chwilkę mieszkał i malował. Można byłoby wyłuskiwać ślady historii (zamkowo – dworskie klimaty) lub kultury ludowej, ale… Właściwie do Bolestraszyc przyjeżdża się z powodu natury! A precyzyjniej z powodu arboretum. Początkowo był to park dworski. Arboretum na jego bazie, powstało w 1975 roku, i się ślicznie rozwinęło, bo obecnie ma bodaj ponad 300 ha! Wiele tysięcy roślinek pogrupowanych w kolekcje: od wodnych, przez bagienne, aż do takich „sucholubnych” (oj… kompletnie się na tym nie znam 🙂 ) Cudnie układają się w opowieści, urokliwe alejki, zakamarki cieniste, oblane słońcem klomby, szumiące wodą pejzażyki… A pośród zieleni w stu różnych odcieniach – pięknie wpisują się zabudowania podworskie, obecnie służące jako sale wystawowe, pracownie i biura.

Ach! mają tutaj ogród sensualny… Hmmm…. Myśl mi pognała w artystyczne, acz nie do końca bezpieczne dla publicznych dywagacji przestrzenie… 😉 A tu po prostu jest to ogród dedykowany dla osób z niepełnosprawnością ruchową lub dysfunkcją wzroku… No zacnie! Acz nazwa… hmmm… ciut myląca 😉

Podkarpackie – Leżajsk

Do Leżajska przyjechałam dzień po Jorcait (rocznicy śmierci) Rabina Elimelecha. Ale może jeszcze Rabi gdzieś spacerował po Leżajsku, bo miałam do niego parę spraw… Podobno Cadyk Elimelech, schodzi w ten dzień na ziemie by modlitwy i prośby złożone przy jego ohel na cmentarzu leżajskim zanieść bezpośrednio do Ha.szem. To, że w Leżajsku był duży ośrodek chasydyzmu wiedziałam oczywiście ale o samym Cadyku Elimelech opowiedział mi przyjaciel (motywując skutecznie też by do Leżajska pojechać natychmiast 🙂 ). Troszkę o rab Elimelechu poczytałam (zdecydowanie chcę więcej 🙂 ). Nauczał by nigdy nie zapominać o radości życia, by nigdy nie dyskredytować samego siebie… Mądry facet był.

Społeczność żydowska w Leżajsku istniała od XVI wieku. Była mykwa, synagogi, chedery, biblioteka, przytułek dla biednych itd. itd. Ale dopiero w XVIII wieku za sprawą Cadyka Elimelecha miasto stało się znanym ośrodkiem chasydyzmu. Teraz, 21 adar (według kalendarza żydowskiego) do grobu Cadyka przyjeżdżają dziesiątki tysięcy Żydów by pomodlić się przy grobie wielkiego Cadyka. Nie tylko chasydzi różnych dynastii i odłamów. Także Żydzi bardzo ortodoksyjni i ci znacznie mniej ortodoksyjni też. Ohel Cadyka jest przy samym wejściu na cmentarz. Cmentarz – ogrodzony ładnie, zielony, na wiosnę kwitnący białymi kwiatami. Ale macew niewiele się zachowało, może kilkadziesiąt sumarycznie. Zdewastowali go Niemcy w czasie II wojny… Na samym końcu cmentarza ściana z odłamków macew z symbolami, fragmentami napisów… To niemal jedyny materialny ślad po leżajskiej społeczności.

Sam Leżajsk ma oczywiście znacznie starszą metryczkę niż społeczność Żydowska w nim mieszkająca. Pierwsze wzmianki pisana to około XIV wieku. To jedno z najstarszych miast na terenie dzisiejszego Podkarpacia i okolic. Od XIV wieku należało do dóbr królewskich. I władcy opiekowali się miastem sowicie! Sam Zygmunt Stary nadał miastu (w sumie to leżajskim Żydom) przywilej ważenia piwa i szynkowania piwem i miodem… Co i do rozwoju Leżajska się mocno przyczyniło. W XVI wieku Tatarzy złupili miasto i to był początek upadku świetności…

Na terenie Leżajska oprócz społeczności Żydowskiej byli też chrześcijanie obrządków wschodnich. Do dzisiaj w narożniku rynku bielą murów wzrok przyciąga dawna cerkiew grekokatolicka Zaśnięcia NMP. Po drugiej stronie, też w narożniku rynku – katolicki kościół farny datowany na XVII wiek. Ale myślę, że ważniejszą rolę wśród katolickich kościołów w Leżajsku pełni klasztor bernardynów (to też sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia i związana z nim historia objawienia jakiego miał dostąpić Tomasz Michałek). Na obrzeżach miasta, duży barokowy kompleks klasztorny fundacji Łukasza Opalińskiego. Piękny barok! A wisienką na barokowym torcie są organy. Najcenniejszy taki instrument w Polsce. Czterdzieści głosów! A jaka snycerka! A jak zabrzmią tymi głosami… Jakoś wyjątkowo nie dziwi, że od ponad dwudziestu lat Międzynarodowy Festiwal Muzyki Organowej jest organizowany w Leżajsku i przyciąga rzesze melomanów.

Są też świeckie zabytki 🙂 Kilka dworów. Między innymi Dwór Starościńskie, w którym teraz jest muzeum lub drewniany dworek podstarościch albo pałac Wojciecha Miera.

Teraz Leżajsk to miłe, małe miasteczko ożywające jakieś dwa razy do roku z powodów – jak wyżej…

Podkarpackie – Rudawka Rymanowska

Atrakcja Rudawki Rymanowskiej zimową porą to gigantyczne lodospady. Ściany całe skute lodem. Wodospady zaklęte w czasie. Bajka jakaś – jak z krainy Królowej Śniegu. Gdy pogoda sprzyja – czyli jest mroźnie i wilgotno – tworzą się nacieki lodowe momentami spektakularne. I to przynajmniej w kilku miejscach przełomu Wisłoka. Czasem cała ściana jak katedra lub gigantyczne organy piszczałkowe. Czasem jak garść diamentów wysypująca się z mieszka.

Po lesie łażę. Wokół wszystko skute lodem. Nawet dźwięk zamarzł… Rzeka tylko się wydziera szumem. Wokół biało-szaro-brunatno i mgliście. Nawet niebo się w kolorystyce utrzymało. Monochromatyczna nuda… I tu nagle ognista czerwień mi przed oczyma wyrasta. Ogrzewa myśl czule… Konar jakiegoś drzewa czerwienią się wyrwał, mimo wszystko i wbrew logice. Bo po co być jak tłum szary powtarzalnym. Tylko wyjątkowość przyciąga wzrok kolorami…

Podkarpackie – Rzeszów

Prawdę mówiąc pojęcia nie miałam, że Rzeszów jest taki… no nie wiem… Teatralny? Baśniowy? Może jedno i drugie po trosze. W sumie – scena rzeszowskiego teatru słynna! To miastu się też udziela. 😉 Kilka teatrów w mieście. Ten im. Siemaszkowej – chyba najbardziej znany. Jest też Filharmonia Podkarpacka i kilka niezłych festiwali, np. Muzyczny w Łańcucie – właśnie przez tę Filharmonię organizowany; Carpathia Festival; biennale plakatu teatralnego; Rzeszowskie Spotkania Teatralne i kilka innych też fajnych.

Istniało już wcześniej – ale przywilej lokacyjny miasto otrzymało w 1354 roku. I tę datę uważa się za oficjalny początek miasta. Rozwijało się prężnie, a w XVII wieku przeszło na własność Lubomirskich, co w sumie rozwojowi dalszemu się przysłużyło. Do zwiedzania? Ano sporo. Większość zachowanych zabytków to jednak XIX wiek i przełom XIX/XX w. Najstarszy jest kościół farny (XV w. ) przy czym wnętrze – barokizowane z fundacji i inicjatywy Lubomirskich. Barokowo też u bernardynów. W prezbiterium – alabastrowe epitafia Ligęzów i równie alabastrowy ołtarz główny. Ale większość ciekawych punktów na planie zwiedzania miasta – to metryczka jak wspomniano. Zamek, choćby przez swoje gabaryty – przykuwa uwagę. Ale zwyczajnie ładny jest. Pierwotny – chyba z XVI wieku wzniósł Ligęza, potem Lubomirscy przebudowali na palazzo in fortezza. W czasach austriackich – były tu sądy i więzienie. Ten obecny – wzniesiony praktycznie od nowa na początku XX w. Małe fragmenty tylko zachowały się historyczne. W pobliżu zamku – pałace i dwory. Na przykład – letni pałac Lubomirskich (obecnie chyba izba lekarska tam jest). Jest też iście bajkowy architektonicznie gmach banku (Komunalnej Kasy Oszczędności), urokliwy ratusz, sokolnia – czyli obecny teatr im. Siemaszkowej… Tak jakoś ładnie po prostu, w którąkolwiek stronę by się nie popatrzyło.

Bardzo wieloreligijny jest Rzeszów. Kilka obrządków i wyznań współistnieje nadal, choć po największej onegdaj mniejszości religijnej i narodowej zarazem – pozostały dziś tylko dwie zabytkowe synagogi i cmentarz żydowski…

Ach! I najnowsza bodaj atrakcja Rzeszowa – smok bibliofil 😊😊 Podobno zamieszkiwał piwnice rzeszowskie (te też można zwiedzić jako podziemny szlak piwnic). Nudząc się niemiłosiernie – podkradał książki rzeszowianom – by czytaniem czas zabić. 😊 Podobno w Rzeszowie istnieje jedna księgarnia nieprzerwanie od zawsze (taka na rogu ulicy) – od… czasów Gutenberga 😉😊 Wiec i nie dziwi w sumie zamiłowanie smoka do czytelnictwa. Taka tradycja 😉 Choć nie wiem jak teraz z tym czytelnictwem. Smok ryczy na całe gardło ze studni na rynku. Głodny widać wiedzy niebożątko…

Podlaskie – Augustów

„Augustowskie noce…” Pod koniec lat 50-tych Koterbska wyśpiewywała a z nią cała Polska 😊 Ja nie wiem czy Augustów dzięki tej piosence stał się aż taki znany czy też w piosence pojawił się bo był znany ale historię ma przebogatą miasto. Od Jaćwingów można byłoby zacząć. Ale nawet jak się od lokacji samego miasta zacznie to i tak jest co opowiadać! Bo… Podobno… W tym właśnie miejscy Zygmunt August umówił się na pierwszą randkę z Barbarą Radziwiłłówną… 😊 A potem na pamiątkę tego wydarzenia założył miasto! W sumie coś z romantyzmu w Augustowie jest, może zachody słońca nad jeziorami, może lasy wokół szumiące, może stare pensjonaty ze skrzypiącymi drewnianymi schodami… Pojęcia nie mam. W czasie randki królewskiej jedynie jeziora i lasy – ale najwyraźniej udana był! 😊 Tak zgodnie z dokumentami jednak – pierwsza pisemna wzmianka o Augustowie to informacja z 1496 dotycząca komory celne. Prawa miejskie to dopiero 1557 rok (właśnie od Zygmunta Augusta… 😉 ). I od tego czasu miasto pięknie się rozwijało, aż do powstania listopadowego, kiedy plany tworzenia kanału augustowskiego ciut przyhamowały. Potem kolejne powstanie i dwie wojny. Jakoś tereny Augustowa działania wojenne nie omijały za żadnym razem.

Od lat 20 XX wieku Augustów zasłynął jako kurort. W sumie słusznie! Okoliczności przyrody tutaj pyszne! Dzisiaj do najważniejszych punktów przy odwiedzaniu miasta należy Kanał Augustowski i śluzy Przewięż i Swoboda oraz ciut starsza śluza Augustów.  Są też ładne budynki Zarządu Portu i Zarządu Wodnego (ten drugi chyba ładniejszy ale w tym pierwszym małe muzeum jest). Są dwa kościoły – jeden murowany (z początku XX) drugi drewniany (z połowy XIX), trochę ładnych kamieniczek i domków. Niestety nie przetrwał klasycystyczny ratusz miejski ani wielka synagoga z tego samego okresu (ta mniejsza – Jatke Kalniz też niestety nie przetrwała). Jak na tak niewielkie miasto, jest sporo cmentarzy – w tym trzy żydowskie i trzy wojenne. Cóż taką a nie inną historię Augustów miał…

A co zapamiętałam z pobytu w Augustowie? Hmmm…. W ostatniej chwili (to nic nowego 😉) rezerwowałam jakiś pokój. Nawet nie bardzo sprawdzając gdzie. Trafiłam na przeuroczy pensjonacik. Ogród ukwiecony, do którego mogłam wyjść prosto z pokoju, drewniane skrzypiące schody na piętro, wszędzie na ścianach jakieś stare zdjęcia i obrazy, mnóstwo bibelotów – też na kredensie, który na korytarzu piętra robił za aneks kuchenny… Bardzo retro i bardzo nastrojowo, historycznie i tak jakoś rodowo, pokoleniowo. Bardzo miło wspominam pobyt w tym pensjonacie, a do tego spacery brzegiem jezior i wabienie kaczek by modelkami i modelami zechciały być w anturażu zachodzącego słońca… Fajne miejsce ten Augustów…  

Podlaskie – Puszcza Białowieska

Puszcza Białowieska… Cudowne miejsce do „zresetowania systemu”. Cisza, spokój, zielono, życzliwie… No pięknie… Przed kilku laty wybrałam się w te rejony ze znajomymi (botanikami 😀), z zamysłem obcowania z naturą. Nastawiłam się mentalnie na przedzieranie się niemal z maczetą przez knieje i chaszcze… Nawet pierwsze w życiu kalosze kupiłam na okoliczność wyprawy… No… Na miejscu wyszło na to, że po Puszczy spacerować można niemal w szpilkach, po drogach tak szerokich i przestronnych, że Batorym by nawrócił… 🤣

Ale generalnie – cudo!!!! Sama Puszcza na pograniczu Polsko-Białoruskim zajmuje ok 1500 km2. To relikt lasu pierwotnego. Spotkać można wilka, rysia, a jak kto ma szczęście to i żubra zobaczy. Na temat samej Puszczy, nie będę się wymądrzać – nie znam się. Ale jest piękna, dostojna, magiczna!!! Kilka ścieżek przyrodniczych. Między innymi Szlak Dębów Królewskich i Książąt Litewskich oraz najsłynniejsze chyba Żebra Żubra – droga z drewnianych kładek/podestów. Matko kochana! Myślałam, że komary to mnie tam zeżreją!! Ale widokowo – genialne miejsce.

W sumie warto wstąpić z pobudek poznawczych do Muzeum Przyrodniczo – Leśnego, gdzie… całe mrowie wypchanych zwierzaków. Ale ekspozycyjnie – nienajgorsze, a i narracja mądrze poprowadzona. Nawet mnie – laika przyrodniczego, zainteresowało.

Podlaskie – Kruszyniany

Wielka – mała wieś podlaska – Kruszyniany. Mała – no tak bo jak na jednym krańcu się stanie to drugi widać. 😉 Wielka – bo jeszcze przed II wojną zmieścili się tu mieszkając (w kolejności alfabetycznej): katolicy, muzułmanie, prawosławni i żydzi – co i często, choć nie zawsze miało przełożenie na narodowość (znowu alfabetycznie 😊 ) : Białorusini, Polacy, Tatarzy i Żydzi. Hmmm…. Da się..?? Da się!!

Dzisiaj Kruszyniany słyną głównie ze śladów społeczności muzułmańskiej. Śladów, które nie tyko się zachowały ale i są ciągle żywe. Wieś od XVII wieku była z nadania króla Sobieskiego własnością tatarską. Polscy muzułmanie (nazywani Lipkami) głównie tatarskiego pochodzenie, osiedli tu i rozwijali się ekonomicznie, kulturowo, militarnie też. Oddziały tatarskie wsławiły się w boju wielokrotnie a nawet płk Samuel Murza Krzeczowski uratował życie samemu Najjaśniejszemu Panu w bitwie pod Parkanami! Społeczność rozwijała się też religijnie. W Kruszynianach powstały na przykład kitaby – traktaty religijne spisane w języku polskim lub białoruskim ale czcionką arabską…

Różnorodność religijną i narodową a zwłaszcza dziedzictwo tatarskie, wieś doskonale wykorzystała w ostatnich latach. Społeczność Tatarów oferuje turystom lokalne wyroby (głównie przetwory ale i wyroby garncarskie jest w ofercie), można zasmakować kuchni tatarskiej, a w meczecie czeka miły pan, który z wprawą i strasznie szybko mówiąc 😊 opowiada ciekawe dzieje Tatarów w Polsce, tłumaczy co do czego w meczecie służy, jak się w nim zachować i takie tam 😊 A co zobaczyć można? Same zabudowania wsi są charakterystyczne, choć teraz mocno przerobione na cele agroturystyki (nawet jurta na podwórku stoi 😊 ). W samym centrum wsi (a przynajmniej tak mi się wydawało) – drewniany, osiemnastowieczny, zielony (bo to kolor islamu) meczet. Z daleka wygląda trochę jak dwuwieżowy kościół. Dopiero gdy się podjedzie bliżej – widać, że w miejscu gdzie zwykle krzyże wieńczą hełmy wież, są półksiężyce. W środku – wyłożona dywanami do modlitwy część dla mężczyzn oraz za przegrodą i firanką – analogiczna choć mniejsza część dla kobiet. Na wschodniej ścianie – mihrab, gustowne lampy wiszą obficie z sufitu, jest też ciemnozielony minbar. Tuż obok meczetu, przez otwartą bramę wchodzi się do mizaru (cmentarza). Najstarszy nagrobek z czytelnym napisem ma datę 1699. Nie znalazłam, bo i słabo u mnie ze znajomością czcionki arabskiej… Mizar w Kruszynianach wygląda trochę tak jakby w lesie, pomiędzy drzewami bliscy grzebali swoich zmarłych, by im liście szumiały jakąś modlitewną pieśń… Część płyt już pochylona czasem ma ochotę przyłożyć kamienne głowy do poduchy z mchu, inne prężnie stoją zdobne w płaskorzeźby i poważne napisy, jeszcze inne zupełnie współczesne, nowe i czyściutkie jak meble bezsensownie i za wcześnie przeniesione z salonu dla lasu… Czasem nawet jakby salat albo nawoływanie muezina było słychać… I nie wiadomo czy to liście szumią – czy imam do Kruszynian przyjechał…

Podlaskie – Tykocin

Super klimatyczna miejscówka ten Tykocin! I do tego nagromadzenie obiektów zabytkowych na metr kwadratowy, niewielkiego przecież miasteczka – wyjątkowe. Sam Tykocin jest generalnie zabytkiem – a dokładnie zachowany jego układ urbanistyczny. Historią swoją sięga w głąb wieków średnich.

Kilka kompleksów klasztornych. Ten najbardziej reprezentacyjny to dawny kościół i klasztor misjonarzy. Potężny barokowy budynek z fundacji Jana Klemensa Branickiego z fantastycznym wystrojem i polichromią Ecksteina i obrazami Czechowicza. No z rozmachem, z rozmachem… Nieopodal – również XVIII wieczny zespół klasztorny bernardynów. Obecnie jest tam dom emerytów.

W Tykocinie stał też XV wieczny zamek z licznymi późniejszymi przebudowami. I właściwie to nie wiem jakiego czasu użyć – bo zrekonstruowany, nadal stoi. Teraz jest tam restauracja i pokoje gościnne ale i pozwiedzać można odbudowane przestrzenie zamku. A jak ktoś ma szczęście albo wiedzę i celowo przyjedzie to na festiwal „Smaki renesansu” się może załapać albo na „Szturm zamku”.

Od XVI wieku w Tykocinie zamieszkała i zaczęła się rozwijać społeczność Żydowska. Rozwijała się prężnie – tak, że z czasem była chyba drugą liczebnie po Krakowskiej gminą na ziemiach polskich. Do dzisiaj został cmentarz żydowski, zabudowa uliczek jak w sztetl i dwie synagogi, w których teraz muzea. Ale to na osobną opowieść.

Tykocin samym dziedzictwem i zabytkami się promuje – to jasne! Ale jest coś jeszcze co sprawia że odwiedzany jest przez tłumy turystów 😊 Serial, a właściwie kolejne filmy: „U Pana Boga za miedzą” „U Pana Boga w ogródku” i „U Pana Boga za piecem”. Każdy pamięta Bociana i prowadzoną przez niego karczmę! Ta karczma jest właśnie w Tykocinie. Przy czym to nie do końca karczma była… Ale magia kina i tak dalej… Budynek w narożu rynku to dawny alumnat. Czyli XVII wieczny ni to przytułek ni to szpital – w każdym razie miejsce dla żołnierzy weteranów. Jedyne takie miejsce które zachowało się do dzisiaj w Europie. Architektonicznie – na planie czworokąta, kiedyś z basztami, taki trochę obronny kasztel był. Wewnątrz – dwanaście izb i kaplica. Obecnie można tu przenocować i coś dobrego zjeść – jak „U Pana Boga… ” widziano. 😉

Podlaskie – Zbójna

Dzisiaj będzie o pewnej małej wiosce. Takiej, w której turyści się nie zatrzymują – bo i po co… Czy na pewno nie ma powodu? Wpisałam do GPS Zbójna. Okazało się, że GPS nie jest pewien która… Zlokalizowałam tę właściwą, nieopodal Łomży. Jadę – już karnie przez GPS prowadzona do celu. Na jednym krańcu wsi – pomnik. Podchodzę… Dwa głazy, na nich płaskorzeźbiony chyba odlew – wóz a w nim kilkoro ludzi. Podchodzę bliżej i już nie mam wątpliwości. Ci na wodzi to Żydzi. Kipa, Magan Dawid na opasce… A po lewej napis w trzech językach: polskim, hebrajskim i angielskim: „Kto ratuje jedno życie ludzkie, to jakoby ocalił cały świat”. A potem rozwinięcie, że pomnik ku pamięci społeczności żydowskiej mieszkającej w Zbójnej i tych, którzy ocaleli – rodzinom Ozdoba, Chmiel, Gibałka i tych, którzy ich ocalili.
W 1939 roku dotarła informacja do wsi, że Niemcy będą mordować Żydów. Władysław Rosiński wiedział, że jeśli pomoże swoim sąsiadom – może być zabity i on i jego rodzina. Ale z drugiej strony jak nie pomoże – zabici zostaną jego najbliżsi dobrzy sąsiedzi… Namówił trzy żydowskie rodziny najbliższych sąsiadów by na wóz jego wsiedli i wywiózł ich bocznymi drogami za rzekę Pisę, bo tam miało być bezpieczniej… Bo Rosjanie masowo Żydów nie mordowali wtedy – tak słyszał. Po kilku dniach również opłotkami Rosiński wrócił do domu cały i zdrowy. Gdy zdejmował okrycie zauważył, że ma w kieszeni pieniądze, które trzymał w czasie podróży. No jak? Przecież oni tej kasy potrzebują… Wrócił, pieniądze oddał. One pozwoliły rodzinom przeżyć dwa lata w Rosji. Potem dotarli do Izraela i tam zaczęli nowe życie. Ocalałych było 15 osób. Teraz ich potomkowie to pewnie jakieś 200 osób… „Kto ratuje jedno życie ludzkie, to jakoby ocalił cały świat”
PS
Potomek ocalałych przyjechał w 2015 roku do Zbójnej. Podobno czuł się tak, jakby znał tę wieś jak swoją, choć był w niej pierwszy raz… Bo opowieści rodziców i dziadków tak mu w pamięci utkwiły. Ufundował pomnik, który przy głównej drodze o tej historii opowiada. Gdy Zbójną odwiedza, zapala świece przy pomniku, a potem też na pobliskim cmentarzu katolickim na grobie Władysława Rosińskiego. W sumie dlatego, że ten facet kiedyś zdecydowała się pomóc sąsiadom – on teraz żyje…

« Older posts Newer posts »

© 2026 Lucyna Maria Rotter

Theme by Anders NorenUp ↑