Miesiąc: sierpień 2024 (Page 19 of 58)

Kraków – Nowy Gmach „Galeria Sztuki Polskiej XX i XXI”

Ależ mnie wystawa stała w Nowym Gmachu zaskoczyła! Jakoś umknęło mi, że jest nowa „Galeria Sztuki Polskiej XX i XXI”… Wybrałam się tak dla towarzystwa, pewna że do miejsc które znam na pamięć a tu naprawdę miłe zaskoczenie. Wystawy w Nowym generalnie są świetnie pomyślane ekspozycyjnie. I Galeria Sztuki Polskiej – nie odbiega od tej tradycji! Narracja prowadzona jest od Boznańskiej, Malczewskiego, Młodej Polski aż do prac zupełnie współczesnych. Kolejne odsłony dopełniają w dedykowanych przestrzeniach konteksty historyczne oraz szersze twórcze – bo i muzyka (na wystawie słychać ciszę. No może stukot obcasów jedynie 😉 Ale utwory można usłyszeć w dedykowanych pomieszczeniach) i literatura i kilka słów o samych twórcach! Jest głównie malarstwo i rzeźba ale szkła i ceramiki też trochę. Fantastycznie opowiedziane przenikające się w XX i XXI wieku kierunki, prądy, zjawiska artystyczne. I to wszystko – co ważne – w szerszym kontekście. Zupełnie inaczej wówczas rozumie się sztukę…

A gdy ktoś ma sporo czasu i zacznie od pierwszego pietra gdzie historia od wieków średnich się zaczyna a na przełomie XIX i XX kończy – ma genialną podróż w czasie. Takie kilkanaście wieków – w kilka godzin 😊

Kraków – Muzeum Narodowe, Nowy Gmach „Złote Runo – Sztuka Gruzji”

Złote runo… I od razu mamy wizualizację czegoś fantastycznego, oczekiwanego, pożądanego, cennego… Czy to tylko nasze wyobrażenia? Nasze marzenie o bezcennym skarbie, którego pożądamy? Trochę tak 😊 Ale też trochę nie 😉 Złote runo – to mityczne, było skórą złotego skrzydlatego barana Chrysomallosa. Jazon pokonał smoka i zdobył runo. To z wyprawą Argonautów kojarzyć trzeba. W sumie takie runo to nic niecodziennego było, bo skórę baranów wykorzystywano do pozyskiwania złota z rzek na przykład. Potem się suszyło i drobiny złota – hop do sakiewki 😊 Istnieje hipoteza, według której Jazon taką właśnie złotą skórę pozyskał. A precyzyjnie – pozyskał ją w historycznej krainie Kolchidzie. To tereny obecnej Gruzji. No i przez ten przydługi wstęp – mamy wyjaśnienie dlaczego „Złote runo” to tytuł czasowej wystawy, która była w Nowym Gmachu Muzeum Narodowego w Krakowie.

Faktycznie sporo eksponatów na wystawie złotych lub w złotym kolorze 😊 Ale w przeróżnych odsłonach. Bo i rzemiosło artystyczne wielce i broń piękna a groźna i stroje z tradycji utkane i mądrością rękopisy zapisane… I tak od najdawniejszych artefaktów opowieść o Gruzji się zaczyna a na sztuce XX wieku kończy. Oczywiście akcenty polskie w sztuce gruzińskiej też były. Ale to tak jest, że od wieków historia Polski i Gruzji jakoś splatały się. Ta wystawa też podtrzymuję tę tradycję – bo to praca wspólna MNK i ośrodków z Gruzji. Opowieść pięknie poprowadzili kuratorzy wystawy. Czasem czułam się jak na jakimś bazarze gdzie cudowności kupić można, czasem jak w składach kupców z drogimi przedmiotami w ofercie, czasem jakbym zaglądała do skarbca gdzie cenne przedmioty ukryte, czasem sacrum, czasem profanum… Chyba najbardziej w oko wpadło mi pokazanie zrekonstruowanej sukni królowej Tamar i tuż obok – portret jej samej. W tej samej sukni rzecz jasna! Ach i stele! Fantastycznie zostały pokazane oświetleniem, które wyciąga szczegóły z mroku. Super!

A tak w ogóle to faktycznie mentalnie przeniosłam się do Gruzji i miałam wrażenie, że znowu wędruję po bezdrożach i miastach tego cudownego kraju. Gdyby na koniec wstawy w Nowym Gmachu jeszcze serwowano jakieś pyszności z kuchni gruzińskiej dla degustacji – to już absolutnie idealnie by było 😉 😊

Kraków – Muzeum Narodowe, Nowy Gmach „Uskrzydlone. Putta w sztuce renesansu”

Ale tu aniołki stadami fruwają! 😊 Wystawa czasowa „Uskrzydlone. Putta w sztuce renesansu” która była w Nowym Gmachu MNK. I to tak anielsko jest w stu różnych odmianach. Bo obrazy i rzeźby aniołów, że aniołów. Takich poważnych dostojnych, religijnych i pobożnych. Ale też mnóstwo brykających i baraszkujących „dzieciorów anielskich” potocznie zwanych puttami 😉. Idea aniołów jest powszechna w wielu religiach. W każdy Szabat wita się śpiewając „Szalom Aleichem” anioły szabatowe. W każdą wigilię śpiewa się „Aniołowie wyśpiewują…” itd. itd. Anioły nam zwyczajnie towarzyszą, czasem dając kopniaka w odpowiednim kierunku 😉. A gdy jesteśmy osobami wierzącymi i praktykującymi którąś z religii – zwyczajnie to towarzystwo sobie cenimy! Ale w profanum też. W sztuce i kulturze renesansu i baroku całe rzesze puttów zasiedliły umysły artystów. Tak myślę czy to profanum… W sztuce nowożytnej kojarzą się nam głownie z symboliką np. miłości. Głównie tę robotę ma Eros/Amor ale putta że putta – w sumie też. I słusznie! Ale przecież ta symbolika zaczerpnięta została z mitologii grecko-rzymskiej. Więc w sumie są z przestrzeni sacrum…

Uskrzydlone istoty „przyfrunęły” na wystawę w Nowym Gmachu głownie z Italii i Niemiec. Ale nasza rodzima produkcja też jest – na przykład te z Zygmuntowskiej kaplicy. Są motywy symboliczne i są takie czysto dekoracyjne. Rysunki, grafiki, obrazy, rzeźby, wytwory rzemiosła artystycznego… A wszystko anielskie. Całość świetnie zaaranżowana wystawienniczo, doskonale obiekty wyciągnięte światłem. Jest nawet pokój do zabaw (zasadniczo dla dzieci ale… 😉 ) gdzie można sprawdzić czy przypadkiem ze skrzydłami człowiekowi do twarzy. 😊

Gdy chodziłam po wystawie było cicho. Żadnej muzyki w tle, dźwięków – nic. Nawet widzów było jak na lekarstwo (co się bardzo rzadko tu zdarza!). Łaziłam, oglądałam, myślałam o osobach dla mnie bliskich, o jakichś przyjemnych wydarzeniach, planach… I wiecie co… Czasem wydawało mi się, że słyszę szum anielskich skrzydeł… Tak to bywa, czasem któryś przyleci i na ramieniu przycupnie… 😉

Kraków – Muzeum Narodowe, Kamienica Szołayskich „Szuflada Szymborskiej”

„Szuflada Szymborskiej” – wystawa czasowa, trwająca od sześciu lat. Wyklejanki, bibeloty, szwarc, mydło itd. Szymborska kochała szuflady i kochała przechowywać w niech – wszystko. Może i kiczowate gadżety ale każdy z historią i z emocjami. Ważne jest by otaczać się przedmiotami pięknymi, ale ważne też by niosły za sobą jakąś treść, przywodziły na myśl osobę, wydarzenie, wspomnienie… Sama wystawa nie jest z serii „szuflandia” a trochę tego się spodziewałam, ale i tak fajnie wizualizuje Szymborskiej. To chyba najlepsze określenie – bo to nie jest izba pamięci, ani galeria biograficzna. To po prostu szuflada poetki. 😉

Kraków – Muzeum Narodowe, Kamienica Szołayskich „Idzie młodość I Grupa Krakowska”

Kolejna wystawa w oddziale Muzeum Narodowego w Krakowie – Kamienicy Szołayskich , na którą warto się wybrać to „Idzie młodość I Grupa Krakowska”!! Grupa Krakowska miała krótką historię ale szaleńczą, wywrotową i zakręconą jak słoik. Wiem, awangardą się bywa a nie jest – ale im to jakoś od każdego strzału wychodziło. 😁😃 Uważali, że w sztuce mogą wszystko! I chyba mieli rację… 😜 Aleksander Blonder, Blima Grünberg, Maria Jarema, Franciszek Jaźwiecki, Leopold Lewicki, Adam Marczyński, Stanisław Osostowicz, Szymon Piasecki, Mojżesz Schwanenfeld, Bolesław Stawiński, Jonasz Stern, Eugeniusz Waniek, Henryk Wiciński oraz Aleksander Winnicki. Oni tworzyli GK i ich prace (łącznie na wystawie ok 300) podglądać można u Szołayskich. Bez pruderii i konwenansów, ale za każdym razem na wysokie „C” – świetne prace, świetnie ujęte w ramy wystawy. I jak zwykle u Szołayskich – mnóstwo zwiedzających (od szczawików do wytrawnych bywalców 😉 ). Fajne miejsce na niedzielny spacer. Polecam 😍

Kraków – Muzeum Narodowe, Muzeum Książąt Czartoryskich – Pałac

Kilka lat temu wszystkich ogarnął szał na Czartoryskich. Też uległam, choć opornie i pod prąd obiecywałam sobie, że za jakiś miesiąc, dwa, może trzy… Jak już dzikie tłumy przejdą… Ale sugestywna rekomendacja od wtedy jeszcze doktoranta mojego (teraz już doktora), kompetentnie wielce oprowadzającego zresztą nas po ekspozycji… i wylądowałam na Jana 19. 😁

Klatka schodowa – jaką pamiętam sprzed lat, gdy jako uczennica krakowskiego „plastyka” często do Czartoryskich zaglądałam. Potem kolejne sale to chronologia rodu, wielkie postaci i wielkie ich działania. I następne przestrzenie prowadzą opowieść, zmieniają się jej wątki, co podkreśla zmieniająca się kolorystyka pomieszczeń. W osobnej części dzieje sztuki od wieków średnich przez renesans i barok. W tej części kusi powabnym spojrzeniem pewna dama igrająca mimochodem z przedziwnym zwierzakiem…. 😅😍 Na koniec kogel-mogel polski – pamiątki po tych dla których Najjaśniejsza Rzeczypospolita wartością pierwszą była.

Całość – fantastycznie pomyślana. Nie ma tanich gadżetów i oklepanych rozwiązań. Aranżacja obiektów dobrze „doprawiona” kolorystyką pomieszczeń i światłem. Wszystko wyważone i przemyślane. Nie zapomniano nawet o przestrzeni dla organizowania koncertów lub wykładów oraz na wystawy czasowe. Niezła szkoła sztuki wystawienniczej!

Kraków – Muzeum Narodowe, Muzeum Książąt Czartoryskich – Klasztorek

Zupełnie niedawno było otwarcie trzeciej części Muzeum Czartoryskich w Krakowie. Koncert i przemówienia i Klasztorek został udostępniony do zwiedzania! I tym samym pałac i arsenał połączone zostały (przez ten klasztorek 😊 ) w jeden ciąg możliwy do zwiedzenia.

Sama ekspozycja – super! Mocno osadzona w historycznym klimacie ale z nowym patrzeniem na sposób eksponowania i opowiadania. Przez „mostek” wchodzi się do Klasztorku. Tam XIX wieczne zachowane szafy z sieniawskiego dębu przytuliły zbiory militariów, a potem takie pamiątki miłe i przyjemne. Może nie są super niepowtarzalne i na najwyższej półki art. Ale to taka opowieść o zbieraniu przedmiotów ładnych i z jakąś historią z jakimiś emocjami… To taka książęca wersja zbierania do pudełka pamiątek, które z jakimiś miłymi chwilami się kojarzą. Chyba każdy takie „pudełko z pamiątkami” miał (albo i ma nadal)… Zasuszony kwiatek zerwany gdzieś na spacerze, muszelka, pudełko z szachami, jakaś płyta, kamyczek… W wersji książęcej: fotel Shakespeare’a, srebrna balsaminka, jakaś porcelanowa figurka, szabla… Ale koncepcja taka sama. Ślady historii, ślady pamięci, ślady emocji. Takie przedmioty które bierze się do ręki albo omiata wzrokiem przechodząc i… uśmiech zaczyna się błąkać na twarzy albo maleńka łza… No i klasztorek taki jest. Po obejrzeniu poważnej w sztukę ekspozycji w pałacu, ogląda się tę nostalgiczną… by potem przejść do kolejne poważnej i historycznej opowieści o antyku w arsenale.

Piękne…

Kraków – Muzeum Narodowe, Muzeum Książąt Czartoryskich – Arsenał

Arsenał Muzeum Książąt Czartoryskich, a w nim – antyk jak malowanie. Właściwiej byłoby powiedzieć „jak wyrzeźbiony” bo antyk generalnie rzeźbą stoi. Tak czy tak – antycznie, grecko, rzymsko, egipsko, fenicko, starochrześcijańsko… To tylko pozorny mix. Kolejne gabloty snują opowieść z terenu Azji Mniejszej, Imperium Romanum czy Starożytnego Egiptu. Głownie rzeźby, płaskorzeźby i rzemiosło – to jasne i oczywiste! Ale ślady mozaiki lub malarstwa też znaleźć można. Klasycznie a równocześnie pięknie pomyślana ekspozycyjnie!

Tak snułam się od gabloty do gabloty. Zachwycałam maleńkimi rzeźbami tak precyzyjnie wykonanymi i cudowną biżuteria, którą teraz a i owszem chętnie bym. 😉 I do perfekcji doprowadzonymi, idealnie każde ścięgno i mięsień pokazującymi białymi rzeźbami bogów i… pomyślałam sobie, że w sumie to mocno sakralna wystawa jest. Przy czym we wszystkich odsłonach sacrum. Bo i starochrześcijańskie ryby i Chi-Ro. I egipskie amulety i talizmany i uszebti (służący w zaświatach) ale też bogowie o groźnych zwierzęcych głowach niekiedy. I mocno erotyczni momentami bogowie Grecji i Rzymu. Lubieżne Syleny i Satyry, obnażający tors Apollo lub Zeus, zwiewnie odziana Diana. W sumie to taki antyk, który o normalnym życiu opowiada alegoriami i figurami retorycznymi mitów, bogów, wierzeń…

Kraków – Muzeum Narodowe, Europeum

Zabytkowy spichlerz, który stał się centrum sztuki europejskiej – tej sprzed wieków i tej bliższej naszym czasom. Veneziano, Brueghel czy Thorvaldsen, także Rembrandt. Dobrze zaaranżowane miejsce, dobra ekspozycja, dobre dzieła. Dla mnie jedno jest wyjątkowo cudowne (zapewne dlatego, że oprócz wachlarzy, baaaardzo lubię także kapelusze i inne nakrycia głowy 🙂 ) Alabastrowa dama w kapeluszu z woalom. Tajemnicza, uwodzicielska wręcz erotyczna. Delikatny alabaster woalu otulającego twarz i kapelusza, splamiony nieco czerwienią maków… Maki podobno wyrosły z łez Wenus, były też atrybutem boga snu i sennych marzeń – Morfeusza. Więc może nie, może kwiaty to delikatna prowokacja, zachęta do zerwania walu i odkrycia skrywanej pod muślinem rozmarzonej twarzy…

Kraków – Nowohuckie Laboratorium Dziedzictwa „Raptularz, czyli spraw przednowohuckich opisanie”

„Raptularz, czyli spraw przednowohuckich opisanie”… Pomysł zupełnie fajny choć plakat mnie zmylił… W rzeczywistości projekt bardziej dotyka fundacji cysterskiej w Mogile kilku innych kościołów okolicznych czy tam dworów szlacheckich/ziemiańskich niż kultury ludowej. Ale… taka wizja artystyczna twórcy plakatu. 😉 Wszystko takie trochę niespójne wyszło i przypadkowe. Choć w sumie… Raptularz to taki brudnopis do zapisywania notatek – tak dla pamięci. Takie wszystko razem ponotowane, żeby potem kiedyś tam poukładać jakoś sensownie… Więc może i coś w tym jest… 😉 Wystawa – cóż, kilka tablic w krużgankach cysterskich, a potem premiery kilku krótkich filmów. Te – fajnie zrealizowane. Z tych, które widziałam – cysterski chyba najciekawszy. Ten z Branic nie najgorzej opowiedziany. W innym narracja położyła dobre zdjęcia. Mają być online dostępne. Kolejne odsłony projektu to spacery tematyczne tyle tylko, że głównie po obiektach sakralnych. Takie przednowohuckie opisanie…

« Older posts Newer posts »

© 2026 Lucyna Maria Rotter

Theme by Anders NorenUp ↑