Miesiąc: sierpień 2024 (Page 36 of 58)

Kraków – Teatr STU „Inne rozkosze”

Kocham Pilcha! Deklarowałam to już kiedyś publicznie – a teraz powtórzę. No mistrz słowa i basta. Dlatego idąc do Teatru STU niejako z automatu byłam pozytywnie nastawiona. Ale nie sądziłam, że aż taki miły wieczór przede mną. 😊 „Inne rozkosze” są po prostu i normalnie fantastycznym spektaklem! Tomasz Schimscheiner (Kohoutek) – to rola dla niego szyta na miarę! Jest NIESAMOWITY!!! Andrzej Róg (pastor) – świetny!!!! A całość (nie licząc słoja pulpetów… 😉) zaczyna się tak: „W moim najgłębszym przekonaniu dobrze usiąść obok kobiety, odpowiednio obok kobiety usiąść, na właściwym miejscu obok kobiety usiąść to jest sedno sztuki miłosnej. Kto prostotę tego kunsztu pojmie – wiele się nauczył. Kto jej nie pojmie – wiele nie osiągnie. Z różnych powodów ludzkość ponosiła fiaska miłosne. Ponosiła je, bo była nieśmiała, bo nie miała warunków, bo zrobiło się późno, bo było za wcześnie. Bo ona była jeszcze nie gotowa, bo on się wstydził, bo ją sparaliżowało, bo on się upił, […]. Z miliona powodów ludzkość ponosiła klęski miłosne. Ale miliard razy poniosła klęskę, miliard razy do niczego nie doszło, ponieważ on nie wiedział, jak się ma przesiąść z fotela na kanapę.”

Obsada:

Tomasz Schimscheiner

Andrzej Róg

Pamela Adamik

Joanna Pocica

Dominika Bednarczyk

Magdalena Walach

Marek Litewka

Reżyseria: Artur „Baron” Więcek

Scenografia: Marek Braun

Światło: Piotr Trela

Kostiumy: Jolanta Łagowska

Kraków – Teatr STU „Leopold”

FANTASTYCZNY SPEKTAKL!!! CYMES ISTNY! 😊

Od stycznia miałam ochotę wybrać się na „Leopolda” do Teatr Stu i wyjście takie rekomendowałam. Ale o kwietniowej odsłonie spektaklu przypomniałam sobie prawie rzutem na taśmę. A spektakl cudowny… Były wszystkie klezmerskie piosenki, które lubię i nucę sobie czasem. Nawet „Cymes” który od kilku miesięcy niezmiennie brzmi mi w głowie. Muzycznie dopracował wszystko prawdziwie klezmersko Konrad Mastyło (zasiadł przy fortepianie!). Samego Leopolda Kozłowskiego zagrał Zbigniew Zamachowski. Ja nie wiem czy tak naprawdę zagrał, bo nie da się skopiować Pana Leopolda. Zamachowski pięknie o nim opowiedział i wyśpiewał… A wszystko otulone płótnami Chagalla i fotami z dawnych sztetl…

A mnie w uszach brzmią często powtarzane w spektaklu słowa „Muzyka potrafi ocalić życie”. Tak właśnie jest… Nie zawsze dosłownie… A może jednak zawsze dosłownie…

Obsada:
Zbigniew Zamachowski
Konrad Mastyło
Joanna Pocica

Reżyseria: Krzysztof Jasiński

Kraków – Warsaw Jewish Film Festival

W niedzielę rozpoczął się przegląd filmowy „Przestrzeń Obrazów” Warsaw Jewish Film Festival. To już 10-ta edycja, która dzieje się w Żydowskim Muzeum Galicja w Krakowie. I jak to przy jubileuszach bywa – 10 filmów na 10-lecie. A całość w wersji kina plenerowego pomyślana 😊 Pierwszy – „Restauracja bez nazwy”, reż. Peter Keller. Komedia w sumie ale taka przyprawiona treścią do przemyśleń… Ben (ortodoksyjny Żyd) musi przejść pustynie Synaj w kilka dni (w przeciwieństwie do Mojżesza, który miał znacznie więcej na to czasu… 😉 ) Musi dotrzeć na czas by na kolacji sederowej był minian. Inaczej władze Aleksandrii zamkną gminę… Wspomaga go w podróżowaniu Adel (Beduin), który z założenia powinien pustynię znać jak własną kieszeń. Dwaj panowie – świetnie zagrali ale Pustynia Synaj – okazała się równie dobrym „aktorem”! A i muzyka w filmie warta posłuchania.

I żeby nie było wątpliwości – kolejne dziewięć produkcji też interesująco się zapowiada.

Warszawa – Teatr Palladium „Dobrze się kłamie”

Często powtarzam, że zawsze mówię prawdę! 😊 Hmmm… tylko po co??? Nie lepiej zrobić tak żeby było miło, przyjemnie i z uśmiechem na twarzy? I wszyscy będą zdrowsi… 😉

Filmu Paola Genovesego wcześniej nie oglądałam. A spektakl oparty jest na nim właśnie. W ogóle pierwszy raz historię zobaczyłam na deskach teatru Palladium. „Dobrze się kłamie” – czyli grupa przyjaciół ujawnia publicznie zawartość swoich telefonów. Dialogi – super komiczne! Obsada prima sort, scenografia – powiedzmy, że ok. Wybuchy śmiechu – w cenie biletu. 😊

Obsada:

Olga Bołądź

Przemysław Sadowski

Piotr Grabowski

Szymon Bobrowski

Anita Sokołowska

Katarzyna Kwiatkowska

Wojciech Zieliński

reżyseria: Marcin Hycnar

scenografia: Wojciech Stefaniak

kostiumy: Martyna Kander

Węgry – Budapeszt

Budapeszt to jedna z moich ulubionych stolic europejskich. Sympatią do Budapesztu zapałałam prawdziwą i niekłamaną, gdy peregrynowałam po nim (pierwsza moja wizyta w tym pięknym mieście to była) szukając „mojego” hotelu. Zapisałam bowiem ulicę (tylko ulicę!) nieświadoma tego, że w Budapeszcie ulic o tej samej nazwie – ho, ho a może i więcej. W każdej właściwie dzielnicy mogą być takie same (i w moim przypadku były…). Zakręcone miasto! I to wystarczający powód by się w nim zakochać!

Właściwie trudno powiedzieć, kiedy Budapeszt najpiękniejszy. Cudownie wygląda gdy w zimie ołowiane chmury nisko wiszą nad Dunajem. Piękny jest i kolorowy gdy wiosną świeża zieleń pokrywa wzgórze Gellerta. Pięknie jest gdy w letni upalny dzień leniwie czas płynie na wyspie Małgorzaty…

Raz zdarzyło mi się być w weekend majowy. Całe miasto wówczas przeradza się w swoisty festyn. Na mostach tłumy turystów i mieszkańców, tu ktoś przygrywa czardasza, tam ktoś inny w kostiumie z odległej epoki zamarł w bezruchu, inny żongluję, jeszcze inny sprzedaje wytwory rąk swoich. Cudownie, gwarno, czardaszowo 🙂

O zabytkach trudno pisać – zbyt ich wiele i w Budzie i w Peszcie i w kolejnych wchłoniętych miasteczkach i wsiach. Najlepiej uzbrojonym w dobry, opasły przewodnik i zacząć spacerować po Budapeszcie… Po tygodniu spacerowania, zaczyna do nas docierać, że to dopiero początek podróży!

Jest wiele ładnych kościołów, jest fantastyczna synagoga i cała dzielnica żydowska – ale to na osobne posty. O tym co w Budzie – też osobno opowiadałam. Zatem wspomnę tu tylko (z tych bardziej obowiązkowych punktów poza wspomnianymi) o parlamencie. Ten XIX wieczny budynek stał się symbolem nie tylko Budapesztu ale i całych Węgier. Na Hősök tere jest Pomnik Milenijny który kusi by jakieś kadry filmowe tam zrobić. W parku jest renesansowo-barokowy Zamek Vajdahunyad, no i mosty, wyspy, Dunaj… Och…

Węgry – Budapeszt Buda

Zamek w Budzie jest! 😉 Pierwszy wzniesiono w XIV wieku, a może i wiek wcześniej. Potem wielokrotnie przebudowywany i doprowadzony w konsekwencji do ruiny przez przykre zawiłości historii… W XIX wieku znowu odbudowany i tak jeszcze kilka razy no i dzisiaj mamy kompleks cały. Bo płynnie niemal przechodzi się z przestrzeni zamkowej w kierunku katedry w Budzie i przyległości. Obecnie w zamku jest Muzeum Historyczne i Galeria Sztuki i Biblioteka Narodowa. Tuż przy bramie, wejścia na teren zamku królów Węgier, strzeże Turul. Według jednej z legend, po miłosnych igraszkach ptaszyska i Emessy (córki wodza Hunów), przyszedł na świat Almos. Był on wodzem Scytów, którzy dali początek Madziarom. I tu nie wiem dlaczego mnie bawi zawsze fakt, że nieopodal zamku też Casanova rezydował w Zajeździe Białego Krzyża… Niestety piękne mityczne ptaszysko ma też mniej fajny epizod. W XX wieku stał się symbolem dla kręgów szerzących antysemityzm i faszyzm… No szkoda… Jak na większość zamków – również na ten w Budzie trzeba się wspiąć… Tu z pomocą przychodzi kolejka. Działa od 1870 i nieprzerwanie zapewnia transport i widoki (w pakiecie).

Nieopodal zamku – kościół Wniebowzięcia NMP, powszechnie znany jako kościół Macieja (od króla Macieja Korwina, który między innymi wziął tu ślub z księżniczką Beatrycze Aragońską). Kościół – koronacyjny dla królów Węgier! Ma metryczkę spójną z zamkiem – tak coś ok XIII/XIV wiek. I podobnie ulegał przebudowom i zniszczeniom. I podobnie w XIX wieku podniesiony z ruiny.

A wokół placu przykościelnego – Baszta Rybacka, galeryjki, podcienia, baszty, piękne drzewa, kwiaty kwitną, woda w fontannach pluska, wiatr przyjemnie muska i widoki na Dunaj…. Taki troszkę Disneyland z przełomu XIX i XX wieku. Ale fajny! 😊😊

Węgry – Eger

Dobry węgrzyn, nie jest zły! To prawda dość oczywista i od wielu wieków wśród Polaków znana a i pieczołowicie (jako tradycja) hołubiona. A jeśli węgrzyn to… w sumie kilka miast u naszych braci Węgrów wizualizuje mi się ale Eger spośród nich pierwszeństwo posiada. Miasto istniało od XI wieku, kiedy to założone zostało tu biskupstwo. Zapewne dlatego sporo w mieście świątyń, klasztorów – jednak te najpiękniejsze pochodzą gł. z okresu baroku. Tutaj biskup Lampert w 1248 wybudował okazały zamek. Budowla znamienita, piękna i nie do zdobycia! W XVI wieku wojska tureckie przez czterdzieści dni oblegały jego mury ale nie zdołały pokonać obrońców. Miasto zdobyte zostało przez Turków kilkadziesiąt lat później. Okupacja trwała prawie sto lat. Pozostały po niej ślady np. minaret – jedyny do dziś ocalały fragment wzniesionego tu kiedyś meczetu. W mieście mamy też akcent polski. W czasie II wojny światowej był tutaj obóz internowania polskich oficerów. Swoiste były to obozy na Węgrzech – np. w pensjonatach, zamkach. I do tego, w dość szybkim czasie internowanym żołnierzom jakoś bez problemów udawało się z obozów uciec… 🙂

Ale Eger nade wszystko winem stoi! Najsłynniejsze (przynajmniej dla turystów) skupisko piwniczek i winnic to Dolina Pięknej Pani. Piwniczki skrywające cenny trunek kuto w tufie. Im głębsza była – tym właściciel zasobniejszy. Degustować można tu ile wola, a w pobliżu nawet paleniska są ustawione – więc i przy ognisku do późna czardasze podlewane winem rozbrzmiewają…

Węgry – Gödöllő

W niedalekiej odległości od Budapesztu jest kilka miejsce wartych zatrzymania się w nich. Jedno z nich to Gödöllő słynące z barokowego królewskiego pałacu – letniej rezydencji Franciszka Józefa oraz Sisi. Choć zbudowany dla grafa Grassalkovicha, to jednak Ich Cesarskie Mości bardziej go rozsławiły. Cesarzowa Elżbieta chciała nawet nabyć posiadłość ale cesarski małżonek nie wyraził zgody. Ale, na upartą kobietę nie ma rady. Rok po tym jak Sisi zachwyciła się rezydencją – dostała ją jako prezent od państwa węgierskiego z okazji koronacji jej małżonka na króla Węgier. Etykieta – ważna rzecz! Ale czasem ma się ochotę na swobodę zachowania, bycia, konwersacji, zajęć… Takim azylem dla Elżbiety stał się właśnie pałac Gödöllő. A dzisiaj? Na piętrze sale wystawowe, na parterze kawiarnia i sklepy z plastikowymi pamiątkami… ale jest cudowny ogród, który cudownie wygląda o każdej porze roku, i jest mnóstwo okazji do posłuchania zupełnie niezłej muzyki, bo i koncerty kameralne i koncerty zamkowe, i festiwale muzyki harfowej i im. Liszta – dla każdego coś…

Węgry – Győr

Pięknie i barokowo jest w Győr. To doskonałe miejsce na spacery. Takie bez celu, dla przyjemności. Na każdej z ulic urokiem zachwycają wielobarwne fasady kamienic, z „przyklejonymi” tu i ówdzie dekoracyjnymi balkonami. To także miasto rzek. Ma ich aż cztery. Nieopodal płynie Dunaj, a samo miasto jest u zbiegu rzek Mason-Dunaj, Raba i Rabca. Najpiękniejszym zabytkiem sakralnym jest gotycko-barokowa katedra Wniebowzięcia NMP. Cudowna, przemyślana monumentalna dekoracja wnętrza, autorstwa znanego malarza Franza Antona Maulbertscha, snuje swoją opowieść a to narracyjnie, a to symbolami… W kaplicy z boku zobaczyć można hełm króla Władysława I. W 1697 roku miał tu miejsce znany cud. Z obrazu Matki Bożej z Dzieciątkiem popłynęły krwawe łzy. Do dzisiaj przechowywany jest w skarbcu kościelnym ręczniczek, którym owe łzy ocierano z obrazu. Győr to nie tylko miasto cudu. To nade wszystko miasto akademickie, zatem mnóstwo tu… kawiarni, klubów nocnych, pubów!

Węgry – Ostrzyhom

Ostrzyhom to jedno z najstarszych miast na Węgrzech, i najważniejszych zarazem. Pierwsza stolica Węgier! Tutaj chrzest i koronę przyjął św. Stefan. Tutaj urodziły się święte Kinga i Jolanta. Ilość świętych na metr kwadratowy miasta – nie najgorsza! Wcale nie dziwi, że w tym właśnie mieście jest jedna z największych katedr na Węgrzech (wzniesiona na miejscu kościoła zniszczonego w czasie wojen przez Turków). Tutaj wreszcie rezydowali prymasi węgierscy, tutaj w kryptach katedry znajdowali też miejsce wiecznego ich spoczynku – taki węgierski Watykan. Katedrę wieńczy ogromna kopuła. Można wokół niej przejść wąską platformą by obejrzeć z tej perspektywy miasto i okolice. Nie byłam, bowiem jestem z tych, którzy uważają, że z dołu też dobrze widać ale gęsiego idący wokół kopuły turyści wyglądali na zachwyconych.

I jeszcze akcent polski. W Ostrzyhomiu wracając spod Wiednia zatrzymał się Jan Sobieski 🙂

« Older posts Newer posts »

© 2026 Lucyna Maria Rotter

Theme by Anders NorenUp ↑