Miesiąc: sierpień 2024 (Page 38 of 58)

Dolnośląskie – Kłodzko

Kłodzko głównie z twierdzą się kojarzy. I słusznie! Gigantyczne XVII/XVIII wieczne zabudowania górują, wiszą wręcz nad miastem… To znaczy od wieków średnich istniał tu zamek warowny, który cyklicznie rozbudowywany i przebudowywany dal w konsekwencji to co widać. No jest imponująca, ogromna, budzi respekt i nawet swoją legendę (tę z czapką Napoleona) ma. Ale mnie Kłodzko ciut inaczej się w pamięć wkomponowało. To jedno z tych cudownie kolorowych miast. I to nie tylko z powodu kamieniczek w par excellence odjechanych kolorach. Kłodzko jest mozaiką religijną, etniczną, kulturową… Tu każdy może napotkać coś co wywoła efekt wow… Jest trochę gotyku w architekturze. Na przykład kolegiata Wniebowzięcia. Widać ten gotyk bezsprzecznie ale cudownie został polukrowany barokiem. Całość stało się pysznym doświadczeniem gdy ktoś sakralną sztukę ceni! A nieopodal zabudowania (tym razem tak od początku barokowe) klasztoru i kościoła franciszkanów. Jest też ciekawią architektonicznie synagoga (to znaczy ta piękna i duża XIX wieczna nie istnieje i tylko kamień upamiętniający miejsce jest ale jest mała przy ul. Chrobrego). A z przestrzeni profanum – nieco późniejszy w sumie ale cudnie wkomponowany w przestrzeń miasta – ratusz. I gotycki most na Młynowce – taka kłodzka wersja tego z czeskiej Pragi. 😉 I uliczki, kamieniczki, trochę kawiarenek i cukierni…

Zabłądziłam do Kłodzka przypadkiem, wiosną, klika miesięcy temu, wracając z Gór Stołowych. To miał być taki króciutki postój na kawę i do domu. Rezultat był taki, że do Krk dojechałam duuuuużo później niż w planie sobie założyła. Kłodzko mnie wciągnęło, uwiodło, objęło i z uścisku wypuścić nie chciało dobrych kilka godzin, coraz to nowymi swoimi atrakcjami kusząc by zostać…

Dolnośląskie – Kudowa Zdrój

Taki kurort nieopodal Gór Stołowych – Kudowa-Zdrój. Istniała od XIV wieku ale wtedy Lipolitov się nazywała. Tutejsze lecznicze źródła już od XVII wieku były znane i lubiane. W 1777 ukazała się nawet broszurka na tę okoliczność „Publiczne Uwiadomienie Zdroiów Zdrowych lub wód mineralnych leczących na Śląsku w Kodowie, …” Kilka lat później spółka lekarzy przejęła działania i zorganizowała tu zupełnie nowoczesny ośrodek leczniczy z wykorzystaniem owych wód. Całe miasteczko – urocze! W centralnej części założony w XVIII wieku Park Zdrojowy. Rozległy, lesisty i nieprzekombinowany kompozycyjnie. Płynnie przechodzi w Górę Parkową. U jej stóp – Dom uzdrowiskowy „Zameczek” i pijalnia wód. A gdy się powłóczyć po ścieżynach i alejkach to można odwiedzić „leśnego luda”, i wdrapać się po schodach do kaplicy ewangelickiej (na stałe i na głucho zamknięta), a dalej można poleźć i mamy słynną kaplicę czaszek no i kilka kościołów (bo do miasta włączone okoliczne wsie) głównie z XVII wieku, z fajnymi szczegółami w środku. Można zerknąć jeśli kogoś sztuka sakralna interesuje.

Ach! W Kudowej są Festiwale Moniuszkowskie! No jest powód bym przyjechała ponownie!!! 🙂 😎 Może załapię się też na zwiedzenie Kaplicy Czaszek, Skansenu i Muzeum Zabawek na dokładkę…

Dolnośląskie – Wambierzyce

W Wambierzycach nie mają problemu z wyższością świąt Wielkiej Nocy nad świętami Bożego Narodzenia – albo odwrotnie! Jedno i drugie mają w pakiecie. I to przez okrągły rok! Kalwaria wambierzycka powstała pod koniec XVII wieku. Inicjatywa to była Daniela Paschazjusza von Osterberga, który miał idee taką by w Wambierzycach śląską Jerozolimę zrobić. I nieźle mu się nawet udało, nawet 14 bram wieś ma. W Jerozolimie nigdy chyba nie był ale lektura opisu tak go wciągnęła, że kalwarię ufundował. I to sporą. Około osiemdziesiąt stacji! Jest gdzie łazić. Ale mają tu też na stałe jedną z większych chyba w Polsce ruchomych szopek. Longin Wittig robił ją dla syna – ale mu zeszło jakieś blisko 30 lat… Ale za to jaką zrobił opowiastkę! Oprócz oczywistej betlejemki, cały przekrój XIX wiecznych Wambierzyc tam widać – jakieś 800 figurek.

Ale Sanktuarium Królowej Rodzin Patronki Ziemi Kłodzkiej najbardziej do Wambierzyc przyciąga. Też nomen omen inicjatywa Osterberga (jego pomnik stoi tuż obok), przy czym ta obecna to bardziej działania Goetzena, bo ta Osterberga ciut się zawaliła. To kwintesencja baroku! Plan – coś między czworobokiem a owalem. Jedna nawa, prezbiterium kratą oddzielone, wokół nawy krużganki a w nich sceny z Bożego Narodzenia i resztki z poprzednich kościołów (pierwszy był tu wzniesiony już w XIII wieku). W samym kościele – jak to w baroku – wszędzie fruwają stadami symbole. Z boku na przykład ambona ociekająca złotem. To opowieść „Magnificat”. Całość podtrzymuje anioł, który po minie sądząc lekko – jakby to delikatnie powiedzieć… zirytowany. Nie dziwię się, cztery kontynenty dźwiga (personifikacje na baldachimie). W głównym ołtarzu figurka Maryi z lipowego drewna. Cudami słynie od wieków średnich. Śliczna… Jezusek sięga po jabłko (symbol grzechu pierworodnego i powód pojawienia się Jego na ziemi), które trzyma Maryja – druga Ewa. W prawej ręce Dzieciątko trzyma szczygiełka chyba – to symbol i zapowiedź Pasji. Urocze, ładne… Symboliczne są nawet schody, które do sanktuarium prowadzą: pierwszych dziewięć to chóry anielskie, potem trzydzieści trzy – wiek Chrystusa, no i piętnaście – wiek Maryi w chwili zwiastowania. Cała bryła świątyni w ciepłych barwach i złoceniach wygląda jak pałac prawie, zwłaszcza na tle burzowego nieba…

A! Do sanktuarium od strony Narodowego Parku Gór Stołowych, prowadzi fantastyczna droga. W szczerych polach, które rolnicy czymś tam obsadzili czy obsiali, co teraz pięknie zaczyna kiełkować lub ma zamiar w najbliższym czasie to zrobić. Jak fantastycznie wiosna maluje pola… A przy drodze co kawałek leciwe kapliczki jak pogubione znaki drogowe historii. Poetycko, reymontowsko, klimatycznie, wiosennie…

Dolnośląskie – Wrocław

Nie wiem od czego zacząć subiektywne podglądanie Wrocławia… To miasto pojawia mi się w życiu jak bumerang co jakiś czas. Dziwne jakieś…

Stolica Księstwa Wrocławskiego, prowincji Śląskiej potem województwa wrocławskiego i dolnośląskiego. Ot – z zawodu, stolica 😉Historia Wrocławia.. och czasów antycznych sięga i jest przebogata. W jednym maleńkim post nie sposób opowiedzieć (w kolejnych subiektywnych podglądaniach, odcinkowo może się uda ciut więcej 😊) ale z tych istotniejszych: Szlak bursztynowy i Via Regia się tutaj przecinały; w czasach Piastów był jednym z głównych miast a do powstania Ostrowa Tumskiego (obecnie dzielnicy) sam Mieszko I się przyczynił; potem Piastów Śląskich był oczkiem w głowie; a potem monarchia Habsburgów, a potem wojny śląskie, potem legiony polskie i Napoleon itd. itd. itd.

Miasto przez wieki było mieszanką mieszczan pochodzenia śląskiego, niemieckiego, polskiego, żydowskiego, czeskiego i paru jeszcze innych. I to trochę widać w architekturze i urbanistyce. Cały Wrocław to taki gobelin utkany z różnych tradycji i religii. Może dlatego tak lubię to miasto… Na początek – pełne wyrafinowanej elegancji ryneki z dwoma ratuszami! Stary iście koronkowej roboty i bielą (prawie bielą 😊 ) odcinający się nowy. Przecudnej urody pałace – na przykład ten Spatgenów lub Schaffgotschów. Dom handlowy Petersdorffa (zaprojektowany przez Mendelsohna). Mnóstwo kościołów – ale to na osobną opowieść. Uniwersytet Wrocławski. Ach! Jakie tam cuuuuuudowne wnętrza są! Z Aulą Leopoldianą na czele! Aż się chce tytuły i stopnie naukowe zbierać, jeśli w perspektywie promocje a takim anturażu miałyby być! Żółciutki dworzec główny, kamienice, kamieniczki, pałace, pałacyki, browary, domy handlowe, restauracje (jedna z nich w piwnicy świdnickiej jest jedną ze starszych w Europie)… Opera… To chyba powód żeby do Wrocławia jechać ponownie, bo dotąd nie udało mi się załapać na spektakl żaden 😊 No i Narodowe Forum Muzyki. Tak1 Powinnam się do Wrocławia wybrać ponownie tym razem operowo – koncertowo.

Co jeszcze takie wrocławskie? Mosty i kładki. Jest ich… dużo 😊 Ponad trzysta zdecydowanie. Ale też i zasadność ich niekwestionowana. Odnogi rzeki, kanały, potoki i inne takie nałożyły się na miasto niczym wodą dziergana serweta. No i krasnale! Pierwszy pojawił się jako pomnik Pomarańczowej Rewolucji (wtedy malowano krasnale na murach – takie graffiti). A potem to już poszło falą! Całe stada krasnali wszelakich opanowały zakamarki i zaułki Wrocławia. Pod nogi wchodzą na traktach turystycznych, zerkają zza węgła, chowają się na liśćmi na klombach, odpoczywają na progu… A jaka ich różnorodność! Jest 100matolog, Atlasik, Wykształciuch, Życzliwek, Państwo Młodzi, Miłostek,  itd. itd. itd. Miło się uśmiechają do gości i mieszkańców. 😊 Podobno krasnale przynoszą szczęście… Więc jak się chce ciut szczęścia „uszczknąć” to wiadomo gdzie. Może jakiś dedykowany na tę okoliczność krasnal już czeka😊  

Dolnośląskie – Wrocław Dzielnica Czterech Wyznań

Jest we Wrocławiu fajna dzielnica. Nie wiem czy jest najbardziej znaną z dzielnic wrocławskich, właściwie to nawet nie jest prawnie dzielnicą – ale fajną, na pewno jest. Dzielnica Czterech Wyznań czasem też nazywana Dzielnicą Tolerancji. Na granicy – pomnik. Dziewczyna w sukience jak kula ziemska. Sukience utkanej z różnych narodów, kultur, religii… Sama dzielnica nie jest jakoś mocno leciwa, bo jej granice wyznaczono w 1995 roku. Na jej terenie obok siebie miejsca modlitwy dla wyznawców judaizmu, katolicyzmu, protestantyzmu i prawosławia. Rzymscy katolicy mieli tu kościół św. Antoniego. Ładna XVII wieczna świątynia w bielach i błękitach pomyślana. Kawałek dalej sobór Narodzenia Przenajświętszej Bogurodzicy i Podwyższenia Krzyżu Pańskiego. Jak na sobór – niewielka to cerkiew ale z tradycją wielowiekową. Przy czym nie zawsze służyła prawosławiu – to dopiero od połowy XX wieku. Ewangelicy augsburscy mają kościół Opatrzności Bożej (dawny dworski) To świątynia z metryczką XVIII wieczną. Podobnie leciwa jest Synagoga pod Białym Bocianem. Kiedyś stała tutaj gospoda pod Białym Bocianem. Gmina wykupiła teren, rozpoczęła prace ale nazwa została.

Oczywiście śladów wszystkich czterech wyznań jest we Wrocławiu znacznie więcej. Dla mnie jednym z bardziej klimatycznych jest Bejt Chajim przy Ślężnej – Stary cmentarz żydowski. Macewy takie małe obrośnięte mchem, a obok olbrzymie rodowe niczym mauzolea. Wszystkie z symbolami, znakami, datami, nazwiskami czasem znajomo brzmiącymi 😉 – rozmawiają z przechodniami. Taki dialog żywych i zmarłych. A może żywych i umierających… A wszystko otulone pnączami, krzewami, bluszczami… To co wytworzone ręką człowieka otula czule natura. Taka wrocławska wersja Angkor… i kot cichutko przycupnął w zieleni… Cichutko – by kocim stąpaniem nie zagłuszyć ciszy…

Kujawsko-pomorskie – Bydgoszcz

Ale ładnie mają w tej Bydgoszczy… Secesyjnie, eklektycznie, muzycznie i kolorowo. Myślałam, że Opera Krakowska ma odjechane kolory… Nie!!! Katedra Bydgoska bije ją o głowę!!! Ściany w purpurze i burgundach młodopolskich. No jest moc mistrzostwo w odjechanej kolorystyce!

Bydgoszcz od epoki brązu w tym miejscu . W czasach rzymskich była na szlaku bursztynowym. Wielu władców zostawiło tu swój ślad. I Krzywousty i Kazimierz Wielki i Jagiełło i Jagiellończyk itd. itd. W każdym razie historycznie działo się tutaj mocno – tak na kilka opasłych monografii a nie na post…

A wrażenie? Bardzo na tak! Wspomniana już katedra św. Marcina i Mikołaja to sakralny zabytek sztuki gotyckiej i jak wiele takich barokizowany i jak kilka – z secesyjnym makijażem. Są tam obrazy cudami słynące i barokowych śladów (pięknych!) mnóstwo ale na mnie kolory polichromii zrobiły mooooocne wrażenie. Purpurowe filary i ściany w burgundach… Na tym tle czerń i złoto ołtarzy wygląda fantastycznie! Mają też w mieście Dzielnicę Muzyczną. Pięknie parkowo i faktycznie muzycznie. Że Filharmonia Pomorska i Konserwatoria – jasne. Ale naprawdę słyszałam tam jakieś pasaże. Ktoś pewnie ćwiczył przy zamkniętych oknach bo dźwięki dochodziły mgliście… Warto zaglądnąć na wyspę Młyńską. Mnie bliska z kilku powodów… Jest tam monumentalny młyn Rothera (ok ok – literówkę w nazwisku zrobili ale, że wymowa taka sama – wybaczam 😉 ). Odrestaurowany obiekt daje cudowną przestrzeń dla realizacji projektów, pomysłów i takich tam. Dzisiaj wystawiali swoje prace rękodzielnicy. Fajnie! Nieopodal oddziały Muzeum Okręgowego. Odwiedziłam Galerię Sztuki Nowoczesnej (było o fatałaszkach więc temat dla mnie szyty na miarę 😊), odwiedziłam dom Wyczółkowskiego.. Jest też w Bydgoszczy Muzeum Brudu. Nie poszłam… odwagi nie stało… 😊

Generalnie – fajne miejsce ta Bydgoszcz. Pewnie tu jeszcze kiedyś zaglądnę…

Kujawsko-pomorskie – Toruń

Jaki jest Toruń? Hmmm…. Toruń pachnie piernikami… Ale nie tak dosłownie! Fasady Staro i Nowo Miejskich kamienic wyglądają jak pierniczki. 😊 Może dlatego, że sporo tu koloru „piernikowej” cegły. Ale i są takie polukrowane nienachalnym kolorem i misternymi sztukateriami. Ach i co rzuciło mi się w oczy – czarne i szare kamieniczki. Ale nie nie – to nie jest czerń przygnebiająca czy brudna fasada. Nic takiego! One wyglądają jak wytworne damy wybierające się na większe wyjście wieczorową porą… Może do (dla odmiany odcinającego się bielą fasady) teatru Horzycy? 😉

Toruń pachnie też sosnami. Wszędzie – wokół Torunia i w samym mieście sosny królują ! Pewnie dlatego, że gleba taka a nie inna. A może ktoś po prostu zasadził i tak poszło. Pojęcia nie mam. Ale w ciepły dzień, gdy słońce ogrzewa promieniami iglaste korony – pachnie cuuuuuudownie.

No i szum Wisły. Gdy wjeżdża się do Torunia wieczorową porą którymś z mostów – widok oświetlonego miasta iście magiczny! A jeśli kogoś skusi by zobaczyć z bliska jak miasto w falach rzeki się przegląda – czuje się jak w zaczarowanym gaju Druidów… drzewa strzegące brzegów udekorowane mnóstwem koralików jemioły. A całość w reflektorze księżyca…. Magiczne miasto… 😊

Kujawsko-pomorskie – Toruń Stare Miasto

Ostatnio ktoś mi powiedział, że w Toruniu to tak jeden no może dwa dni pobyć można bo to małe miasto jest… No ok może nie jest gigantyczne. Ale nagromadzenie cudeniek na metr kwadratowy – moooocne. Można byłoby obdzielić kilka miast! Takie na przykład Stare Miasto. Najstarsze jego części sięgają XIII wieku ! To mniej więcej te czasy gdy miasto nawiedziła plaga żab od której uratował je dzielny flisak zyskując przy okazji rękę pięknej burmistrzówny i pomnik dzisiaj na Staromiejskim Rynku. 😉 Miasto rozbudowywało się powstawały kamienice (nawet murowane !) w wiekach średnich a i później. Największe przeobrażenia to – XIX i początek XX. Wtedy odbyło się – jak w wielu innych miastach – czyszczenie z urbanistycznych śladów wieków minionych, zwłaszcza tych niemodnych i zaniedbanych najczęściej – z metryczką średniowieczną. W to miejsce powstawały budynki secesyjne, modernistyczne i takie tam. Trochę oczywiście tych starszych się zachowało – na przykład prawdopodobny dom urodzenia Kopernika; kamienica pod gwiazdą która do Kallimacha należała przez chwilę; mury z bramami i basztami (też tą krzywą wieżą 😊 ); ratusz itd. itp. Są też ciekawy obiekty sakralne ale to zostawię na inną opowieść. A! Fajne duszki czuwają nad Starym Miastem w Toruniu. Co krok gdzieś zza węgła, na gzymsie, na parapecie, siedzą przycupnięte figurki dawnych mieszczan… Pilnują pewnie i zerkają czy aby w mieście nic złego się nie dziej…

No…. Fajnie się popołudniowo łaziło… Słonko niby robotę robiło ale żeby jeszcze na temperaturę wiosenną miało to przełożenie – już cudnie by było…

Lubelskie – Chełm

Polska jest fantastyczną mozaiką kultur i religii! Zawsze była. A Chełm tego niezaprzeczalnym przykładem jest 😊 Lokowany w XIV wieku – wtedy na Rusi Czerwonej, teraz jest w lubelskim. Fajne miejsce i bogate w zasoby. Ma przykład – kredy. W nich drążono korytarze od najdawniejszych czasów – bo świetnie się nadawała kreda (miękka i wysiłku aż tak dużo nie wymaga drążenie) do tego celu. W XIII wieku to było takie podziemne miasto. Bo jakby co, jakby jakiś wróg lub inne paskudztwo – to się w takich podziemiach schronić można. Z czasem wyrobiska na regularne kopalnie zamieniono i handel surowcem rozkwitł. Jak kopalnia i z taką historią i taka wyjątkowa bo biała – to i legendy się pojawiły. Najbardziej znana – o Duchu Bieluchu 😊 Gdy się podziemne korytarze zwiedza można go zobaczyć… Momentami nawet dość dosłownie o co przewodnicy zadbali… 😉 Ale i na powierzchni jest co zobaczyć. I to takiego jak zapowiedziano wyżej 😊 Na Grodzisku – pozostałości palatium książęcego i cerkwi Jana Złotoustego. Jest też (tym razem już w całości a nie wykopaliskach) XV- wieczna cerkiew Mikołaja (najpierw była unicka a potem prawosławna) i XIX wieczna Jana Teologa (ta od początku prawosławna była). Jest wiele pięknych architektonicznie kościołów i klasztorów. Na przykład barokowa (choć metryczkę powstania ma XIII wieczną) katedra Narodzenia NMP. Bardzo ładny kawał sztuki! Choć w przepychem barokowym ustępuje kościołowi Rozesłania Apostołów. Tam to się dzieje! I freski i stiuki i złocenia… Barocoo! Fontana i Majer o to skutecznie zadbali😊. Zatem i katolicy (z kilkoma zakonami oprócz kościołów diecezjalnych) i unici i prawosławni i cztery różne wspólnoty protestanckie też są! W Chełmie prężnie rozwijała się też społeczność żydowska. Nie tylko gmina. Rozwijał się w Chełmie ośrodek chasydyzmu. Do dzisiaj zachował się cmentarz (jeden z najstarszych zachowanych w Europie), dom Rabina i Mała synagoga. Mała – bo była też Wielka, ale tę zniszczyli Niemcy w czasie II wojny. Ta która się ostała ma trudne bytowanie aktualnie… Ale to osobna historia.

Ot i cala mozaika Chełma. 😊 Taka religijna, kulturowa i narodowa Polska w pigułce. A najpiękniejsze jest to że takich „pigułek” na ziemiach polskich sporo… oj sporo…. 😊  

Łódzkie – Arkadia

Kiedyś takie parki do dumania – były modne. Może nadal są… A może to ja jestem trochę „inna”, bo w ogródku też mam arkadowy murek i miejscówki do dumania… Ale gabarytowo mój ogródek znacznie mniejszy niż ten, który w Arkadii koło Nieborowa Radziwiłłowa sobie zaordynowała. 😊

W XVIII wieku ogrody angielskie zakładane były w całej Europie. Taka moda. W sumie się nie dziwię. Dla mnie – również wówczas popularne, ogrody francuskie – są zwyczajnie sztuczne. W ogrodach angielskich, pozornie rosnącym samowolnie roślinom, towarzyszyły formy architektoniczne lub rzeźby inspirowane antykiem albo ruinami średniowiecznymi albo orientem – ot takie klimatyczne zakamarki do podkręcania emocji lub twórczego rozmyślania. Pod koniec XVIII wieku Helena Radziwiłłowa założyła taki park nieopodal rezydencji we wsi Łupia, którą na Arkadię przemianowała. Zatrudniła Jana Piotra Norblina i Aleksandra Orłowskiego a całość wykonał Szymon Bogumił Zug i Henryk Ittar. No i powstawały: Świątynia Diany (nazywana też Świątynią Miłości albo Świątynią Mądrości. Nieprzemyślane… Te dwie rzeczy nie występują razem…), Przybytek Arcykapłana, Akwedukt a potem też Łuk Kamienny, Zakątek Melancholii, Brama Czasu itd. itd. itd. Sporo tutaj urokliwych miejsc, sporo takich w których można się zagubić. Ogród się rozrastał. Z sentymentalnego do romantycznego. Dziesiątki symboli i znaków ukrytych w zieleni i kwitnących kolorach, otulonych szmerem wody…

Takie miejsce służyło też zbieraniu pamiątek. Nie tylko tych osobistych. Również dzieł sztuki z metryczką od starożytności począwszy ale i kopii znanych dzieł. Obecnie kolekcja z Arkadii, znalazła swoje miejsce w pałacu w Nieborowie. Arkadia nie zachowała się do naszych czasów w całości. Anie tej w wersji Heleny ani tej w wersji Aleksandry Radziwiłłowej. Już za czasów Hoffmana, obiekty zaczęto rozbierać a park niszczał. Uporządkował go Janusz Radziwiłł w okresie międzywojnia. Do dzisiaj tylko część założenia ogrodowego przetrwało. Można wyobrażać sobie jak wyglądał w całości…

Arkadia to miejsce szczęśliwości… Może… Nie wiem… Ale fakt – gdy snułam się po ścieżkach parku i zaglądałam w zakamarki ruin, splatane myśli zaczynały mi się same układać. Rozwiązania, które dotąd wypierałam ze świadomości – zaczęły być w sumie proste. Nie wiem czy to sama Arkadia, czy jakieś gigantyczne stado ptactwa wrzeszczącego nad głową w stu ptasich językach, a może rywalizujący z ptactwem szum wody i skrzydeł pszczelich, a może równie mdły w zapachu co i w róóóóżowym kolorze sad… Nie wiem… Ale myśli się jakoś poukładały w szeregu… chyba…

« Older posts Newer posts »

© 2026 Lucyna Maria Rotter

Theme by Anders NorenUp ↑